czwartek, 26 września 2013

Ważna ankieta!

Jak zapewne część z Was zdążyła już zauważyć, po prawej stronie na blogu znajduje się ankieta. Pytam w niej o to, jak zaczęła się Wasza przygoda z moimi książkami. Serdecznie zachęcam Was do głosowania i zostawiania komentarzy pod postem. Interesuje mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie "inaczej", ale nie tylko. Inaczej, czyli "jak"? Jak zaczęła się Wasza przygoda z moimi książkami?

Proszę o komentarze.

Wasza Kejt Em.

środa, 25 września 2013

Trylogia kwiatowa w całej krasie



Dwa miesiące - tyle mniej więcej trwały prace nad okładkami kwiatowej trylogii. Najpierw z tysięcy przejrzanych zdjęć wybraliśmy jedno - to pierwsze i najważniejsze - do "Ogrodu Kamili", później zaczęły się poszukiwania dwóch następnych, takich by tworzyły piękne dopełnienie jedynki. I oto Wam je przedstawiam. I ciekawa jestem Waszych wrażeń. Kamila, Gosia i Julcia - do tej pory jedynie w mojej wyobraźni - oto się materializują...

Co słychać, czyli o Ferrinie i 600 000

U mnie dzieje się jak zwykle dużo:

1. cały czas redagujemy z Wydawcą "Ogród Kamili", by był dopieszczony;

2. piszę "Czarnego Księcia" (czy raczej nie piszę "Czarnego Księcia", ale nie mówcie tego Filii ;);

3. rehabilituję prawą rękę, bo odmawia posłuszeństwa, a lewą pisać nie potrafię; prawa musi wytrzymać do połowy przyszłego roku, kiedy to zrobię sobie dłuuugą przerwę w pisaniu!;

4. dopieszczam z grafikami okładki trylogii kwiatowej oraz Kronik Ferrinu;

5. w międzyczasie jestem mamą, panią na Poziomce (ogrodzenie wreszcie się robi! ale skromne, nie z granitu, jak sobie kiedyś wymarzyłam...), smażę powidła (przepis w "Przepisie"), wyczarowuję ciasto Kocham Cię (przepis w "Przepisie) za każdy razem, gdy Patiś zapyta "mama, jobimy ciaśto?" itd. itp.; na szczęście róże nie wymagają już takiej troski, bo nie wiem, kiedy bym spała;


6. właśnie skończyłam ostatnią przed wydaniem redakcję "Gry o Ferrin" i muszę Wam powiedzieć, że sprawiła mi wiele radości; to fantastyczna rzecz dopieszczać co do przecineczka pierworodną, do tej pory traktowaną przez poprzedniego Wydawcę po macoszemu, teraz wreszcie docenioną, ubraną w nową sukienkę, zredagowaną ponownie, pięknie ozdobioną w środku i na zewnątrz - ogromna radość i wzruszenie, oddawać ją po raz drugi w Wasze ręce, tak, jak zawsze chciałam, by wyglądała... Czytam słowa pisane dziewięć lat temu, wspominam tamte czasy i widzę, jak moje życie się zmieniło... Fantastyczne uczucie! Mam nadzieję, że poczujecie miłość i docenicie staranność z jaką przygotowaliśmy dla Was tę książkę - od okładki, po dopracowaną treść.

Na koniec dziękuję! Za 600 000 odwiedzin! Szczególnie, że całkiem niedawno (w lipcu?) dziękowałam za 500 000! To niesamowite, ale miesięcznie wstępuje na Poziomkową 40 000 osób (i mam nadzieję, że wstępować będzie). Dziękuję! Za to, że jest Was - Czytelników i Czytelniczek coraz więcej także dziękuję! I mam nadzieję, że Wasze grono będzie się powiększać.

Teraz idę zebrać siły przed radykalną konfrontacją z tajemniczym Czarnym Księciem. Ciekawe, czy to on w tak wyrafinowany sposób morduje swoje kochanki...

PS. Mam dla Was jeszcze jedną informację. Otóż, w sieci sklepów Biedronka jest do nabycia "W imię miłości". Sklepów jest dużo, a w każdym są najwyżej po dwa egzemplarze, więc trzeba się spieszyć!

sobota, 21 września 2013

Rozstrzygnięcie Wielkiego Konkursu Półeczkowego



UWAGA, WAŻNE!!!

Dane potrzebne do wysyłki wygranych książek przysyłajcie, proszę, na adres mailowy:

klubkejtm@wp.pl

Moje Kochane, dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia do Konkursu. Nadeszło ich aż trzydzieści sześć. Sprawiłyście mi ogromną radość i pięknymi zdjęciami Waszych/naszych Półeczek, i mnóstwem ciepłych słów, które czytałam w konkursowych mailach. Bardzo Wam za to dziękuję!

A teraz już prezentuję Wam zdjęcia półeczek i opisy do nich. Wszystkie są piękne i naprawdę wyjątkowe!

piątek, 20 września 2013

Siedemnasteczka!

Bo ja sobie, moje drogie, uwiłam na tym regale zaciszne gniazdko. Ot co. Skaczę sobie czasem z półki na półkę, żeby nie skostnieć - raz szósteczka, raz dziesiąteczka, raz siedemnasteczka, ale po prostu na tym Top20 zamieszkałam. :) Dziękuję! To przecież dzięki Wam, moim kochanym wiernym Czytelniczkom, tak sobie pomieszkuję!


Napisałabym coś więcej, ale lecę z nóg po pełnym wrażeń dniu. Powiem tylko, że już jutro rozwiązanie Konkursu Półeczkowego (oraz ponad 20 Waszych/Naszych półeczek), a także: DOBRE WIEŚCI (!) i pewien przemiły list, który mnie uskrzydlił.

Do przeczytania!

PS. Bardzo dziwnie jest kupować w Empiku własną książkę, ale wszystkie egzemplarze "W imię miłości" rozdałam, a chciałam podarować mojej kochanej Przyjaciółce jeszcze jeden. Czy ja nie powinnam mieć jakiejś złotej empikowej karty? :))

wtorek, 17 września 2013

"Umysł w ogniu" i "Życie Pi" - polecam!

Czasami moi Wydawcy podsyłają mi co ciekawsze pozycje, ale żebym którąś poleciła, musi mieć to coś. Coś, co sprawi, że przeczytam ją i będę chciała o niej napisać. A biorąc pod uwagę ilość książek, jakie leżą na półce obok łóżka, czekając na swój czas, to niełatwe. Ja nie uznaję czegoś takiego jak "męczenie książki". Nie zmuszam się do czytania. Bo niby po co? Brnąć przez 300 stron, by dotrzeć do ostatniego, choćby nie wiem jak genialnego zdania? To już wolę łyknąć 300 innych stron i ostatnim zdaniem się rozczarować.

Ale książka, którą Wam dziś polecę (obie zresztą) zasługują na każde słowo tego króciutkiego wpisu. Pierwsza to "Umysł w ogniu". Jest sobie normalna, fajna, inteligentna dziewczyna i... nagle, któregoś dnia zaczyna popadać w obłęd. Rodzina i przyjaciele próbują ją ratować, ale... Dziewczyny, w dwóch słowach: warto przeczytać. Choćby po to, by wiedzieć i (nikomu nie życzę) w razie czego walczyć o zdrowie najbliższej osoby.

A tak o tej książce pisze Wydawca:

Prawdziwa historia młodej dziennikarki, która przeżyła medyczny koszmar.
Poruszające wspomnienia i pełna napięcia historia medyczna młodej dziennikarki „New York Post” walczącej z rzadką i przerażającą chorobą, a jednocześnie nowe spojrzenie na świat fascynującej nauki o ludzkim mózgu.

Medyczna zagadka, książka napisana jak thriller.

Pewnego dnia Susannah Cahalan obudziła się w szpitalnym pokoju, przywiązana do łóżka i pilnowana, niezdolna mówić i poruszać się. Jej kartoteka medyczna obejmowała miesiąc – z którego kobieta absolutnie nic nie pamiętała – i znajdowały się w niej zapisy o psychozie, zachowaniach pełnych przemocy i niestabilności psychicznej. A przecież zaledwie kilka tygodni wcześniej Susannah była zdrowa i szczęśliwie zakochana, do tego stała u progu błyskotliwej kariery dziennikarskiej.


Drugą książkę przeczytałam jakiś czas temu i... podobała mi się bardzo. Nawet wybierałam się na film na jej podstawie i KURDE, NIE MOGĘ SOBIE DZIŚ WYBACZYĆ ŻE TEGO NIE ZROBIŁAM! Bo dwa dni temu obejrzałam ten film na DVD i jestem po prostu oczarowana. Był przepiękny, wzruszający, wspaniały, po prostu... Brak mi słów, by opisać "Życie Pi". W pełni zasłużone 4 Oscary, a gdyby była to produkcja amerykańska, a nie "jakaś tam", to zgarnąłby pewnie 11. Jeśli książki nie czytałyście, to przeczytajcie, jeśli filmu nie widziałyście to obejrzyjcie. Najlepiej w kinie w 3D (tylko gdzie jeszcze ten film wyświetlają?). Naprawdę żałuję, że nie poszłam, gdy był tego filmu czas... A co do książki - gdy przeczytałam ostatnią stronę, pierwsze, co przyszło mi do głowy to "Takiego zakończenia się nie spodziewałam!". A ja lubię, gdy jeszcze coś w książkach mnie zaskakuje. Polecam!

A tu absolutnie najpiękniejsza scena tego filmu...


Czytałyście? Widziałyście?

poniedziałek, 16 września 2013

Pierwsze recenzje "Ogrodu Kamili"


Za oknami szare chmury, z których spływają strugi deszczu. A jeszcze tak niedawno był trzydziestostopniowy upał i pełnia lata. Bym mogła przypomnieć sobie i Wam, moje drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, że lato wróci za rok, z radością prezentuję pierwsze, przedpremierowe recenzje "Ogrodu Kamili". To przecież książka o lecie, miłości i moich ukochanych różach...

Recenzja Kasiek (link TUTAJ).

"Ogród Kamili" - Katarzyna Michalak PRZEDPREMIEROWO

O nieco po północy skończyłam czytać „Ogród Kamili”, później nie mogłam usnąć. Dobra książka, jak alkohol – pobudza, uderza do głowy, wkłada nam do czaszki myśli i uczucia o których istnieniu zapomnieliśmy. Po „Ogrodzie Kamili” jestem innym człowiekiem. Jak napisałam, zaraz po skończeniu książki na FB: „człowiek sobie myśli, że jest zimną suką bez uczuć, wredną jędzą, podłą maupą etc. a później czyta książkę i odkrywa, że oto ma w sobie romantyczność.
Świat się kończy i tyle.”

A na początku nie zapowiadało się różowo. Oj nie!.
Kamila, lat dwadzieścia sześć, wychowywana przez siostrę matki – księgową z zamiłowania – Łucję. Kamila straciła matkę w wieku szesnastu lat, zbiegło się to w czasie z pierwszą, prawdziwą nieszczęśliwą miłością, która w osobie niejakiego Jakuba – sporo starszego od Kamili – odeszła łamiąc i depcząc serce nastolatki. Ta trauma zmieniła Kamilę, stałą się wycofana, wyalienowana, zamknęła się w swoim świecie – świecie róż, książek i pięknych starych domów. Dziewczyna marzy o wielkiej, prawdziwej miłości, jednocześnie wciąż pielęgnując uczucie do Jakuba w sercu, jak relikwię, jak ukochaną różę, której nie może, nie chce się wyrzec. Minęło dziesięć lat, dekada podczas której Kamila wiernie pisywała do Jakuba dzieląc się z nim swoimi problemami, marzeniami, bez najmniejszego odzewu z jego strony. A jakie problemy może mieć kobieta dwudziestosześcioletnia oprócz złamanego serca? Ano zwyczajne, dramatycznie prozaiczne, brak pracy, pozostawanie na cudzym utrzymaniu. Wieczna zgryzota, jak mawiała Marta Korczyńska.
Ale los zdaje się dawać jej szansę, najpierw obiecująca, cudowna praca w marketingu, początek zapowiada się świetnie – staż we Włoszech, który dla każdego normalnego człowieka byłby podejrzany, w ostatniej chwili w odruchu tchórzostwa Kamila rezygnuje. Ale los zdaje się być nieugięty, za sprawą Jakuba zsyła jej pracę marzeń, z bajecznymi zarobkami, z zamieszkaniem, służbowym autem. Z szarej myszy Kamila może stać się kobietą światową. I tutaj miałam kryzys. Miałam tak mieszane uczucia, że zastanawiałam się, co u licha kierowało Katarzyną Michalak, że poprosiła mnie o przeczytanie, przecież wie, że ja nie wierzę w takie bajki, nie wierzę w tak diametralne, cudowne odwrócenie losu. Mam tyle lat co Kamila, wiem co to znaczy szukać pracy, wiem jak smakuje frustrująca niesamodzielność, co to złamane serce też wiem. Czytałam, na przymus, starając się nie irytować, starałam się dać szansę i nikogo oraz niczego nie skreślać, no ale taka bajka… no nie w moim stylu. Nie, ja jestem od gorzkich książek, „Nadzieja” – TAK, „Bezdomna” Tak!, ale nie te pogodne, radosne historyjki. I myślałam, że nigdy w życiu ta książka mnie nie zachwyci. Do czasu pojawienia się Łukasza, do czasu zadzierzgnięcia się nici porozumienia, przyjaźni, do czasu gdy ziarnko miłości spadło na grunt dwóch samotnych, spragnionych uczucia serc.

Nie może to być łatwa, prosta miłość. Łukasz wie, że pomiędzy nim a Kamilą stoi wszechwładny Jakub, Jakub który ma szczególne plany co do Kamili. Kamila zaś jest rozdarta, chociaż nowe uczucie kiełkuje w niej szybko. Miłość która się rodzi jest inna, tak jak tylko może różnić się uczucie nastolatki i dorosłej kobiety, która przeżyła już swój wielki weltschmerz, ale ani Łukasz, ani Jakub, ani co najgorsze przeznaczenie nie ułatwiają sprawy. Obiecuję – będzie się działo.

Ta książka jest intensywna, to pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy, gdy otworzy się serce i umysł zalewa nas falą emocji. Moim zdaniem, od czasów „Nadziei” to najlepsza, najpiękniejsza historia miłosna jaką stworzyła Katarzyna Michalak, chociaż książce bliżej jest raczej do serii pogodnych, świetlistych opowieści Autorki, to moim zdaniem pod względem tego jak genialnie wykreowała związek bohaterów, jak go opisała, dorównuje to geniuszowi „Nadziei”, po lekturze „Ogrodu Kamili” nie można, ot tak wrócić do codzienności, ta książka, ta historia będzie trwała w sercu, w duszy, w umyśle, odbierze spokój myślom.
Płakałam na tej książce, jak małe dziecko, razem z bohaterami przeżywałam ich uniesienia, dramaty, nie mówię tylko o głównym „trójkącie”, Kasia Michalak stworzyła też świetnych bohaterów drugoplanowych, wyrazistych, chociaż nie zawsze jednoznacznych i jednowymiarowych, jak w życiu.

Jestem zachwycona tą książką, fabułą, problematyką, stylem jakim została napisana. Dodatkowo, ponieważ wielką miłością Kamili są róże i każdy rozdział otwiera krótki opis poszczególnych gatunków tych kwiatów, ja która do róż miałam stosunek ambiwalentny, teraz walczę ze sobą, by nie zapuścić sobie hodowli róż. Ale walczę!

Według mnie, „Ogród Kamili” jest ze wszech miar godny polecenia, nie tylko dla kobiet i dziewcząt wierzących w bajki, książęta na białym koniu etc. To książka, także dla tych kobiet, które tak jak ja, zapomniały, że mają w sobie iskrę romantyczności, które zapomniały co to znaczy wierzyć w miłość, która zwycięża wszystko! A każda takiej wiary potrzebuje, od czasu do czasu! Bez tego człowiek pustoszeje.


Recenzja Karoliny (link TUTAJ).

Zawitałam do "Ogrodu Kamili"... Recenzja przedpremierowa

Letnie popołudnie wabi ciepłem promieni słonecznych i bezkresem błękitu nieba, rozlewającym się nad głowami.

Jestem w Milanówku, ale nie przyjechałam tu po to, by w tym uroczym miasteczku kosztować truskawek, tak jak w pewnej znanej piosence.

Szukam ulicy Leśnych Dzwonków. O, jest. Niewielka, urocza uliczka, a przy niej tylko trzy numery. Ukradkiem, choć nie jest to łatwe, przez furtkę oplecioną różami, zaglądam do otoczonego murem ogrodu. Widzę dziewczynę, która z czułością wtula twarz w płatki róży barwy karminu, lekko muskając je ustami. Zapach tych kwiatów zniewala mnie i odurza.

Po tym jednym delikatnym geście już wiem, że dziewczyna kocha i ten ogród, i rosnące w nim róże, na myśl przywodzące siedmiobarwną tęczę, i dom, którego stary mur gładzi z taką samą czułością, jak całowała płatki róż.

Takie domy jak ten, na który spoglądam, to tchnienie przeszłości. Trzeba być naprawdę wrażliwym człowiekiem, by wśród odrapanego tynku i kruszących się schodów, dostrzec dawne, uśpione w nim piękno. Dziewczyna, która patrzy nań z taką miłością, widzi je z pewnością. Musiała na ten dom ze swoich marzeń bardzo długo czekać...

Kiedy tak patrzę na tę dziewczynę, zaczyna mi przypominać wróżkę, w której przezroczystych skrzydełkach migocze światło słoneczne, rozszczepiając je na milion barw. Posiadaczka willi Sasanki i przylegającego do niej ogrodu powinna być szczęśliwa, a jednak nie jest. Mimo ruchów pełnych gracji i delikatności gestów wiem, że coś ją trapi. Jej złote oczy okryła mgła smutku. Ktoś musiał zranić tę uroczą, młodą kobietę.

Wiem, kto wyrządził jej krzywdę - to Jakub, choć niewiele wiem o nim samym. Życie tego mężczyzny spowija tajemnica, a on sam przypomina przyczajoną do skoku panterę. Mimo to, czuję sympatię do niego, bo w głębi duszy wiem, że jest dobrym człowiekiem, a my nie zawsze mamy wpływ na to, co dzieje się w naszym życiu...

Właścicielka Tajemniczego Ogrodu - tak nazywam go w myślach - ma jeszcze dwie sąsiadki. Jedna z nich wyraźnie utyka na nogę, ale szybko przestaję to zauważać, bo mój wzrok przyciąga jej piękna twarz. Czuję, że mogłabym polubić tę dotkniętą niepełnosprawnością dziewczynę.

Tej trzeciej kobiety jest mi natomiast żal. To właśnie czuję, patrząc na tę zjawiskową piękność o włosach barwy rozlewającego się między palcami złota...

Zmierzcha się. Muszę już opuścić ulicę Leśnych Dzwonków i jej trzy samotne mieszkanki. Na razie furtkę do swego życia, na chwilę, uchyliła mi tylko Kamila. Jestem szczęśliwa, że mogłam tu być, szkoda, że chwila ta trwała tak krótko - jak mgnienie oka. Wiem jednak, że jeszcze tu wrócę, o ile Małgosia Bielska, która podobnie jak Kamila i Janka, również kryje w swym sercu sekret, i Pani Kasia Michalak mi na to pozwolą...

*

Chciałabym, by te proste słowa choć w niewielkim stopniu oddały to, co czułam podczas lektury "Ogrodu Kamili" - a czułam autentyczny ZACHWYT. To zachwyt grał u mnie pierwsze skrzypce podczas czytania tej powieści, choć towarzyszyły mi również inne emocje.

Ta książka jest po prostu piękna i na długo zostanie w mojej pamięci. Dzięki niej na nowo, po raz kolejny, mogłam uwierzyć w moc spełniających się Marzeń...

sobota, 14 września 2013

Nowa okładka do V tomu Kronik Ferrinu


Wiecie, że nie tylko pytam Was o zdanie w rozmaitych kwestiach, ale też Waszych opinii uważnie słucham i oto... nowa okładka do piątego tomu Kronik Ferrinu, bo jak określiła poprzednią moja Przyjaciółka (Gosia, nie wybaczę Ci tego!), co zresztą przelało czarę goryczy do tego stopnia, że znów siadłyśmy z Sandrą do komputerów: "Nieee, co to, pamiątka z Pierwszej Komunii?". Nowa okładka, mam nadzieję, nie kojarzy się z niczym innym, niż z Ferrinem.

I tylko ukochanego zameczku, który Anaela z taką miłością trzymała w dłoniach, mi żal...

czwartek, 12 września 2013

Okładeczka, okładeczka

Z wielką radością prezentuję Wam ostateczną wersję okładki do pierwszego tomu Kronik Ferrinu.


Czyż nie jest cudna?

wtorek, 10 września 2013

A imię jej 40 i 4 czyli Wielki Konkurs Półeczkowy


Tak jak obiecałam dziś w ten niezwykły dla mnie dzień, przygotowałam dla Was niespodziankę: 10 książek dla 10 wiernych Czytelniczek. Zasady są proste: przez 10 dni przysyłajcie zdjęcia Waszych/moich półeczek na mail klubkejtm@wp.pl, z paroma zdaniami co Wam tam w duszy gra, ja będę je sukcesywnie umieszczała tutaj, na Poziomkowej. Macie czas na pstryknięcie fotki i wysłanie jej do północy do 20 września.

Tak więc do dzieła, moje Kochane!

poniedziałek, 9 września 2013

Już jest! Już jest!


...moja "najmłodszunia"! :) I powiem Wam, że jest to najpiękniej "odziane" moje "dziecko" ze wszystkich dotychczasowych. Ma przepiękną okładkę, zarówno w wersji twardej jak i broszurowej, w środku ma papier dobrej jakości, przepisy ozdobione są rysunkami Olgi, która jest również autorką okładki. Po prostu cudeńko. Ale cóż się dziwić, skoro "najmłodsza" jest oczkiem w głowie Wydawcy i moim również?

Mam nadzieję, że ucieszy Was tak, jak ucieszyła mnie.

A jeśli chcecie wygrać któryś z 10 egzemplarzy, już jutro na stronie Klubu Wielki Konkurs Półeczkowy.
Ładna, prawda?

sobota, 7 września 2013

10/10 czyli Wielki Konkurs Półeczkowy

Ponieważ 10 września jest dla mnie dniem szczególnym (ciekawe dlaczego?), postanowiłam zrobić coś szczególnego. Przekazałam Klubowi Miłośników Książek Moich 10 egzemplarzy "Przepisu na szczęście", które to książki Klub rozda uczestnikom Konkursu Półeczkowego. Wypatrujcie zapowiedzi i zasad nowej zabawy na stronie Klubu!

PS. Mogę tylko zdradzić, że przydadzą się zdjęcia Waszych/moich półeczek - stałe bywalczynie Poziomkowej wiedzą o co chodzi, nowe dowiedzą się już niedługo.

A oto pierwsza półeczka - Karoliny L., która dała początek temu zacnemu konkursowi, a tutaj pierwsza jego odsłona. 

piątek, 6 września 2013

Co pisać, ja pytam, co pisać? (Oraz o Poziomkowej słów parę)

Mam pytanie do Was, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy. Otóż skończyłam całkiem przed chwilą "Ogród Kamili", wszystkie pilne redakcje i prace nad okładkami i wysłałam siebie na przymusowe wakacje. Ale chyba zaczynam mieć objawy pracoholizmu i... nosi mnie. Pomóżcie mi więc podjąć decyzję i powiedzcie co powinnam teraz pisać: czy "Czarnego Księcia", następcę "Mistrza" - jak jest to zgodne z moim planem wydawniczym, czy może (skoro jestem na wakacjach od pisania powieści) "Doktor Zosię i..." czyli serię książek dla dzieci, a może zupełnie coś innego, czyli... serial na podstawie "Sklepiku z Niespodzianką", albo film na podstawie "Bezdomnej"?
Oto jest pytanie.

Wprowadzam małe zmiany na Poziomkowej, które powinny się Wam spodobać, bo czynią ją interaktywną - taką bardziej Waszą, niż moją. Otóż w zakładkach poszczególnych serii będziecie mogły dodawać komentarze dotyczące tych serii. Pisać kilka słów o książkach, które Wam się podobały.
Powstanie też zakładka Konkursy, gdzie będziecie mogły podawać informacje o organizowanych przez Was, przez zaprzyjaźnione blogi, czy znalezionych w sieci konkursach, gdzie do wygrania są moje książki. To będzie ważna zakładka, bo ja całej blogosfery nie ogarniam, a książki do wygrania bardzo się przydają. Wpisy powinny zawierać na wstępie jaki to konkurs, przez kogo organizowany, co jest do wygrania i najważniejsze - czas trwania, dopiero na końcu link do strony.

Mam nadzieję, że nadal będziecie się dobrze bawić na tej stronie (i poza nią też).

Do przeczytania!

PS. W zakładce Aktualności mała zmiana. Ciekawe, czy ją wyłapiecie...

środa, 4 września 2013

Najpierwsza recenzja i najpierwszy konkurs!


Oto pierwsza, zupełnie najpierwsza recenzja "Przepisu na szczęście", który już za kilka dni pojawi się w księgarniach, a następnie - mam taką nadzieję - w Waszych domach.


Jak znaleźć "Przepis na szczęście"? Recenzja przedpremierowa

Z czym Wam się kojarzy zdawałoby się tak zwyczajne pomieszczenie jak kuchnia? Dla mnie to właśnie tam bije serce domu.

To w kuchni pierwsze skrzypce grają niepowtarzalne zapachy i smaki, często kojarzące się ze szczęśliwym dzieciństwem.

Również Katarzynie Michalak szczęście kojarzy się ze smakami oraz zapachami. Na pytanie jak zatrzymać je w sobie na dłużej Autorka próbuje odpowiedzieć, oddając do rąk Czytelników swoją najnowszą książkę "Przepis na szczęście".

Miałam niewątpliwą przyjemność przeczytać tę książkę jako pierwsza, a jej lektura dała mi możliwość powrotu do ukochanych miejsc i równie ukochanych bohaterów.

Liliana. Bogusia. Danusia. Ewa. Każda z tych czterech kobiet pokazuje, że prawdziwa definicja szczęścia tkwi w, zdawałoby się, nic nieznaczących, niepozornych drobiazgach, takich chociażby jak gwiazdki śniegu spadające z zimowego bezkresu nieba. Każda jest czarodziejką w kuchni, która z miłością potrafi przygotować zarówno dania prostsze, jak i te bardziej wymyślne. Bo to właśnie miłość jest najważniejsza i w przygotowywaniu potraw, i w dzieleniu się nimi z tymi, którzy są bliscy naszemu sercu.

Książka podzielona jest na cztery pory roku. Bohaterką każdej z nich jest jedna ze znanych już Czytelnikom bohaterek powieści Katarzyny Michalak.

Bardzo dobrym pomysłem jest według mnie podział zamieszczonych w książce przepisów na śniadania, obiady i kolacje. Uroku dodają im zamieszczone przez Autorkę komentarze.

"Przepis na szczęście" to książka pisana sercem. Sercem i miłością do nawet najmniejszego daru, jakim z ludźmi podzieliła się Matka Natura..


Za piękną recenzję dziękuję Karolince Laube.


Jeszcze jedno. Można już wygrać pierwsze egzemplarze "Przepisu na szczęście", szczegóły TUTAJ.

wtorek, 3 września 2013

Gdzie ostatnio byłam, co ostatnio robiłam, czyli polecam... polecam...

Trochę Was oszukałam. Ale niechcący. Napisałam w poprzednim wpisie, że "Ogród Kamili" jest gotowy, a reszta w Waszych rękach, tymczasem - chyba ze zmęczenia i oszołomienia ilością (pozytywnych na szczęście) wydarzeń w moim życiu prywatno-zawodowym dostałam pisarskiej blokady. I to nie wena ogłosiła strajk, bo moja wena jest niemal niewolnicą - siadam i piszę - ale... właściwie nie wiem co. Po prostu nie mogłam się zmusić, by siąść do laptopa i otworzyć plik. Co ja mówię, plik! Laptopa nie mogłam otworzyć! Miałam klawiaturowstręt, ot co. Zmęczenie materiału.
Co robię w takich wypadkach, gdy do napisania zostało mi dosłownie parę stron, a na widok komputera dostaję alergii?
Wysyłam siebie na przymusowy pracowity urlop.
Tym razem do pięknego i niezwykle przyjaznego... Białegostoku.

Już kiedyś wspominałam, że darzę to miasto sentymentem, ale byłam tam zaledwie dwa razy na dość krótkiej wizycie, teraz wyłączyłam telefon, napisałam do wszystkich, że nie ma mnie i przez kilka dni nie będzie, sprzedałam (nie myślcie sobie, całkiem drogo) Patisia dziadkom, wsiadłam w pociąg i dwie godziny później byłam w Białymstoku.

Zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Słoneczny, przestronny rynek, pełen stoliczków kawiarnianych, a przy nich mnóstwo uśmiechniętych, zrelaksowanych ludzi. W ostatnie letnie czwartkowe popołudnie. Spacerowałam sobie naprawdę oczarowana tym miejscem! A już zupełnie ujęło mnie, gdy na wystawie Domu Książki ujrzałam pięknie wyeksponowane moje książki! (Dziękuję!).
 Ukoronowaniem wizyty w Białymstoku był zaś pobyt w pięknym, klimatycznym i bardzo gościnnym Hotelu Branicki. Dziewczyny, ja rzadko coś serdecznie polecam, bo wiem jaką wagę mają moje słowa, ale tym razem piszę z pełnym przekonaniem: nieczęsto trafia się tak dbające o gości miejsce, jak ten Hotel. Zarówno wystrój pokojów jak i pracownicy recepcji i restauracji byli świetni! A dodam, że pierwszego dnia byłam tam incognito i dopiero następnego przyznałam się, że jestem pisarką, poszukującą zaginionej weny, żeby znaleźć najlepsze miejsce do dokończenia "Ogrodu".

I znalazłam: Pokój Różany. Co ja Wam będę opowiadać... Jeśli macie chęć na romantyczną noc we dwoje w ślicznym miejscu z wielkim łożem pod baldachimem, to tylko tam! Jeśli macie chęć na coś bardziej ekskluzywnego, to poproście o Apartament Hetmański (oglądałam go tylko, bo od razu pokochałam ten Różany, ale... był piękny), zaś jeśli zapragnęłybyście, by noc była bardziej ognista... Apartament Purpurowy będzie bardzo odpowiedni. Tak odpowiedni, że to w nim zacznę już niedługo pisać "Czarnego Księcia". ;)


Tak więc Wam polecam i Białystok, i Hotel Branicki, a kierownictwu i pracownikom Hotelu bardzo dziękuję za wspaniałe przyjęcie.

Na koniec pytanie: jakie miejsca możecie polecić w Waszej miejscowości? Wiecie, że jestem bardzo spontaniczna i któregoś dnia mogę Was odwiedzić!

PS. Nie muszę dodawać, że "Ogród Kamili" ukończony o czasie już jest w rękach Wydawcy...?