niedziela, 30 kwietnia 2017

Jak powstaje książka, czyli walcz albo giń.


Myślę, że ten wpis zainteresuje wszystkich, którzy pytają w wywiadach, komentarzach, czy mailach, skąd czerpię inspirację do moich powieści, jak wygląda proces twórczy, czy mam jakieś rytuały podczas pisania etc.

Opiszę to właśnie dziś, na podstawie książki, która jeszcze... nie powstała.

Na początku było zdjęcie. Jedno z miliona zdjęć, które przeglądałam w poszukiwaniu okładki do którejś z moich powieści. Zwykle wrzucam w wyszukiwarkę banku zdjęć hasła-klucze: "kobieta", "kwiaty", potem przeglądam strona po stronie od pierwszej do 300, w poszukiwaniu czegoś, czego jeszcze nie widziałam i czego nie mam w swoim banku zdjęć.

Nie wiem, co wpisałam tym razem, że "wyskoczyło" mi to zdjęcie. Profil mężczyzny i "wrysowany" w ten profil zimowy, czarno-biały krajobraz. Chata, las... Nie. To na pewno nie było "kobieta", "kwiaty". Ale zdjęcie zapisałam. Po kilu godzinach przeglądania zasobów internetu wróciłam do tej fotki i... od razu przyszedł mi do głowy tytuł: "Walcz albo giń". Otworzyłam fotoszopa, czcionka i kolor czcionki też przyszły natychmiast. Okładka była gotowa.
Czy miewałam takie przypadki, że zobaczyłam zdjęcie i miałam gotową oprawę? Tak, parę razy owszem. "Amelia" też powstała zainspirowana zdjęciem czarnookiej dziewczyny. Ale tym razem było to coś więcej niż tylko projekt okładki. Tak książka zaczęła za mną chodzić...

Ilekroć otwierałam plan wydawniczy, w który wpisałam tę książkę, widziałam profil mężczyzny wpisany w surowy zimowy krajobraz, widziałam krwawe litery tytułu, imienia i nazwiska i zastanawiała się, za co cię postrzelili, przed kim uciekasz i dlaczego kobieta, którą znalazłeś, albo która znalazła ciebie, chciała się zabić - bo taki zarys akcji, pierwszych kilku stron, których jeszcze nie ma, od razu miałam w głowie, gdy tylko zobaczyłam na ekranie komputera gotową okładkę. "Walcz albo giń".

Widziałam głównego bohatera - który pozostaje nadal bezimienny - gdy związanego prowadzą na miejsce egzekucji. Ale kto? Za co? On jest "dobry" czy "zły"? Widziałam nadal bezimienną główną bohaterkę, jak parę kilometrów dalej ostatni raz spogląda w ciemne, chmurne niebo. Za chwilę dokona czegoś nieodwracalnego, szarpnie się na własne życie. Właśnie się z nim żegna. Ze światem, który kocha, też. Z ludźmi, którzy ją do tego czynu pchnęli, nie. Za jakiś czas oboje się spotkają. Ale jakim cudem...?

I tu wizja na jakiś czas minęła. Opowieść "dała mi spokój". Jest przecież czwarta w kolejce do napisania. Przed nią trzeci tom "Leśnej trylogii", świąteczna niespodzianka i "Pensja Pani Mew", o której pisałam niedawno na fanpejdżu.

Wróciła - ta wizja - gdy wyszłam z domu, żeby zrobić zakupy w "Złotych Tarasach" w Warszawie, a po drodze okazało się, że osoba, z którą od dawna chciałam się spotkać akurat przyleciała do Europy, ma chwilę czasu i możemy pogadać, ale nie da rady przylecieć do Polski. Bez większego namysłu przesiadłam się z Kolei Mazowieckich do samolotu i parę godzin później zamiast w "Złotych Tarasach" wylądowałam w... Zurychu.

Rozmowa dotyczyła zupełnie czego innego, na pewno nie książki, której jeszcze nie ma, ale... już po pożegnaniu się z tą osobą, gdy szłam sobie przepiękną promenadą wzdłuż rzeki płynącej przez Zurych (zastanawiając się, co ja tu do diabła robię, zamiast pakować się przed wylotem do Australii?!), usiadłam sobie w pięknym zakątku i... powróciła do mnie tamta historia. Już wiedziałam, co zrobił bohater "Walcz albo giń" i za co musi zginąć. Gdy po powrocie do domu, cała happy, że nie tylko zobaczyłam śliczny jak z obrazka Zurych, ale i wiem, co będzie dalej, streściłam tę historię starszemu synowi, ten popatrzył na mnie i rzekł krótko: "Prosisz się o kłopoty, mamo".
"Ej, dziecko, przecież to będzie fikcja literacka! Nie mam żadnych znajomości, czy kontaktów z ludźmi tego typu i to od razu zaznaczę w przedmowie". Powtórzył: "Prosisz się o kłopoty".

Cóż... "Miasto Walecznych" zostało zlinczowane już na etapie okładki. Nikt nie ma pojęcia, jaka będzie treść, a już tę książkę usiłują zrównać z ziemią i mnie przy okazji. Czy więc będę bardziej niszczona po "Walcz albo giń", czy mniejsze, nie ma to doprawdy różnicy. Ale to jeszcze nie był ten moment. Jeszcze nie połączyłam wątku bohatera - o którym już wiedziałam coś więcej, z bohaterką, bo co będę myślała o powieści, która ma się ukazać za rok?

Lecz nagle ta powieść, nie odpuściła mi. Nagle dzisiaj, odkurzając mieszkanko w dalekiej Australii - pstryk! - zaskoczyło. Wszystkie główne klocki układanki wskoczyły na swoje miejsce. Teraz wystarczy złożyć je w całość, czyli napisać książkę. Nim dokończyłam odkurzanie mojego naprawdę niewielkiego mieszkanka, znałam już całą historię. Wiem, kto, jak, za co i dlaczego. Wiem, jak się zacznie i jak się skończy.

I wiem jeszcze jedno, co Was ucieszy: ta książka zmienia miejsce w moim planie. Ta książka będzie bardzo ważna. "Pani Mew" może poczekać. Na jej miejsce wejdzie powieść o dwojgu zagubionych, skrzywdzonych ludziach, którzy tylko dlatego, że robią to, do czego zostali stworzeni, co jest ich pasją, co kochają, zostaną skazani na śmierć. I albo będą walczyć, albo zginą.

Powiem Wam jedno: takiej książki w moim wykonaniu jeszcze nie czytałyście. A wizytę smutnych panów w czarnych garniturach mam jak w banku...

sobota, 22 kwietnia 2017

"Czerwień Jarzębin" w przedsprzedaży!


Nareszcie na głównych portalach tak oczekiwany przez Was (i przeze mnie) drugi to leśnej trylogii "Czerwień Jarzębin" pojawił się w przedsprzedaży.
Najwcześniej będzie go można kupić na Warszawskich Targach Książki - już 19 maja, na stoisku SIW Znak. W księgarniach pojawi się 24 maja, ale książki zamawiane w przedsprzedaży są zwykle dostarczane wcześniej.

Kupować więc można "Jarzębinki" tutaj:
ravelo.pl
empik.com
znak.com.pl

Jeszcze jedna ważna wiadomość, do Recenzentek książka będzie wysyłana "jeszcze ciepła" niemal wprost z drukarni w przeddzień Targowej prapremiery. Powinnyście ją otrzymać w okolicach 20 maja, ale wiecie jak to jest z pocztą (nie tylko polską)... Przypomnijcie się tylko, bardzo proszę, Wydawcy (Anna Steć stec@znak.com.pl), by Was nie pominął!

Jeszcze jedno: dziewczyny, które do tej pory nie dostały kartek, a brały udział w II edycji Wielkiej Akcji Kartkowej - wyślijcie swoje namiary do p. Ani ze Znaku stec@znak.com.pl (te z Was, które pisały do mnie z zagranicy - z Kanady, Irlandii, Włoch, również!). Na tyle setek, ile zostało wysłane, niektóre mogły zaginąć i nie wiem, czy Znak wysyłał je za granicę. Jeśli nie, to ja osobiście wyślę.
Howgh!!

piątek, 21 kwietnia 2017

I tak oto...

... wykrystalizował się plan na najbliższy rok.
Jedna książka nadal pozostaje niespodzianką, bo tak. :) W wolne miejsce po tytule, który w przyczyn ode mnie niezależnych wypadł z planu (chociaż trochę mi go szkoda, ciekawe byłoby to doświadczenie), "wskoczyła" wyśniona wczoraj "Pensja Pani Mew" i plan byłby właściwie kompletny, gdyby nie wypadła z niego również opowieść o Australii, ale nie wiem jeszcze, czy chcę pisać coś tak osobistego, autobiograficznego, jak moje życie i przeżycia stąd.
Brakuje w tym planie dwóch wznowień: serii owocowej, która ukaże się na Dzień Matki w wybranych księgarniach (w całej Polsce w połowie czerwca) i serii z kokardką, której nowe wydanie również jest przygotowywane do druku. Wydawca planuje ją na lipiec albo wrzesień.

Ja wracam do pisania "Błękitnych Snów", które zakończą leśną trylogię. W międzyczasie przygotuję okładki do Sklepików, wymyślę parę innych książek, jakby prawie dwadzieścia zapisanych w pliku "Pomysły na przyszłość" było mało, a Wam życzę wreszcie trochę ciepła i słońca. Nie tylko za oknem, ale przede wszystkim w sercach.

piątek, 14 kwietnia 2017

A na Święta piękne zakończenie II Akcji Kartkowej

W Polsce czekała na mnie paczka z kartkami od Was. Czytałam piękne życzenia świąteczne (dodam, że Bożonarodzeniowe, bo przecież II Akcja zaczęła się w grudniu), zebrałam wszystkie dołączone do listów i kartek opłatki, zrobiłam zdjęcia i oto je przedstawiam.

Wszystkim Wam serdecznie dziękuję, za listy, życzenia, prezenty, niektórym z Was podziękuję w sposób szczególny, bo też ich udział w Akcji był szczególny. Najbardziej wzruszyła mnie Marta, przysyłając piękny prezent i Monika, pisząc do mnie nie tyle list, co... zeszyt, bo stwierdziła, że na jednej kartce to co chce napisać się nie zmieści. Niesamowite jesteście.

Raz jeszcze dziękuję. Na zdjęciach wszystkie kartki z tej edycji.

PS. Sorry, że piszę trochę niezbornie, ale jestem po 36-godzinnej podróży i jestem "nieco" wyczerpana. Mój mózg przestał pracować gdzieś w okolicach Singapuru...


sobota, 8 kwietnia 2017

Odliczanie do premiery, mapka 100 księgarń i "Leśna Polana" z autografem


Tak, to już niedługo.
"Czerwień Jarzębin" i seria owocowa pojawią się w księgarniach.
Najszybciej będzie można je kupić na Warszawskich Targach Książki na stanowisku wydawnictwa Znak.

Już teraz możecie zamawiać je w przedsprzedaży tutaj: Ravelo albo tutaj: Znak
Zwykle przysyłane są parę dni przed oficjalną premierą.

Co bardzo ciekawe, w 100 wybranych księgarniach pojawią się od 24 maja książki trylogii owocowej w nowych ślicznych okładkach. Zrobiłam zdjęcie!


 Mapkę księgarni załączam, link do nich tutaj: https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1HwMJ0sEEzadIvc0dEixcOr9gTM8


Na koniec najciekawsza informacja: w tych właśnie 100 wybranych księgarniach od 24 maja będzie dostępna "Leśna Polana" z autografem!
A wszystko to na Dzień Matki... :))

piątek, 31 marca 2017

Wreszcie!!! E.K.R.A.N.I.Z.A.C.J.A!!! I jeszcze parę dobrych wiadomości... :))


Doczekałam się!! Prawa do adaptacji filmowej jednej z najpiękniejszych moich książek "W imię miłości" zostały kupione przez bardzo fajne studio producenckie, które ma na koncie filmy, które mi bardzo się podobały (reszta pozostanie tajemnicą służbową). Dodam, że między innymi w celu sfinalizowania umowy na ekranizację przyjechałam do Polski na te dwa tygodnie.

Ale to jeszcze nie koniec dobrych wiadomości! W przyszłym tygodniu będę rozmawiała z innym producentem o ekranizacji jeszcze jednej powieści.

I to nadal nie koniec tygodnia dobrych wiadomości. :)) Podpisałam umowę na cztery kolejne tytuły - na listopad 2017, luty 2018, kwiecień 2018 i czerwiec 2018. Dwa z nich mogę Wam zdradzić, dwa pozostałe to jeszcze niespodzianka. Tak więc pobyt w Polsce okazał się tak wspaniale owocny, jak miałam nadzieję, że się okaże. Moja druga przystań, ta australijska, została przez cyklon Debbie oszczędzona. I jak tu nie być szczęśliwą? :)))

Ach, oto dwa tytuły, które mogę Wam zdradzić:


Teraz bardzo dużo będzie się dobrego działo w związku z premierą "Czerwieni Jarzębin", serii owocowej w nowych, ślicznych okładkach (już mam! niedługo pokażę! jestem z nich dumna!), tak więc śledźcie blog i fanpejdż, bo naprawdę mam same dobre wiadomości. O ile mogą być jeszcze lepsze od tej dzisiejszej.

sobota, 18 marca 2017

Top 10 które zmieniło moje życie...

Czasami pada pytanie, co czytam, czy co czytałam. Prawidłowa odpowiedź brzmi: wszystko. Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce i było ciekawe, ale są książki i teksty, które wpłynęły na moje życie. Zmieniły je. Sprawiły, że jestem tym, kim jestem. Oto one (w przypadkowej kolejności):

 

S. King "Jak pisać" - nauczył mnie... jak pisać właśnie. Dzięki tej książce zaczęłam patrzeć na swoje teksty zupełnie inaczej. Nauczyłam się kreślić i wykreślać. Bolało! ;)

J. Clavell "Król Szczurów" (i wszystkie jego powieści) - odkryłam piękny literacki język, zachwyciłam się nim. Nigdy przedtem ani potem nie delektowałam się tak żadną książką, jak właśnie "Królem Szczurów".

L.M.Mongtomery "Ania z Zielonego Wzgórza" - to chyba pierwsza książka (cykl), w której się zatraciłam. Byłam jak Ania, mówiłam jak Ania, ubierałam się jak Ania (szyjąc własnoręcznie sukienki z bufkami) :)

A. Kamiński "Zośka i Parasol" - te książki zawładnęły mną do tego stopnia, że kiedy moje kumpelki biegały na pierwsze randki, ja dziergałam powstańcze opaski. Zostały te powieści we mnie do dzisiaj, nauczyły, czym jest honor, odwaga i poświęcenie. I utwierdziły w przekonaniu, że na przekór wszystkim i wszystkiemu "Miasto Walecznych" muszę napisać do końca i wydać. Howgh!

Z. Herbert "Przesłanie Pana Cogito" - wiersz, który zapadł mi w serce, umysł i duszę. Poruszył do głębi. Wstrząsnął. Ostatni zaś wers: "Bądź wierny, idź" stał się moim życiowym mottem.

C.R. Zafón "Cień wiatru" - spowodował, że będąc już pisarką odkryłam mój Mount Everest. Napisanie takiej książki jest największym wyzwaniem mojego życia, a Zafón - moim Mistrzem.

S. Krupa "X Pawilon" - wiele czytałam książek biograficznych, wstrząsających, przerażających... "Pięć lat kacetu"... "Archipelag Gułag"... to tylko niektóre z nich. Jednak "X Pawilon", krótka, niepozorna książeczka, nie epatująca brutalnością po prostu... coś we mnie złamała. Do tego stopnia, że musiałam napisać "Leśną Trylogię".

Wy-Już-Wiecie-Kto "Poczekajka" - moja "pierworodna" sprawiła, że spełniło się marzenie mojego życia i zostałam pisarką. Po niej napisałam już ponad 30 powieści, ale "Poczekajeczka" ma specjalne miejsce w moim sercu (no, obok Kronik Ferrinu ;).

A. Christie "Autobiografia" - najlepsza i najciekawsza biografia, jaką czytałam. Dlaczego zmieniła moje życie? Bo czytając ją myślałam: "Łał, ja też tak chcę!!!".

M. Mitchell "Przeminęło z wiatrem" - pokochałam od pierwszej strony i nie przestałam kochać aż do ostatniej. To jedyny znany mi fenomen, gdzie ekranizacja dorównuje powieści, a powieść ekranizacji. Rhett jest pierwowzorem wielu moich bohaterów, zaś Scarlett... cóż to moja druga ciemniejsza strona. Nota bene czytałam biografię Vivien Light - bardzo smutna historia niezwykłej kobiety...

Teraz Wy możecie podzielić się ze mną Waszym top 10. :)

niedziela, 12 marca 2017

Twoja Topka - ankieta

Dziewięć lat temu przygotowywałam z Wydawcą do druku moją pierwszą książkę "Poczekajkę". Marzyłam tylko o tym, by się spodobała Czytelniczkom. Gdyby mi ktoś powiedział, że dziewięć lat później będę przygotowywała do druku trzydziestą trzecią książkę, a w roku 2015 zostanę najpoczytniejszą pisarką w Polsce, uwierzyłabym? Nie. Owszem, moja wyobraźnia jest nieokiełznana, ale nawet ona ma jakieś tam granice. :D
A jednak....

Dziś w kolejnej ankiecie możecie wybierać Waszą Topkę nie spośród dziesięciu książek, czy dwudziestu, a trzydziestu! (Książek kucharskich nie dołączyłam).
Bardzo proszę o liczny udział! Takie ankiety są dla mnie ważne i mam je chyba wszystkie, jakie do tej pory były na blogu.

Tu jeszcze dla przypomnienia ściągawka (jakie książki wydałam i w jakiej kolejności czytać: http://katarzynamichalak.blogspot.com.au/p/aktualnosci.html

oraz informacje o Kolekcji moich książek:  http://katarzynamichalak.blogspot.com.au/2015/04/wszystko-co-chcecie-wiedziec-o-kolekcji.html


niedziela, 5 marca 2017

II tom leśnej trylogii skończony!

Długo czekałyście na tę wiadomość, ja też długo czekałam, aż "Czerwień Jarzębin" zacznie się pisać, a gdy już zaczęła... po prostu jej nie przeszkadzałam.
I tak oto wczoraj nad ranem, dokładnie o godz. 4:43 napisałam ostatnie słowa drugiego tomu leśnej trylogii. Dodam, że było to ukoronowanie czterodniowego, czy raczej czteronocnego maratonu pisarskiego: mniej więcej od 22 do 5-6 nad ranem przez cztery noce... Trochę było to hardcorowe, bo w dzień musiałam też jakoś egzystować, chociażby odprowadzać dziecko do szkoły i z nim wracać, ale dałam radę.
Teraz czekam na info od Wydawcy, kiedy będzie premiera.
Dam znać, gdy tylko poznam datę.

Co mogę powiedzieć o samej książce? Wyjdziecie z niej wstrząśnięte. Nie wiem, czy w jakiejkolwiek poprzedniej zafundowałam sobie i Wam taki rollercoaster emocji... Chyba nawet Leśna Polana była spokojniejsza. A zakończenie... myślę, że w końcu zrobicie zrzutkę na płatnego zabójcę. ;)

Tak więc zmęczona, ale szczęśliwa zabieram się za redakcję tekstu i już myślę o ostatnim tomie...

sobota, 18 lutego 2017

Plan wydawniczy na lata 2017 - ...

Życie nauczyło mnie nie robić planów na przyszłość dalszą niż najbliższy tydzień, ale mam tyyyle pomysłów na nowe książki, że postanowiłam jakoś sobie to wszystko poukładać. Chociażby po to, by wiedzieć kiedy dokąd i po co mam wybywać. :)))

Niektóre z tych tytułów są okryte tajemnicą, ale wierzcie mi: BĘDZIECIE NA NIE BARDZO CZEKAĆ, gdy będę już mogła je przedstawić. :) Teraz są przygotowane informacyjnie dla Wydawców.

W ogóle moja kreatywność, wyobraźnia, umysł, zapał, chęci, niespożyta energia i co tylko chcecie tak się w Australii rozwinęły, że mam pomysły nie tylko na książki! Jak znajduję czas, by to wszystko ogarniać, załatwiać, prowadzić wielogodzinne rozmowy z Polską i ludźmi, którzy moje plany pomogą realizować? Nie mam pojęcia.
Dzisiaj poczułam się wreszcie zmęczona, ale też ostatnią rozmowę skończyłam gdzieś tak o 4 rano, więc mam prawo lekko opaść z sił. Zapominam czasem, że normalni ludzie miewają wakacje, weekendy, święta. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatnio wyjechałam bez laptopa (z wordem i photoshopem) i telefonu...

Nacieszcie więc oczy okładeczkami.
Zgadnijcie, co się kryje pod "Niespodziankami", a przede wszystkim o czym będzie "Walcz, albo giń".
Domyślacie się? ;)

PS. Kolejność może się zmienić. "Miasto Walecznych" może doczeka się szybszej premiery? Wiem, że wiele z Was czeka na tę powieść najbardziej, ja też!, więc wszystko możliwe...

czwartek, 16 lutego 2017

I znów jestem autorką międzynarodową! :))

Wczoraj dostałam wspaniałą informację: "Bezdomna" została zakupiona przez najlepsze i największe wydawnictwo wietnamskie. Właśnie jest w trakcie tłumaczenia. I - uwaga! - mam nadzieję, że tym razem wyjdzie z odpowiednią okładką. (Przynajmniej prosiłam o zapis w umowie, że ową okładkę muszę zaakceptować).

Oto więc wszystkie moje książki, wydane do tej pory za granicą: w Rosji, w Wietnamie i na Ukrainie:

Lato w Jagódce (Rosja)

 "Bezdomna" (Wietnam)
 "Rok w Poziomce" (Rosja)
 "Bezdomna" (Rosja i Ukraina)
 "Nadzieja" (Wietnam)
Ciekawe, co będzie dalej? :))

niedziela, 12 lutego 2017

IV tom Serii Kwiatowej, czyli...

..."Zakątek Anieli".

Powiem Wam - czy chcecie w to wierzyć, czy nie - ale jeszcze nie postawiłam ostatniej kropki w "Przystani Julii", a już wiedziałam, co by się działo, gdybym zdecydowała się na ciąg dalszy.
Pomysł musiał trochę odleżeć, bo czasem muszę odpocząć od bohaterów i wydarzeń w danym cyklu, ale postanowiłam zaraz po ukończeniu Leśnej Trylogii powrócić do willi Sasanka na uliczce Leśnych Dzwonków.
Chciałabym by była to spokojna, nostalgiczna opowieść, jednak znając mnie nie będzie. :)
Zacznie się smutno, nawet bardzo smutno (już trzy lata temu wiedziałam jak), lecz mam nadzieję i będę się starała ze wszystkich sił, by zakończyła się szczęśliwie.
Przyznam, że cieszę się na ten powrót.
Lubiłam to miejsce, lubiłam bohaterów.

Żałuję jedynie, że zaprojektowana przeze mnie okładka - a była jedną z propozycji do "Ogrodu Kamili" - jest podobna do innej okładki tego samego Wydawcy (uczciwie dodam, że zapytano mnie najpierw, czy nie będę miała nic przeciwko temu - wtedy nie miałam, teraz trochę szkoda, bo chciałam mieć to zdjęcie właśnie w serii kwiatowej). Dziewczyny na fanpejdżu od razu to rzecz jasna wyłapały! :)
Wprawdzie nie pomyliłybyście mojej książki z żadną inną, przynajmniej te z Was, które znają moją twórczość lepiej ode mnie, ale żeby uniknąć zarzutów, że "Michalak nie ma pomysłów na okładki i powiela inne" (choćby nawet te inne powstały później niż moje, ale nie będę tego każdemu tłumaczyć, no nie?) przysiadłam i popracowałam nad nowym "Zakątkiem Anieli".
I suma summarum bardzo się cieszę z tej sytuacji, bo drugi projekt podoba mi się bardziej niż ten pierwszy.

A Wam?
To był poprzedni projekt:

A kiedy "Zakątek" się ukaże?
Jeżeli wszystko uda mi się tak, jak to zaplanowałam, wczesną jesienią. Najpierw ukaże się oczekiwana "Czerwień Jarzębin", potem "Błękitne Sny", czyli ostatni tom leśnej trylogii i zajmę się właśnie "Zakątkiem Anieli".




poniedziałek, 6 lutego 2017

Powrót do przeszłości, czyli ciąg dalszy nastąpi?

Siedząc tutaj, na obczyźnie, tęskni się. Do Polski, do przyjaciół i rodziny, do domu zwanego Jagódką, nawet do zimy (choć dla mnie, osoby wybitnie ciepłolubnej zima to rozpacz w kratkę, ale przecież taka swojska!).
I z tej tęsknoty przychodzą człowiekowi, a szczególnie człowiekowi, który jest pisarką, różne pomysły. Na przykład powrót do swojskich klimatów.
Wczoraj postanowiłam wstrzymać się z rozpoczęciem nowego cyklu (chociaż pomysł, pierwsze rozdziały i nawet okładka już jest), za to dopisać ciąg dalszy do którejś z serii.

I oto dwa pytania do Was, kochane Czytelniczki:
1. Kontynuację której serii przeczytałybyście najchętniej?
2. Do którego cyklu ja wróciłabym najchętniej?
Plany na najbliższe miesiące są więc takie: dokończyć Trylogię Leśną i dopisać następny tom do...

Tutaj jest ściągawka:  Moje książki

niedziela, 5 lutego 2017

Kochamy słodkości, czyli baardzo prosty przepis wprost z Au

Australijczycy nie są mistrzami kuchni. Nie mają wybitnie australijskich dań czy wypieków. Niemal wszystko zapożyczone z Indii, Chin, Tajlandii, kuchni brytyjskiej, trochę z włoskiej. Może jedynie barbi im dobrze wychodzi, przy czym ta urocza nazwa nie pochodzi od lalki a od barbecue. :)
O tak, BBQ to ich sport narodowy. W supermarketach wiszą na przykład całe owce - to znaczy tusze owcze, oskórowane, bez głów, nóg i wnętrzności (trochę makabryczny widok), na półkach piętrzą się zestawy przypraw, gotowe sosy, w chłodniach pocięte na kawałki mięsa albo gotowe do wrzucenia na ruszt, obtoczone w przyprawach kawałki kurczaka.
Dodam - uwaga! - że w parkach i przy nadmorskiej promenadzie co kilkadziesiąt metrów znajdują się hmm... jak to nazwać... stanowiska do BBQ: stoły z ławami i kuchnie na gaz, podgrzewające duże płyty. Za darmo. Co 15 minut gaz się wyłącza i musisz nacisnąć guzik by włączyć go powtórnie. Sprytne, prawda? Nie ma dzięki temu zagrożenia, że ktoś zapomni przekręcić kurek i spłonie pół Australii. Nie muszę mówić, że po skończonej uczcie - a w weekendy wszystkie kuchnie są okupowane przez całe rodziny i grupy znajomych - płyty są wyczyszczone do połysku. Za to też kocham tubylców, za czystość i zdyscyplinowanie.

Natomiast gotując dla Patika, uwielbiam Australijczyków za... lenistwo. Uważajcie: macie ochotę poczęstować gości domową pizzą? Nic prostszego, włączacie piekarnik i w czasie gdy się nagrzewa wyskakujecie do pobliskiego marketu. Tu kupicie gotowe, świeże, właśnie rosnące ciasto na pizzę, sosy do wyboru do koloru, pocięte na małe kawałki wędliny: boczek, kurczaka z grilla, szynkę albo pieczoną wołowinę, starty ser żółty w kilku smakach, pocięte na plasterki pieczarki. Jedyne co musicie pociąć osobiście to papryka, cebula i pomidory. Tego w plasterkach nie widziałam.
Przynosicie więc z marketu gotową pizzę w kawałkach. W pięć sekund składacie ją w całość, do piekarnika i za pół godziny częstujecie gości "domową" pizzą.
Moim odkryciem są filetowane podudzia kurczaka. To genialne! Kupuję kilogram najlepszego mięsa bez kości, przepyszne marchewki, pietruszkę, pora, selera naciowego (bo innego nie znają :) i mam wspaniały rosół.

Ale dzisiaj chciałam się z Wami podzielić czymś, co odkryłam właśnie tutaj, w Australii. Jest to przepyszne i tak banalnie proste do zrobienia, że... powinnam się pochwalić czymś bardziej skomplikowanym, ale po co? :)))
To piankowe skały, czy jak to się tam tłumaczy.
Podaję przepis nie z Queensland, gdzie jestem, a z Adelaidy, gdzie byłam. Dlaczego? Bo Australia wbrew pozorom ("Ot, taka wyspa") jest ogromna. To nie wyspa, to kontynent wielkości Europy. I każdy stan ma swój koloryt, swój klimat oraz swoje specjały.
O tym opowiem kiedy indziej, dzisiaj przepis na coś naprawdę pysznego.

Bierzemy tabliczki czekolady - najczęściej jest to gorzka, ale myślę, że dobrze się sprawdzi mleczna albo deserowa. Na każdą tabliczkę łyżeczkę masła. Roztapiamy, mieszamy. Oczywiście przepis mówi, że roztapiamy w kąpieli wodnej, czyli garnek z wrzątkiem w nim drugi garnek z czekoladą. Ale na własne oczy widziałam, jak moja kumpelka wrzuca po prostu czekoladę do mikrofalówki, po wyjęciu dodaje masło. I już.
Mamy więc roztopioną czekoladę. Czekamy aż trochę wystygnie.
Dorzucamy różnokolorowe pianki. Niewielkie. Mniej więcej wielkości paznokcia. Wtedy są najlepsze. Chociaż w QLD nie patyczkują się i robią ten przysmak z pianek normalnej wielkości.
Na czekoladzie i piankach część przepisu się kończy (włóż do lodówki aż zastygną i gotowe), ale ja pokochałam ten słodki drobiazg za dodanie do czekolady i pianek solonych prażonych orzechów ziemnych i suszonej żurawiny. Orzechy i sól przełamują słodycz, a żurawina dodaje kwaskowatego smaku.
Proste i pyszne!
(Biegnę po czekoladę, pianki, orzechy i żurawinę... ;))

niedziela, 29 stycznia 2017

Kochamy podróże czyli mojej wielkiej australijskiej przygody c.d.

Przyszło mi do głowy - wraz ze zmianą wystroju strony - żeby rozpocząć cykl krótkich felietonów na zadany temat. Jeśli "Kochamy podróże" to o moich przygodach w podróży. Jeśli "Kochamy książki" to o tym, co ostatnio czytałam i mnie zachwyciło.

Cykl otwieram felietonem o Australii...

Stoję sobie na brzegu oceanu (który ma temperaturę ok. 33 stopni i przypomina letnią zupę), jest piękny, gorący, spokojny wieczór. Promenada pełna ludzi, placyki zabaw pełne dzieci. My, tak jak tubylcy, wychodzimy na zewnątrz dopiero po zmierzchu, bo za dnia nie ma mowy, żeby wytrzymać dłużej niż godzinę. Chyba że w wodzie. W ubraniu, bo nagą skórę słońce momentalnie spali. My chociaż nie używamy kremów z filtrem, nie nosimy bluzek z długimi rękawami ani kapeluszy, jeszcze poparzeniu nie ulegliśmy. Trzymamy się cienia.

Ale wracając do oceanu: stoję sobie na brzegu i patrzę na fale, uderzające wściekle o złoty piasek. Plaża jest strzeżona i jasno oświetlona. Można pływać przez całą noc. Oczywiście w części ogrodzonej siatką. I nie dlatego ogrodzona, że boją się tutaj rekinów, oni się boją meduz zwanych osami morskimi. Najbardziej jadowitych na świecie.
Wzdłuż całej plaży są więc rozstawione tablice ostrzegawcze.


Oczywiście możesz się kąpać. Masz wolną wolę. Ale jeśli zostaniesz poparzony, zapłacisz za leczenie. A jeśli umrzesz, cóż... Jak to powiedział przedstawiciel rządu: "Pływasz w oceanie z meduzami? Prosisz się o śmierć". Oraz (to też cytat): "Na głupotę prawo nie pomoże".
Stoję więc na bezpiecznym brzegu oceanu i... nagle zapragnęłam przejść na drugą stronę siatki, żeby poczuć wolność i siłę morskiego bezmiaru, a nie oswojony żywioł między sieciami.
Oczywiście nie chciałam wejść do wody - meduzy! - tylko chwilę postać na dzikiej plaży.
I jak przełożyłam nogę, tak natychmiast ją cofnęłam.
Bo trzy dni temu pojawiły się nowe tablice. Ostrzegające przed krokodylami.


Myślicie: Co ta Kejt pisze?! Krokodyle? W oceanie? Owszem, i to wielkie i bardzo agresywne. Krokodyle różańcowe. Właśnie niedawno taki jeden wciągnął pod wodę i napoczął turystkę. Nie przeżyła. A na całym wybrzeżu pojawiły się ostrzeżenia w trzech językach.
Tak więc dwadzieścia metrów od miejsca gdzie mieszkam wałęsają się krokodyle, w oceanie meduzy i rekiny, w parku komary przenoszące dengę, w zaroślach jadowite węże, w łazienkach pająki i tak dalej i tak dalej.
Ale poza tym to prawdziwy raj na ziemi. Dla tych co przeżyją. :D :D

sobota, 28 stycznia 2017

"Kroniki Ferrinu" - ciąg dalszy nastąpił...

Wielokrotnie takie miłośniczki Kronik Ferrinu jak ja prosiły mnie o ciąg dalszy. Wprawdzie pięcioksiąg jest skończoną całością, ale dlaczego nie miałybyśmy co jakiś czas wracać do tego świata?
Specjalnie więc dla nich pierwszy rozdział księgi VI pt. "Krew dell'Idarei". Nie pytajcie, Kochane, kiedy będzie reszta. Nie wiem. Darowuję Wam to, co napisałam. Może kiedyś powrócę do pomysłu powieści w odcinkach właśnie z Kronikami? Żebyśmy razem mogły raz jeszcze "zapaść się w Ferrin i to było niesamowite"?
Po przeczytaniu koniecznie napiszcie, jak się podobało! 


I jeszcze mała niespodzianka, która wprowadzi Was w nastrój. :) Skomponowałam ja, zaranżował Maciej Mulawa.

video


KREW DELL’IDAREI

Jechał wolno, krok za krokiem przemierzając południowy trakt. Kary Cień, którego dosiadał zdawał się drzemać: zwieszona głowa, przymknięte powieki i ten powolny, hipnotyzujący stęp – jednak obaj: i wierzchowiec, i jeździec, byli czujni. Drogi tej krainy, tnące leśną gęstwinę, pełne były niespodzianek, czyhających na nieostrożnych podróżnych. Szczególnie na samotnych i nieostrożnych. Dzikie lwiany, smoki, zbuntowane driady – to najmniej niebezpieczne ze stworzeń zamieszkujących Przeklętą Puszczę. Prawdziwym zagrożeniem byli ludzie.
Młody mężczyzna, mieszanej rasy, odgarnął z oczu kosmyk czarnych włosów, który wyrwał się spod aksamitki. Przejechał wierzchem czteropalczastej dłoni po czole, ścierając pot. Nawet jemu – wojownikowi odpornemu na każdą pogodę i niepogodę – nieznośny, ciężki upał dawał się we znaki.
- Tu się zatrzymamy – rzekł nagle, widząc prześwit między drzewami.
Cień bez oporów skręcił z bitego traktu na leśną ścieżynę.
Jeździec zeskoczył na ziemię, nim wierzchowiec stanął, i rozejrzał się bystro dokoła. Polana zdawała się być oazą spokoju. Wabiła soczystą zielenią traw, cichym szmerem pobliskiego źródła, a płaski głaz wprost zapraszał do biesiady.
- Ładnie tutaj – odezwał się Cień wprost do umysłu swego pana.
- Aż za ładnie – odmruknął tamten. Nagle poczuł silną wibrację tuż obok... – Oho! Do kamienia się nie zbliżaj. Źródło mocy. Niezbyt przyjaznej – rzekł po chwili.
- Przecież czuję – prychnął Cień. – Na twoim miejscu Mocy bym się nie obawiał. Prędzej tego, co niesie mrok.
Faktycznie. Choć zbliżał się wieczór, duchota nie słabła. Wręcz przeciwnie – zdawała się gęstnieć z każdym oddechem.
- Myślisz, że to robota driad? – Mężczyzna rozejrzał się raz jeszcze, jakby mógł wypatrzeć wśród listowia nieprzyjazne duchy.
- Myślę, że powinniśmy ruszać, choćby nam przyszło…
Cień nie dokończył. Cicha czerwonopióra strzała wbiła się w pień tuż obok głowy jego pana. Ten nawet nie mrugnął. Po prawdzie tego się spodziewał. Po to zatrzymał się na polanie. Teraz unosił powoli ręce, ukazując driadom czyhającym na jeden gwałtowniejszy ruch, iż dłonie ma puste, a intencje czyste. Jego Cień z westchnieniem niemal człowieczym przyklęknął – w tej pozycji był równie bezbronny, co jego pan.
Pierwsza wiotka jak młoda brzoza istota, utkana bardziej z marzeń sennych, niż z ciała i kości, jednak jak najbardziej cielesna, wychynęła zza drzewa, za którym nie miała prawa się skryć – było tak cienkie. A jednak właśnie za nim, zaledwie dwa kroki od przejezdnych była ukryta.
- Powód. Daj mi dobry powód, bym zostawiła cię przy życiu, mieszańcu. – Ostatnie słowo zabrzmiało jak splunięcie.