wtorek, 3 września 2013

Gdzie ostatnio byłam, co ostatnio robiłam, czyli polecam... polecam...

Trochę Was oszukałam. Ale niechcący. Napisałam w poprzednim wpisie, że "Ogród Kamili" jest gotowy, a reszta w Waszych rękach, tymczasem - chyba ze zmęczenia i oszołomienia ilością (pozytywnych na szczęście) wydarzeń w moim życiu prywatno-zawodowym dostałam pisarskiej blokady. I to nie wena ogłosiła strajk, bo moja wena jest niemal niewolnicą - siadam i piszę - ale... właściwie nie wiem co. Po prostu nie mogłam się zmusić, by siąść do laptopa i otworzyć plik. Co ja mówię, plik! Laptopa nie mogłam otworzyć! Miałam klawiaturowstręt, ot co. Zmęczenie materiału.
Co robię w takich wypadkach, gdy do napisania zostało mi dosłownie parę stron, a na widok komputera dostaję alergii?
Wysyłam siebie na przymusowy pracowity urlop.
Tym razem do pięknego i niezwykle przyjaznego... Białegostoku.

Już kiedyś wspominałam, że darzę to miasto sentymentem, ale byłam tam zaledwie dwa razy na dość krótkiej wizycie, teraz wyłączyłam telefon, napisałam do wszystkich, że nie ma mnie i przez kilka dni nie będzie, sprzedałam (nie myślcie sobie, całkiem drogo) Patisia dziadkom, wsiadłam w pociąg i dwie godziny później byłam w Białymstoku.

Zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Słoneczny, przestronny rynek, pełen stoliczków kawiarnianych, a przy nich mnóstwo uśmiechniętych, zrelaksowanych ludzi. W ostatnie letnie czwartkowe popołudnie. Spacerowałam sobie naprawdę oczarowana tym miejscem! A już zupełnie ujęło mnie, gdy na wystawie Domu Książki ujrzałam pięknie wyeksponowane moje książki! (Dziękuję!).
 Ukoronowaniem wizyty w Białymstoku był zaś pobyt w pięknym, klimatycznym i bardzo gościnnym Hotelu Branicki. Dziewczyny, ja rzadko coś serdecznie polecam, bo wiem jaką wagę mają moje słowa, ale tym razem piszę z pełnym przekonaniem: nieczęsto trafia się tak dbające o gości miejsce, jak ten Hotel. Zarówno wystrój pokojów jak i pracownicy recepcji i restauracji byli świetni! A dodam, że pierwszego dnia byłam tam incognito i dopiero następnego przyznałam się, że jestem pisarką, poszukującą zaginionej weny, żeby znaleźć najlepsze miejsce do dokończenia "Ogrodu".

I znalazłam: Pokój Różany. Co ja Wam będę opowiadać... Jeśli macie chęć na romantyczną noc we dwoje w ślicznym miejscu z wielkim łożem pod baldachimem, to tylko tam! Jeśli macie chęć na coś bardziej ekskluzywnego, to poproście o Apartament Hetmański (oglądałam go tylko, bo od razu pokochałam ten Różany, ale... był piękny), zaś jeśli zapragnęłybyście, by noc była bardziej ognista... Apartament Purpurowy będzie bardzo odpowiedni. Tak odpowiedni, że to w nim zacznę już niedługo pisać "Czarnego Księcia". ;)


Tak więc Wam polecam i Białystok, i Hotel Branicki, a kierownictwu i pracownikom Hotelu bardzo dziękuję za wspaniałe przyjęcie.

Na koniec pytanie: jakie miejsca możecie polecić w Waszej miejscowości? Wiecie, że jestem bardzo spontaniczna i któregoś dnia mogę Was odwiedzić!

PS. Nie muszę dodawać, że "Ogród Kamili" ukończony o czasie już jest w rękach Wydawcy...?

32 komentarze:

  1. Kaś weź się wybierz kiedyś bardziej w moje strony :))

    OdpowiedzUsuń
  2. O moje miasto. Bardzo się cieszę, że się Pani podobało.:) Polecam zobaczyć w przyszłości piękny rynek.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ja chyba byłam na rynku! (A jeśli nie na rynku, to gdzie? :/)

      Usuń
  3. Pani Kasiu polecam Sandomierz...cudny o każdej porze roku...chociaż jak uwielbiałam spacery wiosenne Wąwozem św. Jadwigi...zieleń i zapach fiołków budził we mnie zawsze pozytywną energię.

    OdpowiedzUsuń
  4. A moje miasto to wyjątkowe nie jest. Ale moja wieś... dobra, też nie, ale jej okolice! Pola, łąki...ale nie taki zwykłe pola i łąki! Naprawdę. I mój ukochany, niewielki sosnowy lasek, który tak dzielnie próbuje powstrzymać zielonymi czubkami zachodzące słońce. Istna magia na niewielkim skrawku :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana Kejt eM

    obiecałam że odezwę się po publikacji recenzji. Zatem jestem :) "W imię miłości" połknęłam od ręki, w całości, w jeden wieczór, w zasadzie do 23:30. Jest to pierwsza książka w moim życiu, przy której nie płakałam jedynie na momentach czy finale... ryczałam od początku do końca... Wylałam morze łez! Co łyz wyschły, lały się kolejne... książka jest nieprawdopodobna!
    A oto recenzja: http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2013/09/katarzyna-michalak-w-imie-miosci.html

    P.S. poproszę o więcej książek :) niech się dzielnie piszą we wszystkich miastach Polski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, piękna recenzja, dziękuję.
      Nad tymi chusteczkami przy tomie II pomyślę.

      Usuń
    2. trzymam za słowo :) to recenzja pisana całym sercem - dziękuję za miłe słowo :)

      Usuń
  6. To ja zapraszam do Wrocławia i dalej na Dolny Śląsk. Zakochałam się w tym regionie od pierwszego spojrzenia i teraz sobie siedzę w samym centrum stolicy Śląska (jedynej słusznej) i polecam każdemu, kto chce poczuć magię tego miasta. Miasta z niemieckimi murami i słowiańską duszą :)
    A jeśli już mowa o "królewskich" apartamentach to Książ ze swoimi tajemnicami i piękną Daisy, jak znalazł dla każdej romantycznej duszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja "Ogrodu Kamili" toczy się miejscami we Wrocławiu. Znam i lubię. :))

      Usuń
    2. O, jak miło :).

      A jak Wrocław, to, oczywiście, krasnale.

      Usuń
    3. To jeszcze jeden powód, żeby zajrzeć do Ogrodu Kamili :)

      Usuń
  7. No właśnie Kasiu:)zrozumiałam ,że "Ogród Kamili" jest już w empiku i po przeczytaniu "W imię miłości" pobiegłam dziś do Sfery a tu zonk:)))i jak przystało na Twoją wierną czytelniczkę kupiłam znowu dwie Twoje książki:))Czy znowu łzy same będą mi się lały jak przy "w imię miłości"??ech Ty moja wyciskaczko łez:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyciskaczka łez. No tego jeszcze o sobie nie słyszałam. :)))

      Usuń
  8. Byłaś w Białymstoku i nic nie powiedziałaś?? Kawusia jakiś obiad byśmy zjadły :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, bo ja byłam spontanicznie i służbowo. To jest pisarsko. Bytowałam w dziwnych godzinach i restauracja przygotowywała dla mnie śniadanie o... godzinie 13. :)))
      Ale następnym razem...

      Usuń
    2. OMG! Następnym razem moja droga :) A ja chodziłam tak nieświadomie po ulicach nawet nie wiedząc, że Ty tu gdzieś blisko... choćby uściskać lub z daleka buziaka posłać :)

      Usuń
  9. Nigdy nie byłam w mieście, o którym wspominasz. Po prostu mi nie po drodze, ani nie było ku temu żadnej okazji. Jednak zapamiętam sobie nazwę tego hotelu i jeśli kiedykolwiek będę miała możliwość przyjazdu do Białegostoku, nie omieszkam zajrzeć też do hotelu :)
    Moje miasto i miejsce, które można polecić? Oj będzie ciężko. To malutkie miasteczko, gdzie ledwo nie całe 30 tys ludzi mieszka. Poza pozostałościami po bytności Krzyżaków, wiele tu nie ma. Ewentualnie okolicę mamy malowniczą, bo same lasy i jeziora. Niestety nie ma tu tak pięknych hoteli, jak ten, o którym wspomniałaś powyżej. Uroki małych miasteczek, o których nie wielu słyszało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Kochana, jak znasz mnie i moje powieści, to wiesz, że bardzo, bardzo cenię sobie uroki polskich wsi i miasteczek i z dużego miasta (powiedziałabym nawet, że największego) uciekłam właśnie na wieś.

      Usuń
  10. Niezwykle miejsce. Niestety zupełnie mi nie po drodze. Gratuluję kolejnej ukończonej książki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię Białystok i często tam bywalam :) to jedno z Ładniejszych miast teraz mieszkam w wawie i jej walorów nie bede opisywać choć lubię to miasto i tyle :) w wolnej chwili polecam suwalszczyzne to mój raj na ziemi w Polsce :) i lancut gdzie sledzilam pare lat mojego dzieciństwa zamek i park ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się niezmiernie, że Białystok jest miastem, które przypadło Pani do gustu. Mieszkam od niego niecałe 30km i jestem tam praktycznie codziennie, bo to miasto, w którym studiuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kejt, nie ma się co dziwić, że masz ‘klawiaturowstręt’,po takim tempie prac nikt chyba nie ma pretensji, że na jakiś czas zniknęłaś na malusie wakacje :)

    Pochodzę z mniejszego miasta–Ciechanowa. Niestety, mam wrażenie, że nikt go specjalnie nie docenia. Mimo że to bardzo stare miasto, bo pierwsze wzmianki o osadnictwie pochodzą już chyba z VII w n.e., założycielem według legendy był słynny przecież Ciechan, a prawa miejskie nadane zostały w drugiej połowie XIV wieku. To tyle w skrócie o historii. Siłą rzeczy zostało nam trochę zabytków–trochę, ponieważ ze względu na położenie (szlak bursztynowy) miasto nie tylko mogło się rozwijać, było też narażane na wszelkie najazdy Litwinów, Krzyżaków, w końcu Szwedów. W czasie I wojny światowej pod Ciechanowem przebiegała linia frontu niemiecko-rosyjskiego, a w czasie II wojny miasto było okupowane, zmieniono nazwę na Zichenau. Nie raz też miasto płonęło. Dlatego też został nam m.in. zamek Książąt Mazowieckich z XIV wieku położony nad rzeką Łydynią, dwa kościoły z XV wieku, neogotycki ratusz no i słynny chyba na cały kraj (tak mi się wydaje, bo gdzie bym nie pojechała to wszyscy się zachwycają) browar Ciechan z XIX w. Kto nie pił słynnego Ciechana Miodowego to w ogóle niech się szybciutko uda do najbliższego sklepu i niezwłocznie nabędzie–koniecznie :) Polecam! Nie tylko Miodowe!
    Z takich ciekawostek-po śmierci króla naszego Zygmusia Starego jego żona Bona dostała zamek w Ciechanowie, w którym mieszkała dobrych kilka lat. Związana jest z tym pewna legenda–ponoć Bona bardzo lubiła brodzić sobie po kolanka w tej rzeczce. Pewnego razu jakiś rybak pomylił ją z jej służką i skomentował to słowami:„Ale łydy ma, łydy ma”. W ogóle jest wiele pięknym legend związanych z Ciechanowem, sama kiedyś się zdziwiłam, że aż tyle.
    Z miastem związana była Maria Konopnicka (ponoć Dym pisała patrząc na komin cukrowni, zresztą również starej, dziś niestety nieczynnej, straszącej tylko powybijanymi oknami). Z ziemi ciechanowskiej pochodzi również hrabia Zygmunt Krasiński, chyba nie trzeba go przedstawiać(pod Ciechanowem, w Opinogórze znajduje się Muzeum Romantyzmu, bardzo ładny pałacyk, piękny park ze stawami; kilka lat temu wybudowano dwór, w miejscu już nieistniejącego–naprawdę ładnie to wygląda).
    Równie niedaleko znajduje się Gołotczyzna, w której jest Muzeum Pozytywizmu. Z tym miejscem związany jest z kolei Aleksander Świętochowski, pisarz.Zachował się dom, w którym spędził swoje ostatnie lata.

    Plac, na którym znajduje się ratusz, niegdyś był parkiem, dziś niestety nie pozostało nawet jedno stare drzewo (co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe). Wyłożono go kostką, postawiono ławeczki i zrobiono mocno nowoczesną fontannę. Jednak dzięki temu w ciągu lata organizowane są różne imprezy dla mieszkańców starszych i młodszych. Poza tym powstało kilka ‘ogródków’ kawiarnianych. Szkoda mi tylko tych drzew, bo z dzieciństwa pamiętam, że miasto było zielone, dziś mi tego brak. Nieopodal zamku organizowane są z kolei różne koncerty, biwaki historyczne.

    Jeżeli kogoś zaciekawiłam, to zapraszam do Ciechanowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie tylko znam Ciechanów i byłam w nim kilkakrotnie, ale mam tam też serdeczną Przyjaciółkę!

      PS. Wygląda na to, że już wszędzie w Polsce byłam i wszędzie mi się podoba, ale po pierwsze taka już ze mnie niedzisiejsza patriotka, po drugie szukając naście lat mojego Wymarzonego Domku rzeczywiście zjeździłam kraj wzdłuż i wszerz.

      Usuń
    2. No tego się nie spodziewałam! Mam nadzieję, że Ciechanów zrobił pozytywne wrażenie? :o)
      Mimo, że mały i niektórzy narzekają, że eee tam, kicha, nie ma tego czy tamtego, to ja jednak bardzo chętnie wracam do mamusi i mojego Ciechanowa - można złapać oddech po warszawskim pędzie.

      Pozdrawiam serdecznie, aktualnie właśnie z Ciechanowa :o)

      Usuń
  14. A ja zapraszam na wieś, do siebie! :)
    Bo u nas nie ma ani agroturystki, ani hoteli itp.
    Ale za to widoki cudowne.
    Rezerwat Drużno czeka na Panią! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A czy w Lublinie i okolicach już Pani była? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Lublinie, Kochana, to ja sześć lat studiowałam. ;)

      Usuń
  16. Jura Krakowsko-Częstochowska od zawsze urzekała mnie swoją przestronnością, polami i lasami (najczęściej iglaste mieszane z bukowymi), skałami wapiennymi, które w słońcu aż błyszczą na tle błękitnego nieba. Do tego dochodzą zamki (oczywiście najczęściej budowane ze skał wapiennych) oraz urokliwe jeziorka ukryte gdzieś w lasach. Kolejne miejsce, które ukochałam, to Kotlina Kłodzka, Góry Sowie, Karkonosze. Wolę je od Tatr (choć i Tatry kocham miłością szczerą i niezmienną). Do tego dochodzi jeszcze Wisła (miasto Adama Małysza :)) i pyszny pstrąg w jednej z przydrożnych restauracji. Beskid Śląski i Żywiecki też mają swoje tajemnice :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja właśnie kończę czytać drugą Pani książkę Sklepik z niespodzianką "Adela" i już panikuję, że trzeba następne kupować, bo nie znoszę dni w których nie mam co czytać. Na szczęście czeka na mnie jeszcze Lidka :) ale tak się szybko czyta,n że za parę dni już pochłonę obydwie.

    Ja zapraszam do mojego miasteczka do Szczytna. Nie pochodzi się u nas po galeriach handlowych ( bo ich nie ma ) :) ale miasteczko ma swój sympatyczny i urokliwy charakter.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń