piątek, 24 maja 2013

"Bezdomna" i ja. W TVP Info Poranek w najbliższą niedzielę o godz. 7:45

Właśnie przed chwilą dostałam wiadomość, że wystąpimy na żywo w najbliższą niedzielę w TVP Info Poranek. Ponieważ jest to Dzień Matki, a "Bezdomna" (to o niej będzie mowa i to moja najmłodsza będzie bohaterką spotkania) to opowieść jak najbardziej o matce i macierzyństwie - jego bardzo trudnej stronie - i właśnie matkom jest dedykowana, więc nas zaproszono.

I ja Was zapraszam przed telewizory o godzinie 7.45 (akurat wtedy zwykle kładę się spać, więc nie będzie problemu, by się obudzić).

Powinnam skakać z radości i być bardzo podekscytowana i tak pewnie będzie, gdy odreaguję dzisiejsze pisanie do ósmej rano i pobudkę pięć godzin później, ale narazie powiem Wam jedno: zaczyna się dziać i to BARDZO dobrze. Bo ta książka ma konkretne, ważne przesłanie. Dwa przesłania: bądźmy ludźmi i bądźmy uważnymi ludźmi. Tuż obok nas, albo w nas, może się dziać tragedia, a my nie chcemy tego widzieć. Może po lekturze "Bezdomnej" choć kilka z Was zacznie patrzeć inaczej na świat, życie - z całą jego kruchością, na ludzi - bliskich i całkiem nieznajomych.

I może dzięki tej książce - i TVP Info - uratujemy choć jedną mamę i jedno dziecko. Po to ją przecież napisałam.

Kolejna dobra wiadomość sprzed paru chwil: na stronie http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3719,Bezdomna możecie już teraz kupić "Bezdomną" i otrzymacie ją niemal natychmiast, bo książka dziś przyszła z drukarni i jest gotowa do wysyłki. Ja dostanę ją w niedzielę, przed programem.

Co u mnie słychać, czyli... "Jabłoniowe Wzgórze"

 Na początku chciałam podziękować Wam serdecznie za spotkanie na Targach. Było magicznie. Jesteście wspaniałe. Dziękuję za każde słowo i każdą minutę spędzoną w Waszym, kochane Czytelniczki, towarzystwie. Dodam, iż jedna z Was przyjechała specjalnie na spotkanie ze mną aż z Poznania; bardzo wzruszające było dla mnie poznanie pani Doktor, którą moje książki pocieszają po trudnym dyżurze; spotkałam też - uwaga! - dwie uczestniczki konkursu na Najlepszego Przyjaciela! Nigdy nie zgadłybyście które: Kasię od motyla i Alicję od pająka. :)) Niesamowite, no nie?

Jeszcze raz dziękuję i wracam do tematu.

Właściwie powinnam zatytułować ten wpis: Dlaczego mnie nie ma, czyli... "Jabłoniowe Wzgórze". No właśnie. Jednym z najczęściej powtarzających się pytań, jakie słyszałam od Was na Targach Książki, było:
- Co teraz będziemy czytać? Kiedy następna książka?
Odpowiadałam, iż:


które ukaże się, jak wszystkie znaki na Ziemi i niebie wskazują w sierpniu w serii owocowej. A ponieważ termin złożenia jej Wydawcy dawno minął, bo przyblokowała mnie psychicznie (dobrze, że nie umysłowo) "Bezdomna" (nadal, gdy wracam do niej pamięcią, ściska mnie w gardle), wyłączyłam telefon, odcięłam się od internetu, uciekłam od świata i piszę, piszę, piszę...

Miała to być słoneczna opowieść o Ani z Jabłoniowego Wzgórza, dziewczynce, która trafia do mieszkającego w pięknym starym dworze Piotra Jabłonowskiego, który jej nie oczekuje i nie pragnie towarzystwa raz w życiu widzianej wnuczki, ale...Tak, to miała być ciepła opowieść w sam raz na słoneczne letnie popołudnie, lecz nic w życiu nie jest takie proste. Wprawdzie wszystko skończy się dobrze (chyba, że nie skończy się dobrze, bo ostatnio mam tendencje do dramatycznych zakończeń), powiem więc tylko: znów macie na co czekać, bo premiera "Bezdomnej" tuż tuż (niektóre z Was już ją przeczytały - dziękuję za dobre słowa w recenzjach i cieszę się, że do większości z Was dotarł przekaz, który w książce zamieściłam), lato właściwie za oknem, czegóż więcej potrzeba?

"Jabłoniowego Wzgórza".

I pewnej wiadomości, którą jeszcze trzymam w tajemnicy, ale która - jestem tego pewna - ucieszy niejedną z Was. W przyszłym tygodniu uchylę rąbka tajemnicy.

Na koniec prośba: nie wklejajcie tej okładeczki nigdzie, na żadne lubimyczytać. Jest kiepskiej jakości, zeskanowana ze skrzydełka Wiśniowego Dworku, ale chciałam czymś ozdobić ten wpis, więc...

A tu nius z ostatniej chwili, czyli sprzed minuty, zapowiadany na listopad:


Cztery piękne, nastrojowe opowiadania Kasi Michalak, o pewnej kobiecie i małym, kamiennym domku w górach, który stał się dla niej ostoją.  Pierwsze z nich rozpoczyna się wiosną, kiedy wszystko kwitnie, drzewa wypuszczają listki, a z ziemi wychylają się przebiśniegi. Przeciwnie dzieje się w życiu Sary: kiedy świat rozkwita tysiącem barw, Sara gaśnie. Kłopoty, które ma są ponad jej siły, ciężar wydaje się nie do uniesienia. Ale kolejno pokonuje przeciwności losu. Remontuje stary dom, otwiera pensjonat, przyjmuje bardzo szczególnych gości. I gotuje, cały czas gotuje. Kiedy jej źle przyrządza wspaniałe czekoladowa ciasta i muffiny, rozpływające się w ustach. Jej szarlotka staje się sławna na całą okolicę, a trójsernik podbija serca - i podniebienia! - każdego z gości. Na wiosenny wieczór przygotowuje perliczki w pomarańczach, a na letnie śniadanie gofry domowej roboty z bitą śmietaną i świeżymi malinami. Sara ma talent zjednywania sobie ludzi i umiejętność słuchania ich historii. Szczególnie jeśli rozmowa toczy się na przytulnym tarasie starego domu z widokiem na leśną polanę i dalekie szczyty gór, przy śpiewie świerszczy, w świetle ostatnich promieni słońca i przy małym kryształowym kieliszku pigwówki domowej roboty.
Hart ducha młodej kobiety i niezłomność charakteru pozwolą jej przetrwać ten rok, najgorszy w jej życiu. W grudniu w tym małym domku spotkają się niezwykli goście, którzy odmienią życie Sary. Zapach zupy borowikowej i tarty jeżynowej tej pamiętnej kolacji na długo pozostanie w ich pamięci, być może na zawsze.
„Przepis na szczęście” to piękna historia jednego roku życia kobiety, która straciła zbyt dużo. Cztery wzruszające opowiadania okraszone są sprawdzonymi, aromatycznymi przepisami na smakowite potrawy i pyszne desery. Wiernym czytelniczkom Katarzyna Michalak ukaże rąbek kolejnej tajemnicy i co nieco ze swych kulinarnych umiejętności, a także odda w ich ręce książkę idealną na prezent dla mamy, babci, córki, czy przyjaciółki.

I jak Wam się to, moje drogie, podoba?

piątek, 17 maja 2013

Warszawskie Targi Książki i Ważny Dzień


 Dziewczyny, ale ja się wczoraj nacieszyłam!! To dzięki Wam! Odebrałam nagrodę za Najlepszą Książkę na Wiosnę, czyli "Sklepik z Niespodzianką. Lidka", która Waszymi głosami wygrała w konkursie organizowanym przez Granice.pl, ale też trzy dyplomy: za wygraną w kategorii powieści obyczajowe (dla Lidzi), za wygraną w kategorii powieści z pieprzykiem (za Mistrza) i, uwaga!, wyróżnienie Jury dla "Bezdomnej", czego w ogóle się nie spodziewałam, ale co mnie również ucieszyło, bo docenienie tej książki przez krytyków jest bardzo ważne.


Na zdjęciach widzicie przepiękną statuetkę z drewna i grawerowanego mosiądzu oraz dyplomy, a także śliczne róże, które dostałam od Wydawcy Lidzi, czyli Naszej Księgarni. Dziękuję! Naprawdę byłam wzruszona. Pierwsza nagroda jest chyba najważniejsza i pamięta się ją z największym sentymentem.

Równie mocno ucieszyłam się z wygranej Magdy Witkiewicz dla "Szkoły Żon" (Najlepsza Książka na Lato), bo - jak możecie przeczytać we wstępie odautorskim - tę powieść uważam za moją chrzestną córeczkę, nagroda więc zostaje w rodzinie. ;) Magdzia, jeszcze raz Ci serdecznie gratuluję! 

A teraz informacja dla tych z Was, które wybierają się na Targi jutro: będziecie mogły mnie spotkać w godzinach 15:30 - 16:30 na stoisku Naszej Księgarni (nie sposób nie zauważyć, bo jest ładnie oznaczone).

Powiem Wam, że byłam sceptycznie nastawiona do targów organizowanych po raz pierwszy nie w Pałacu Kultury Na Uki i Na sztuki, a na naszym słynnym Basenie Narodowym (na wszelki wypadek zabrałam ze sobą kalosze, czepek i płetwy ;) ale bardzo miło się rozczarowałam: przestrzeń, dużo miejsca, ładne przestronne stoiska, dużo mniejszy tłok... To jest to. Może na klimacie nieco Targi straciły za to na komforcie zyskały.

Zapraszam Was serdecznie!

PS. Kalosze, czepek i płetwy nie będą jutro potrzebne. Mam nadzieję.

poniedziałek, 13 maja 2013

Okładeczki, okładeczki!

Dziewczęta, szukając najlepszych okładek do Kronik, znalazłam młodą polską ilustratorkę, której talent mnie zachwycił. Załączam dwie okładki, do dwóch pierwszych tomów, które w ekspresowym tempie, bo na dziś były potrzebne, stworzyła Sandra ( https://www.facebook.com/sandy.lynx )
A Was proszę o opinię. Jak się Wam podobają? Wiecie, że z Waszym zdaniem się liczę, proszę więc o szczerość.
Więcej już nie gadam, tylko przedstawiam:



I do wyboru bardziej tradycyjne, z ilustracjami niesamowitej Claudii McKinney z Deviantartu (wrzucam bez tytułu i nazwiska, bo czcionka z powyższych nie pasuje, chodzi o klimat):


środa, 8 maja 2013

Top20 Czytelniczek - rozwiązanie konkursu


Właściwie to będzie Top30, bo dwadzieścia Czytelniczek w konkursie ogłoszonym na recenzję "Nadziei" wybrał Wydawca, a dziesięć książek z mojej osobistej, łatwokurczliwej puli egzemplarzy autorskich oddam w dobre ręce ja.

Uwaga: osoby wymienione poniżej proszone są o wysłanie adresu na który ma dotrzeć egz. promocyjny książki pani Małgorzacie Ochab ochab@znak.com.pl
Dziewczyny, podkreślam, że to będzie egzemplarz promocyjny, czyli nieostateczny, ale już gotowy. Im szybciej wyślecie adres, tym szybciej dostaniecie książkę.

A oto nasze nowe Top20 gratuluję, dziewczyny!!

1. Bujaczek
2. Izuś
3. Czytelniczka
4. Antyśka
5. Lena173
6. Anek7
7. Sihhinne
8. Jusssi
9. Malineczka74
10. Gosława Ka
11. Szalona Książkoholiczka
12. Bożena
13. Madziula
14. Elen
15. Kruszynka
16. Naila
17. Trinity
18. Barbara
19. Nomina
20. Pręgusek

A oto moje Top10, z którym chciałabym się podzielić "Bezdomną". Wy, moje drogie, przysyłajcie swoje adresy na mój prywatny albo tutaj: wydawnictwo.kontakt@webpark.pl na wszelki wypadek z dopiskiem Osobiste Top10 KejtM ;D Uwaga: Wy, moje Kochane, musicie poczekać, aż gotowe książki przyjdą z drukarni, potem do mnie i dopiero ja będę je do Was wysyłać. Ale poczekacie, co? Jeśli nie chcecie czekać, mogę poprosić Wydawcę o wysłanie Wam już teraz egz. promocyjnych. Tylko wspomnijcie o tym w mailu!!

1. Al (dla synowej;)
2. Tala
3. Ewa Maćkowiak
4. Ejotek
5. Diunam
6. Mammamisia
7. Sylwia 85
8. Kiti (i jej Recenzje)
9. Paula
10. Klaudia Klotilda

Mam nadzieję, że 30 osób będzie miało dzisiaj uśmiech na twarzy. Pogoda piękna, wszystko kwitnie, jakby chciało nadgonić ten nieudany kwiecień.

PS. Dopisuję, żeby jeszcze sześć buź się uśmiechnęło, że ze specjalną specjalnością książki otrzymają:

1. Kasiek
2. Miłośniczka Książek
3. Gosia Michniewska
4. Cyrysia
5. Sabinka
6. Karolinka L.

Dodać do tego dwie zaprzyjaźnione biblioteki, jeden egzemplarz dla rodziny i jeden dla mnie i już wiecie, dlaczego nie mam do rozdania egzemplarzy recenzyjnych, o które prosicie w mailach?

sobota, 4 maja 2013

Co ona czyta, czyli... stosik

Wiem, że lubicie stosiki. Oglądać i pokazywać. Wiem też, że to bardzo nieprofesjonalne ;) takie chwalenie się stosikami na blogach i robią to tylko blogerki-amatorki. Blogerki-profesjonalistki tego nie robią. Ale że jestem odwrotna... I wiem również, że ciekawi Was, co czytam, gdy nie piszę, oto mój stosik:


1. "Czas honoru" J. Sokół - książka napisana przez scenarzystę serialu, trochę o serial oparta, a trochę nie. I bardzo dobrze, bo książki pisane jako rozwinięty scenariusz czegokolwiek to porażka, tymczasem "Czas honoru" jest po prostu dobry. Dobrze napisany, dobrze się czyta, dobrze przenosi w tamte czasy no i nie szkaluje tamtych Bohaterów jako to teraz w modzie. Odrobinę i miejscami jest nierealny, ale nie da się pisać o czasach okupacji stricte tak jak było - wiem coś o tym, bo sama przecież piszę "Miasto Walecznych". Realizm musi się łączyć z fikcją literacką i pan Jarosław Sokół robi to bardzo dobrze. Polecam.

2. "Dowód" E. Alexander - o lekarzu, który przeżył własną śmierć i opisuje, co się z nim działo w czasie, gdy był Tam. Powiem Wam, że warto, a nawet trzeba przeczytać tę książkę, by nabrać nadziei i wyzbyć się strachu przed śmiercią. Ja ostatnio zaczęłam się jej bać i ta książka (dziękuję Wydawnictwu Znak za ten prezent) dosłownie spadła mi z nieba w odpowiednim momencie. Polecam!

3. "W ziemiańskim dworze" M. Łozińska - życie w polskim dworku opisane... ot tak po prostu, piękne, zwyczajnie, zrozumiale. Niby dokument, a czyta się jak powieść. Książkę kupiłam, by pracować nad sagą rodzinną, która dzieje się w tamtych czasach i tamtych miejscach, a przeczytałam dla przyjemności. Pięknie opowiedziane, z podziałem na cztery pory roku. Polecam.

4. "Wyklęci. Podziemie zbrojne 44-63" - zbiór dokumentów na temat Żołnierzy Wyklętych, czyli działających w konspiracji antykomunistycznej po wojnie. Odkłamywanie historii jest niezbędne i ta książka jest potrzebna. Czyta się trudno, nie tylko ze względu na formę (dokumenty, listy, zapiski, pamiętniki), ale i na treść. Na cierpienie i beznadzieję ludzi, którzy nie pogodzili się z drugą, chyba jeszcze gorszą okupacją. Kupiłam na potrzeby "Miasta Walecznych", bo moi bohaterowie też przejdą przez to piekło i... przeczytam na pewno.

5. "Jutra może nie być" G. Gargaś - debiut młodej, zdolnej polskiej pisarki, polecony mi przez zaprzyjaźnioną (i wiarygodną) blogerkę i "wycyganiony" od Autorki z dedykacją (dziękuję!). Czytałam tylko recenzje - bardzo zachęcające - nabrałam chęci i oto mam, w stosiku i kolejce do przeczytania.

6. "13 wojen i jedna" K. Miller - czekając na wywiad wpadła mi w ręce ta książka, zaczęłam czytać i kupiłam. Kurde, naprawdę mocna. Prawdziwa. Przejmująca. Dobra. Choć przeczytałam zaledwie kilkanaście stron (ciągle ten brak czasu) już wiem, że będę czytała do końca z zapartym tchem i że mogę polecić. Więc polecam. Aha: to wspomnienia korespondenta wojennego, czy też raczej reportera. Dla ludzi o mocnych nerwach albo ciekawych świata, jak ja.

7. "Niezwykła wędrówka Harolda Fry" R. Joyce - pierwsza z nowej serii Znaku "Dobre strony" - opowieść o tym, jak starszy człowiek postanowił uratować życie przyjaciółce i wyruszył w podróż. Idąc do niej ponad 500 mil wierzył, że będzie na niego czekała i nie umrze. Co spotkało go na końcu wędrówki, tego nie zdradzę, ale powiem, że to, co spotkało go w trakcie jest wzruszające, przejmujące i daje nadzieję. Patrząc na dzisiejszy zdziczały świat daje nadzieję na to, że ludzie mimo wszystko są dobrzy. W większości. Książka obsypana nagrodami za granicą. Czyta się ją powoli. To nie jest dialog i akcja, ale parę rzeczy można dzięki temu przemyśleć i docenić. Polecam.

8. "Teraz i zawsze" C. Egan - to druga z serii "Dobre strony", którą przeczytam na pewno, zachęcona nr 1. Wiem, że będzie wzruszająca (o kobiecie, która przegrywa walkę z chorobą, a nie chce zostawić męża i synka) i pewnie się przy niej popłaczę, ale czasem trzeba zmierzyć się z własnymi lękami, a strach przed tym, że zostawię Patisia jest we mnie bardzo silny. Może ta książka da mi nadzieję, jak poprzednia? Jedno muszę dodać: obie są bardzo ładnie wydane, mają piękne, choć proste okładki. Lubię to.

9. "Życie Pi" Y Martel - kupiłam, bo wszyscy o niej mówią i wszyscy ją czytają, ale jeszcze sama nie zaczęłam. Choć nie, przeczytałam przedmowę autora (co zwykle najmniej mnie interesuje) i spodobała mi się. Pisarz pisarza zrozumie. ;) Książka opowiada historię chłopaka, który dryfował po oceanie z tygrysem. Cóż... znając tygrysy nastawiam się na baśń, a nie dokument, bo tygrys na dzień dobry powinien urwać chłopakowi rękę (patrzy moje wspomnienia z zoo w "Poczekajce"), ale skoro Tarzan mocował się z lwem, to chłopak może pływać z tygrysem. Zobaczymy. Czeka na przeczytanie.

10. "Przędza" G. Albin - kupiłam po prostu oszołomiona okładką. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam i gdy wpadnie Wam w ręce, pewnie stwierdzicie to samo. Nawet jeśli nie zamierzacie kupować, czy czytać, obejrzyjcie ją w Empiku czy najbliższej księgarni, a zrozumiecie moje ŁAŁ (znając hopla, jakiego mam na punkcie okładek...). Nie mam pojęcia o czym ta książka jest, nie wiem, jak się czyta, nie znam recenzji. Po prostu kupiłam dla okładki. Przekonamy się. PS. Już wiem! Ta książka ma okładkę "lakier tęczowy metalic" ;D

11. "Fashion Babylon" i "Ślubny Babylon" I. Edward-Jones plus autor anonimowy - mam słabość do serii Babylon. To prawdziwe opowieści kilku anonimów na temat ich pracy, zebrane i spisane przez dziennikarkę. Czytałam już o menadżerze ekskluzywnego kurortu i o szpitalu i muszę Wam powiedzieć, że czytało się świetnie, z zapartym tchem i niedowierzaniem, że takie są kulisy (nic dziwnego, że źródła pozostają anonimowe) i będę kupować następne książki tej serii w ciemno. Dobra rozrywka i parę informacji, które... mogą się kiedyś przydać. Polecam!

Czytałyście coś z powyższych pozycji? Jak Wasze wrażenia? Macie na którąś ochotę? Zachęciłam do jakiejś?

PS. A oto stosik Kiti


 Po prostu musiałam Wam go pokazać. Jeśli ktoś szuka informacji ile książek wydałam i jakie, spokojnie może zajrzeć na stronę Kiti. Ona ma komplet. :))) (No prawie, bo w małym specjalnym nakładzie wyszedł jeszcze "Powrót do Ferrinu"). 

środa, 1 maja 2013

"Bezdomna": głosowanie, wywiad i... kolejna recenzja pisana emocjami

"Bezdomna" nie ma już raczej szans na przejście do drugiego etapu konkursu organizowanego przez Granice.pl, ale od czego mam Was, moje drogie Czytelniczki? Już raz pokazałyście, że potraficie wszystko, nawet zwyciężać, może więc ponownie namówię Was na pospolite ruszenie do głosowania?

Wiem, wiem, zarzucono mi w komentarzu do notki, że książka się jeszcze nie ukazała, bo premierę ma dopiero w czerwcu. Odpowiadam: to nie ja zgłaszam książki do tego konkursu, niektóre mają premierę w lipcu, a jeśli "Bezdomna" ukazuje się w czerwcu to jaką ma być książką? Na zimę? To konkurs organizowany raczej po to, by promować książki, które warto przeczytać. Latem. Co jak co: "Bezdomną" warto. Dlaczego? Dwa posty poniżej są chyba wystarczającym uzasadnieniem.

LINK DO GŁOSOWANIA jest tutaj. Trzeba się pospieszyć, bo pierwszy etap trwa tylko do jutra, ale poprzednio też w ostatnim dniu "zwyciężyłyście" Lidzię, więc wierzę w Was do końca. Jeszcze jedno: za wygraną "Najlepszej Książki na Wiosnę" nie dostałam żadnej nagrody. Prawdę mówiąc dowiedziałam się o niej tutaj, od moich Czytelniczek. Wydawca "Sklepiku z Niespodzianką" nawet nie wysłał maila z gratulacjami. Tak więc jedyną nagrodą jest radość, że na moją książkę głosowali Internauci - Wy.

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, że "Bezdomna" jest nie gorszą książką od "Lidki" i zasługuje na Waszą uwagę, poniżej króciutki wywiad z autorką...


Oraz druga recenzja, również pisana sercem, tym razem przez Kasiek

Wraz z premierą „Lidki” runęła na mnie niezbyt miła wiadomość, mianowicie, że premiera „Bezdomnej” została przesunięta, może nie na św. Nigdy, ale nie mogłam już liczyć dni do lata. Bardzo mnie to zasmuciło, bowiem czekałam na drugą książkę z serii „z czarnym kotem”, pierwszą była „Nadzieja”, a więc książka dzięki której wpadłam w Katarzynę Michalak. „Nadzieja” wciąż trwa w mojej pamięci, pamiętam dokładnie dzień w którym ją kupiłam, bardzo słoneczny piątek, wtedy było tak pięknie na zewnątrz i cieszyłam się na całodniowy wypad do Lublina, podczas którego będę czytała. Niestety wówczas nigdzie nie pojechałam, a miałam plany i romansowe, wiec pocieszałam się Martini i płakałam nad losami Lili. Mimo, że minęło ponad pół roku, wciąż pamiętam silne emocje towarzyszące mi podczas lektury, więc podświadomie liczyłam na kolejne katharsis. A tu „Bezdomna” przesunięta. Jak ja byłam zła na autorkę!!!!

Kiedy więc dostałam możliwość przeczytania „Bezdomnej” byłam w siódmym niebie, natychmiast wszystkie obowiązki poszły w kąt, a ja przypięłam się do laptopa. Zaczęłam płakać na stronie drugiej, bo ciarki chodziły po mnie od początku.  Liczba stron, która z początku gwarantowała mi całodzienne zajęcie w zatrważającym tempie malała i nim się zorientowałam czytałam ostatnie zdanie, zapłakana i z emocjami kłębiącymi się jak fale wzburzonego morza. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, wciąż z trudem szukam słów, aby opisać „Bezdomną”. Jest to książka z gatunku „po lekturze nic już nie będzie takie samo”.

Na samym początku poznajemy Kingę, bezdomną, która w Wigilię Bożego Narodzenia chce popełnić samobójstwo. Ma dosyć życia, swojego życia, przez rok bezdomności dźwigała jarzmo swoich błędów, pomyłek, swojej choroby. Kinga, dobrze zapowiadająca się architekt krajobrazu, piękna, mądra kobieta w jakiś sposób znalazła się na dnie drabiny społecznej. Nie widzi dla siebie innego wyjścia niż garść psychotropów zapitych wódką. I pewnie opowieść by nie powstała, gdyby nie kotek, który utknął z nią w śmietniku i kobieta, która o północy wyszła wyrzucić śmieci. Los Kingi zostaje odwrócony, przez małego kociaka i przez ostatnią osobę od której Karolina spodziewałaby się wybawienia.
Tą osobą jest Joanna, dziennikarka pisująca w brukowcach, która jako upragnione dziecko swoich rodziców, miała wszystko, pieniądze, doskonałe wykształcenie, ale zamiast spełnić marzenia rodziny i zostać lekarzem lub prawnikiem wybrała dziennikarstwo.  Nie miała żadnych oporów, po trupach wspinała się po drabinie kariery.  Była silną i niezależną kobietą, do czasu aż na jej drodze stanął mąż Kingi. Kawał łajdaka.  Joanna, po wysłuchaniu fragmentu opowieści Kingi postanawia jej pomóc, coś co najpierw miało być daniem schronienia wędrowcowi w Wigilię i materiałem na poruszający serca materiał, staje się czymś więcej. Owszem Joanna wciąż widzi w Kindze materiał na artykuł, który ma jej zapewnić Złoty Laur, ale historia dziewczyny ją porusza, zwłaszcza, że na jaw wychodzą coraz to nowe fakty.

Naprawdę słów mi brakuje, aby opisać „Bezdomną”, głównymi  bohaterami tej opowieści są trzy osoby Joanna, Kinga i Czarek.  Z tej trójki Czarek, który miał potencjał na drugiego Aleksieja, okazuje się łajdakiem i dla którego nie mam słów usprawiedliwienia. Ale gdyby nawinął mi się pod rękę, oj ciężki byłby jego los.  Nie potępiam Joanny, która mimo wszystko miała dobre intencje, podszyte egoizmem, ale w gruncie rzeczy dobre.  No i trudno mi potępiać Kingę, która owszem dokonała złych wyborów, może kilka rzeczy zaniedbała, ale była chorą kobietą której nikt nie pomógł póki był na to czas.
Ta książka porusza ważny problem siły stereotypów, które dobiły Kingę. I chociaż obawiam się, że znajdą się głosy, które potępią autorkę za wykorzystanie głośnej tragedii małej Madzi sprzed roku, tragedii, którą wciąż żyje Polska, aby sprzedać kolejną książkę, ja sądzę że ta książka jest potrzebna, tak jak czytamy w książce: „Opisz to. Spisz każde moje słowo. Może moja historia uratuje choć jedną matkę i choć jedno dziecko.” Jest dokładnie tak jak czytamy w książce, w społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że urodzenie zdrowego dziecka jest dla matki największym szczęściem, a każda inna postawa jest, albo fanaberią, albo objawem bycia zwyrodnialcem. Nasze społeczeństwo nie przyjmuje do wiadomości istnienia jednostek chorobowych związanych z ciążą i porodem. Depresja poporodowa jest nowomodną fanaberią, a choroba opisana w książce jest przejawem szaleństwa. Kobieta zwariowała, jest „psychiczna” ciężko dostrzec w matce, chora kobietę, która potrzebuje pomocy, a nie jest bezduszną psychopatką. Jak łatwo się ją potępia. To jest dramat, społeczne potępienie, napiętnowanie jej jako najgorszej. Przyznam szczerze, że nie słyszałam o psychozie poporodowej wcześniej, a przecież może ona spotkać każdą kobietę. O takich sprawach powinno się mówić! A nie zamiatać pod wykładzinę gabinetów psychiatrycznych.

To jest bardzo smutna i ciężka książka, cięższa i smutniejsza niż „Nadzieja”, której mały wąteczek autorka wplata do „Bezdomnej”. Wydaje mi się, że trzeba „Bezdomną” po prostu przeczytać, pozwoli nam spojrzeć na wiele spraw inaczej.  Chociaż po lekturze tej książki, ciężko będzie znaleźć sobie miejsce, myśli będą buzować, łzy będą wciąż cisnąć się pod powieki, to trzeba ją przeczytać, żeby dostrzec drugie dno, żeby zacząć się zastanawiać nim osądzimy osobę o której czytamy w gazecie, widzimy w telewizji, czy mijamy na ulicy.
„Bezdomna” to powieść, jakiej drugiej nie ma na polskim rynku, powieść pełna prozy życia, ale tak wciągająca, że nie sposób się od niej oderwać. Od pierwszej, do ostatniej strony na równym poziomie, pełna zwrotów akcji, sekretów i dużej dawki emocji. Podczas czytania będziecie przeciągnięci przez wyżymaczkę i znajdziecie katharsis.  Czyta się ją bardzo szybko, chociaż tak ciężko czyta się załzawionymi oczami.