wtorek, 11 czerwca 2013

"Bezdomna" okiem... faceta

Cieszy mnie, że powoli do moich książek przekonują się Panowie. Zaczęli po pierwsze przyznawać się, że czytają, po drugie komentować moje wpisy tu na blogu, po trzecie umieszczać swoje opinie na swoich stronach. Oto jedna z nich. Myślę, że warto przeczytać.
(No i muszę zacząć się do Was zwracać "Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy :)

A oto recenzja ze strony kuznia.art.pl

Autor recenzji: Piotr Goszczycki
Życie dziecka a depresja poporodowa
Powieść Katarzyny Michalak to podjęcie bardzo trudnego tematu depresji poporodowej. W odróżnieniu od aborcji i skrajnie różnych poglądów na to przestępstwo oraz celowego (świadomego) morderstwa na niemowlętach to podejście autorki Bezdomnej do tematu jest jak najbardziej na czasie. Książka samoistnie wywołuje dyskusję o tym, czym jest wrażliwość społeczna i co stawia ją przed próbą z etyki. Dyskusja jest o tyle istotna, że jest to wciąż temat tabu, a „to” może dziać się naszej rodzinie, w sąsiedztwie, obok. Czytelnik Bezdomnej zatem otrzymuje jasny przekaz jak niebezpiecznym zjawiskiem jest depresja poporodowa i dopiero teraz potrafi odróżnić ją od morderstwa na dziecku. Choroba ta nazywana również psychozą poporodową jest innym stanem od tego, co dzieje się w głowach kobiet, które z premedytacją zabijają swoje dziecko.
Kinga Król to tytułowa Bezdomna z powieści, którą odnajdujemy wigilijnego wieczoru w śmietniku podczas próby samobójczej, gdy wódką zapijała leki psychotropowe. Próba nie udaje się, ponieważ najpierw przybłąkał się kot, a niebawem samotna dziennikarka przyszła wyrzucić śmieci, postanowiłając przygarnąć opętanego wędrowca wraz z burym kotem.
Z moich wielokrotnych rozmów na temat z płcią piękną wynika, jak wielka jest przepaść pomiędzy myśleniem mężczyzn a działaniem kobiety. Facet, choćby nawet nie wiem jak się starał, nie jest w stanie zrozumieć postępowania kobiet. Widzi je jako nielogiczne, deprymujące. Może jedynie zadawać pytania: dlaczego? Czemu? Po co? Niestety, bez gwarancji uzyskania jakiejkolwiek odpowiedzi. Czy zatem mężczyzna z dużą dozą empatii, z pewną ilością hormonów żeńskich jest w stanie zdać sobie sprawę jak złożone mechanizmy zachodzą  w kobiecie, gotowej zabić swoje (i mężczyzny!) dziecko? Nie. Jedynym moim logicznym wyjaśnieniem tego zjawiska jest bezpieczeństwo potomstwa. Wpływ na taką sytuację – co warto podkreślić – wpływ ma wiele czynników, które skutecznie mogą zapobiec rodzinnej tragedii. Najważniejszym aspektem jest relacja pomiędzy matką a ojcem dziecka. Jeśli facet jest odpowiedzialnym mężczyzną zrobi wszystko, by ochronić kobietę oraz wspólne potomstwo. Jeśli na tej linii są zaburzenia typu niedojrzałości psychicznej, frustracji, czy brak pewności ze strony faceta odnośnie dziecka (nie mam pewności, czy to ja jestem ojcem).
Następnymi osobami, które teoretycznie nie powinny zawieść to rodzice rodzącej matki. W życiu, jak i w praktyce bywa różnie. Nie zawsze rodzice mogą i chcą pomóc. Inny problem stanowią panny z tzw. dobrych domów. Dziewczyny te, które mam na myśli miały nadopiekuńczych rodziców, wszystkie dobra materialne zapewnione i niestety – do końca nie były nauczone życia, nie mają zaszczepionej samodzielności. W momencie, gdy same będą matkami, pojawia się problem, ponieważ nie potrafią sobie same poradzić. Panny z „dobrych domów” są tak samo narażone na niebezpieczeństwo omawianej psychozy. Jest to właśnie prosta droga do zaburzeń psychologicznych, które mogą utrzymać się nawet do sześciu miesięcy po porodzie. W tym przypadku statystyki nie są pobłażliwe i wyraźnie pokazują, jakim matkom można skutecznie pomóc podczas tej przykrej dolegliwości.
Historia  Kingi Król nie jest odosobniona. Dziennikarka Joanna Reszka, ratując dziewczynę od samobójstwa, stara się wyciągnąć od Bezdomnej jej opowieść, traktując ją jako spowiedź, która ma na celu oczyszczenie z winy, oraz powrót dziennikarki na pierwsze strony brukowców. Jakby przy okazji wychodzi na jaw, że usunięcie ciąży przez dziennikarkę (bo dziecko zaszkodziłoby jej w karierze) jest jedynie małym problemem w stosunku  do tego, które przytrafiło się Kindze. W przypadku Bezdomnej ta choroba nie przebiegała łagodnie. Pierwszą osobą, która dorowadzała do tej tragedii nie był jej facet czy rodzice, ale pielęgniarka, która z czystym sumieniem stwierdziła „to normalne” nie rozpoznając pierwszych, poważnych objaw choroby. Już na sali poporodowej wystąpił epizod depresyjny, który pchnął dziewczynę do ukrycia nowonarodzonej dziewczynki w lesie pośród liści i mchu. Następną czynnością było wyrzucenie płaszczyka do rzeki. Ślad po małej Alicji zaginął. Kingę Król oskarżono o morderstwo. Nikt nie zastanowił się, co tak naprawdę stało się kilka tygodni po porodzie. Rodzice wyrzekli się córki i zmienili miejsce stałego zamieszkania.
Opisane losy Kingi Król to doskonały pretekst spojrzenia na relację „chorej” i bezrozumnego ataku społeczeństwa, gdzie dużą rolę odgrywają media. W tym przypadku, historia na pierwszą stronę jest gwarancją sprzedaży, a więc zysków. Wśród kobiet narażonych na silną depresją poporodową na pierwszym miejscu możemy wymienić kobiety po traumatycznych przejściach, które np. wcześniej poroniły lub dokonały aborcji. Powoduje to pewnego rodzaju lęk nad bezpieczeństwem potomstwa. JF. Paulson w czasopiśmie Psychiatry Times w roku 2010 podaje, że depresja poporodowa występuje u 5-25% kobiet i 1-26% mężczyzn. Dla obserwatora z boku przykre jest to, co dzieje się w głowach tych osób. Naukowcy sądzą, że jedynie 10-20% tych wizji może być smutną prawdą, a reszta jest wyłącznie obsesją. W momencie, gdy dochodzi do zabójstwa noworodka, sądy orzekają zwykle łagodne kary, jeśli okaże się, że bezpośrednim powodem zabójstwa były groźne objawy takie jak: urojenia, mania bądź halucynacje. Jeśli do tego wyjdzie, że podejrzana cierpi na chorobę Bleulera (schizofrenia) wówczas jest kierowana bezpośrednio do leczenia. Znany jest mi przypadek, gdy chora na depresję poporodową Matka wolała popełnić samobójstwo, aby tylko dziecko przeżyło. (Kobieta ta, po napisaniu listu, wyskoczyła z 8 piętra.) Najważniejsze, że nie ma społecznego przyzwolenia na jakąkolwiek śmierć dziecka.
W książce Katarzyny Michalak tytułowa Kinga była pół roku w szpitalu psychiatrycznym. Po tym czasie jednak nie wróciła na dobre do społeczeństwa. Została obłąkaną bezdomną, która musi odszukać swoje dziecko i pragnie zakończyć swój żywot. Moim zdaniem autorka genialne pokazuje postępowanie Tej, która ukryła swoje dziecko w lesie przed obawą, że jej córeczka jest potrzeba jako dawczyni organów dla rosyjskiej mafii. Co ważniejsze, schemat, w jakim toczy się akcja książki jest prawdopodobny. Istotne w tym wszystkim to nie osadzenie fabuły, ale pokazanie funkcjonowania poszczególnych osób. Jest to celowy zabieg autorki, aby czytelnik (zwłaszcza kobiety) mogły w odbiorze łatwiej identyfikować się z bohaterką książki. Służy to rozeznaniu dobra i zła. Nie uwalnia sumienia, ale bardzo trafnie pokazuje problem psychozy poporodowej. Przesłaniem Bezdomnej jest w przyszłości ocalenie chociaż jednej matki, chociaż jednego dziecka.
Bezdomna to opowieść pisana poniekąd jak pamiętnik, aby poszczególne relacje można było poznać od trzech różnych osób. W wyniku działań dziennikarki odnajduje się bowiem ojciec dziecka, który na wieść o maleństwie stchórzył i wyjechał z kraju. Wśród skomplikowanych i dramatycznych relacji rodzinnych łatwo jest się odnaleźć. Skrajne emocje, które towarzyszą bohaterom powodują, że nie ma sposobu na przerwanie i odłożenie książki na bok. Tę historię trzeba rozwiązać samemu do końca. Wbrew oczekiwaniom - czy jakimkolwiek instynktom - nie można w pełni przewidzieć zakończenia powieści. Po lekturze czuję pewien niedosyt (co prowadzi do wymiany emocji, dyskusji). Chciałoby się, aby... akcja toczyła się dalej. Książka porusza do tego stopnia, że każdy myślący człowiek na temat aborcji, depresji poporodowej chciałby wtrącić swoje trzy grosze, być może opowiedzieć własną historię. W takiej sytuacji wypada o książce rozmawiać. Dzielić się swoimi spostrzeżeniami, roznosić ją jak ważną nowinę, tylko po to, aby komuś w ten sposób pomóc, ocalić.
Reasumując, Bezdomna to współczesna opowieść, która może przytrafić się rodzinie z sąsiedztwa czy znajomym w pracy. Warto zatem wiedzieć, jak można zapobiec jakiemuś nieszczęściu. Ważne jest przy tym, aby mówić, wyrażać swoje opinie. W takich sytuacjach nie wolno nam bezpodstawnie oskarżać, powierzchownie oceniać postępowania, czy krytykować chore kobiety. Wynika to z prostego przysłowia – jeśli nie możemy pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzajmy. Jeśli nie wiadomo, co można w takiej sytuacji myśleć, wówczas trzeba o tym poczytać. Bezdomna Katarzyny Michalak jest książką ważną na drodze do zrozumienia i poszanowania drugiego człowieka.
Katarzyna Michalak, Bezdomna, Wyd. Znak, Kraków 2013.

1 komentarz: