Seria z tulipanem

Uwaga: treść tej zakładki przeznaczona jest dla osób pełnoletnich.

"MISTRZ"


Sonia wracając pewnego wieczoru z zajęć aerobiku przypadkowo dostaje się w macki cypryjskiej mafii, której bossem jest równie piękny, co niebezpieczny Raul de Luca.

W jednej sekundzie życie młodej kobiety zmienia się nie do poznania, właśnie za sprawą de Luci, który wywozi ją na Cypr.

Cypryjski dom czarnookiego mężczyzny - VillaRosa - staje się dla Sonii luksusowym więzieniem. Miejscem, w którym dziewczyna poznaje smak prawdziwej miłości, a także pierwszych cielesnych uniesień.

Przepiękne krajobrazy Północnego Cypru stanowią doskonałe tło dla dramatycznych wydarzeń, których niemymi świadkami staną się ściany VillaRosy. To właśnie tam życie Sonii, Raula, Angeliki i Vincenta, głównych bohaterów "Mistrza", zmieni się na zawsze. Już nigdy nic nie będzie takie samo...

Kolorytu tej powieści dodają niejednoznaczni bohaterowie, posiadający niejedną tajemnicę. Cielesne rozkosze często stają się dla nich "zasłoną", za którą ukrywają swoją prawdziwą naturę, własne pragnienia, marzenia i tęsknoty.

"Mistrz" to zupełnie nowa odsłona pisarskiego talentu Katarzyny Michalak. Autorka udowadnia tą powieścią, że nie boi się nowych wyzwań, a nic co ludzkie, nie jest jej obce. Sceny opisujące zbliżenia bohaterów, rozgrzeją zmysły niejednej czytelniczki, a dynamicznie rozgrywająca się akcja zapewnia wspaniałą rozrywkę. Książka gwarantuje również szereg wzruszeń oraz pobudza do refleksji nad zawiłościami ludzkiego losu.


FRAGMENT POWIEŚCI "MISTRZ"

PROLOG

Dziewczyna była niesamowita! Dokładnie taka, jakiej zleceniodawca potrzebował, jaką zamówił: piękna, młoda, bystra i… chętna. O tak, widać było po sposobie, w jaki splata długie, opalone nogi, w jaki oblizuje niby mimochodem pełne usta pociągnięte pomadką w odważnym kolorze, w jaki przechyla głowę, by kosmyk włosów barwy dojrzałego kasztana spadał zalotnie na czoło i wreszcie… jak przyszła na to spotkanie ubrana – mógłby przysiąc, że pod obcisłą sukienką nie ma majtek, bo stanika nie miała na pewno – po tym wszystkim widać było, że jest urodzoną uwodzicielką, choć wbrew pozorom nie dziwką. Co do tego również nie miał wątpliwości: pochodziła ze zbyt dobrej rodziny i otrzymała zbyt dobre wykształcenie, by się puszczać za pieniądze.

Poprawiła się leniwym ruchem na krześle, założyła noga na nogę – dokładnie tak jak Sharon Stone w pewnym znanym filmie – i zyskał pewność: nie miała majtek. Mimo że panował nad sobą w stu procentach, teraz musiał przełknąć ślinę i poprawić krawat.

Uśmiechnęła się leciutko. W jej zadziwiających oczach, barwy ni to zielonej ni niebieskiej, które okalały długie, gęste rzęsy, ujrzał politowanie, niepasujące do tak młodej osoby. Żachnął się w duchu, podniósł jej CV i zagłębił się w lekturze. Czekała, nadal unosząc kącik ust w uśmiechu, w pełni świadoma, że on nie szuka ani sekretarki, ani pomocy domowej.

– Do czego jest pani zdolna się posunąć, by osiągnąć cel? – zapytał, nie podnosząc oczu znad zadrukowanych kartek.

– A czego pan oczekuje? – Ten bezczelny uśmieszek i prowokacyjny ton.

– Pozwoli pani, że ja będę zadawał pytania. – Zmarszczył brwi, choć wiedział, że jej tym nie zdeprymuje. – Zadanie, jakie chciałbym pani powierzyć, jest wyjątkowo delikatne.

– Tak delikatne, jak to, co ma pan między nogami?

Wciągnął głośno powietrze, wstał i podszedł do okna, skąd miał wspaniały widok na panoramę Warszawy, by nieco ostudzić zmysły.

Andżelika Herman była… bezczelna i arogancka! Nie takiej dziewczyny poszukiwał zleceniodawca! Ten, którego obrano za cel, przejrzy natychmiast zbyt jawną prowokację! Chociaż… obiekt był stuprocentowym mężczyzną, samcem, a ta młoda samica była doprawdy grzechu warta. Obrzucił dziewczynę uważnym spojrzeniem, tym razem oceniając ją nie jako facet, a jako pracodawca – może od początku tak powinien na nią patrzeć – i pokręcił wolno głową.

Uśmieszek znikł.

– Nie, jednak nie mam pani nic do zaproponowania. Dziękuję za poświęcony mi czas.

Wstał i wyciągnął do dziewczyny rękę. Ta wstała również. Poważna i skupiona. I nagle, bez tych uśmieszków i prowokacyjnych spojrzeń wydała się słodka i niewinna. Dokładnie taka, jak trzeba.

– Panie Robercie, ja mam wiele twarzy. Jestem dobrą aktorką. Potrafię wpasować się w każdą rolę, jaką mi pan wyznaczy – powiedziała cichym, ale pewnym głosem.

Długo mierzyli się spojrzeniem, wreszcie on kiwnął głową. Usiedli z powrotem po przeciwnych stronach dębowego biurka.

– Obiektem pani starań byłby ten człowiek. – Przesunął ku dziewczynie zdjęcie.

Ujęła je w dwa palce. Oooch…! Mężczyzna na fotografii był piękny, po prostu piękny! Cudne męskie ciacho do schrupania! Odetchnęła w duchu, bo już zaczęła się obawiać, że ma uwieść jakiegoś obleśnego starucha…

– Raul de Luca – przeczytała półgłosem podpis z drugiej strony fotografii. – Francuz?

– Jego ojciec był Francuzem.

Andżelika uśmiechnęła się szeroko. Miłość francuska… miodzio, po prostu miodzio!

Ale jej rozmówca był poważny.

– Proszę się tak nie cieszyć. On jest bystry i inteligentny. W sekundę odkryje każdy podstęp. Nie wystarczy wskoczyć mu do łóżka. Musi go pani w sobie rozkochać i zyskać jego zaufanie, a to nie będzie łatwe.

– Sądzę, że dam sobie radę – odparła.

– Chciałbym, żeby zdała sobie pani sprawę, jak niebezpieczny jest to człowiek…

– Domyślam się, że nie zajmuje się hodowlą kotów. – Brzmiało to żartobliwie, ale przez twarz mężczyzny nie przemknął nawet cień uśmiechu.

– Bez skrupułów zniszczy każdego, kto mu w jakikolwiek sposób zagrozi. Fizycznie zniszczy. – Nie chciał użyć słowa „zabije”, by jej nie wystraszyć.

Skinęła tylko głową.

– Jeżeli sprosta pani zadaniu, wynagrodzenie będzie co najmniej zadowalające.

– To znaczy?

Na odwrocie zdjęcia napisał kwotę, która rzeczywiście była z a d o w a l a j ą c a. Teraz to dziewczyna musiała wciągnąć powietrze. Ile ciuchów sobie za to kupi! Ile kosmetyków! Wystarczy jej na to forsy do końca życia!

– Biorę to zlecenie. – Zdecydowanym ruchem sięgnęła po zdjęcie i w następnej chwili uczyniła coś, czym mu zaimponowała: wyciągnęła zapalniczkę i podpaliła fotografię wraz z ceną za „usługę”, trzymając za rożek dotąd, aż płomień zaczął parzyć w palce.

Rozparł się na fotelu, patrząc na swoją nową podopieczną z prawdziwą satysfakcją. Odpowiedziała swym irytującym, bezczelnym uśmieszkiem.

– Czy może pani, droga Andżeliko, na dobry początek zaprezentować swoje umiejętności?

– Oczywiście.

Wstała, obeszła biurko, uklękła między jego kolanami i sięgnęła do rozporka, jednym ruchem smukłej dłoni uwalniając nabrzmiałą, gotową do działania męskość. Uśmiechnęła się, wymruczała z zadowoleniem: „Jak ja to lubię…” i bez zbędnych ceregieli wzięła członek w usta, po czym zaczęła z dużym oddaniem pracować językiem i karminowymi od pomadki wargami.

***

Sonia szła szybko pustymi ulicami Warszawy, mając duszę na ramieniu i oczy dookoła głowy. Dochodziła północ i nie była to pora odpowiednia do spacerów po parku. Nawet za dnia był miejscem spotkań podejrzanego towarzystwa, co dopiero w nocy… Ale przecież musiała się jakoś dostać do domu! Taksówka, na którą szarpnęła się w chwili rozpaczy, jak na ironię zepsuła się skrzyżowanie wcześniej. Na przystanku nocować przecież nie będzie!

Przyspieszyła kroku. Teraz najgorsze: biegnące pod ulicami przejście podziemne, którego zawsze się obawiała…

Zbiegła po schodach. Jarzeniówki na suficie dawały mdłe światło, ale przynajmniej jakieś dawały – w ubiegłym tygodniu panowały tu egipskie ciemności i Sonia nie odważyła się zejść do podziemi, musiała przez to nadkładać drogi o dobre paręset metrów.

Szła szybko, przyciskając do boku mały plecak. Adidasy nie wydawały dźwięku. Na szczęście nie musiała zakładać dziś szpilek, bo teraz, w tym tunelu, ich stukot przyprawiłby dziewczynę o zawał serca.

Była w połowie drogi, gdy… zwolniła kroku.

Ktoś zbiegał po schodach! Mężczyzna! Facet w pustych podziemiach o północy!

„Idź jak gdyby nigdy nic. Z jednym dasz sobie radę” – zapewniła w myślach siebie samą.

Tamten na szczęście nie wydawał się nią zainteresowany. Biegł ku drugiemu krańcowi tunelu, nie posławszy dziewczynie ani jednego spojrzenia. Zupełnie, jakby go ktoś gonił.

Nagle stanął.

Sonia stanęła również, czując serce podchodzące do gardła: po schodach naprzeciw niej zbiegało właśnie czterech drabów w rozpiętych czarnych marynarkach, wyglądających na… Nie miała chęci ani czasu zastanawiać się, czy bardziej wyglądają na tajnych agentów, czy na eleganckich bandytów, bo za jej plecami rozległ się stukot butów. Jeszcze czterech!

I ona, i ten, który im uciekał, znaleźli się w potrzasku!

Milion myśli przeleciało dziewczynie przez głowę. „Ukryj się!” – to była najważniejsza. Tylko gdzie? Rozejrzała się po pustym tunelu z rozpaczą w oczach, natykając się na wzrok uciekającego. Chciał coś powiedzieć. Otworzył usta, ale nagle zrezygnował i wyszarpnął zza poły marynarki pistolet. Oczy Soni zogromniały.

Mężczyzna spojrzał gdzieś ponad jej ramieniem i rzekł mocnym, zabarwionym sarkazmem głosem:

– Wygrałeś, Raul, ale nie do końca.

Przyłożył lufę do skroni i nacisnął spust.

Sonia krzyknęła dziko, widząc tryskającą krew i strzępki mózgu.

Uciekać!!!

Rzuciła się w tył.

I stanęła...

Nadchodzili niespiesznie, krok za krokiem, z bronią wycelowaną właśnie w nią. Obejrzała się – tamci czterej także się zbliżali. I też trzymali gotowe do strzału pistolety.

Panika kazała jej uciekać mimo to. Obiegła kolumnę podpierającą strop, oparła się o nią plecami, zacisnęła powieki i osunęła do klęczek, w dziecinnej naiwności sądząc, że gdy zamknie oczy i skuli się niczym embrion, zniknie. Oni jej nie znajdą. Siadła, objęła rękami kolana i opierając na nich głowę, załkała bezradnie.

– Bierzcie ją – padł rozkaz.

Bez oporu dała się postawić na nogi. Dwóch trzymało ją za ramiona, trzeci stał przed nią, pozostali gdzieś zniknęli.

Czuła, że za chwilę umrze. Oni zastrzelą ją jak psa, potem zakopią w lesie i nikt się o tym nie dowie. Nikt jej nie znajdzie…

I ta świadomość, że zniknie ot tak, jak zdmuchnięty płomień świecy, sprawiła, że Sonia zebrała się w sobie, uniosła głowę i spojrzała śmierci w oczy. Śmierć miała oczy czarne i bezwzględne.

– Kto cię przysłał? – Pytanie dotarło do otępiałego umysłu dopiero po dłuższej chwili.

Zamrugała, zaskoczona tymi słowami.

„Kto mnie przysłał? Kto mógł mnie przysłać?!” – spojrzała w bok, szukając dobrej odpowiedzi, ale szarpnięcie za włosy unieruchomiło jej głowę. Zmusiło, by patrzyła czarnookiemu mężczyźnie prosto w oczy.

– Kto cię przysłał? – powtórzył niskim, dźwięcznym głosem, w którym brzmiała śmiertelna groźba.

W innych okolicznościach i ten głos, i pytający wydaliby się Soni niebywale pociągający: mężczyzna był nie tyle przystojny, co wręcz piękny – każda kobieta, bez wyjątku, marzyłaby o paru chwilach w jego towarzystwie – teraz jednak miał w sobie tyle uroku co atakujący grzechotnik i Sonia pragnęła jednego: znaleźć się jak najdalej od niego.

– Powiesz tu i teraz, czy mam cię zmusić? – Czarne oczy zwęziły się w szparki, uniósł broń i przystawił lufę do czoła dziewczyny. Zachłysnęła się oddechem i zaczęła wyrzucać z siebie potok słów:

– Nikt! Proszę! Wracałam do domu! Z treningu! Zginął mi plecak, szukałam go… I spóźniłam się na autobus. A taksówka zepsuła się, o tam, za skrzyżowaniem. Musiałam… Zbiegłam tutaj. I ten człowiek! I wy! I pan! A potem on! Strzelił sobie w głowę! Nie chciałam uciekać, ale… Proszę mi wierzyć! Nic nikomu nie powiem, tylko puśćcie mnie! Ja…

Puścił ją. Rzeczywiście zrobił to, o co błagała. Uwolnił włosy dziewczyny, trzymane dotąd pełną garścią, i odepchnął jej głowę tak mocno, aż uderzyła o ścianę.

– Przeszukaj ją – rzucił do stojącego obok mężczyzny, posturą i wyrazem twarzy przypominającego goryla.

Ten schował broń do kabury pod marynarką i bezceremonialnie obmacał dziewczynę, szczególnie pilnie szukając tego czegoś między jej nogami. W następnej chwili wyrwał z jej objęć plecak i wysypał całą zawartość na ziemię. Klęknął. Portfel ze skromną zawartością nie wzbudził jego zainteresowania, ale notes owszem. „Goryl” uniósł brwi, wyciągnął zza skórzanej okładki małą płaską paczuszkę, skoczył na równe nogi i… strzelił dziewczynę na odlew w twarz.

Krzyknęła, łapiąc się za policzek.

– Nic nie wiesz?! Nikt cię nie przysłał?! – wrzasnął, machając jej przed oczami paczuszką. – Patrz, szefie, Złoty Pył!

Rzucił czarnookiemu znaleziony przedmiot i zamierzył się powtórnie, ale tamten chwycił go za nadgarstek i syknął:

– Wystarczy.

„Goryl” prychnął niezadowolony – najwyraźniej lubił bić. Sonia odetchnęła cichutko, unosząc drżącą dłoń do policzka. Czarnooki spojrzał na nią równie zimno jak na tamtego.

– I tak powiesz wszystko, co chcę wiedzieć – stwierdził. – Paweł – zwrócił się do jasnowłosego mężczyzny, który stało obok niego – ciało do bagażnika, ją… – Urwał, zmierzył dziewczynę od stóp do głów lodowatym spojrzeniem. – Z nią pogadam po drodze. Sprzątnijcie tutaj – rzucił „gorylowi”, po czym odwrócił się na pięcie i, sięgając po telefon, ruszył w kierunku schodów.

Jeden z mężczyzn, nazwany Pawłem, pochylił się nad zwłokami tego, który nie zdołał uciec, sięgnął do wewnętrznej kieszeni jego marynarki, wyjął portfel, a z niego dokumenty. Sonia poczuła, jak żółć podchodzi jej do gardła. Jęknęła mimowolnie, odwracając głowę.

– Takaś delikatna? – mruknął. – Było go nam nie wystawiać…

Wstał, zacisnął palce na ramieniu dziewczyny i pociągnął ją za sobą. Nie próbowała stawiać oporu. Nawet przez myśl jej to nie przeszło. Bała się tak strasznie, jak jeszcze nigdy w życiu. Nawet tamtego dnia przed dwoma laty, gdy do drzwi zapukało dwóch policjantów, nie była tak przerażona jak teraz.

Wyprowadził ją na zewnątrz. Zdążyła spojrzeć oczami pełnymi łez w rozgwieżdżone niebo, gdy wepchnął ją do zaparkowanej nieopodal limuzyny. Drzwi trzasnęły cicho. Otarła oczy wierzchem dłoni i zamarła. Naprzeciw siebie znów miała mężczyznę o oczach czarnych jak śmierć. Siedział rozparty wygodnie i patrzył wprost na nią.

Samochód ruszył z piskiem opon. Ostro wzięty zakręt rzucił dziewczyną o drzwi. Szczęknęła automatyczna blokada.

– To dla twojego bezpieczeństwa. Za nic nie chcę, byś wypadła i zrobiła sobie krzywdę – zakpił i ta kpina dobrze na Sonię podziałała. Usiadła wyprostowana i rzuciła mężczyźnie niemal wyzywające spojrzenie.

– O, tak już lepiej. – Uniósł kącik ust w uśmiechu, który jednak nie sięgnął oczu. – Może teraz porozmawiamy spokojnie i bez histerii na interesujący mnie temat. Więc…

– Wiem, wiem – przerwała mu gniewnie. – Kto mnie przysłał. Wyjaśnię to panu, a przynajmniej będę się starała: ja jestem nikim. Nikim ważnym, przynajmniej dla pana. Studiuję biologię na uniwersytecie, po zajęciach chodzę na taekwondo. Wracałam właśnie z treningu, gdy…

– Czy wiesz, co my z tobą zrobimy? – Wpadł jej w słowo takim tonem, że aż się skuliła.

– Proszę mi wierzyć – wyszeptała drętwiejącymi ustami.

– Kochanie – zaczął ze zwodniczą miękkością – wychodzisz na spotkanie kurierowi, on popełnia spektakularne samobójstwo, po czym ty, jedyny świadek, nie licząc moich ludzi, próbujesz mi wmówić, że nie miałaś z tym nic wspólnego i właśnie tego dnia o północy spieszyłaś do domu na kolację z rodzicami?

Sonia cofnęła się, jakby ją uderzył.

– Wszystko by się zgadzało, proszę pana – zaczęła cicho, podnosząc na niego pociemniałe z bólu oczy – oprócz tego, że ja nie mam rodziców. Dwa lata temu zginęli w wypadku.

Zapadła cisza, podczas której on lustrował uważnie twarz dziewczyny. Wytrzymała jego spojrzenie.

– Nie znam człowieka, który się zastrzelił. Prawdę mówiąc, w tym mieście nie znam nikogo. Miesiąc temu przyjechałam na studia. Mieszkam sama w wynajętej kawalerce. Możecie mnie zabić i nikt po mnie nie zapłacze. – Odwróciła twarz do okna, nagle daleka i obojętna.

– Sprawdzimy to – odezwał się półgłosem i niespodziewanie miękkim gestem ujął ją za ramię. Spojrzała nań zaskoczona w momencie, gdy wbijał poprzez materiał jej bluzki igłę. Nim zdążyła się wyrwać, nacisnął tłok strzykawki i narkotyk pomknął żyłami ku sercu dziewczyny, a potem wprost do mózgu.

Zapadła się w rozkołysaną czerń...

Balansowała na czubkach palców, z rękami związanymi czarną jedwabną szarfą wysoko nad głową. Włosy, lśniąc jak płynne złoto, spływały po nagich ramionach aż do talii. Powiew wiatru wzburzył cienkie zasłony, spływające z sufitu niczym karminowy deszcz. Zafalowały dookoła niej, muskając różowe sutki, delikatne jak płatki fuksji. Opaska z czarnego jedwabiu, która kneblowała jej usta, stłumiła jęk.

On pojawił się znikąd, ale poczuła jego obecność całą sobą. Włoski na karku i ramionach podniosły się, jakby jej nerwami przemknął elektryczny impuls. Biegł od czubka głowy, po palce stóp, na koniec uderzając w samo źródło. Zacisnęła zęby na opasce, by nie jęknąć powtórnie.

On stanął tuż za nią. Odgarnął palącą dłonią włosy z jej karku i pocałował gładką skórę nad obojczykiem. Drugą dłonią zagarnął jej pierś. Zakwiliła, czując, jak nogi uginają się pod nią, a podbrzusze zaczyna płonąć dzikim pożądaniem.

Obszedł brankę niespiesznie, stając przed nią i mierząc uważnym spojrzeniem czarnych oczu. Był kompletnie ubrany. W czerń, od stóp do głów.

Nagle zagarnął ją ramieniem, drugą rękę wsunął między jej uda, zanurzając palce głęboko w śliskie ciepło, a ona… ona wygięła się w łuk, pojękując cicho, błagalnie…
– Coś ty jej podał? – Paweł, który na wezwanie szefa przesiadł się do lincolna, patrzył przez parę chwil na wijące się w udręce ciało dziewczyny.

– Złoty Pył – odparł Raul, przytrzymując ją za ramiona, by nie spadła z siedzenia.

– I to tak działa?

– Nie wiem. Nie sprawdzałem na sobie – odmruknął.

– Może powinieneś? – zażartował lekarz, ale zaraz spoważniał. – Czego ode mnie oczekujesz? Że ją zaspokoję?

Tym razem przez twarz Raula przemknął cień uśmiechu, ale zaraz znikł.

– Że ją przesłuchasz.

– Tutaj? W samochodzie? Nie mogłeś poczekać, aż dojedziemy? – Paweł spojrzał z przyganą na Raula. Tylko Pawłowi krytykowanie szefa uchodziło na sucho, bo ten lubił jasnowłosego mężczyznę, cenił go i ufał mu bez zastrzeżeń. Teraz jednak zgromił go wzrokiem.

– Nie mogłem.

Rzucił polecenie kierowcy i samochód stanął.

Paweł objął palcami nadgarstek nieprzytomnej, sprawdzając puls.

– Słuchaj, Raul, ja nie wiem, jak ten narkotyk wchodzi w interakcję z amytalem – mówił o serum prawdy, które miał podać dziewczynie. – Może jej siąść serce…

– Więc będzie miała przyjemną śmierć. I tak jest już martwa. Zaczynaj.

Paweł pokręcił głową, ale bez dalszych protestów wyjął z lekarskiej torby stazę i zacisnął na ramieniu nieprzytomnej. Wbił się do żyły i podał ściśle odmierzoną dawkę amytalu sodu. Dziewczyna szarpnęła się jak w agonii i opadła na siedzenie lincolna.

Ręce, związane w nadgarstkach zaczęły rwać trudnym do opisania bólem, mimo to – a może właśnie dlatego – czuła narastającą rozkosz. Ciało płonęło. Czarnooki mężczyzna zadawał pytanie za pytaniem, trzymając ją jedną ręką za kark, palce drugiej raz za razem zagłębiając w wilgotną, gorącą płeć. Wiła się, zawieszona na wyciągniętych rękach, jednocześnie próbując się uwolnić, jak i nadziać na te śliskie od soków palce jeszcze głębiej. Była blisko, tak blisko spełnienia… Ból narastał. Z zakneblowanych jedwabną szarfą ust wydarł się głęboki, gardłowy jęk pełen błagania i udręki.

Ale o n bawił się jej ciałem bez litości.

Rozkosz stawała się torturą, ogień zaczynał parzyć, nie było ucieczki od tego ognia i od jego dłoni…

Kwadrans później obaj mężczyźni spojrzeli na siebie skonsternowani.

– Ona rzeczywiście nic nie wie. – Paweł podsumował na głos to, czego się dowiedzieli czy raczej czego się nie dowiedzieli. – Albo zadaliśmy niewłaściwe pytania. Ktoś mógł wysłać ją na spotkanie pod byle pretekstem, do notesu podrzucić Złoty Pył, by kurier mógł ją zidentyfikować i…

– To od początku wydawało się zbyt oczywiste – przerwał mu Raul. – Zaginiony plecak, zepsuta taksówka, kurier i działka narkotyku, którego jeszcze nie ma na rynku. Mnie interesuje jedno: dlaczego nasz przyjaciel Artur tak szybko tę działkę odnalazł. Nie szukał w portfelu, nie szukał po kieszeniach, tylko zajrzał od razu pod okładkę notesu i jak królika z kapelusza wyciągnął to, co nas zainteresuje.

– Podejrzewasz, że Artur pracuje dla kogoś innego?

Raul zmierzył pytającego wzrokiem.

– Ja nie podejrzewam. Ja mam pewność. Co do niej… – spojrzał na rzucającą się w narkotycznych majakach dziewczynę – jeszcze tej pewności nie mam.

– To co z tym fantem zrobimy?

– Poczekamy. Tym czasem budź ją. Wyspała się wystarczająco.

Obudził ją własny jęk. Całe ciało drżało z szoku. Zęby szczękały jak w febrze. Próbowała unieść pękającą z bólu głowę, ale opadła bezwładnie na skórzane siedzenie samochodu.

– Leż spokojnie. – Usłyszała głos mężczyzny ze snu i mimowolnie zacisnęła uda.

Nie! Nie rób mi tego! Odejdź! Błagam, nie rób mi krzywdy! – chciała wykrzyczeć, ale nie mogła wydobyć głosu.

Mężczyzna pochylił się ku niej, dotknął zimnego od potu czoła dziewczyny, zajrzał w przerażone oczy i zacisnął palce na jej nadgarstku, mierząc puls, ale Sonia, nadal w ponarkotykowym szoku, zrozumiała to inaczej.

W oczach błysnęły łzy. On ją teraz… on ją…

– Proszę… – zdobyła się wreszcie na szept. – Proszę nie robić mi krzywdy…

Uniósł brwi i zrozumiawszy, czego ona się obawia, pokręcił głową, po czym cofnął się na swoje siedzenie i zapatrzył w mrok za oknem.

Spróbowała usiąść prosto i po kilku próbach, na które on nie zwrócił uwagi, w końcu jej się to udało. Marna to była pociecha, ale mimo wszystko w pozycji pionowej poczuła się lepiej.

Autem zakołysało. Zjeżdżali z asfaltu w polną drogę, by po chwili zagłębić się w las. Sonia po raz kolejny tej nocy zesztywniała z przerażenia.

– Czy pan mnie… – Pytanie nie chciało przejść przez zaciśnięte gardło. – Czy pan mnie zabije? – wykrztusiła wreszcie.

On spojrzał na nią obojętnie.

– Nie jestem mordercą – odparł, a widząc błysk nadziei w oczach dziewczyny, natychmiast tę nadzieję zgasił: – Zazwyczaj nie.


"CZARNY KSIĄŻĘ"

Koniec XIX wieku. W mrocznych zaułkach Miasta czai się zło wcielone. Tajemniczy morderca z finezją zabija piękne, młode kobiety. Nie wiadomo, która będzie jego kolejną ofiarą.

Śledztwo w sprawie morderstw prowadzi inspektor Paul de Bries. Mężczyzna nie zawaha się przed niczym, by schwytać ich sprawcę.

Osiemnastoletnia Konstancja Lubowiecka, jedna z mieszkanek Miasta, zyskuje przychylność Maksymiliana Romanowa, zwanego Czarnym Księciem. Czy to właśnie ta młoda kobieta, o twarzy i spojrzeniu anioła, stanie się kolejną zdobyczą Doktora Śmierć?

Losy tych trojga: Konstancji Lubowieckiej, Paula de Briesa i Czarnego Księcia w zaskakujący sposób splotą się na kartach najnowszej powieści Katarzyny Michalak. 

"Czarny Książę" to erotyk rozbudzający zmysły, ale przyjemność w jego czytaniu odnajdą również miłośnicy tajemnic i zagadek.

A tak o "Czarnym Księciu" pisze Wydawca:

Ulice Miasta po zmroku pustoszeją. Giną piękne, młode kobiety. Morderca zabija je elegancko, finezyjnie, z fantazją. Inspektor Paul de Bries odchodzi od zmysłów, gorączkowo szukając sprawcy. Podejrzanych jest wielu. Ofiarą może być każda. Trop prowadzi do Czarnego Księcia, przystojnego i niebezpiecznego Maksymiliana Romanowa, spadkobiercy potężnego rodu. Między dwoma mężczyznami staje piękna, młodziutka Konstancja, sprzedana za ojcowskie długi. Przyjaźń zmienia się w śmiertelną nienawiść, nienawiść prowadzi do zbrodni. Pozostaje jedno pytanie: kto prowadzi tę grę? Niesamowita opowieść o zwodniczej miłości, pożądaniu, zdradzie i morderstwie. Galeria mrocznych postaci na ulicach grzesznego i zepsutego Miasta końca wieku. Prawdziwa gratka dla miłośników gorących, namiętnych i niebezpiecznych historii.


FRAGMENT POWIEŚCI "CZARNY KSIĄŻĘ"


Szła szybko, bo godzina była późna, a Miasto nocą niezbyt zachęcało do spacerów. Za długo oddawała się namiętności w Zakazanym Owocu, za długo… Pantofelki ze złoconymi obcasami stukotały o bruk, owinęła się szczelniej czarną peleryną, nasunęła na głowę kaptur obszyty srebrnym lisem. Płomienie gazowych latarni dawały światła akurat tyle, by nocny przechodzień nie skręcił sobie kostki na kamiennym bruku, ale już boczne uliczki, przecinające Promenadę - główną ulicę Miasta, przy której stały najwspanialsze pałace starej arystokracji i co bogatszych nuworyszów – tonęły w ciemnościach.

I właśnie z jednej z nich wysunęła się ciemna sylwetka i podążyła za spieszącą do domu dziewczyną. Słysząc kroki za plecami, ta obejrzała się przestraszona, w następnej chwili przyspieszyła, widząc podążającą ku niej, otuloną w czarną pelerynę postać. Dopiero na dźwięk swego imienia, wypowiedzianego znajomym głosem miękko i pieszczotliwie, stanęła. W następnej chwili obracała się z pełnym niedowierzania uśmiechem.

- To ty? – zapytała, a oczy rozbłysły uczuciem. – Myślałam, że… Bałam się…

- Ciii…

Ucichła posłusznie, zsuwając kaptur z jasnych włosów.

W następnej chwili została pociągnięta w mrok uliczki i już całowała gorące, namiętne usta tak łapczywie jak parę kwadransów wcześniej.

Podciągnęła suknię, by paląca dłoń miała łatwiejszą drogę do wilgotnego, rozpalonego wnętrza, tam, gdzie nabrzmiała płeć domagała się szybkiego zaspokojenia. Jęknęła przeciągle, czując nieustępliwe palce wsuwające się głęboko do środka. Druga dłoń spoczęła na jej karku, wsunęła się we włosy, odgięła głowę do tyłu, by usta mogły teraz pieścić odsłoniętą bezbronnie szyję.

Rozpływała się… Zatracała w narastającej rozkoszy…

- Proszę… Proszę...! – szeptała, wyrzucając biodra do przodu, by nadziewać się na gorące, zaborcze place jeszcze mocniej, jeszcze szybciej, aż do końca, aż do jednego przeszywającego na wskroś spazmu, wydobywającego z gardła przeciągły, zwierzęcy okrzyk, który… urwał się nagle.

Ostrze lancetu precyzyjnie wbiło się w nasadę karku, przecinając rdzeń kręgowy.

Runęła na bruk jak szmaciana lalka. Serce stanęło w pół uderzenia. Nie zdążyła krzyknąć z przerażenia, nie zdążyła zawołać o pomoc. Prawdę mówiąc nawet nie wiedziała, że umiera…

Dłonie, te same, które całowała nie dalej niż godzinę wcześniej, podtrzymały upadające ciało, złożyły pod ścianą, gdzie było niewidoczne z ulicy.

W momencie, gdy lancet, którym zadały śmiertelny cios, odcinał skrawek sukni martwej dziewczyny, odezwał się cichy głos sumienia, nie, nie sumienia, a rozsądku: „Te zabawy stają się niebezpieczne. Skończ z nimi, bo zawiśniesz na stryczku”.

- Skończę. Już niedługo. O n będzie ostatni. Zabiję j e g o i… tak, to będzie koniec.

(...)

Sala była ogromna. I wypełniona po brzegi głośnymi, podekscytowanymi ludźmi. Oblegali oni stoły do ruletki i stoliki do pokera, automaty do gry, obstawiając, kibicując, jeśli zaś byli graczami, krzycząc z podniecenia przy wygranej, rwąc włosy z głowy po przegranej, jednym słowem: oddając się hazardowi z najwyższej półki.

Kasyno urządzono z klasą i przepychem. Było szczytem luksusu i byle kto wstępu tutaj nie miał.

Mężczyźni obowiązkowo nosili czarne fraki do takichż kamizelek i białych, wykrochmalonych koszul, kobiety przywdziały wieczorowe suknie, a szyje, palce i nadgarstki kapały od złota i diamentów. Czy to złoto i te diamenty były prawdziwe? Nie mniej, niż arystokratyczne tytułu większości tu zgromadzonych… O tym szeptała Konstancji ciotka Klara, uśmiechając się fałszywie do mijanych osób.

- Ta, widzisz ją?, w tej wyfiokowanej kiecce, no tej, białej jak u dziewicy?, niby hrabiną się tytułuje, a to zwykła kurwa, którą hrabia, owszem, obraca, ale nic więcej. A ten tam, baron zakichany, ukradł tytuł szlachcicowi, na którego doniósł policji. Że ten niby służącego zamordował. A kto wie, jak było naprawdę? Ten pożal się Boże baron, wykupił majątek i tytuł nieszczęśnika za grosze i teraz puszy się bezczelnie. O tempora, o mores! – westchnęła obłudnie, wywracając oczami.

Konstancja zacisnęła tylko usta. Chciała uciec. Chciała jak najszybciej opuścić to pełne grzechu i rozpusty miejsce, gdzie ludzie tracili zmysły i wszelkie hamulce dla pieniędzy.

- Chodź, mam zarezerwowane miejsce przy tamtym stoliku. – Klara pociągnęła bratanicę za sobą do najdalszego i najciemniejszego kąta. Już gorszego miejsca dostać nie mogła.

Dziewczyna, usiłując nie otrzeć się o żadnego ze spoconych mężczyzn, poszła za nią.

Dookoła wirującej ruletki było gwarno jak w ulu. Gracze wprawdzie milczeli, ale widzowie wprost przeciwnie. Gdy ktoś wygrywał, gwizdali, krzyczeli, tłukli wygranego po plecach. Gdy ktoś przegrywał… również.
Klara Gott, rozparta na krześle, przystąpiła do gry, obstawiając czarną dwójkę. Konstancja stanęła za oparciem, zaciskając palce na gładkim wypolerowanym drewnie. Teraz, gdy dotarła do tego kąta, mogła spokojnie się rozejrzeć. Ku swej uldze stwierdziła, że suknia, do której nałożenia ją zmuszono, wcale nie odbiegała wyuzdaniem od większości garderób zgromadzonych tu kobiet. Przynajmniej dekolt z przodu sięgał pod szyję, a nie do pępka. Dekoltu z tyłu nie widziała, na swoje szczęście.

Od hałasu i dymu z cygar zaczęła pękać dziewczynie głowa. Stała więc w milczeniu, z półprzymkniętymi oczami, modląc się o szybkie zakończenie tego wieczoru. Głosy to wznosiły się to opadały, zlewając w usypiającą niczym podszepty szatana melodię, lecz nagle… zaczęły milknąć jeden po drugim.

Na całej wielkiej sali zapadła niezwykła cisza.

Konstancja uniosła ciężkie powieki, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu źródła tej ciszy i w momencie, gdy je znalazła… nogi się pod nią ugięły tak, że z całych sił musiała chwycić się oparcia.

Nie, to niemożliwe!!! – zakrzyczał umysł dziewczyny. – On nie istnieje! Jest tylko snem!

- Czarny Książę – usłyszała szept jednej z kobiet i niemal zemdlała.

Bo oto mężczyzna ze snów stał w szeroko rozwartych drzwiach, wodząc po sali spojrzeniem pana i władcy.

Był dokładnie taki, jak w jej śnie: odziany w czarną koszulę i czarne obcisłe spodnie, wysoki, szczupły, o pięknych rysach twarzy, kruczych lekko falujących włosach, opadających na kark, oczach tak ciemnych, że wydawały się granatowe i spojrzeniu bystrym niczym polujący jastrząb. Wąski pas, szerokie ramiona i umięśnione uda zdradzały siłę fizyczną. Nikt nie wątpił, że równie silny ma charakter.

Konstancja ogromniejącymi oczami patrzyła, jak mężczyzna rusza środkiem sali, a ludzkie morze rozstępuje się przed nim. Szedł – nie, nie szedł, a kroczył – niczym udzielny książę, witany przez wiernych poddanych – tak właśnie się Konstancji wydawało. Niczym fala przyboju poprzedzały go dwa słowa, szeptane przez dziesiątki ust:

- Czarny Książę!

Mężczyźni pozdrawiali go uściskiem ręki, kobiety, te którym na to pozwolił, pocałunkiem w policzek. Niejedna próbowała zatrzymać go choć na sekundę, przytrzymać za mankiet, szepnąć parę słów, ale on z wdziękiem wyswobadzał rękę i szedł dalej, ku…

Boże, on zmierza tutaj! – spanikowany umysł Konstancji nakazywał natychmiastową ucieczkę, ale nogi nie chciały słuchać. Reszta ciała również nie. Dziewczynie pozostało modlić się, by mężczyzna minął stolik, nie zwracając na nią uwagi, a jeśli już, to żeby przysiadł się do grających. Dlaczego jednak miała wrażenie, czy raczej przeczucie, że on doskonale wie dokąd, czy raczej po kogo idzie? Że idzie właśnie po nią, Konstancję?

Czekała, sparaliżowana strachem, aż mężczyzna zacznie witać się z siedzącymi przy stole, wtedy ona… ona cofnie się w cień.

Podawał rękę pierwszemu z graczy, gdy to właśnie uczyniła – zrobiła krok w tył i… natychmiast przykuła jego uwagę.

Czarne jak antracyt oczy przyszpiliły ją w miejscu. W piersiach zabrakło tchu, serce zamarło w pół uderzenia. Jedyne, co w tej chwili żyło w ciele dziewczyny, to pulsujące ciepło tam, w dole.

On zmierzył ją leniwym spojrzeniem od ukrytych pod suknią nóg, przez rysujące się pod obcisłą tkaniną piersi, aż pod odsłonięte ramiona i splecione w koronę włosy. Zsunął wzrok na pełne, ciemnoczerwone usta dziewczyny, teraz lekko uchylone, niczym do krzyku albo westchnienia, a potem spojrzał wprost w jej szafirowe oczy i tym spojrzeniem zawładnął nią do reszty. Była w nim obietnica rozkoszy, ciekawość i pożądanie. Była tajemnica i zapowiedź spełnienia. Ale w tym spojrzeniu czaił się również mrok. Ostrzegał i groził: „Uciekaj, póki czas. Póki masz szansę uciec”.

Konstancja nie miała tej szansy.

Nogi nie słuchały spanikowanego umysłu. Słuchały oczu mężczyzny.

On obszedł stół, stanął tuż przy dziewczynie i położył dłoń na jej palcach, zaciśniętych na oparciu krzesła. Dotyk parzył, ale nie było już czasu na ucieczkę.

Ciotka Klara poderwała się z miejsca, chciała coś powiedzieć, zachwycona, że zdobyły jego zainteresowanie, ale jedno spojrzenie czarnych źrenic i… usiadła ciężko.

Książę znów patrzył w pociemniałe oczy Konstancji.

- Widzę panią pierwszy raz – zaczął głosem niskim i melodyjnym, którym mógł zahipnotyzować każdą kobietę, nie tylko małą, głupią prowincjuszkę. – Proszę pozwolić, że się przedstawię: Maksymilian Romanow, dla przyjaciół Maks. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi? – Uniósł pytająco brew, a potem ujął dłoń dziewczyny i ucałował.

Próbowała coś odrzec, ale zaciśnięta krtań nie chciała wypuścić ni słowa.

- To moja bratanica, Konstancja Lubowiecka – pospieszyła z pomocą ciotka, w duchu klnąc dziewczynę za jej gapiostwo. Taka okazja! Taka okazja! A ta milczy jak wiejski ćwok! Już da głupiej dziewusze popalić, gdy tylko wrócą do domu! – Przyjechała do mnie z prowincji, jest trochę nieśmiała, ale zmienimy to, popracu… - Urwała, zmiażdżona jego wzrokiem.

- Konstancja, cóż za piękne imię – rzekł cicho, znów patrząc na dziewczynę. Nie wypuszczał przy tym jej dłoni ze swojej. Pociągnął ją lekko ku sobie, by wyszła zza krzesła i ukazała się mu w pełnej krasie. Dotyk jego dłoni palił coraz bardziej. Spojrzenie czarnych oczu również.

Sen powrócił.

Powróciło znajome pragnienie, ból i żar, narastające w podbrzuszu i jeszcze ta zdradliwa wilgoć między udami, do której on zaraz znajdzie dojście, w którą on zaraz zanurzy palec, może dwa i rzeknie pewnym, niskim głosem:

- Jesteś gotowa.

Konstancja stłumiła jęk. Zachwiała się. Podtrzymał ją ramieniem i chciał coś powiedzieć, lecz w tym momencie jej usta zaczęły drżeć, a w kącikach oczu pojawiły się dwie łzy.

- Proszę mnie nie dotykać – wyszeptała, podnosząc nań udręczone spojrzenie.

Uniósł pytająco brew.

- Proszę mnie nie dotykać t a m.

Mężczyzna przyglądał się chwilę pokraśniałej twarzyczce, błyszczącym od łez oczom, nabrzmiałym niechcianym pożądaniem ustom i drżącym ramionom dziewczyny, a potem uśmiechnął się lekko, pochylił ku niej i szepnął:


- Nie będę pani t a m dotykał. Przynajmniej nie tak od razu.

Puścił ją, odwrócił się i odszedł swobodnym, równym krokiem. Ona zaś, Konstancja, oparła się o ścianę za plecami i próbowała złapać oddech, utrzymać się na nogach, przybrać obojętnych wyraz twarzy, zrobić cokolwiek!, by odwrócić od siebie uwagę siedzących przy stole.

Oni jednak wiedzieli swoje: ta mała ślicznotka wpadła w oko Czarnemu Księciu. Od teraz należało się z nią liczyć i okazywać względy jej ciotce. Kto wie, na czym to zainteresowanie się skończy, kto na nim straci, a kto zyska?


Nagle obie, Konstancja i Klara, znalazły się w centrum uwagi. Ta pierwsza stała wprawdzie bez słowa z oczami wbitymi w podłogę, za to ta druga rozgadała się za obydwie. Z detalami opowiadała o historii „swej kochanej biednej brataniczki”, rozwodziła się nad jej zaletami, których dotąd nie dostrzegała, zachwalała urodę, wychowanie, maniery i… niewinność. Ktoś przyglądający się temu z boku mógł odnieść wrażenie, że chce Konstancję dobrze sprzedać. I nic by się pomylił.

Dziewczyna tylko raz uniosła głowę, gdy przed Czarnym Księciem otworzyły się drzwi sali, a on wyszedł nie oglądając się za siebie. Och, jak żal, jak bardzo żal zrobiło się Konstancji, że nie pobiegła za nim. Że raz jeszcze nie zajrzała w te czarne, palące oczy. Powiedziałaby mu… powiedziała…

„Proszę mnie nie dotykać!” – oto co byś mu powiedziała mała głupia kretynko.

Zacisnęła zęby, by się nie rozpłakać.

Straciła jedyną okazję na poznanie mężczyzny ze snów. Teraz ciotka, ten cerber strzegący jej dzień i noc, na pewno nie dopuści do ponownego spotkania. Czarny Książę, należący do najpotężniejszego rodu Romanowów, nie wziąłby przecież kogoś tak mało znaczącego jak Konstancja za żonę. Mogła zostać co najwyżej jego kochanką, a na to ciotka przecież nie pozwoli!

Co ci się roi, dziewczyno! Takie myśli to grzech! Ciotka ma rację, jesteś małą brudną dziwką. Brak słów pogardy dla ciebie! – wyrzucała sobie Konstancja, stojąc cicho pod ścianą dotąd, aż wieczór się skończył, ciotka straciła wszystkie pieniądze i mogły wracać.

95 komentarzy:

  1. Powtórzę po pani, pani Kasiu, coś czuję, że po przeczytaniu "Mistrza" nawet słowo kojarzyć będzie mi się kojarzyć :P
    Co do polskich erotyków, jestem zdecydowanie na TAK! Są potrzebne i aż dziw bierze, że nasz rynek w tej dziedzinie jest tak ubogi. Konieczność pojawienia się książek o tej tematyce w wykonaniu polskich autorów jest o tyle uzasadniona, że każdy naród ma trochę inne spojrzenie na TE kwestie, więc miło będzie poczytać coś według naszych norm, a nie np. amerykańskich ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawość to zła cecha ale jak nie być ciekawym gdy co rusz Pani rzuca nam jakiś fragment książki,żeby nas podrażnić i wydać książkę za pół roku dopiero... Taka książka pewnie niejednej kobiecie zimą podniosła by adrenalinę, endorfinę i inne hormony... Pewnie niejednej kobiecie tej zimy było by cieplej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ktoś tę książkę i TĘ MICHALAK porównywał lub próbował porównać do Eriki Leonard vel E. L. James?!!! He..He..Hi..Hi..Uhaha...:D Jeśli już miałabym porównywać, choć uważam to za zupełnie zbędne, nasuwają mi się: James Patterson, John Grisham lub Erich Segal. Kroi się wciągająca sensacja, zakrapiana zmysłową erotyką. Nie jakieś tam ble..ble..ble.. o seksie, bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. W tej chwili, bez najmniejszego wahania, już bym ją łykała, jak bocian żabę. A przyszło mi czekać do stycznia. Cóż, myśl o tym literackim kąsku, będzie mnie rozgrzewać w długie, grudniowe wieczory. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurczę, jestem zaintrygowana! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie moge doczekać się premiery tej książki, uważam iż będzie świetna, fantastyczna, z resztą jak każda książka Pani Kasi, na pewno inna od poczekajek i sklepików, ale nam na pewno inna strona pisania Pani Kasi wyjdzie na dobre ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo rany, ja powiem tak, gęsia skórka na całym ciele,prądy przechodzące przez kręgosłup o reszcie się wstydzę mówić ;DDDD, A TO DOPIERO PROLOG I TROSZKU ROZDZIAŁU I. CHYBA "STRZELĘ SE BARANKA CZEKAJĄC DO TEGO STYCZNIA". OOOO rany jak ja czekam na tę powieść hihihihi. UWIELBIAM SEKS WRRR!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam coś mam problem z dodaniem komentarza;)piszę go po raz trzeci;)
    książka zapowiada się super :)
    na pewno ją kupię:)

    wczoraj wreście upolowałam Poczekajkę i w końcu będę mogła przeczytac całą serię poczekajkową

    OdpowiedzUsuń
  8. OOoo rany,,, mowę mi odjęło i nie potrafię sklecić zdania. BOMBA!!;)) HIT delikatnie powiedziane..
    A, będą kolejne bądź podobne części bo coś mi się wydaje,że MISTRZ podbije czytelników:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednocześnie z Mistrzem zaczęłam pisać taki mroczny "gotycki" erotyk i jeśli Mistrz się sprawdzi, pewnie wydam także "Czarnego Księcia" :)

      Usuń
    2. Jeszcze nie miałam sposobności czytać czegoś pod styl gotycki więc szczerze bardzo jestem ciekawa takiej odmiany;) Czarny Książę....Ochhhh już mi się podoba!;D

      Usuń
    3. Mnie też... brzmi intrygująco :)

      Usuń
  9. No myślę, że to będzie kawał dobrego kryminału z momentami. Miodzio! Czekam na styczeń! I na akcję na koniu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny trailer tak swoją drogą.

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko! Jak ja się cieszę, że wydawca zgodził się zdjąć tą wzmiankę o Greyu. Wcześniej się nie wypowiadałam, ale przez weekend nadrobiłam zaległości i o jeny... Gdyby "Mistrz" reklamowany był Greyem to byłaby porażka. Nie obrażając niczyich uczuć, ale to jakaś miałka masakra, a nie bestselle. Beznadziejna bohaterka i p***y bohater, który kwalifikuje się bardziej do rozdwojenia jaźni niż bycia tajemniczym i intrygującym. W dodatku TE sceny są jakieś drętwe...
    Tym bardziej zniecierpliwiona czekam na "Mistrza", który w tym niewinnym fragmencie jest o niebo bardziej przemawiający do wyobraźni niż setki stron wypocin pani E.L.James...
    Z poważaniem wzburzona pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No myślę, że w porównaniu do kultowej już sceny na koniu... :P

      Usuń
    2. Hahaha, nikt jeszcze nie czytał, a już kultowa. :D:D To się nazywa MOC WYOBRAŹNI. :D:D

      Usuń
  12. Będąc dzisiaj w pracy, w tak zwanym międzyczasie, wchodzę na bloga i widzę zakładkę (dawno tu nie zaglądałam z powodu problemów technicznych). Wchodzę w zakładkę i zaczynam czytać. Niby wiem, czego się spodziewać, ale w miarę czytania buzia otwierała mi się coraz szerzej. Koleżanka patrzyła na mnie z dziwną miną, a ja... siedziałam tak i czytałam z szeroko otwartą buzią i jeszcze szerzej otwartymi oczętami. Po dzisiejszej lekturze wiem o dwóch rzeczach: po pierwsze - Marta, nigdy, przenigdy nie czytasz w pracy zakładki z dopiskiem 'tylko dla dorosłych' na blogu Tej Michalak - grozi to przypięciem ci łatki pt 'leciuchno szurnięta, lepiej się nie zbliżać' ;o)Po drugie - 78 dni pozostało do stycznia - nie mogę się doczekać :D

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. W końcu coś, co działa na wyobraźnię ukierunkowaną :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No Kasiu ja Cię nie poznaje, tak jak moja poprzedniczka, czytajac fragment "Mistrza" w pracy siedziałam z rozdziawionym dziobem coraz blizej monitora...a jak sie zdenerwowałam, ze tylko tyle ma do przeczytania....taki malutki fragmencik. Nie wytrzymam do stycznia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt mnie nie poznaje. Sama siebie też nie poznaję. :D

      Usuń
  15. Wlasnie przeczytalam "Mistrza". Ksiazka mi się bardzo, bardzo, BARDZO podobala, ale rozczarowalam się koncowka :( nie znosze takich zakonczen! Wiem, wiem, gdyby zyli dlugo i szczesliwie, to byloby przeslodzone, ale za cholere Raul nie zaslugiwal na takie cos, a tym bardziej Sonia. Ale coz, ksiazka bardzo udana, zaskoczylam się nia niesamowicie. Na ogol nie lubie polskich autorow, ale Kasia Michalak spisala się swietnie, odrodzila się moja nadzieja w polskich pisarzy :) dziekuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie słowa to miód na moje serce.
      To ja dziękuję! :*

      Usuń
  16. " Mistrza " wchłonęłam jednym tchem. Jak zwykle nie zawiodłam się na Pani twórczości . Po przeczytaniu " Bezdomna " i " Nadzieja " chociaż w tej książce chciałam aby Raul jednak przeżył.
    Gratuluję talentu i czekam z niecierpliwością na następne książki, na moim regale z książkami jest już zrobiona półka na Pani twórczość, powoli się już zapełnia .

    OdpowiedzUsuń
  17. Wpadłam tu po raz pierwszy ... i nie ostatni, pomyślałam, że zostawię jakiś ślad po sobie ;)
    http://kawa80.blogspot.com/2013/03/mistrz-katarzyna-michalak.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najlepsza recenzja "Mistrza", jaką czytałam.
      Normalnie... Kawusiu, jesteś debeściak. :)))

      Usuń
  18. Dziewczyny kochane, bardzo dziękuję za wszystkie powyższe wpisy i czekam na następne!
    To genialne, że tak dobrze przyjęłyście nieco... kontrowersyjną powieść.
    :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam, właśnie skończyłam czytać Mistrza. I mam pewien niedosyt :( Wierzę, że R..l jednak żyje ;) druga tożsamośc itd....musi być koniecznie druga część. Czyż nie??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, nie może być drugiej części.
      Autorka się na to nie zgadza. ;)

      Usuń
  20. Musi byc kolejna czesc MISTRZA !! nie mozna tak zostawiac czytelnikow ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, można, już ja coś o tym wiem. ;D

      Usuń
  21. Witam, właśnie przeczytałam Mistrza i aż nie wierzę, taki agent, tyle zabezpieczeń, taka obstawa, ochrona, a on po prostu tak łatwo dał się zabić...
    Tak nie może być:-(((
    Czytam że ktoś sugeruje drugą część jestem za!!! Paweł jest super ale to Raul musi być z Sonią, koniecznie;-)
    Aha i Pani Kasiu "Nadzieja" i teraz "Mistrz" to moje ulubione książki!!! i to nie jest tylko podlizywanie się, to szczera prawda, chociaż myślę że już niedługo do tej dwójki dołączy "Czarny książę"
    Pozdrawiam i pomyślności w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń
  22. "Mistrz" to najlepsza książka jaką kiedykolwiek przeczytalam, jestem ciekawa czy "czarny ksiażę" da radę ją przebić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książę raczej nie przebije Mistrza, bo Mistrz jest tylko jeden ;))
      Dziękuję za dobre słowo.
      :*

      Usuń
  23. Witam Pani Kasiu :) Pani książki czyta się migiem, teraz czekam na elektroniczna wersję "Czarnego księcia" kiedy można się spodziewać?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem kiedy i Wydawca też nie wie.
      :*

      Usuń
  24. Witam serdecznie !! Wlasnie przeczytałam "Mistrza" jest to najlepsza książka jaka do tej pory przeczytałam. Mam nadzieję,że napisze Pani kolejną czesc , to nie może sie tak skonczyć!!! Wszystkie Pani książki, które udalo mi sie przeczytac sa wspaniałe. Zyczę kolejnych sukcesów!!!! Nie mogę sie doczekac " Zacisza Gosi"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że też nie chciałam, żeby Mistrz się tak skończył, bo Raul... ech... to Raul, ale... niestety czasem to bohaterowie rządzą, a nie autor i to jest ten przypadek.
      Dzięki za wpisik i ciepłe słowa!
      :*

      Usuń
  25. Witam Pani Kasiu,
    Chciałam podziękować, gdyż Pani książki pomogły mi przejść ciężki czas. Pochłonęły mnie całkowicie.
    Dawno nie spotkałam tak wykwintnego pióra :-) Dziękuję i czekam niecierpliwie na następne spotkanie z Pani bohaterkami:)
    "Czarny Książę" zapowiada się super (już za dwa dni będzie w moich rękach - HURRRAAA), a do tego dołączam się do fanklubu "Mistrz cz. II" ;)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie, tylko nie Mistrz II ! ;D
      Dzięki za wpisik :*

      Usuń
    2. Również dołączam do tego fanklubu :) Może pod tytułem MISTRZYNI :)

      Usuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. skonczyłam czytać "Mistrza" i jestem w szoku, w ogromnym szoku. Nie czytałam jeszcze tak genialnie napisanej książki , a wiele już przeczytałam. Z Pani książkami dopiero zaczynam "przygode" ale nie moge sie doczekac kiedy sięgnę po kolejną!
    pozdrawiam serdecznie
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Genialnie jest przeczytać tak miłe słowa.
      :*

      Usuń
  28. Pani Katarzyno! :)
    Myślę,że jeśli ktoś podjąłby się mądrze zekranizować "Mistrza" to byłby to strzał w dziesiątkę!
    Podziwiam, Gratuluje i czekam na więcej takich powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się ! Uważam ,że byłby świetny film !!

      Usuń
    2. Dziewczyny, może lepiej nie. Nie chciałabym zobaczyć w roli Raula Borysa Szyca i Annę Muchę jako Sonię, a znając nasz przemysł filmowy tak by się właśnie stało... :))

      Usuń
    3. To ja bym tego nie oglądała :)

      Usuń
  29. Dopiero dwa dni temu przeczytałam "Mistrza". Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Oby więcej takich. I nie ukrywam ,że końcówka bardzo zaskakująca i .. wzruszająca ! na 10 pkt daje 10 !! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. A ja dopiero jutro się zabieram za czytanie i ogromnie się rozczarowałam ( zbulwersowałam) bo czytałam z ciekawości komentarze i ....... poznałam zakończenie książki wrrrrrrrrr. Tak się nie robi :) ( nu nu nu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ciekawość pierwszy stopień do... rozczarowania! :))

      Usuń
  31. Buuuuuu! Jestem ZŁAAAAA!!! Ominął mnie konkursss..... O nie nie nie :(( a tak by było fajnie z niego skorzystać :( Książka Mistrza z podpisem autorki- to by było dopiero trofeum na półce.

    Mistrz to moim skromnym zdaniem mistrzostwo wśród erotyków nawet Grey i Cross tak mnie nie wciągnęły. Czuje niedosyt, ale kolejna cześć hmmmm mogła by być ciekawa, tylko czy nie na tym polega magia książek na rozbudzeniu wyobraźni odbiorcy!

    Mistrz stanowczo mój numer jeden jak do tej pory;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Byłam dziś w empiku, chciałam kupić "Mistrza" ale nie było :(, zakupiłam księcia, zaraz go pochłonę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończył się nakład, ale wiem, że idzie do księgarń dodruk. Mistrza stanowczo trzeba przeczytać, bo wg ankiety jest to jedna z trzech Naj :)))

      Usuń
  33. Oj tak ;) a może klub Mistrzoholików ;D hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie, bo mnie o wywoływanie nałogów w narodzie oskarżą... ;D

      Usuń
  34. Tak są to naprawdę dobre książki, uwielbiam Pani twórczość. jest Pani świetną pisarką :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie daję rady. Nigdy nie przypuszczałam, że te książki mogą mi się spodobać, ale mówię sobie: raz kozie śmierć, najwyżej odłożę i nie przeczytam. Najpierw wzięłam się za Mistrza. Jest genialny, fantastyczny, po prostu debeściak. Nie odłożyłam książki, aż nie przeczytałam do końca. Później z rożnych powodów miałam problem z zaśnięciem ;) A potem wzięłam się za Czarnego Księcia i też mnie powalił na kolana. Nie wiem, która z tych książek bardziej mi się podoba, obie są po prostu świetne i dlatego poproszę o więcej takich książek :) Pani Kasiu jest Pani genialna, pisze fantastyczne książki, które czyta się z zapartym tchem, tyle się w nich dzieje, świetnie rozbudzają wyobraźnię. Bardzo Pani dziękuję. Kocham Panią za całą Pani twórczość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja kocham takie Czytelniczki jak Ty. :*:*

      Usuń
  36. prosze!!!!!!!!!!!!!!! blagam !!!!!!!!!!! Pani Kasiu o 2 czesc Mistrza to nie moze sie tak skonczyc....poprostu nie moze.....nie jem nie spie.... :)
    ps.a tak powaznie Gratulacje ksiazka powala wciaga poprostu genialna porsze powaznie rozwazyc II czesc i zlitowac sie nad czytelniczkami :)) serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, druga część "Mistrza" bez Raula...? Co to byłby za "Mistrz"....
      Za wpisik dziękuję. Piękny! :*

      Usuń
  37. Ale się broni... no nieugięta.. Nie będzie II części :(

    OdpowiedzUsuń
  38. A może jednak?? Ja źle odczytałam Pani słowa: "Nieee, druga część "Mistrza" bez Raula...? Co to byłby za "Mistrz"...."
    Czyli jest nadzieja ze będzie II cześć i to z Raulem. No przecież... Hura hura hura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprostowanie do sprostowania: nie będzie II części Mistrza i nie napiszę już książki w serii z tulipanem, bo wszystko co miałam do powiedzenia w temacie sensacji i kryminału już powiedziałam. :) Ale inne fajne autorki piszą w tej serii, a fajny Wydawca nadal ją wydaje!
      PS. Mistrz bez Raula? Nieeee....

      Usuń
  39. Uwaga, żeby potem znowu nie było pretensji - ci co jeszcze nie czytali Mistrza nie czytać tego komentarza!!!

    Bo jeszcze mam pytanie dotyczące Mistrza, po przeczytaniu książki, moja koleżanka cieszyła się, że Sonia przynajmniej miała syna, który przypominał jej Raula. Ja jej tłumaczyłam, że Sonia siedząc przed domem patrzyła na dzieci sąsiadów i chłopiec tylko przypominał Raula, ale nie był jej synem. I nie mogłyśmy się zdecydować, która z nas ma rację...
    No bo potem jak pojawił się Paweł i znowu musieli wyjechać tylko już tym razem we dwoje, to nie było mowy o dzieciach...
    To jak to jest te dzieci na które patrzyła Sonia to jej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie Ty miałaś rację, droga Czytelniczko. Był to synek sąsiadów, bardzo podobny do Raula. :)

      Usuń
  40. Witam, dołączam się do próśb o II część Mistrza:) To nie może się tak skończyć...

    OdpowiedzUsuń
  41. Pani Kasiu, proszę się nie poddawać. Niech żadna ilość podpisów nie złamie postanowienia, że Mistrz jest jeden! Pewno, że liczyłam na jakiś sprytny myk. Ale teraz myślę sobie - trudno. Żadnych ciągów dalszych. I cieszę się na konto Pawła. Jemu też się należało.
    Oczywiście połknęłam, nie jedząc i nie pijąc niczego innego w międzyczasie.
    Swoją drogą zdjęłam dziś z półki w bibliotece książkę, przeczytałam opis i pomyślałam: "Zbieżność nazwisk. Ta Michalak nie pisze takich książek. Ale może jednak…" I się nie zawiodłam. Absolutnie. Jutro idę po Księcia, bo chyba też jest. Podróż piątkowa też upłynęła z Panią i Anią Kraską. Zacne towarzystwo.
    Dziękuję i proszę o więcej.
    UM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie. Nie dam się namówić na c.d. Jak to powtarzam: Dobry pisarz wie jak zacząć i wie, kiedy skończyć. :)
      :*

      Usuń
  42. AJJJJJ do ostatniej linijki,ostatniego słowa miałam nadzieję ,że jednak się pojawi.... przecież cała ta śmierć mogła być sfingowana! Skończyłam o 5.30 nad ranem i niedługo dostanę eksmisję z domu od moich panów:D Pani Kasiu idę po księcia ,wiec gdyby co przygarnie mnie Pani :) Ps. Ekranizacja- fajnie by było!!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  43. Przyznam, że nie czytałam innych Pani powieści, natomiast "Mistrz" jest dla mnie tym, co trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

    OdpowiedzUsuń
  44. mogłabym napisać że zakochałam się w Pani książkach tydzień a pomiędzy dyżurami dziećmi i obowiązkami pochłonełam 3 książkę "Mistrz" chyba tu nie znajdę takich słów żeby Panią wynieśc na wzgórza pochwał....... Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  45. Po przeczytaniu książki "Mistrz" czuje niedosyt, nie zawsze jest ten "happy end". Mimo iż chciałabym aby tak się nie skończyła, to i tak strasznie mi się podoba gdy o niej pomyślę. Książka przecudowna wciągający wątek , że aż się nie chce odchodzić od czytania. Piosenka pod koniec Harego Nilssona - Without You będzie mi się kojarzyć z tą książką i bohaterami gdy będę jej słuchała. Oby tak dalej Pani Kasiu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam ostatnio tendencje do nie-happy endów. Muszę ją chyba zmienić, bo Czytelniczki się skarżą. ;)
      Dziękuję za wpisik.

      Usuń
  46. Pierwszy raz po przeczytaniu jakiejś książki nie jestem zadowolona z zakończenia :-( i to fest niezadowolona :-( nie namawiam na drugą część bo jasno jest napisane, że Sonia i Paweł będą razem więc Raul to by teraz jak Filip z konopi wyskoczył i tylko biednej Sonii w życiu namieszał, co nie zmienia faktu, że do samego końca czekałam na jakieś cudowne zmartwychwstanie, jakaś kamizelka kuloodporna czy coś w tym stylu...ehhhhhh...nie zmartwychwstał, trudno.

    Zakończenie zdecydowanie feee...za to cała pozostała część książki CUDO !!!! bardzo mnie wciągnęła, czytało się ją szybko i przyjemnie. Już się nie mogę doczekać jak zabiorę się za Księcia :-)

    Rozbroił mnie Pani komentarz odnoście ewentualnych aktorów do ekranizacji powieści...jejuś...nie wyobrażam sobie Szyca jako Raula :-/ w ogóle chyba nie ma w Pl aktora, który by sprostał moim wyobrażeniom o głównym bohaterze.

    Na zakończenie mojego komentarza napiszę, że jest Pani genialną pisarką i pomimo rozczarowania zakończeniem, na pewno sięgnę po inne Pani tytuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za (mimo rozczarowania ;) dobre słowo.
      Teraz polecam Wiśniowy Dworek - w tych klimatach, choć kończy się zdecydowanie radośniej.
      :*

      Usuń
  47. Znajomość z Pani twórczością zaczęłam jakieś 2 lata temu od "Nadziei". Pamiętam to jak dziś - leżałam w łóżku z grypą i pochłonęłam tą książkę w ciągu 2 godzin! Nie wyobrażałam sobie przerwania takiej lektury. Jest fe-no-me-nal-na ! Za to teraz brakuje mi określeń na zachwyt "Mistrzem" (też przeczytany w mig). Idealnie steruje Pani napięciem, namiętnością... Ahhh te seksualne sceny, poezja !
    Ja również ubolewam nad tym że Raul zginął, ale nie zmniejsza to mojego zachwytu tą rewelacyjną i nadzwyczajną książką. Teraz tylko poluję na "Czarnego Księcia".
    Pani Kasiu więcej takich mrocznych, niebezpiecznych erotyków. Połączenie idealne !
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, mimo że Mistrza pisało mi się... bardzo hmm... przyjemnie ;D to nie przewiduję już więcej erotyków. W tej kwestii już się wypowiedziałam. Nic więcej z siebie nie wykrzeszę. :)))
      Dziękuję za wspaniały komentarz.
      :*:*

      Usuń
  48. Gorąco polecam "Mistrza" jest to jedna z lepszych ksiązek jakie miałam ostatnio okazje przeczytac i jest naprawde wciągająca;) cały czas trzyma w napięciu oraz zaskakuje (szczególnie zakonczenie) ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  49. "Mistrz" rzeczywiscie jest mistrzem w 100%! Książkę pochlonelam w jeden wieczór i był to jeden z lepszych wieczorów spędzonych z książka w dłoni :) Postacie bardzo barwne, Raul to ideał mężczyzny, dobry, czuły, romantyczny ( kwiaty na łóżku! Daj Boze by moj mąż kiedys o tym pomyślał) a jednocześnie silny i niesamowicie przystojny! Sonia przy nim to drobna, młoda i niewinna kobieta, której zycie zmieniło sie diametralnie w dodatku na lepsze.
    Nie było happy end'u co smuci mnie niezmiernie, a fakt, ze nie planuje Pani drugiej części ksiazki jest niemalże krzywdzący :( Gdyby jednak, któregoś dnia postanowiła Pani rozszerzyć historię Raula, Soni i Pawła (Vincenta nie polubiłam od początku, a Andzela brudzila mi krew w żyłach , wiec tym dwoje podziękujmy) byłabym bardziej niż szczęśliwa.
    Z wyrazami szacunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Czytelniczko, wierz mi, że było mi żal Raula tak samo jak Wam (a może bardziej, bo ja naprawdę kocham niektórych swoich bohaterów), ale... Mistrz II to nie jest dobry pomysł, bo jak to wiele poprzedniczek napisało: Mistrz jest tylko jeden ;)
      Dziękuję za dobre słowa.
      :*

      Usuń