sobota, 28 czerwca 2014

Raz jeszcze o "Bezdomnej"

Pamiętacie niepozorną książeczkę z serii czarnokociej pt. "Bezdomna"? (W ankiecie oceniłyście ją naprawdę wysoko, bodajże otrzymała od Was czwartą lokatę ze wszystkich moich książek). Dostałam niedawno dwa maile, które bardzo mnie poruszyły. Po przeczytaniu ich pomyślałam sobie: "Kasiu, przeżyłaś taką nagonkę na tę książkę, że obiecałaś sobie 'nigdy więcej', ale... piszesz nie po to, żeby zdobywać listy bestsellerów, ale żeby 'uratować choć jedną matkę i jedno dziecko'. I dalej będziesz pisać takie powieści, bo tak trzeba. Po prostu tak trzeba".
Ja przygotowałam się do "Bezdomnej" najlepiej jak można było. Trzy kobiety podzieliły się ze mną swoimi przeżyciami, bym mogła stworzyć postać Kingi. Ale mimo to bałam się, jak "Bezdomną" przyjmiecie i oto dziękuje mi za nią osoba, która na codzień pracuje z bezdomnymi i pani psycholog, która również docenia jej prawdziwość...

Oto pierwszy z tych maili:

I ja wypowiem się o "Bezdomnej". Po prostu muszę to napisać... Sama od prawie roku pracuję z osobami bezdomnymi, więc tematyka tej książki jest mi szalenie bliska. Z ogromną ciekawością, sięgnęłam po tę książkę, nie tylko dla samej powieści i ze względu na autorkę, ale ze względu na temat. Efekt? Dzięki "Bezdomnej", w pewnym sensie inaczej patrzę na "moje" osoby bezdomne, zwłaszcza na kobiety. A ich problem zaczynam postrzegać wielostronnie i na wielu płaszczyznach. Zresztą (wiedziałam o tym od dawna, ale kolejny raz się przekonałam), jak ważna jest POMOC INNYCH LUDZI, wyciągnięcie dłoni do nich i ofiarowanie np. swojego czasu.
Bardzo dziękuję!

A.

Oto drugi:

Pani Katarzyno, przeczytałam " Bezdomną"... Od 20 lat jestem psychologiem, od 14-u pomagam kobietom odnaleźć siebie po zranieniach zadanych przez tzw najbliższych. Uzależnieni rodzice, okrutni małżonkowie, bezwzględne babcie, synowie, siostry, kuzyni... Nie ma reguły, nie można przewidzieć, kto pierwszy uruchomi zapadnię , kto zbagatelizuje  grymas  cierpienia kruchej psychiki ukochanej "bliskiej" osoby...  Historia Kingi, która nie udźwignęła  swoich  emocji, a galopujący lęk nie pozwolił jej "normalnie" żyć, wzrusza i przeraża, bo jest bardzo prawdziwa. Szkoda... W swojej pracy nie mogę się uwolnić od zadziwienia : jak często niewiele trzeba, by nie doszło do kolejnej tragedii, by nie przybywało pacjentów w szpitalach psychiatrycznych i gabinetach terapeutycznych. Uważność, empatia, kontakt, to ciągle bezcenne czynniki w "ratowaniu" drugiego człowieka. Być może los Kingi potoczyłby się inaczej ?  Być może odrobina zaciekawienia i empatii "bliskich" zatrzymałyby karuzelę psychozy ? Dziękuję Pani za tę powieść... 
M.

I już wiem, że warto było spłakać się, pisząc tę powieść i przez ładnych parę tygodni ją potem odchorowywać. I, czy chcę, czy nie chcę przeżywać to raz jeszcze, już rozmyślam nad następną książką z czarnokociej serii, chyba jeszcze bardziej dramatyczną, niż "Bezdomna". Nie wiem, jak ja to zniosę i jak zniesiecie to Wy, moje Czytelniczki...

A drogiej A. i M. serdecznie dziękuję za te dwa maile.

11 komentarzy:

  1. Po raz pierwszy "Bezdomną" przeczytałam kiedyś tam i bardzo płakałam... Po raz drugi mając już 3 miesięczne dziecko- synka Aleksandra (5 mscy)... Przeżywałam "Bezdomną" inaczej... z perspektywy MAMY... Płakałam...dużo płakałam, ale wie Pani p.Kasiu co jest najpiękniejsze z tych przelanych łez nad tą dramatyczna książką? Że dzięki niej bardziej "doceniłam" własne dziecko! Skończyłam czytać wieczorem, gdy Mały już smacznie spał... wstałam...podeszłam do kołyski i tak bardzo zapragnęłam wziąć Olusia na ręce i przytulić.... Zrobiłam to ciesząc się tak bardzo z tego,że Go mam... Że tak po prostu jest...że mogę wziąć go w ramiona, tulić, całować, cieszyć się Jego obecnością. Moje dziecko jest dla mnie wszystkim, jest moim życiem, moim sercem i moją największą miłością.

    OdpowiedzUsuń
  2. książka świetna poruszająca bardzo trudny temat, człowiek uświadamia sobie, że gdzieś tam inni mają gorzej, nie mają domu, ani rodziny, która jest najważniejsza

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bezdomna przeczytałam jednym tchem płacząc oczywiście, nie będę jej czytała drugi raz, bo jeden mi w zupełności wystarczy, ale nigdy żadna książka tak na mnie nie zadziałała i warto było ją przeczytać, bo takie książki też są potrzebne, choć brutalna to taka prawdziwa i już wiem, że kolejną książkę z serii z czarnym kotem będę czytała w odpowiednich warunkach i na 100% nie usiądę do niej z marszu jak tylko będzie dostępna ale odpowiedni się do niej przygotuję... Pani Kasiu niech Pani pisze takie książki są one bardzo wartościowe BARDZO.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie rozumiem nagonki na tę książkę... Owszem jest mocna, dla mnie miejscami aż za bardzo.. Ale jeśli może pomóc zrozumieć choćby jedną zranioną osobę, może pomóc w wyciągnięciu do niej ręki - to spełni swoją rolę.

    OdpowiedzUsuń
  5. I na mnie największe wrażenie zrobiła właśnie Bezdomna.Długo "nosiłam"w sobie tą książkę:)))I nie rozumiem nagonki,a może właśnie rozumiem-bo trzeba się pochylić nad czyjąś niedolą,a to takie trudne,bo człowiek coraz mniej rozumie drugiego,bo empatia wyginęła na wojnie,bo dziś trzeba być twardym nie miękkim,bo....
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak do powiedział mistrz Zafon "Książki są lustrem...". Niektórym mogło się nie spodobać to, co w tym lustrze zobaczyli. A jaka jest reakcja na wynaturzone, podłe odbicie własnej twarzy? Zbić lustro! Ot co.

      Usuń
  6. Jeszcze bardziej dramatyczne?! Chyba w końcu dostanę zawału podczas czytania... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardziej trudna w odbiorzei dramatyczna-chyba nie jestem gotowa swego czasu przeczytałam cala mroczna tworczosc pani mistrza Kinga i doprawiłam Mastertonem po czym to... mocno odchorowałam.Czy to ma być ta pozycja Nie oddam dzieci-bo az się boje? Ale nie zmienia to faktu,ze takie książki sa potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem w trakcie czytania Bezdomnej... Chwilowo Pani Kasiu się nie wypowiem, ale moja mama skomentowała to mniej więcej w taki sposób: "Skończyłam i nie wiem co zrobić. Po prostu nie wiem, wiesz? Nie wiem co mam zrobić z życiem, ta powieść jest tak wstrząsająca...że aż muszę wyjść z domu". No i wyszła! Pomyśleć o życiu i o tym co ma. Ale to na ile! Na całe pięć godzin na samotny spacer w deszcz!
    A co do kolejnej książki, wstrząsającej... Jestem książkową masochistą, więc jeżeli będzie Pani na siłach, to jak najbardziej jestem za!

    OdpowiedzUsuń
  9. To czekamy na następne z serii kota.

    OdpowiedzUsuń