niedziela, 24 lipca 2016

O dwóch milionach, telefonie zaufania i... butelce Sprite'a


 No i widzicie? Przez to wszystko, co w ciągu ostatnich tygodni przechodziłam (uwaga, dobra wiadomość, Patiś do tej pory nie miał ataku! To działa! :) przeoczyłam moment, gdy mój blog odwiedziła dwumilionowa osoba. Milion - pamiętam - wyłapałam, zrobiłam print screena i wrzuciłam na blog, a drugiego już nie. :( Właściwie nie powinnam być z tego powodu smutna, bo 2 000 000 wyświetleń w... cztery lata? Mniej więcej tyle istnieje mój blog, to genialna liczba, ale postanowiłam upolować te 2 mln a zamiast tego upolowałam anemię. Przynajmniej coś upolowałam... ;D

Upolowałam coś jeszcze, co wcale nie było takie łatwe do znalezienia, gdy była mi w środku nocy potrzebna rozmowa - z kimkolwiek, kto po prostu by mnie wysłuchał - całodobowy telefon zaufania. Pomyślicie: "a na co mogła się skarżyć w środku nocy Ta Michalak, dziecko szczęścia?". Skarżyć to ja się nie skarżyłam, ale gdy rozsypuje Ci się cały świat, zostajesz sama w pustym domu z chorym dzieckiem i patrzysz na nie od wieczora do rana, czy będzie miało atak, czy nie, naprawdę... to jest straszne. Przyjaciołom w nocy głowy zawracać nie będę (chociaż potem mnie ochrzaniają, że skoro oni mogą w nocy dzwonić do mnie i się wypłakiwać mi w rękaw, to znaczy w swój telefon, to ja również mogę, ale teraz każdy na noc wyłącza komórkę) więc w tę najgorszą chwilę, gdy po prostu musiałam z kimś pogadać przemogłam się i zadzwoniłam pod 116 123 (od dziś już zawsze będzie ten numer "wisiał" po lewej stronie na górze mojego bloga, może kiedyś któraś z Was będzie na dnie rozpaczy i wtedy nie będzie musiała go szukać po necie, trafiając na wszystko, tylko nie na ten numer). Ostrzegam, że na połączenie czeka się bardzo długo - ok. 20-30 minut (gdybym była desperatką na moście albo dachu to chyba bym nie doczekała) - ale warto, bo ta rozmowa z subtelną, nienamolną młodą kobietą po drugiej stronie naprawdę przyniosła mi ukojenie. Muszę tylko gdzieś do kogoś napisać, żeby przeznaczyli więcej etatów dla takich ludzi, bo skoro się tak długo czeka, to znaczy, że są potrzebni. I ktoś może nie doczekać...

Teraz to co lubicie, czyli zdjęcia Patisia, który (już mam nadzieję, że zupełnie zdrowy i szczęśliwy) wypoczywa nad polskim morzem, tym samym, które nie odpowiadało pewnej celebrytce. ;) Ja wprawdzie jogi na tarasie ekskluzywnego hotelu nie ćwiczę, a ryb nie jadam, za to morze - pod każdą postacią oraz szerokością i długością geograficzną uwielbiam. Patiś też. 


A Wy dokąd najczęściej wyjeżdżacie? Polska? Zagranica? Góry, morze, agroturystyka? Jeśli chcecie, możecie pod tym postem polecać fajne miejsca, podawać adresy i linki. Może kto inny - np. ja - skorzysta.

Na koniec będzie nieco ostro, bo mam dosyć milczenia i poprawności politycznej. Pamiętacie, jaki wpis umieściłam, gdy moje koleżanki po piórze zapraszały serdecznie "uchodźców" i pochylały nad ich niedolą? (Nota bene ciekawe, czy któraś z nich oddała pokój w swojej willi choć jednemu z nich...). Ja upomniałam się o Polaków, osieroconych przez Ojczyznę na dawnych Kresach, na Ukrainie, w Rosji, na Białorusi. Wiem z pierwszej ręki, jaka tam u naszych rodaków panuje bieda, bo mój syn wiózł w ramach akcji Świąteczna Paczka podarunki bodajże na Białoruś. Repatriantów od tamtej pory sprowadzono do Polski chyba 20-tu (czy dwadzieścia rodzin), natomiast "uchodźcy", którzy zalali Europę, bestialsko mordują. Żal mi niewinnych ludzi we Francji i Niemczech, rozjeżdżanych, rozstrzeliwanych, zarzynanych maczetami, ale nie będę więcej umieszczała postów na ten temat na fanpejdżu, bo akty terroru stają się tak nagminne, że się niedługo księga kondolencyjna z mojego fp zrobi.
Chcę jednak dowiedzieć się od kogoś kompetentnego - muszę tylko znaleźć taką osobę - jak reagować w sytuacji, gdy ktoś koło mnie zacznie strzelać, gdy gdzieś niedaleko usłyszę wybuch. Bo nie wiem jak Wy, ja nie mam pojęcia: paść na ziemię, leżeć i czekać? Uciekać? Chować się? Gdy więc ktoś mądry da mi kilka rad, jak zachować się w obliczu ataku terrorystycznego, podzielę się nimi z Wami. To że oni już są w Polsce, jest pewne, ale możecie spotkać się z takim bandziorem na każdym lotnisku, czy innym miejscu, na całym świecie. W Australii również. Dlatego trzeba wiedzieć, co robić, bo pamiętacie moje motto, moje powołanie: może kiedyś taki wpis uratuje choć jedną kobietę, jedno dziecko...

PS. Przypomniało mi się coś a propos terroryzmu... Po tym jak spadł do Morza Śródziemnego samolot lecący z Francji do Egiptu, zaostrzono kontrole na całym świecie, na wszystkich lotniskach. Mój bagaż podręczny prześwietlano cztery razy: dwa razy w Au i dwa razy w Doha, na lotnisku tranzytowym. I mało nie padłam, normalnie odebrało mi mowę, gdy już w Polsce, na lotnisku Okęcie, chciałam coś wyjąć z jeden z toreb, a tam... półlitrowa butelka Sprite'a, która spokojnie przyleciała sobie ze mną z Australii, mimo tych czterech kontroli.
No comments.
Gdyby ją znaleźli, to ja byłabym Pragnienie.

10 komentarzy:

  1. Byłam trzy wspaniałe tygodnie w sanatorium w Kołobrzegu i polecam piękne miasto, wspaniałe plaże i molo i wodę tamtejszą Jantar - której teraz zaczynam szukać w stolicy , bo tak mi posłużyła na zdrowie .

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie wiem co bym zrobiła jak bym usłyszała strzały(napewno bym zaczeła płakać).A jeśli chodzi o wakacje to uwielbiam zwiedzac zamki i jaskinie.ostatnio bylam w jaskini Raj.Pozdrawiam serdecznie.Ps.kiedy pani znajduje czas na pisanie tych wspanialych książek?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Kasiu to wielki zaszczyt, że tak dużo osób odwiedza pani blog. Życzę 3,000,000 zwolennika, ale jeżeli chodzi o morze, też uważam, że polskie morze super a zwłaszcza dla dzieci, uwielbiają wodę i drobniutki morski piasek. Dobrze, że Patryk zdrowy a tą upolowaną anemię trzeba leczyć, coś o tym wiem, bo miałam
    anemię (krwinki czerwone 4,3)Pozdrawiam serdecznie. Miłego wypoczynku. 😘🚢🌞

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstyd się przyznać , ale ja 27-letnia kobieta nie byłam nigdy nad polskim morzem. Byłam wielokrotnie we Włoszech, w Hiszpanii, we Francji, ale nad Bałtyk jeszcze nie dotarłam. Mam takie plany, wszystko w swoim czasie.

    Życzę zdrowia i spokoju.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezioro Białe w miejscowości Białe. Gospodarstwo agroturystyczne Att. Czyściutkie jezioro, las, pole, cisza. Polecam. Co do uchodźców to poważna rzecz i ja się cieszę, że nie milczysz w tej sprawie. Mam podobne zdanie w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam Pani Kasiu.Ja osobiście zakochana jestem w Ustroniu i okolicach, nie sposób się tam nudzić ,ponieważ jest to typowe miasto uzdrowiskowe zaraz u podnóża góry Równica ,dużo jest atrakcji.Można pojechać do Wisły a w połowie drogi do Wisły znajduje się wyciąg krzesełkowy na górę Czantoria. Po wyjściu lub wyjechaniu na obie góry czeka też wiele niespodzianek i przepiękne widoki .W samym Ustroniu polecam pensjonat http://www.martyna.ustron.pl/ a 5km od Ustronia http://www.brenna.kgg.pl/index.php byłam rok temu blisko do Ustronia,Wisły i Szczyrku i w Karpaczu http://hotelove.pl/ ja byłam w KORALOVE .Te mogę polecić.Pani Kasiu życzę zdrowia dla Pani i synka-jest Pani dzielną kobietą a takie doświadczenia hartują duszę i uczą nas pokory.Każdego ranka gdy budzi się nowy dzień musimy być otwarci na dobro ,które nas spotka i dobro , którym my obdarzymy kogoś.Pozdrawiam-Elżbieta

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam polskie wioski nad morzem :) A gdy pogoda mało plażowa - polecam spacer, zwiedzanie i rower :)
    Pozdrawiam - Kasia Michalak - wielka fanka Katarzyny Michalak

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja staram się chociaż na kilka dni wyjechać nad nasze morze, zawsze do innej miejscowości, żeby mieć góry (gdzie mieszkam) i morze w zasięgu wzroku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Kasiu, nad morzem byłam tylko dwa razy, w Ustroniu Morskim i Chłapowie, bardzo miłe i spokojne miejscowości (Jastrzębia Góra też jest w porządku, ma przepiękny widok na morze) :)
    Ale jednak moje serce jest zakochane w jeziorach! Uwielbiam Augustów, jezioro i miejscowość Wigry oraz Giżycko :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam na takim szkoleniu organizowanym przez specjalistów policyjnych i z innych służb, gdzie pokazano nam poglądowy film o zachowaniu, gdy bandyta z bronią wchodzi na teren szkoły. Zalecenie było takie, ze nigdy się nie biega, ponieważ nawet policja czy służby nie wiedzą czy to biegnie bandyta czy ucieka poszkodowany i mogą strzelać. Tłumaczyli, że należy zamknąć się od środka w pomieszczeniu, jeśli się da, zabarykadować drzwi, chować się na leżąco za ławkami,daleko od drzwi wyciszyć komórki i spróbować zawiadomić służby. To się sprawdza podobno w przypadku agresji niewielu napastników z bronią. Ale, co robić w przypadku bomb to nie uczyli. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń