niedziela, 28 grudnia 2014

Najpiękniejsza kolęda, najmilsze życzenia i co jeszcze spotkało mnie w te Święta...

Nie było mnie jakiś czas tutaj i w internecie w ogóle, bo spędzałam Święta w miejscu, gdzie internetu nie ma i nie przewiduję, by był. Dobrze mi w takich miejscach, jakbyście pytali. Owszem, ciągnie, by sprawdzać, czy nie ma nowych maili, albo komentarzy, ale... jaki spokój człowieka ogarnia gdy wie, że nie ma zasięgu... Ja Wam mówię: kiedyś pozwolę zamknąć się na dwa tygodnie w pewnym zakonie, gdzie na wejściu trzeba oddać laptop i komórkę i nawet chyba rozmawiać między sobą nie można. Przez te dwa tygodnie pobędę sama ze sobą i... zobaczymy co się z tego wykluje.

Odbiegłam od tematu.

Jak co roku całą rodziną kolędowaliśmy. Mamy rodzinny śpiewnik pamiętający czasy... no może nie narodzin Jezusa, ale moich na pewno, któreś z nas przygrywa na pianinie, a cała rodzina na kilka głosów kolęduje Małemu. Moją ukochaną kolędą od zawsze (zauważyliście, jak piękne są polskie kolędy?) jest "Gdy śliczna panna...", normalnie rozpływam się i wzruszam, gdy śpiewam te słowa i widzę oczami wyobraźni Matkę, pochylającą się nad Dzieciątkiem.
Jakie są Wasze ulubione kolędy?
Macie jakieś szczególne wspomnienia z którąś związane?

A tu jeszcze coś bardzo pięknego...


Oprócz życzeń od Was, od dalszej rodziny i przyjaciół dostałam także szczególne, których jako żywo się nie spodziewałam i które sprawiły mi szczególną radość. Otóż zadzwonił do mnie Dyrektor ogrodu zoologicznego. Tego, w którym kiedyś z takim oddaniem leczyłam lwy i anakondy i które tak ciepło wspominam (uwielbiałam to miejsce i tę pracę, a te z Was, które czytały "Poczekajkę" domyślają się, że Dyrektora również - platonicznie! :D Przyznam, że życzenia od kogoś, kto pamięta cię po -nastu latach, ciepło i serdecznie wspomina, są szczególne. Ucieszyły mnie naprawdę bardzo, bardzo, bardzo.

Ostatni dzień tegorocznych Świąt spędziłam - nie cały na szczęście - w szpitalu. Bardzo byłam tym przestraszona i bardzo mi się nie podobało, że znów mogę trafić pod narkozę (żegnać się z życiem i Wami i w ogóle robić różne dziwne rzeczy, które człowiek przed i po narkozie robi), ale skończyło się na zaordynowaniu leków.
Powiem Wam jedno: tym razem pojechałam nie tam, gdzie byłam poprzednio, ale prosto do szpitala, w którym urodziłam Patryka, do Św. Zofii na Żelaznej i powiem Wam drugie: ten szpital to po prostu Wersal. Nigdy nigdzie nie byłam tak... po ludzku... traktowana, jak w Św. Zofii. Pielęgniarki, mimo że to ostry dyżur, pomocne i uśmiechnięte, lekarz miły i kompetentny, położna, która przyjmowała jedną z rodzących tak serdecznym gestem poprosiła ją do sali porodowej, że... normalnie brak słów uznania dla Dyrektora tego szpitala, Lekarzy, Pielęgniarek i Położnych.
Dziękuję Wam, że jesteście i przywracacie wiarę w polską służbę zdrowia, w coś co nazywa się Powołaniem.
Dziękuję, że bezstresowo, otoczona wręcz czułą opieką, urodziłam u Was cztery lata temu mojego drugiego synka.
Jesteście najlepsi!


Rzeczywiście dajecie serce, wiedzę, doświadczenie i jeszcze więcej serca.
Dziękuję.

Mam nadzieję, że Wam, moje drogie, te święta upłynęły bez szpitalnych niespodzianek, a radośnie i rodzinnie.
Co dostałyście do Mikołaja, pochwalcie się? :)
Ja dostałam........ bieżnię. I wcale, ale to wcale nie jest to subtelny przytyk do mojej kondycji fizycznej, czy też raczej jej braku. I że nie samymi żelkami człowiek chudnie. :D

niedziela, 14 grudnia 2014

Mój vlog cz. V, czyli święta, święta i... quiz sukienkowy :)

Dawno nie było tutaj vlogowego filmiku, więc bardzo proszę. W nieco lepszej jakości możecie go obejrzeć TUTAJ :)
Pipinia, życzenia świąteczne i quiz sukienkowy w jednym.
Życzenia jeszcze raz Wam złożę w Wigilię, a dziś pytam: kreacja czarno-złota, czy czerwono-czarna?
Wydaje mi się, że lepsza będzie........

Endżoj!

PS. Strasznie żółte to nagranie wyszło, ale nie wiem dlaczego. Nic nie kombinowałam przy kolorach, żółtaczki nie mam... Dziwna sprawa...


niedziela, 7 grudnia 2014

Jak zostać pisarką...

Mniej więcej połowa z dziewczyn, które napisały do mnie o swoich marzenia pragnęła zostać lekarzem weterynarii, a druga połowa pisała coś do szuflady i marzyła o zostaniu pisarką. Tym pierwszym już odpisałam, dziś napiszę jaka droga czeka te z Was, które pragną o własnej książce na księgarskich półkach.

1. Napisz

Dziś wydać książkę może każdy. Wystarczy mieć pieniądze na wydanie jej w formie e-booka, albo nawet tradycyjnej, zgłosić się do wyrastających jak grzyby po deszczu wydawnictw, które opracują Wasz tekst pod kątem redakcyjno-korektorskim (albo i nie), przygotują okładkę, wydrukują i teoretycznie roześlą po księgarniach.Więcej się na ten temat nie wypowiem, bo nigdy w ten sposób nie wydawałam. To znaczy nie zlecałam wydania swojej książki pośrednikowi. "Grę o Ferrin" opracowałam i zleciłam do druku w tych kilkudziesięciu egzemplarzach sama, nie zarobiłam na niej nic, bo wszystkie rozdałam i to był koniec przygody z self publishingiem jeśli chodzi o mnie.
Ale nie o takie wydanie chodzi. Każdy, kto marzy o byciu pisarzem, chce wydawać swoje książki w prawdziwym wydawnictwie i oglądać je na wystawach księgarni i na empikowych półkach, prawda?
Od czego więc zacząć pisarską karierę?
Od napisania książki.
Dobrej książki.
Pojęcie "dobra" jest bardzo względne, bo przecież każdy ma inne gusta czytelnicze, ale Wydawcy poszukują książek, które po prostu się sprzedadzą. Pamiętajcie: Wydawca nie jest organizacją charytatywną, nie wyda książki "po znajomości", czy dlatego, że polubił autora. Koszty wydania i wprowadzenia tytułu do księgarń są tak wysokie, że w świecie wydawniczym nie ma "układów", liczy się dobry tekst, który ma szansę się sprzedać. Kryminał, sensacja, powieść obyczajowa, czy historyczna, poradnik - nie mam pojęcia, co akurat może "zaskoczyć", ale na pewno książka MUSI ZOSTAĆ NAPISANA.
To oczywiste! - krzyknie chyba każdy. Otóż nie. Dostaję co jakiś czas maile z fragmentem tekstu i prośbą o "rzucenie okiem" i parę zdań oceny. (Tu przypominam: nie czytam i nie oceniam nadesłanych tekstów). Zawsze też pada pytanie, czy nadaje się to do druku i warto jest pisać dalej.
Odpowiadam teraz Wam wszystkim: napiszcie najpierw swoją pierworodną do końca, a potem wysyłajcie ją komukolwiek. Kto ma wierzyć w książkę, jeśli nie jej autor? No kto?

2. Popraw

Wasza książka jest napisana. Od początku do końca. Macie ileś tam stron dobrego Waszym zdaniem tekstu (pamiętajcie: musicie kochać to swoje dziecko i nie wątpić w nie, choćby nie wiem co!). Teraz, zanim komuś ten tekst pokażecie, MUSICIE GO POPRAWIĆ. Przeczytać nie raz i nie dwa, poprawić wszystkie zgrzyty i błędy, które wyłapałyście same, czy podkreślił Wam word, może znajdzie się jakaś dobra polonistyczna dusza i ona rzuci na Wasze dzieło okiem? Jedno jest pewne: nie wolno Wam wysyłać do Wydawców tekstu z błędami. To po pierwsze: brak szacunku do Wydawcy, a po drugie: od razu robi złe wrażenie. Błędy po prostu odrzucają od tekstu.
Ja, choćby goniły mnie terminy i Wydawca upominał się o tekst codziennie, nie wysyłam brudnopisu. Oczywiście wszystkich błędów nie wyłapię podczas jednego czytania, nawet po kilku się zdarzają i nie tylko mi, ale redaktorom i korektorom, ale nim wyślę wersję ostateczną książki (która wersją ostateczną jeszcze nie jest) poprawiam w niej błędy. Wy również powinnyście.
Podczas czytania książka może Wam się wydać do niczego, zupełnie bez sensu i w ogóle, ale... nie przejmujcie się tym. Nie jesteście obiektywne. Albo za wysoko, albo za nisko siebie i swój tekst cenicie. Nie są obiektywni także Wasi przyjaciele i bliscy, którym pokażecie swoje dzieło. Trudno im będzie powiedzieć Wam prosto w oczy, że książka im się nie podoba, zaczną więc Wam słodzić i... rozpalą tym być może nadzieje, które okażą się płonne. Rozwieje te nadzieje kilka pierwszych odpowiedzi odmownych i być może raz na zawsze podetnie Wam skrzydła, zupełnie niepotrzebnie. Pierwszy lot zazwyczaj przecież kończy się upadkiem.
Pamiętajcie, że jedynymi obiektywnymi osobami, które ocenią Wasz tekst są redaktorzy w wydawnictwach, do których go poślecie. Wydawcy czekają na dobre książki, każda nadesłana propozycja wydawnicza jest czytana, możecie mi wierzyć, że jest. Nikt nie oceni tekstu lepiej, niż oni.
Więc...

3. Wyślij

Powiedzmy, że macie już swoją książkę napisaną i poprawioną. Co teraz?
Ech... teraz chyba najtrudniejszy rozdział pisarskiego życia: wysyłanie do Wydawców i czekanie na odpowiedź. Opowiem, jak ja postąpiłam z "Poczekajką": gdy była gotowa, poszłam do Empiku (na Nowym Świecie, pamiętam jak dziś), podeszłam do regału z literaturą obyczajową i spisałam wszystkich wydawców, których książki się tam znajdowały. Potem znalazłam strony tych Wydawców w internecie, doczytałam w jakiej formie przyjmują propozycje wydawnicze (to były jeszcze czasy, kiedy niektórzy przyjmowali wyłącznie wydruki, ale większość już tylko mailem) i... wysłałam "Poczekajkę".
A potem czekałam... czekałam... czekałam...
Przychodziły odpowiedzi odmowne (bardzo miłe i z życzeniami powodzenia), a ja się w końcu nie doczekałam. Dopiero za drugim podejściem, gdy sama wydrukowałam książkę, dołączyłam płytę z teledyskiem i rozesłałam taki pakiecik do tych samych Wydawców nagle, w ciągu jednego tygodnia chciało moją pierworodną kilku z nich.
Dziś Wydawcy odpowiadają niemal natychmiast, jeśli tekst się podoba, bo im również zależy na dobrych debiutantach. Konkurencja na tym rynku jest ostra i nowe talenty są natychmiast wyławiane z zalewu propozycji wydawniczych, jeśli więc Wasze dzieło rokuje nadzieje, odpowiedź przyjdzie szybko.

4. Co dalej?

Jeżeli znalazłyście Wydawcę, gratuluję z całego serca i... życzę podpisania dobrej umowy. Wiem, że debiutantom zależy tylko na tym, by wydać książkę w znanym wydawnictwie i zupełnie nie myślą o pieniądzach. Magia własnego nazwiska na okładce jest wielka i uwodzi debiutantów, mimo wszystko podczas podpisywania umowy kierujcie się rozsądkiem, nie sercem, okej? Chociaż odrobinę...
Jeżeli nikt Waszego dzieła nie chciał, nie przejmujcie się tym. Jestem przykładem, że trzeba walczyć znów i znów, do skutku. Wysyłać i poprawiać, poprawiać i wysyłać, aż do bólu palców.
Ale... może tak być, że po prostu nie macie talentu literackiego i tyle. Ja na przykład nie mam za grosz talentu malarskiego i jakoś muszę z tym żyć. I wiem, że nigdy nie namaluję niczego i nie poddam mojego dzieła ocenie krytyków, czy nie wyślę go do galerii.
Rozumiecie, co chcę powiedzieć między wierszami? By napisać książkę trzeba mieć jakiś tam talent, najlepiej literacki ;).
Myślę jednak, że nie można rezygnować z marzeń. We mnie talent i pasję pisarską usiłowano zabić nie raz i nie dwa, ale się nie dała (ta pasja, ja zresztą też), więc dlaczego Wy macie się poddawać?

Na koniec złota myśl, którą powtarzam przy okazji wywiadów i spotkań autorskich: Pisarza czyni nie ilość wydanych książek, a przeczytanych książek.
Jestem święcie przekonana, że umiem pisać, bo przeczytałam mnóstwo książek o najróżniejszej tematyce, byle tylko były ciekawe. Tak, to właśnie dziełom innych autorów zawdzięczam najwspanialszą przygodę mojego życia, jaką jest pisarstwo.

Życzę Wam, moje kochane, rozpoczęcia takiej samej przygody i... spotkania się na księgarskiej półce. Miejsca na niej jeszcze sporo. Wystarczy i dla mnie, i dla Was... :))

Na koniec zdjęcie mojego biurka (obok laptopa leży wydruk, z tego co pamiętam wprowadzałam poprawki do "Pani Ferrinu", bo zwykle miejsce po lewej stronie jest zupełnie puste, no ewentualnie telefon tam leży).
Potwierdzam: muszę mieć na nim porządek, by nic mnie nie rozpraszało. I jak najmniej kabli - one też mnie denerwują. Najlepiej tylko laptop i żelki. (PS. Producent tych żelek mógłby mi w końcu przysłać jakiś zacny zapas...). Niestety biurka innych twórców są ciekawsze i bardziej odpowiadają Waszym wyobrażeniom o pracy pisarza niż to moje, puste i nudne... Za to tapetę na ekranie mam ładną, no nie? :))

Bez żelek z sokiem nie piszę! Howgh!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dobry uczynek kosztuje 7,49 (za kilogram ;)

Dziewczyny, pytanie, które stawiam co roku, tak dla przypomnienia, bo niektórym z Was przypominać nie trzeba: dokarmiacie ptice?!
Nie wiem kiedy skończyła się jesień, którą jakoś jeszcze znosiłam/znosiliśmy i zaczęły się mrozy. Pamiętajcie o ptakach, pliss!
Moje sikorki na nowo odkryły karmnik pełen ziaren słonecznika. I pochłaniają to ziarno w ilościach kosmicznych - myślę, że z pół kilograma dziennie. Do tej pory kupowałam je w supermarkecie (tytułowe 7,49zł za kilogram), ale w końcu zamówiłam 10kg na Allegro. Do wiosny na pewno mi nie wystarczy (to znaczy im - Poziomkowym ptakom), pewnie będę zamawiała niedługo następne 10kg, ale... satysfakcja, gdy "moje" ptaki wiosną są okrągłe jak kuleczki i potrafią odchować dwa lęgi piskląt (we wszystkich piętnastu budkach) jest ogromna.
Pamiętajcie, że gdy raz zaczniecie dokarmiać ptaki, nie wolno przerywać - przyzwyczajają się. Do miejsca i do dokarmiania. I mogą w największe mrozy zginąć, gdy czekają na ziarno, a karmnik jest pusty.
Polecam również ziarno bez łusek - po pierwsze nie ma takiego bałaganu wszędzie dookoła, po drugie ptaki nie tracą energii na łuskanie ziarna, a to w duże mrozy bardzo ważne.

Pytanie do Was: zaczęłyście już dokarmianie? Jeśli tak, to czym? "Moje" ptaki, od kiedy zaczęłam je dopieszczać łuskanym słonecznikiem, mają w głębokim poważaniu wszelkie słoninki i kule z ziarnami.

Do napisania tego postu skłonił mnie nie tylko mróz za oknem (nie cierpię zimy!), ale i... zakup jajek. Co ma jedno do drugiego? Niby nic, a jednak... Wiecie już chyba, że jajka kupowane w sklepie pochodzą od kur szczęśliwych (z wolnego wybiegu) i nieszczęśliwych (z chowu klatkowego). Różnica w cenie jest niewielka, jajka smakują pewnie tak samo i może jestem naiwna, wierząc, że kury z wolnego wybiegu rzeczywiście biegają sobie wolno i są szczęśliwsze (no i to tylko kury, ktoś może zauważyć), ale gdy mogę wybierać...

Pamiętajcie też zimną, szczególnie w mrozy, o bezdomnych zwierzakach i... ludziach. Drobny gest świata nie zmieni, ale może uratować czyjeś istnienie.
Okej, zostawiam Was ze zdjęciem szczęśliwych... nie sikorek, nie kur, a moich własnych kuropatek, które już dawno wyfrunęły w świat, a sama idę dosypać ziarna. Ciekawe ile w tym roku potrwa zima...
Oby jak najkrócej.

No dobra, musi być i sikorka ;)

piątek, 28 listopada 2014

Jutro zakończenie aukcji dla dzieci z hospicjum!


Jeszcze tylko przez jeden dzień możecie licytować Trylogię Kwiatową, którą przeznaczyłam na zacny cel...


... dla dzieciaczków z Hospicjum w Rzeszowie. Nie ma większego nieszczęścia, niż nieuleczanie chore dziecko. Gdy weszłam na tę stronę... łzy popłynęły... Nie uratujemy życia żadnemu z małych pacjentów tą aukcją, lecz przyda się im każda złotówka, prawda? 

Mam nadzieję, że licytatorzy będą nie tylko hojni, ale i... poważni. Ostatnio bowiem jakaś osoba podbiła cenę, po czym wycofała się z aukcji. Jak można stroić sobie żarty z chorych dzieci - nie wiem i nie pojmuję. Takie praktyki mnie osobiście oburzają, ale cóż...

Liczę, że tym razem aukcja przebiegnie bez takich "niespodzianek". Dodam, że zwycięzca otrzyma - oprócz Trylogii zaprezentowanej na zdjęciu (na życzenie w każdej książce mogę napisać osobistą dedykację) również kartkę ode mnie ze świątecznymi życzeniami i podziękowaniem. Myślę, że i cel szczytny i nagroda bardzo sympatyczna. 

Dodam, że dochód ze wszystkich aukcji moich książek z autografem, które można kupić tutaj: http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=1557683 również zostanie przekazany temu Hospicjum.

Zwróćcie na nie swą życzliwą uwagę, a ja do Waszych pieniążków dorzucę nieco swoich.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Spełnienia marzeń!

Przyszedł mi go głowy pewien pomysł, ale do jego realizacji potrzebne jesteście mi WY - moje kochane, niezawodne, bardzo twórcze i inspirujące Czytelniczki. Na równi z Czytenikami.


O czym marzycie?

Chcę w pewnym zacnym celu porozmawiać z Wami o Waszych Wielkich i malutkich pragnieniach, o tym jak sobie z nimi radzicie, jak do nich dążycie, ile kosztowało Was spełnienie tych marzeń - jeśli komuś udało się już je spełnić... Czy trudno było wyrwać się z marazmu codzienności, zdobyć na odwagę i powiedzieć sobie: TERAZ JA. TO MÓJ CZAS!

Przyznam się Wam, że ja nadal nie czuję się całkiem spełniona. Wciąż przede mną KSIĄŻKA MEGO ŻYCIA, na miarę "Króla Szczurów" Clavela, "Przeminęło z Wiatrem" Mitchell, czy wreszcie "Cienia Wiatru" Zafona i muszę wierzyć, że uda mi się kiedyś sięgnąć ich gwiazd - tych samych, po które sięgnęli Oni, Moi Mistrzowie (ze Stephenem Kingiem na czele) - i oto moje Wielkie Marzenie.

Mam też parę mniejszych. Marzę całą sobą o zimowym domku gdzieś w ciepłym kraju, gdzie mogłabym założyć Poziomkę - Bis, Poziomkę - letnią. Tak siedziałabym sobie mocząc nóżki w ciepłym morzu, a nie dogorywała dzień po dniu w ciągnące się bez końca ciemne, deszczowo-śniegowe wieczory. Naprawdę należę do istot ciepłolubnych i cierpię, gdy temperatura otoczenia spada poniżej 30 stopni...

Ale to moje marzenia, do których mi jeszcze...gdzie, hoho...!

Opowiedzcie mi o Waszych. Tych małych, codziennych, i tych wielkich, niezwykłych, zostawianych na specjalne okazje, gdy jesteś sama w domu, siedzisz z filiżanką herbaty, albo kieliszkiem dobrego wina i zaczynasz się zastanawiać, dlaczego właściwie jesteś nieszczęśliwa, czego do szczęścia Ci brak. Napis o tym.
Tutaj, w komentarzach do tego wpisu. Jeżeli się krępujesz, jeżeli uznasz, że Twoje marzenia są zbyt osobiste, napisz na adres Ani: anowak.koordynator@gmail.com razem z Anią przyjrzymy się im...
Jedno obiecuję spełnić! I to niekoniecznie takie "marzę o Pani książce z autografem", więc naprawdę rozwińcie skrzydła wyobraźni, przenieście się pięć lat w przód i wyobraźcie sobie  SWÓJ WYMARZONY DZIEŃ. Kim jesteście, co robicie, co i kto Was otacza za owe magiczne pięć lat, które przecież... może zacząć się już dzisiaj... :)))

Piszcie, kochane i kochani, bo marzenia Czytelników są dla mnie równie cenne i ciekawe, co Czytelniczek. Nagroda będzie podwójna: dowiecie się, czego tak naprawdę pragniecie, a przy okazji może właśnie Wasze marzenie spełnię?

piątek, 14 listopada 2014

Która okładka, a potem...

Lubicie wybierać okładki moich książek. A ja lubię, gdy je wybieracie, bo najczęściej jesteśmy zgodne. Czasem jedynie Wydawca się wyłamie i mam wtedy problem: walczyć o okładkę, czy... odłożyć ją na później.

Przed Wami fajna zabawa: trzy okładki do nieco zwariowanej powieści. Postaram się, by była radosna, pełna dobrych uczuć i z happy endem. No i żeby ulubieni bohaterowie dożyli jej końca. :)

Powieść ta otworzy nową serię, której tytułu jeszcze nie mam. Ale mam kilka pomysłów:
Seria "ona i on"
Seria "dla mnie, dla ciebie, dla niej"
Seria pełna emocji
Który pomysł się Wam podoba?

No i która okładka z poniższych? Gdy już wybierzecie okładkę, dam Wam do wyboru... książkę. Bo nie jestem do końca zdecydowana, jaką powieścią otworzę rok 2015: tą z nowej serii, czy może czymś totalnie dramatycznym z serii czarnokociej (gdy pomyślę, że mam napisać coś jeszcze bardziej wstrząsającego, niż "Bezdomna", to normalnie... już szukam chusteczek...). Ale o tym nieco później.
Dziś wybieramy okładkę.
Niebieska, fioletowa, czy zielona?
(Dla ułatwienia dodam, że główna bohaterka będzie marzyła, by wyjść za mąż...:)

czwartek, 13 listopada 2014

Dlaczego opowiadania są krótkie i kilka innych niusów...

Jak wspomniałam we wpisie poniżej w "Poradniku domowym" i w "Cichej 5" ukazały się dwa moje opowiadania (różne, to nie jest to samo opowiadanie). Dziewczynom na fanpejdżu bardzo się to z Poradnika podoba, tylko "jest za krótkie". Wyjaśniam: do czasopism Wydawca zamawia opowiadania odpowiedniej długości. Poprzednie, to czerwcowe miało mieć ileś tam znaków, a to, bożonarodzeniowe ileś tam. Z tego co pamiętam dwa razy mniej niż to wakacyjne. I ja mam się w tej ilości "zmieścić". Wierzcie mi, nie jest łatwo stworzyć fabułę, bohaterów (którzy mają jakąś przeszłość przecież, a powinni mieć również w opowiadaniu teraźniejszość i przyszłość!), początek, rozwinięcie, zakończenie i to wszystko określonej, przykrótkiej, objętości. Umiem, jak się okazuje, skoro Poradnik zamówił u mnie ("koniecznie u pani Kasi Michalak!") kolejne i to na święta Bożego Narodzenia, ale... nie przepadam za opowiadaniami. Czytać opowiadań też zresztą nie lubię. Wolę powieści.

Z najnowszych wieści: "Przystań Julii" radzi sobie BARDZO dobrze. Nie wiem, czy to prawda, bo nie dotarłam jeszcze do Empiku, ale jest na 8. miejscu na Top40! W Matrasie zaś na 3!!! Bardzo, bardzo, Wam dziękuję. Kurczę, ale się cieszę. :)))

Jestem przez parę dni poza domem, zwyciężczynie rozdawajki muszą więc poczekać na swoje nagrody aż wrócę, ale tuż przed wyjazdem dotarła do mnie trylogia kwiatowa z kubeczkiem. Powiem Wam jedno: będzie to super prezent pod choinkę, bo i pięknie wygląda, i jest pokaźnej wielkości (zadziwiająco duży!), i... w bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie! Wydawca zapewnił, że w takiej będzie sprzedawany, ale dopóki Empik tego nie potwierdzi, boję się ją tutaj zdradzić. Musimy poczekać na oficjalne rozpoczęcie sprzedaży. Boję się jedynie o te kubki, bo wiecie, jak kurierzy obchodzą się z paczkami w transporcie. Kubka w proszku nikt by chyba pod choinkę nie chciał. Ale trzeba być dobrej myśli...

piątek, 7 listopada 2014

Wyniki Rozdawajki, "Cicha 5", pół miliona opowiadań i... tajemnicza Czytelniczka :)

Powiem krótko i na temat, że "Przystań Julii" w Rozdawajce z okazji narodzin "najmłodszej" wygrywają:
Aleksandra Wiezik
Diana Brzezińska
Aśka Buraczek
Marcelina Szawic
i Magdalena Kieroń
natomiast dwie książki niespodzianki (jako podziękowanie dla wiernych Czytelniczek) powędrują do Sabiny Kiszki i Teresy Kłos-Zakrzewicz.

Serdecznie Wam gratuluję i przyznam, że chciałabym nagrodzić każdą z ponad 300 osób, która wzięła udział w zabawie, ale jest to oczywiście niemożliwe...
Zwyciężczynie proszę by wysłały adresy do Ani-koordynatorki: anowak.koordynator@gmail.com

Teraz chcę Wam zdradzić, co mnie łączy z tak zacnymi pisarkami jak Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda i Magdalena Witkiewicz. Otóż łączy mnie ta książka: Cicha 5, do której napisałyśmy świąteczne opowiadania. Książkę ślicznie wydało Wydawnictwo Filia. Będzie wspaniałym prezentem pod choinkę. :) Ponieważ autorki są różne, opowiadania także. Myślę, że będziecie mile zaskoczone!

Wczoraj wyszedł najnowszy "Poradnik Domowy" a w nim zapowiadane nawet na okładce moje świąteczne opowiadanie "Szczęście przychodzi w Wigilię". Wolę pisać powieści, bo ledwo się rozkręciłam, ledwo zdążyłam polubić głównego bohatera, już musiałam kończyć! Ale może kiedyś pojawi się on w "pełnometrażówce"? Tak więc za niecałe 3zł możecie zatopić się w atmosferę Świąt. To nic, że dopiero początek listopada... :))) Nakład jest nieziemski - 500 000 egzemplarzy, ładnie wydanych, niemal pachnących świętami - gdy sobie pomyślę, że moje opowiadanie przeczyta pół miliona Czytelniczek, to... kosmos normalnie...


A na koniec... jeszcze jedna niespodzianka. Ciekawe, czy któraś z Was zgadnie, kto czyta i poleca na swoim blogu "Przystań Julii"..............? :)))

wtorek, 4 listopada 2014

Wielka "Narodzinowa" Rozdawajka z "Przystanią Julii"


Moje Kochane, jeśli któraś chce wziąć udział, odpowiedzcie (do 6 listopada do godz. 23:59) w komentarzu pod tym wpisem na proste pytanie:
Którego bohatera/bohaterkę kwiatowej trylogii polubiłyście najbardziej? :)
Mam do rozdania pięć egzemplarzy "Przystani Julii" (oczywiście z dedykacją): trzy na fanpejdżu i dwie na blogu.
Zatem...?

PS. Zapomniałabym: witaj (oficjalnie) na świecie, najmłodsza "córeczko"!! :)



niedziela, 2 listopada 2014

Moje książki z autografem oraz... już niedługo...


Na zaprzyjaźnionej stronie Allegro możecie kupić kilkanaście moich tytułów z autografem. Wiem, że dla wielu z Was będzie to prawdziwa gratka. Dodam, że będzie jeszcze dodanych kilka aukcji (m.in. z "Wojną o Ferrin" i "Przystanią Julii"), ale tylko do wyczerpania moich zasobów. Nie przewiduję kupowania książek i wystawiania ich po podpisaniu na aukcji.
Dostępne będą następujące tytuły (niektóre w pojedynczych egzemplarzach):

Ogród Kamili
Przystań Julii
Serce Ferrinu
Wojna o Ferrin
Sklepik z Niespodzianką - wydanie kieszonkowe (komplet)
Sklepik z Niespodzianką - Lidka
Poczekajka - wersja żółciutka
Poczekajka - wersja z parasolką
Zachcianek
Dla Ciebie wszystko - okładka miękka
Dla Ciebie wszystko - okładka twarda
Kawiarenka pod Różą

Od dziś więc przez parę dni, czy tygodni będzie można zdobyć coś, o czym niektóre z Czytelniczek bardzo marzą: książkę Kasi Michalak z autografem. :)

Tutaj jest link do wszystkich aukcji: KSIĄŻKI Z AUTOGRAFEM
Dochód z aukcji przeznaczę na zacny (nawet bardzo zacny) cel. Jak zwykle.

A już niedługo... czyli dokładnie za trzy dni... w dniu oficjalnej premiery "Przystani Julii" (która od dwóch miesięcy utrzymuje się w pierwszej dwudziestce wszystkich list bestsellerów - normalnie niesamowite!!)... Wielka Fanpejdżowo-Blogowa Rozdawajka.

Bądźcie czujne, bo potrwa niedługo, a będzie do zdobycia aż pięć książek - trzy na fanpejdżu i dwie tutaj!!

sobota, 1 listopada 2014

Światełko dla tych, co odeszli...


Dzisiaj jest dzień Naszych Drogich Zmarłych. Moją Babcię wspominam nie tylko 1 listopada, ale ten dzień poświęcam Jej szczególnie. Odeszła, gdy miałam 9 lat, ale na zawsze zapamiętałam Jej bezwarunkową miłość do mnie. Wiele, naprawdę wiele Jej zawdzięczam...

Czasem dopada mnie pytanie: jak to jest, że odchodzą dobrzy ludzie, są mordowane małe dzieci, giną w wypadkach spowodowanych przez pijanych albo naćpanych debili całe rodziny, a zbrodniarze wojenni, mordercy i psychopaci - oraz ci debile - dożywają w spokoju, dostatku i szczęściu późnej starości. W takich chwilą czuję totalny bunt i niezgodę na "sprawiedliwość" Losu, Boga, historii, czy w końcu świata, ale... potem uświadamiam sobie, że tak po prostu jest. Taki świat my sami sobie stworzyliśmy, takich wychowujemy synów i takie córki i nie ma co się temu buntować, tylko trzeba żyć jak najpiękniej, jak najlepiej i jak najpełniej - nie krzywdząc innych. Całego świata nie zbawię i nie naprawię. Mogę zmienić tylko własny mały Wszechświat, własne życie i życie tych, na których mam wpływ.

Kogo Wy dzisiaj wspominacie? Czy wierzycie, że Nasi Najbliżsi odchodzą na zawsze, czy też są przy nas w najczarniejszych godzinach naszego życia?

piątek, 31 października 2014

Okładkowe metamorfozy :)

Czyli moje zdjęcia "na skrzydełko" od "Poczekajki" aż do teraz. :) Najbardziej podoba mi się moje pierwsze "wcielenie", ale w ostatnim czuję się chyba najlepiej. Jakbym wreszcie odnalazła siebie...

2007

 2008

2009

2011


 2013

2014

wtorek, 28 października 2014

"Przystań Julii" - mam! Kto też już ma? Oraz coś ekstra i gdzie kupić...


Dziś przyszła śliczniutka, wiosenna Julia. Jest... naprawdę trzeba wziąć tę książkę do ręki, by docenić jej piękno. Jak ja lubię oglądać efekty mojej i Wydawcy pracy, gdy trzymam w rękach "najmłodsze"... Ferrin, seria kwiatowa, Przepis na szczęście... aż serce rośnie, gdy patrzę na ich piękne okładki. A gdy jeszcze czytam Wasze dobre słowa... :)

Mam więc moje najnowsze dzieło w domu, zaraz przygotuję wysyłkę do zwyciężczyń konkursów, a teraz pytanie: która z Was też już Julijkę ma? Może któraś nie tylko ma, ale i przeczytała?! Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń...

Coś ekstra na zamówienie Empiku przygotował Wydawca na święta: ślicznie oprawiony pakiet trylogii kwiatowej wraz z kubkiem, który sama, osobiście, tymi rękami i tym fotoszopem zaprojektowałam! :) Nie pytajcie mnie ile takie cudo będzie kosztowało - nie wiem nic ponadto, że będzie dostępne tylko w Empiku i prawdopodobnie na empik.com od 20 listopada w limitowanym nakładzie. Już się cieszę na chwilę, gdy dostanę ten pakiecik w swoje łapki, na razie bowiem dostałam tylko jego zdjęcie.

Jeżeli któraś z Was nie może się "najmłodszej" doczekać TUTAJ W SPECJALNEJ OFERCIE Julię już można kupić - jest wysyłana od razu i przychodzi następnego dnia, takie przynajmniej mam zapewnienie od Wydawcy.

Fajne wiadomości w ten wtorkowy wieczór, prawda?

A będą jeszcze fajniejsze... ;D

sobota, 25 października 2014

Dobra wiadomość: nowa seria!


Okej, wiadomość jest tylko w połowie dobra, a w połowie dobra dopiero będzie. Rzeczywiście przymierzam się do nowej serii, ale... nie mam pojęcia jak ją nazwać.

Wszystkie poprzednią są pokończone (poczekajkowa, kwiatowa, z tulipanem), albo są dość określone: seria z czarnym kotem jest "najcięższa" emocjonalnie, seria owocowa powinna być radosna i z happy endem, a wiecie, jak to ostatnio ze mną jest - dosyć nieobliczalna stałam się co do treści i bohaterów. Z tego powodu musiałam zmienić tytuł i okładkę "W imię miłości" i "Dla Ciebie wszystko", bo za nic nie pasowała mi treść do "Jabłoniowego Wzgórza" i sielskiego okienka w otoczeniu kwiatków.

Tymczasem wymyśliłam kilka książek, które pojawią się w przyszłym roku i pewnie w następnych latach. Będą to powieści obyczajowe, dla których postanowiłam stworzyć zupełnie nową serię.
Mam jedną zagwozdkę: jak ją nazwać? Jak nazwać serię obyczajówek dla kobiet, taką trochę ku pokrzepieniu serc, a trochę z drugim dnem - jak to u mnie - poruszającą ważne, czasem trudne tematy (ale nie tak trudne jak w serii z czarnym kotem)?

Macie jakiś pomysł?

Ja myślę intensywnie, bo pierwsza powieść z nowej serii ma szansę ukazać się już w lutym, chyba że napiszę jednak trzecią historię z serii czarnokociej, która od wielu miesięcy chodzi mi po głowie. Jest jednak tak...dramatyczna, że normalnie już się boję. A co dopiero będzie podczas pisania?
Może więc zaczniemy nowy rok czymś... łagodniejszym?

Seria... tytuł serii... i projekt okładki... Od tego chcę zacząć. Powieść już zaczęła się pisać. Ale potrzebuję dla niej ładnej oprawy. Nową córeczkę wypada przecież ślicznie ubrać, czyż nie?

Seria... nowa seria dla kobiet... myśl, Kasiu, myśl!

:*

czwartek, 23 października 2014

"Wojna o Ferrin" - dlaczego jest moją "naj" i... witaj, "najmłodsza córeczko"!!!

Do wielu moich książek żywię sentyment - choćby taka "Poczekajka", którą debiutowałam i w której pokazałam skrawek mojego życia... Albo "Rok w Poziomce" i wspomnienia pierwszych lat właśnie w Poziomce, z Gapą, z Pepsi, bez prądu i z czajnikiem (moim własnym), który podkradałam robotnikom... "Bezdomna", która niesamowicie mnie wyczerpała emocjonalnie, ale którą uważam za ważną i potrzebną... "Sklepik z Niespodzianką", którym rozpoczęłam nowy rozdział w moim pisarskim życiu... "Ogród Kamili", którym wróciłam do siebie sprzed lat, takiej, jaką kiedyś byłam... "Mistrz", którym przełamałam samą siebie i samej sobie udowodniłam, że potrafię napisać wszystko (może oprócz horroru, choć kto wie?)...

Nie ukrywam jednak, że Kroniki Ferrinu należą do moich najulubieńszych, a już najbardziej niecierpliwie oczekiwałam na tom IV. Po pierwsze uważam, że okładka jest... the best.
Zdjęcie kobiety w białej rozwianej sukni jest niesamowite, przekonacie się o tym dopiero biorąc książkę do ręki, żadne foto nie odda klimatu i uroku tego zdjęcia. "Wojna" ma więc wspaniałą okładkę.

Jeżeli zaś chodzi o treść...
Kroniki pisałam, gdy przechodziłam życiowe piekło. Wszystkie emocje, które się we mnie kłębiły, przelewałam na kartki tej opowieści. Gdy już myślałam, że nie wytrzymam, że to koniec, siadałam do komputera i pisałam... pisałam... pisałam... Aż mogłam wstać i iść dalej.

Przez trzy tomy razem z moim bohaterkami po prostu poddawałam się losowi i tym, którzy mnie krzywdzą. Walczyłam, bo nie miałam innego wyjścia, ale była to walka o przetrwanie. Natomiast po ukończeniu tomu trzeciego stało się coś...
W życiu każdego, kto jest choć trochę wrażliwy, przychodzi chwila, która po prostu nas łamie. Coś pęka, trzaska i... po prostu mówimy DOŚĆ!!! I rzucamy się Losowi, albo krzywdzicielom do gardła.

I tak właśnie ze mną się stało.

"Wojna" jest więc zupełnie inna. Anaela powraca nie żeby po raz kolejny być zabaweczką w rękach Bogów, ale żeby pokazać, że ma wybór, będzie walczyć do upadłego dla nich i wbrew nim. Mam nadzieję, że taka Anaela się Wam spodoba... Ja czekałam na nią bardzo i jestem bardzo szczęśliwa, że się doczekałam.

Witaj na świecie, "najmłodsza"!!!

środa, 22 października 2014

Już jutro! Dwie wspaniałe premiery! A dziś ogłoszenie wyników Konkursu Recenzjowego :)


Mam dobrą wiadomość dla wszystkich tych, co odwiedzą w najbliższych dniach Targi Książki w Krakowie. Już jutro (od jutra do niedzieli) będzie można kupić "Przystań Julii" na stoisku Wydawnictwa Znak! Książka podobno wygląda ślicznie - piszę podobno, bo ja jej jeszcze nie mam :(. Reszta Polski (w tym autorka) dostanie zamówione książki pewnie w dniu premiery oficjalnej, czyli 5 listopada, chyba że miało się szczęście i zamówiło u samego Wydawcy, który u siebie zapowiedział premierę Julii na 27 października...
Tak więc pochwalcie się, gdy będziecie miały książkę w rękach. No i po przeczytaniu też napiszcie parę słów!

Jutro również będzie miała premierę moja ukochana, oczekiwana "najmłodsza", czyli IV tom Kronik "Wojna o Ferrin". Ją dostałam dzisiaj i niedługo Wam zaprezentuję.

Na koniec dziesiątka zwyciężczyń Wielkiego Konkursu Recenzjowego z serią różaną w tle. Wyślijcie, proszę, adresy pani Małgorzacie Ochab: ochab@znak.com.pl. Mam nadzieję, że szybciutko otrzymacie wygraną książkę. Może nawet szybciej niż ja...

Marzena Bronicka
Ejotek
Trinity
Tala Z
Karolcia
Malineczka
Asia Pałasz
Madziula
Ania Stromska
Marta

Gratuluję Wam, dziewczęta. :)

poniedziałek, 20 października 2014

"Julia" wróciła, co z Łukaszem oraz... gdzie są żelki?

"Przystań Julii" wróciła do pierwszej dziesiątki Matrasu.pl i to w bardzo fajnej cenie. :) Bardzom ciekawa, czy powtórzy rekord "Dla Ciebie wszystko" i wejdzie na miejsce pierwsze. Jak myślicie?
Ale byłabym szczęśliwa...


W opisie tej powieści (dla niezorientowanych: jest to trzeci i ostatni tom trylogii kwiatowej) Wydawca zdradza nieco szczegółów:

Opowieść o sile marzeń i o domu, który jest w nas.
Trzeba go tylko odnaleźć.

Przewrotny los połączył trzy kobiety mieszkające przy uliczce Leśnych Dzwonków. Szczęście ma jednak to do siebie, że nie trwa długo, a przyszłość skrywa wiele niespodzianek, nie zawsze radosnych…
Julia postanowiła zacząć wszystko od nowa. Spakowała do samochodu dorobek całego życia i ruszyła przed siebie, byle dalej od rozczarowań i zdrady. Czuła, że mały domek w Bieszczadach może stać się jej bezpieczną przystanią, nie wiedziała jednak, co ją czeka na końcu drogi.
Gosia i Kamila, przyjaciółki Julii z Milanówka, muszą zmierzyć się z mroczną tajemnicą, przez którą już utraciły najbliższą im osobę. Łukasz zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę. W tej grze stawką jest życie kogoś, kogo kocha. Jeden błąd i nadzieja znów zmieni się w rozpacz.
Czy dla Gosi, Kamili i Julii znów zaświeci słońce?
Czy odnajdą bezpieczną przystań?
I czy los okaże się wreszcie łaskawy?

Uznaliśmy z Wydawcą, że po raz pierwszy będzie "cisza przedwyborcza", nie będą rozsyłane egzemplarze przedpremierowe i nikt oprócz osób pracujących nad książką nie pozna jej treści, aż do oficjalnej (5.11) lub nieoficjalnej (Targi Książki w Krakowie? - nie wiem, czy już wtedy Jula się ukaże, ale to bardzo prawdopodobne) premiery książki.
Tak więc wszyscy, którzy polubili dziewczyny z kwiatowej trylogii będą mogli powrócić w tamte klimaty w tym samym dniu. (Tylko w którym? Dlaczego ja, autorka, ciągle nie wiem, kiedy się ukażą moje książki?).
Przynajmniej nikt nie zdradzi przedwcześnie, że Łukasz...
Nic więcej nie powiem. ;)

Wyjaśnię tylko dziewczynom z fanpejdża, które się dziwiły, że mam porządek na biurku: na vlogu pokazywałam miejsce mojej pracy i rzeczywiście muszę mieć dookoła siebie porządek, żeby nic mnie nie rozpraszało. Laptop, czasem kwiatki w wazonie, herbatka i... żelki - to wszystko, co ma prawo znaleźć się na moim biurku podczas intensywnej pracy. Niekiedy słownik, jeden, czy dwa.
No, czasami milion samochodzików, jak Patik przenosi garaż ze stołu w pokoju dziennym do mojego, ale milion samochodzików się nie liczy...


Na zdjęciu, które Ania zaprezentowała na fanpejdżu zabrakło jednego, co dziewczyny oczywiście natychmiast zauważyły i o co zaczęły się dopytywać: GDZIE SĄ ŻELKI?!
No jak to gdzie? Zjadłam! :)))

Na koniec jak zwykle pytanie: Czy któraś z Was czeka specjalnie i najbardziej na "Przystań Julii"?
:*

PS. Uwaga, bo to ważna informacja: Empik zamówił na święta limitowaną edycję trylogii kwiatowej w pięknym pudełku i z niespodzianką na dodatek. Będzie to świetny i bardzo ładny prezent. Bądźcie czujne, bo ilość zestawów jest naprawdę niewielka...

niedziela, 19 października 2014

Gdybyś miała zbudować swój dom...

Czy wiecie, że Nadzieja istnieje naprawdę? Domek, który opisałam w książce rzeczywiście stoi sobie w otoczeniu wiekowej puszczy w Boguszy, niedaleko Nowego Sącza. I powiem Wam, że to najpiękniejszym domek i najcudniejsze miejsce, jakie widziałam podczas wieloletnich poszukiwań TEGO miejsca. Mojego azylu. Kupiłabym go z miejsca, bo kosztował niedrogo, miał jednak drobny mankament: był maluśki (dwanaście metrów kwadratowych!). Nie dało się w nim zamieszkać na stałe... Ale jest, wzniesiono go pod koniec XIX wieku i postoi pewnie kolejne sto lat, bo zbudowali go dobrze, góralscy cieśla.

A oto już zdjęcia tego domku.


I jeszcze jedno śliczne miejsce, o którym kiedyś napiszę. Maciupki domek na Zakynthos w Grecji. Właściciele, jak się doczytacie, nazwali go Almond Tree Cottage.


Pomyśleć, że mogłam mieszkać w Migdałowej Chatce albo Domku z Bajki, a wybrała mnie taka dosyć zwyczajna, ot zwykła kostka z cegły, Poziomka...

Wiem z Waszych maili, że wiele z Was szuka swojego miejsca na ziemi, ale równie wiele już znalazło. Jakie one są? Jakie miałyby być? Gdzieś tutaj? W Polsce? Czy może na pięknej, greckiej wyspie tuż nad morzem? Z kamienia? Z drewnianych bali? Stare, mające swoją historię, czy "nówki", przez Was wymarzone, zaprojektowane i wybudowane?

Ech... o wymarzonych domkach mogłabym gadać jak o ukochanych różach. Bez końca. :)

czwartek, 16 października 2014

Arogancki drań

Od paru dni mam tak fajnie zatytułowany plik na pulpicie. "Arogancki drań". Co widzę tego "aroganckiego drania", to śmiać mi się chce, bo wyjątkowo to określenie pasuje.
Jest to początek (a może środek?) powieści, która kiedyś pewnie powstanie, a napisał mi się ów początek teraz, gdy nie wolno mi niczego pisać, bo mam wakacje.
Ale pisanie hmm... ot tak sobie... się nie liczy, no nie? ;)
Jak fajnie jest oszukiwać samą siebie i jak zupełnie to nie wychodzi...
Myślałam, że będą mi potrzebne dłuuugie wakacje po ostatnich miesiącach, w których to pisałam i przygotowywałam do druku ileś tam książek i opowiadań, ale okazuje się że bez pisania wytrzymuję... no nie wiem... tydzień? Dwa?
Tak więc niedługo przysiądę na poważnie do następnej powieści, a tymczasem piszę takie właśnie niezobowiązujące wstawki. A to "Aroganckiego drania", a to kawałek scenariusza...

A tak apropos, w jakim kierunku powinna rozwinąć się akcja? Na co miałybyście ochotę? Na coś w serii z czarnym kotem? Może na kryminał, albo sensację? A może na coś pikantniejszego? Romantyczna obyczajówka raczej mi z tego nie wyjdzie. Nie z takim facetem w roli głównej. Więc...? ;)

Endżoj!

niedziela, 5 października 2014

Moje róże - wspomnienie lata - i parę rad dla początkujących

Oto parę rad od początkującej hodowczyni dla początkujących hodowczyń. Nie jestem różaną wyrocznią, hoduję te kwiaty dopiero czwarty rok i myślę, że sporo muszę się nauczyć, ale kilkoma spostrzeżeniami mogę się z tymi, które pokochały róże po "Ogrodzie Kamili", podzielić.

Jest teraz czas sadzenia róż. Jesień i wiosna. Przy czym nie wiem dlaczego jesień ma być lepsza od wiosny. Ja, gdybym miała być gdzieś przenoszona, wolałabym pocieszać się ciepłem i słońcem, a nie okropnym październikiem i jeszcze gorszym listopadem. Ale róże nie mają takich rozterek. Można je więc teraz sadzić. Dodam, że róże w doniczkach można przesadzać cały rok. Te z nagim korzeniem (a takie najczęściej są w sprzedaży) właśnie wczesną jesienią i wiosną.

Jedna ważna uwaga: róże kochają ciepło i słońce. W cieniu będą chorowały, w półcieniu będą nieszczęśliwe. I też zaczną chorować.
Ja mam u siebie trzy różane poletka - jedno dla moich ulubienic, najbardziej zadbane i z najlepszą ziemią, drugie dla odmian, które sprawdzam, również zadbane, trzecie to zsyłka (wygnanie) - tam przesadzam odmiany, które się nie sprawdziły. Jest to miejsce najbardziej oddalone od domu, zaciszne i totalnie nasłonecznione. Najbardziej gorące i słoneczne na całej działce. I tam te moje półdziko rosnące różyczki... mają się najlepiej. Kochają to miejsce. Mogę kompletnie nic, oprócz podlewania, przy nich nie robić, a one i tak będą kwitły aż do zimy. Szkoda, że tego ciepła i tego słońca nie mogę przenieść bliżej... Róże przy domu, choć bardzo o nie dbam, chorują, bo rosną w cieniu. Nie znoszą tego. Tak więc gdy będziecie wybierać miejsce dla Waszych pieszczoszek, dużo słońca proszę.

Róże muszą być przycinane i podlewane. Na początku bałam się tego przycinania. Rozumiecie: nad trzecim pąkiem, skośnie, tylko podczas pełni księżyca i nago (żartuję), ale teraz po prostu biorę sekator i je przycinam. One i tak odrosną. O ile będą miały słońce i ciepło.
Są dwie szkoły: cięcie jesienne i cięcie wiosenne (mówię nie o usuwaniu zwiędłych kwiatów - to trzeba robić na bieżąco, a o cięciu niskim, ok 30cm nad ziemią). Ja przycinam róże po staropolsku - jesienią. Ładnie wtedy wygląda rosarium jest schludne i zadbane i łatwiej krzaczki opatulić.
No ale ja się nie znam. Fachowcy radzą co innego. Czyli cięcie wiosną.

Na zimę róże należy opatulać. Ja przysypywałam je liśćmi brzozy, które zgrabiałam z trawnika i jest to okej, ale trudno potem te liście wydłubywać z kłujących krzaków. W tym sezonie mam zamiar spróbować mat słomianych albo jodłowych gałęzi. Ciekawe jak się to sprawdzi.

Róże należy nawozić. Nawozów jest cała masa, ja jednak wyszukuję takie w granulkach, koniecznie z manganem i żelazem, a na takie trudno trafić, bo zauważyłam, że właśnie takie niedobory u moich róż występują. Róże lubią też glebę lekko kwaśną (tak jak iglaczki i rododendrony), więc kora do obsypania krzaków nie zaszkodzi różom, a ograniczy wzrost chwastów.

Na koniec: jakie odmiany polecam? Często dostaję takie pytanie. Moja odpowiedź jest prosta: pachnące. Uwielbiam zapach róż, ale ale, nie wszystkie pachną różami! Kupiłam odmianę o zapachu... nie pamiętam jak był określony... orientalny? Egzotyczny? Woniała temperą, jakimś takim sztucznym zajzajerem i udała się na wygnanie. Gdzie ma się bardzo dobrze, jak wspominałam.
Wybierając więc odmianę, którą chcesz ściągnąć ze szkółki obejrzyj zdjęcia, czy taki kwiat Ci się podoba, doczytaj dokładnie, jaki to rodzaj róż (wielkokwiatowe to róże na długich łodygach i dużych pięknych najczęściej pojedynczych kwiatach, wielokwiatowe to niższe i obficie kwitnące, są jeszcze rabatowe, pnące, historyczne...). Czy jest odporna na mróz i na choroby. Czy ewentualnie zgodzi się rosnąć w półcieniu, albo w donicy (róże nie lubią donic, mi się nie udało hodować ich na ganku). Jak jest wysoka i jak szeroko się rozkrzewia. Bujnie rosnące zagłuszą bowiem te mniejsze i niższe, zasłaniając im słońce.

Ja już wiem, jakie róże chcę hodować na całej działce. Moje ulubione to Aquarell, Lady Emma Hamilton i Erotica.
Bardzo, ale to bardzo niezwykła, aż niepokojąca, jest niebieska róża (choć kolor ma raczej lawendowy), ale nie wiem, jak się nazywa, ja określam ją róża-duch. Tej się jeszcze przyjrzę.

I na koniec powiem Wam jedno: to wspaniałe hobby. Mogę się krzątać między moimi różami całe letnie dnie. Chętnie je także tnę do wazonu (szczególnie te z wygnania), dom wtedy pięknie wygląda i pięknie pachnie.

A teraz kilka zdjęć moich pieszczoszek.

Wyjątkowo wdzięczna w hodowli i wyjątkowo niefotogeniczna Aquarell. Kwitnie od czerwca do teraz, gdy wszystkie inne już się poddały, ma śliczne kwiaty i ładnie pachnie. Krzaczki miały być średniowysokie, a jeden przerósł mnie. Ale moje aquarelki wiedzą, że darzę je miłością i w ten sposób się odwdzięczają. :)


Druga z moich ukochanych odmian, którą już tutaj prezentowałam: Lady Emma Hamilton. Moim zdaniem trudna w hodowli i wymagająca troski. Przepięknie kwitnie a jeszcze piękniej pachnie. Obok Erotiki (której ładnego zdjęcia nie udało mi się zrobić) to najpiękniej pachnąca odmiana.


Orient Express - z tego co pamiętam tak się nazywa ta róża. Ładnie wygląda, ładnie pachnie, ale nic szczególnego o niej nie powiem. Chyba powędruje "na wygnanie"...


Candlelight - ładna, ładnie pachnąca, długo stoi w wazonie (co nie zawsze jest regułą, nie każda odmiana choć cięta w ten sam dzień lubi zdobić dom)


Śliczna - i tylko śliczna - Nostalgie. Jeszcze jedna ważna uwaga przy okazji: wybierajcie róże, które powtarzając kwitnienie i kwitną do jesieni. Chcecie mieć - tak jak ja - kwiaty, a nie krzaki przy domu, no nie? Nostalgie zakwitła raz, a potem były same badyle. Rozczarowałam się, bo kwiaty były naprawdę przepiękne...


I na koniec róża-duch. Płatki mają barwę lawendową, wpadającą w błękit i muszę Wam powiedzieć, że krzak obsypany takimi kwiatami jest po prostu niesamowity. Będę ją hodować. Ale może na słońcu. Ciekawe, czy będą wtedy bardziej niebieskie, czy bardziej fioletowe...


Pewnie zanudziłam Was na śmierć postem różanym, ale o moich pasjach potrafię nawijać w nieskończoność. :)
Teraz mam nowe hobby, fotografię, i niedługo znów zaprezentuję parę zdjęć...

czwartek, 2 października 2014

"Wojna o Ferrin" - premiera dnia... eee... nie wiem

Hmm... jestem skonsternowana. Najbardziej przeze mnie oczekiwany, bo ulubiony tom Kronik Ferrinu, ma bowiem trzy daty premiery, a która jest właściwa i kiedy książka się ukaże... nie wiem.

Na początku roku książka została wpisana do planu wydawniczego na październik, w połowie roku doprecyzowano, że będzie to 23 października i tak była zapowiadana na portalach książkowych. Tymczasem Matras i Weltbild nagle przesunęły datę premiery na 13 listopada, Empik zaś na 15 ale października, tymczasem u Wydawcy nadal jest to 23 października.

Zgłupiałam zupełnie i nie wiem, kiedy ta książka się ukaże. Jedyne pocieszenie: ukaże się. :) Musimy - my, pasjonatki Ferrinu - uzbroić się w cierpliwość i poczekać.

Poczekamy, co, dziewczyny?

Tymczasem Wydawnictwo Filia wraz z Empikiem przygotowało fajną niespodziankę. Wraz z "Kawiarenką pod Różą" można kupić kartki z paroma słowami ode mnie. Ot taki miły drobiazg. Jest to oferta limitowana, nie wiem ile egzemplarzy ma dołączoną kartkę i gdzie można takie książki kupić. Wiem, że ja moje egzemplarze autorskie mam bez kartek. (Konsternacja).

TUTAJ  
można kupić książkę z opowiadaniem moim i jeszcze kilku zacnych Autorów. Z inicjatywy koleżanki po piórze Gabrieli Gargaś napisaliśmy opowiadania w szczytnym celu: dochód ze sprzedaży książki zasili konto fundacji Marka Kamińskiego, która pomaga chorym dzieciom. Książka będzie również dostępna na stronie Empiku.


A ja dla Was przygotowuję jeszcze jedną niespodziankę. Przed świętami, tak żeby było można zrobić komuś fajny prezent, będzie można kupić książki z moim autografem. Gdzie i kiedy jeszcze dokładnie podam, gdy uruchomimy całą akcję. Tytułów będzie wiele: Sklepiki, kwiatowa trylogia, Poczekajka, parę książek z serii owocowej, Kawiarenka, Ferrin - do wyboru, do koloru. Jeśli więc chciałybyście sprawić komuś albo sobie taki prezent, wypatrujcie wiadomości. Może będzie osobna zakładka na górze strony?

Na koniec krótkie ale treściwe pytanie: kto jeszcze czeka na IV tom Kronik?

środa, 1 października 2014

Wielki Konkurs Recenzjowy - Trylogia Kwiatowa



Do premiery "Przystani Julii" miesiąc (już tylko miesiąc!), chociaż podobno (jest to prawdopodobne, ale nie na 100% pewne) Julia ma mieć swoją prapremierę na Targach Książki w Krakowie, szczęściary, które na nich będą, bo pewnie dostaną ją w swoje ręce prędzej niż autorka...

Czas więc najwyższy ogłosić konkurs recenzjowy, by Wydawca miał komu wysłać egzemplarze promocyjne. Niniejszym ogłaszam ten konkurs.

Zasady są tym razem nieco inne: w komentarzach pod tym wpisem wklejajcie (uwaga!) fragment Waszej recenzji - najlepszy, najlepiej oddający Wasze emocje podczas czytania książki - oraz link do recenzji.

Nie muszą to być recenzje z bloga, mogą to być opinie ze stron księgarni internetowych, czy portali czytelniczych, ważne jest pięć rzeczy:
1. fragment recenzji wklejony do komentarza
2. link do recenzji
3. recenzja ma dotyczyć tylko "Ogrodu Kamili" albo "Zacisza Gosi"
4. recenzja napisana przed 20 października br (macie więc jeszcze trochę czasu, by coś skrobnąć).
5. adres mailowy, na który będę mogła wysłać informację o ewentualnej wygranej.
I najważniejsze: fragment recenzji nie może zdradzać treści! To ma być nie spoiler i nie streszczenie, a Wasze wrażenia, okej? Bezlitośnie będziemy z Anią kasować wpisy, które zdradzają akcję, czy nie daj Boże zakończenie którejś z części.

Jeszcze przed premierą ogłoszę wyniki konkursu. Mam nadzieję, że egzemplarzy promocyjnych będzie zacna ilość i będziecie usatysfakcjonowane. 

piątek, 26 września 2014

"Przystań Julii" - pierwsze opinie i pierwszy fragment!


Chyba żadnej z Was, która czytała dwa poprzednie tomy trylogii nie muszę przedstawiać najbardziej oczekiwanej z moich książek: "Przystani Julii". Powiem krótko: tekst jest już dopieszczony i przygotowany do druku. Okładka... zdaniem Wydawcy jest najpiękniejsza ze wszystkich. Rzeczywiście kolory całości - wiosenne żółcienie i jasna zieleń - są wprost wymarzone na poprawę listopadowego nastroju (premiera 5 listopada, przypominam).

Oto trzy pierwsze opinie o tej książce, trzech pierwszych osób, które ją czytały. Dodam, że wcale nie musiały się na jej temat wypowiadać. Ale chciały to uczynić.


Pani Kasiu,
właśnie skończyłam czytanie. Mam jeszcze głowę pełną emocji i wzruszeń... Książka jest fantastyczna, czyta się jednym tchem, akcja pędzi jak szalona. A wszystko schodzi się w pięknym finale. Ten tom będzie rewelacyjnym świątecznym prezentem - dużo w nim ciepła, bezinteresownej przyjaźni i miłości. Szkoda, że to już koniec serii, ogromnie trudno się rozstać z tak wspaniale zarysowanymi bohaterkami. A może uda się Panią jeszcze namówić na powrót do Przystani?
Ogromnie dziękuję za wspaniałą dawkę wyśmienitej prozy.

Pani Kasiu,
Wg mnie Przystań Julii jest najlepsza z całej serii!!!
Dwa plany (Milanówek i Bieszczady) wprowadzają dodatkową dynamikę, której i tak nie brakuje!!!
Cały wachlarz emocji! Rewelacja Pani Kasiu, rewelacja!

Pani Kasiu,
Znów dzieje się dużo, a emocje są chyba jeszcze większe niż w pierwszych dwóch częściach. 
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to najlepsza część trylogii kwiatowej. Naprawdę.

Krótkie, ale jakże dla mnie ważne, opinie osób, które pracują nad książką. Najważniejsze będą jednak WASZE odczucia. Już nie mogę się doczekać, kiedy książka znajdzie się w rękach Czytelniczek... 
A teraz na dobry początek... początek. :))
Akcja zaczyna się spokojnie, by nie rzec - leniwie - ale nie dajcie się zwieść tej sielskości. Jak mnie znacie zaraz będzie trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie tylko wzrastać...

Czy po przeczytaniu poniższego fragmentu macie ochotę na c.d.? ;)

Mój sposób na zimę ;D

Ten kolaż jest dowodem na to, że:
1. naprawdę nie cierpię zimy
2. od wczoraj mam wakacje
3. i już zaczynam się nudzić!  :)))


Bradzo fajna promocja!

Ponieważ lubię weltbild.pl (obecnie ravelo.pl), a on chyba lubi mnie, z przyjemnością polecam Wam promocję na tym portalu. TUTAJ możecie kupić moje książki z dużym upustem. Z tym większą przyjemnością, że bardzo ładny baner umieścili na stronie głównej.


Przymierzam się do kolejnego nagrania "wieści z placu boju", czyli vloga, bo od dwóch dni mam przymusowe wakacje - rozumiecie, zabroniłam sobie pisać aż do lutego, bo muszę zregenerować oczy, mózg, kręgosłup i oba nadgarstki - i zaczyna mnie nosić. Podejrzewam, że z tych wakacji wyjdzie to, co odkładałam z braku czasu: kilka scenariuszy. Bo przecież scenariusz to nie książka. W wakacje można mi go chyba napisać. (Niereformowalną pracoholiczką jestem normalnie...)

Ale o czym ja mam w tym vlogu opowiedzieć? O tym jak idzie zima, a ja najchętniej zwinęłabym się w kłębek pod kołdrą i przespała ten czas, najlepiej do kwietnia? Kto by chciał takie smęty oglądać? Chyba poczekam do wiosny, gdy znów będę sadzić poziomki...

środa, 24 września 2014

Witaj, najmłodsza... :)))

Kurczę, jestem tak zaabsorbowana hmm... jakby to określić... przygotowaniami do następnych narodzin, że o mało co nie przeoczyłam premiery najmłodszej, czyli "Kawiarenki pod Różą". Książka jest jak zwykle ślicznie wydana (dziękuję Wydawnictwu Filia), zawiera obiecany wstęp do "Amelii" (swego czasu zapowiadanej jako "Zabajka") oraz zupełnie niezwykłe i fantastyczne przepisy na słodkości.


Mam nadzieję, że książka się Wam spodoba, zarówno opowiadania, jak i część poświęcona wypiekom. A już niedługo... "Wojna o Ferrin", dwa opowiadania w dwóch antologiach, opowiadanie w "Poradniki Domowym" oraz ukoronowanie roku 2014, czyli "Przystań Julii". Potem jeszcze tylko "Pani Ferrinu" i dłuuugie wakacje.

Choć znając mnie nie takie znowu długie się pewnie okażą. Już myślę, co ja teraz biedna będę robiła, skoro wszystko jest gotowe.
Może jakieś pomysły mi podrzucicie? ;))

PS. Od razu odpowiadam na pytania, nim zaczniecie je zadawać: "Kawiarenka" nie będzie wydana jako ebook i nie jest przewidywane specjalne świąteczne wydanie jak rok temu "Przepisu na szczęście".