niedziela, 29 grudnia 2013

Od stycznia do grudnia, czyli działo się, oj działo...

Nim rozpocznę nowy rok wpisem o postanowieniach noworocznych (wierzę w nie święcie i co roku postanawiam), krótkie podsumowanie roku 2013.


Styczeń: przełamałam się i napisałam "Mistrza" - thriller erotyczny. Dodam, że wbrew moim obawom bardzo dobrze przez Was przyjęty. Zaskoczyłam Was, zaskoczyłam siebie. Teraz już nic nas nie zaskoczy, no nie?

Luty: premiera "Sklepiku z Niespodzianką. Lidki", a chwilę później ogromna radość i zaskoczenie: Lidzia otrzyma od Was tytuł "Najlepszej książki na wiosnę"!

Marzec: zima trzyma i będzie trzymać do końca kwietnia (tak było, pamiętacie?), sikorki pochłaniają dwudziesty kilogram ziaren słonecznika (dwudziesty w tym sezonie).

Kwiecień: nadal zima, już nie mogę wytrzymać, przygotowałam kawałek ogródka i zamówiłam pierwsze krzaczki róż. Będzie pięknie. Kiedyś.

Maj: premiera "Bezdomnej", książki, która wykończyła mnie psychicznie, fizycznie i emocjonalnie, bardzo ważnej książki, ostrej, trudnej, kontrowersyjnej i... równie dobrze przez Was przyjętej (może nawet lepiej) jak "Mistrz". Niniejszym z szufladki "Autorka literatury kobiecej" zostaję przeniesiona do szufladki przestronnej "Autorka wszechstronna".

Czerwiec: Zauważyły mnie (czy raczej "Bezdomną") media, ale że nie mam parcia na szkło i coraz bardziej cenię "polską wieś spokojną", wycofałam się do mojego azylu. Piszę.

Lipiec: jest cudnie! Róże kwitną! Kocham moje róże! W szczególności wspaniałą Erotikę, prześliczną Aquarellę i zniewalającą pięknem i aromatem Lady Emmę Hamilton. Jak dla mnie rok mógłby się składać z dwunastu lipców.

Sierpień: płaczecie nad "W imię miłości" i losami Ani z Jabłoniowego Wzgórza - ta książka jako pierwsza zostanie pół roku później przetłumaczona na język angielski, ale o tym ciiicho sza!

Wrzesień: cierpię. Choć róże nadal kwitną, wiem, że zbliża się jesień. Więc cierpię. Jedyną pociechą jest "Przepis na szczęście" i ciasto Kocham Cię. Odkryłam Hotel Branicki i Białystok. Dobrze mi tam.

Październik: to o czym marzyłam wiele, wiele lat - ukochana "Gra o Ferrin" w pięknym wydaniu. Następne tomy przygotowywane do druku. Trailer powstał. Jestem szczęśliwa.

Listopad: i rozgrzewający serce, także przepiękną okładką, "Ogród Kamili". Lubię tę książkę, otwierającą nową serię i mam duże nadzieje z nią związane. Ach ten Łukasz...

Grudzień: Święta, Wigilia, kolędowanie w gronie najbliższych. No i piękna wiosna tej zimy... A przede mną nowy, wspaniale się zapowiadający rok 2014. Już się nie mogę doczekać!

Najlepszy film jaki obejrzałam w 2013: "Życie Pi".
Najlepsza książka: "Dowód. Prawdziwa historia..." (oraz "Gra Anioła" po raz chyba czwarty).
Najlepsza muzyka: "Heart of Courage" Two Steps From Hell.
Najlepszy zakup: płot.
Najlepszy rok z dotychczasowych: 2013.
Najlepsza wiadomość owego 2013: jestem pisarką międzynarodową. Podwójną!

A u Was, dziewczęta, cóż fajnego się zadziało przez ostatnie dwanaście miesięcy?
Już za parę dni strona zmieni wystrój, domyślacie się na jaki? :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Moje Czytelniczki, moi Przyjaciele

Tutaj poniżej, na zdjęciu, wzruszające dowody sympatii i tego, że o mnie pamiętacie, jakie dostałam w ciągu roku: prezenty od Obłoczki, Pauli, Violi, Al, Wydawnictwa Filia, moich Koleżanek-Pisarek (Agnieszki, Gabrysi i Renatki), a także dużo, dużo kartek z najprzeróżniejszych okazji: święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc, imieniny, urodziny, ale także pocztówki z wakacji (jedna nawet z Portugalii) i... tak, tak, dużo kartek dla Patisia. Są wśród Was takie, co pamiętają nie tylko o moich urodzinach, ale i o jego!

Niektóre z Was, wraz kartkami z okazji świąt Bożego Narodzenia, przysyłają mi nawet opłatek, co zawsze bardzo mnie wzrusza.

Jesteście po prostu NIESAMOWITE.


Naprawdę każdemu pisarzowi życzyłabym takich Czytelników. I Wydawców. Nigdy nie zapomnę moich ostatnich urodzi, kiedy to wielki bukiet róż i prezent od Wydawnictwa Znak dogonił mnie na stacji Łochów, gdy jechałam pociągiem do Białegostoku. Poczta kwiatowa podjechała na stację i dosłownie przez okno wręczyła mi róże i paczkę z prezentem. :)) Byłam.... bardzo zaskoczona. I uradowana.

A jeszcze bardziej, gdy dzięki Wam zdobyłam najcenniejszą nagrodę: Najlepszą Książkę na Wiosnę dla "Sklepiku z Niespodzianką. Lidki" wybraną głosami internautów w konkursie Granice.pl.

Jak co roku chcę Wam życzyć, moi kochani, tego bez czego życie nie ma sensu: miłości, spokoju i poczucia bezpieczeństwa, zdrowia - również dla Waszych Najbliższych - i w końcu... spełnienia marzeń. Tak, nawet tych, które wydawały się Wam do niedawna nie do osiągnięcia. Nadal pozostaję przykładem, że marzenia się spełniają, trzeba tylko odwagi i determinacji, by po nie sięgnąć. I to jest to, czego Wam jeszcze życzę: odwagi i determinacji. A sięgniecie gwiazd.

Do zobaczenia, moi mili, w Nowym Roku, kiedy to opowiem Wam o moich postanowieniach noworocznych.

A na koniec pytanie, również zadawane co roku: Kim jesteś, moja Czytelniczko, mój Czytelniku?
Napiszcie o sobie kilka słów, z ogromną przyjemnością Was poznam.

Pozdrawiam Was najserdeczniej.

wtorek, 17 grudnia 2013

Okładka - którą wybrać?

Nic mnie tak nie cieszy, nawet Święta, co fakt, że już za niecały tydzień dnia zacznie przybywać. Wiem, że zima mnie jeszcze zaskoczy, na pewno będzie mróz i śnieg (a może nie?), ale to że dnie będą dłuższe normalnie sprawia, że daje się żyć. A skoro do wiosny jest coraz bliżej, a wraz z nią zawitamy ponownie na uliczkę Leśnych Dzwonków w Milanówku, do Kamili i Gosi, mam do Was ważne pytanie: jeśli seria kwiatowa miałaby się kończyć na drugim tomie, którą okładkę powinnam wybrać: różową, czy zieloną?

Która Wam się bardziej podoba?


Przed "Zaciszem Gosi" dostaniecie do rąk własnych "Czarnego Księcia" - tutaj pierwsza recenzja!  i przepięknie wydany "Powrót do Ferrinu". Jest na co czekać. Bardzo jestem ciekawa jak tym nowym dzieciąteczkom się powiedzie...

A teraz już proszę o Wasze opinie na temat okładek.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

"Czarny Książę" napisał się!


Haha, "sam" się napisał...

Powiem Wam, dziewczyny, że nie żyję. Ale skoro książki będą się ukazywać w terminie, to chyba nie robi Wam różnicy?

Nie żyję zaś, bo jestem 11 ofiarą seryjnego mordercy, buszującego na kartach mojej najnowszej powieści (choć jeszcze nie "najmłodszej" - ten tytuł rezerwuję dla pozycji wydanych). Niesamowicie mnie wyczerpała ta książka, emocjonalnie i psychicznie, i chciałabym teraz napisać, że robię sobie krótkie (albo długie) wakacje, ale nic z tego, bo czeka pilna redakcja "Powrotu do Ferrinu" (luty) i "Zacisze Gosi" czyli II tom serii kwiatowej (marzec/kwiecień). 

Tak więc żegnam się na razie z Wami tutaj i wracam do Ferrinu, a Wy sobie poczytajcie początek "Czarnego Księcia". 

Będziecie miały jako takie pojęcie "z czym to się je", choć podejrzewam, że w styczniu znów Was zaskoczę.

Endżoj!!

czwartek, 5 grudnia 2013

Grudzień miesiącem prezentów!

A oto moje cztery propozycje podchoinkowe:

1. "Ogród Kamili" - moja najmłodsza, pierwszy tom trylogii kwiatowej.


Tak o "Kamilce" pisze Marta: Muszę przyznać, ta powieść jest nie na moje nerwy, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. ;-) Pani Kasia targa emocjami czytelników jak tylko może. To NAJLEPSZA książka, którą w życiu przeczytałam! Na początku było spokojnie - pozornie spokojnie - by wraz ze stronicami "Ogrodu..." akcja rozwinęła się na tyle, że bałam się o zawał serca. Takiej burzy uczuć podczas czytania jeszcze nie miałam. Z niecierpliwością czekam na "Zacisze Gosi" i "Przystań Julii" Aż nie mogę się doczekać! Już zacieram na nie ręce. :D

A tak Cyrysia: Czy polecam „Ogród Kamili”? Po tysiąckroć tak! Katarzyna Michalak kolejny raz rozpaliła iskrę w ognisku mojego serca. Pozwoliła mi uwierzyć, że można iść przez życie nie tylko marząc o miłości, ale i być kochaną oraz pokazała, jak spośród najczarniejszych chmur pochwycić promyk słońca. Nie przegapcie tej wyjątkowej lektury. Ja jestem bardzo zadowolona, wy też na pewno się nie zawiedziecie.

2. "Gra o Ferrin" - moja pierworodna, którą darzę szczególnym sentymentem (jak to pierworodną).

Tak o "Grze" pisze Tala: Na każde wspomnienie lektury tej książki, w głowie kołacze mi się jedna myśl: „O mamo! Ja chcę więcej!”. Nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko czekać do lutego, a Was zachęcać na każdym kroku do zapoznania się z tą historią.

A tak Jamppa: Wreszcie dobra powieść fantasy polskiej autorki. Doskonale zbudowany fantastyczny świat Ferrinu stał się całą moją rzeczywistością, a niesamowite postaci jedynymi moimi towarzyszami - na czas lektury przeniosłam się do świata wykreowanego przez Katarzynę Michalak. Od dziś jestem Jej fanem! Gorąco polecam!

3. "Przepis na szczęście" - bardzo dopieszczona książka kucharska z czterema opowiadaniami i uroczym notesikiem na rodzinne przepisy.


Tak o "Przepisie" pisze Sylwia_85: "Przepis na szczęście" ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną. Oczywiście książkę oceniam na 6, ale w moim odczuciu jest poza jakąkolwiek skalą, bo autorka przywołała mnóstwo ciepłych wspomnień i znów stałam się małą dziewczynką, krzątająca się tuż obok mamy. Dziękuję.

A tak Ekspert Empiku Marlena Rychcik: Ta autorka nie zawodzi swoich czytelniczek! Bogusia z Pogodnej, Ewa z Poziomki, Liliana z Nadziei i Danusia z Wiśniowego Dworku powracają, by przekazać nam swoje mądrości i "nie-mądrości" życiowe. Jest radość, są i łzy. Jest miłość i są emocje. Wszystko w jednej cudownej książce, która zawiera nie tyle przepisy na cudownie aromatyczne potrawy, co przepisy na życie. Pozycja godna polecenia każdej kobiecie!

4. "Sklepik z Niespodzianką - Trylogia" seria, którą polecam, gdy ktoś pyta "Od czego mam zacząć przygodę z pani książkami?"


Tak o "Sklepiku" pisze Zdzicha: Na TĄ Michalak trafiłam przypadkiem. Czasami szukam tak bezmyślnie po necie fajnych książek do przeczytania. Córka została wydelegowana do specjalnego oddziału biblioteki, w której coś mieli i przytachała mamusi od razu 7 sztuk. "Sklepik" i "Owocową" Zaczęłam od Sklepiku i tyle mnie widzieli. Czytałam wszędzie, w samochodzie do pracy i z pracy, w toalecie, gotując, odpoczywając, w łóżku przed snem. Półtora tygodnia i wszystkie siedem przeczytane. No i składam zażalenie do TEJ Michalak: jakiem prawem te książki są takie krótkie no i że w ogóle się kończą.

A tak pisze Diunam: Och… mam wielki problem z tą książką. Skończyła się, a ja chcę jeszcze, JESZCZE! Pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Katarzyny Michalak i to trochę tak od końca, bo zaczęłam od jej najnowszej powieści „Sklepik z Niespodzianką Bogusia”, ale już wiem, że będę do jej książek wracała i z niecierpliwością czekała na następne, bo to po prostu moje klimaty.

Serdecznie dziękuję Czytelniczkom, których recenzje (lub fragmenty) zacytowałam. Kochane jesteście!

A Was bardzo,bardzo zachęcam do sprezentowania Mamie, Babci, Córce, Siostrze, Narzeczonej, Żonie, czy Przyjaciółce którejś z powyższych propozycji (albo wszystkich czterech), natomiast Panom może spodobać się "Gra o Ferrin". No i "Mistrz". ;)

Wszystkie są wydane przepięknie i naprawdę nadają się na prezent. Choć gdybym miała wybrać jedną, nie wiem, którą bym wskazała - z każdą jestem związana emocjonalnie i tyle.

W grudniu będę częściej offline, niż online, bo mam sporo pracy (Wydawca już się dopomina o II tom serii kwiatowej, czyli "Zacisze Gosi", a tu jeszcze dwie książki trzeba przygotować do premiery ("Czarny Książę" - 15 stycznia i "Powrót do Ferrinu" - luty), ale w styczniu postanowiłam nieco zwolnić. Haha, już to widzę... ;)

Na pewno spotkamy się jeszcze przed Świętami, bo złożę Wam życzenia bożonarodzeniowe.

See You!

sobota, 30 listopada 2013

Ha! Jestem podwójną pisarką międzynarodową!

I tym razem dołożę nową zakładkę w górze strony na wydania zagraniczne, może ktoś, kto chce poczytać powieść w swoim rodzimym języku, znajdzie tam coś dla siebie?

Dziś otrzymałam długo oczekiwane potwierdzenie od Filii, wydawcy "Nadziei", że moja śliweczka w czekoladzie zostanie wydana... no gdzie...? W Wietnamie! Nigdy bym się nie spodziewała, że w tak egzotycznym dla nas kraju znajdzie się ktoś, kto zechce wydać tak egzotyczną dla nich książkę, a jednak! Z drugiej stronie w Polsce istnieje największa... hmm... wietnamia (skoro za granicami Polski mieszka polonia, to za granicami Wietnamu - wietnamia, no nie? ;), więc Wietnamczykom powieść polska może się podobać. Tak sobie tłumaczę zainteresowanie moją twórczością.

Przy okazji wietnamskiej "Nadziei" (normalnie nadal nie mogę w to uwierzyć) przybliżyłam sobie tamten kraj i Wy zerknijcie choćby do Wikipedii: piękne miejsce, naprawdę wspaniałe. Może zostanę zaproszona na tournee po Wietnamie i zobaczę ten niesamowity kraj na własne oczy?

Na razie czekam na "Nadzieję", czyli po wietnamsku "Mong" - bardzo jestem ciekawa, czy zachowają oryginalną okładkę i jak brzmią pierwsze akapity po wietnamsku.

A tutaj poniżej już dwie moje "córeczki", które ruszyły na podbój wielkiego świata...


Ciekawe, czy zgadniecie, jakie teraz książki (trzy tytuły) są szykowane za granicę i do jakich krajów?

Tytuł pierwszego rozdziału "Nadziei" - "Mała samotna dziewczynka" brzmi po wietnamsku: "Nhỏcô đơn cô gái". :)))

czwartek, 28 listopada 2013

Trailer "Gry o Ferrin" - czyli cieszę się jak dziecko!


Ile razy przymierzałam się do trailera Kronik Ferrinu? Trzy? Cztery? Na szczęście się w końcu nie przymierzyłam i oddałam go w bardziej profesjonalne ręce, bo sama na pewno nie osiągnęłabym takiego efektu, jaki osiągnął Staszek Mąderek, autor kultowych "Stars in black".

O Ferrinie rozmawialiśmy od roku 2004, wtedy to ukończyłam scenariusz filmu pełnometrażowego, który przeczytał i zopiniował właśnie Staszek. Jego zdanie było krótkie, acz treściwe: "Kasia, nikt ci nie da kilkunastu milionów na ten film, napisz lepiej książkę" i tak oto powstała powieść "Gra o Ferrin", po niej "Poczekajka" i... dziś jestem pisarką. Wygląda na to, że zawdzięczam to poniekąd Staszkowi!

Wracając do trailera: jestem naprawdę pełna podziwu, że jeden człowiek (choć diabelnie zdolny i pracowity) w miesiąc dokonał czegoś takiego. Wystarczy wspomnieć, że wszystkie sceny plenerowe - Cztery Wodospady, Tartar, czy wreszcie walka w kręgu ognia - były kręcone... na sali gimnastycznej poznańskiej podstawówki - by docenić ilość pracy włożonej w ten półtoraminutowy film. Niektóre sceny generowane były od zera, lwianka również i to dokładnie taka, jaką opisałam w książce: skrzydlata, srebrzysta w grafitowe prążki i kropki :). I to w jeden miesiąc przez jednego faceta...! Ludzie z branży informatycznej i filmowej, którzy widzieli ten trailer, stwierdzili krótko: "Szacun!" i to Staszkowi niniejszym przekazuję.

Oczywiście wyobrażenia Wasze, i nawet moje, mijają się pewnie z wersją reżysera, ale tak to już jest. Czytamy to samo zdanie, ten sam opis i widzimy zupełnie co innego. Więcej! Widzimy to samo, a opisujemy zupełnie inaczej! Myślę jednak, że jak na tak skromny budżet i tak krótki czas, film jest świetny. I widząc jak moja wizja została z kart książki przeniesiona "do realu", cieszę się jak dziecko.

Raz jeszcze dziękuję osobom grającym w tym trailerze, Staszkowi za całokształt, Wydawcy za współfinansowanie, a w końcu Kayanisowi za obłędną muzykę. Bez niej Ferrin nie byłby Ferrinem.

Teraz zapraszam do oglądania.

I na koniec: wiem, wiem, Anaela ma za krótkie włosy, ale w ostatnim tomie Kronik na rozkaz Sellinarisa zostały ścięte przed chłostą i nie zdążyły odrosnąć. Myślę, że do filmu pełnometrażowego odrosną spokojnie. ;)

PS. Zupełnie niesamowite jest przechodzenie Sellinarisa podczas walki przez płomienie. Ile pracy nad każdą klatką to wymagało!!

PS2. Pojawienie się Sariska... :_)

środa, 27 listopada 2013

Dziś o zmianach, za to już jutro........!

Znudziło mi się w tych brzózkach. Owszem, lubię brzozy, a nawet kocham i przytulam się do nich, by nabrać energii do zmagań z Losem, ale... zmieniłam się przez te trzy lata, jakie minęły od poprzedniej sesji zdjęciowej. Nie wiem jak to możliwe, lecz odmłodniałam. Może nie na ciele, ale duchem na pewno. Jestem radośniejsza, szczęśliwsza i spokojniejsza, a to wszystko dzięki Patisiowi i... moim Czytelniczkom, czyli Wam.
Postanowiłam więc dopasować imidż do nastroju i oto nowa ja.


Zdjęcie zostało zrobione w Białymstoku, w moim ulubionym Hotelu Branicki przez zdolnego fotografa pana Przemysława Sejwę, a asystował przy tej sesji pan Piotr, któremu zawdzięczam nową fryzurkę.
Mam nadzieję, że jestem jednak do tamtej z brzózek podobna i nie będziecie miały wątpliwości, biorąc do ręki nową książkę, że ja to ja? :)

JUŻ JUTRO ferrinowa niespodzianka i zmiany w planie wydawniczym na najbliższe miesiące (nie polubicie mnie za nie, oj nie), a dziś proszę jeszcze o głosowanie w II turze konkursu "Najlepsza książka na zimę" i "Najlepsza książka na Gwiazdkę" na "Ogród Kamili". Powiem Wam, że książka w twardej okładce wygląda zjawiskowo i zgadzam się z opinią Wydawcy, że to najpiękniejsze wydanie ze wszystkich dotychczasowych. Na prezent idealne (i sama chyba kilka zakupię).

Po prawej stronie nowa miniankieta pt. "Czy lubisz zimę?" Oczywiście traktuję ją z przymrużeniem oka, ale wierzę, że będziecie radośnie głosować. Ankiety biją rekordy popularności i są pilnie śledzone przez wszystkich zainteresowanych. W zakończonej przed kilkoma dniami ankiecie "Jak zaczęła się Twoja przygoda z moimi książkami?" padła rekordowa liczba głosów, bo aż 849. Najwięcej z nich, 181 głosów, czyli 21%, otrzymały dwie odpowiedzi: "poleciła mi książkę przyjaciółka/mama/siostra/córka oraz "inaczej". Dziękuję za Wasze głosy! Wracając do zimy: w tym roku jestem na nią lepiej przygotowana niż rok wcześniej - ekogroszek jest, gałęzie przycięte, zapasy na tydzień są, odśnieżarka będzie lada moment, ziarno dla sikorek przygotowane (i już pochłaniane przez stada głodomorów). Jedyne, czego nie ma, to radości, że nadchodzi owa zima, ale jestem wybitnie ciepłolubna i wolę +30 niż -10.

Przygotowuję wpis "Przepis na szczęście" - ale tym razem nie o książce pod tym tytułem, a o moich przemyśleniach i sposobach na owo. Jak co roku przymierzam się też do artykuliku "Moje Czytelniczki", bo nazbierało się prezentów i kartek, za które chcę Wam podziękować.

Do przeczytania więc. Ja wracam do tajemniczego Miasta, gdzie wciąż ktoś ginie, czyli "Czarny Książę" pisze się!

Wypatrujcie ferrinowej niespodzianki, głosujcie w konkursie, a Magdalenę S. powtórnie proszę o adres!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Katarzynkowe życzenia

Drodzy moi, wczoraj dostałam do Wydawcy zebrane w jeden plik życzenia imieninowe. Piętnaście stron! Ależ było mi ciepło na sercu, czytając dobre słowa od Was.... A jak było trudno wybrać dwadzieścia!

Do zwycięzców zgłosi się Wydawca z prośbą o adres z prośbą o adres do wysyłki "Ogrodu Kamili" a do trzech innych z zaproszeniem na kolację.

piątek, 15 listopada 2013

Ha! Jestem pisarką międzynarodową!

Długo trzymałam tę informację w tajemnicy, żeby nie zapeszyć, ale dziś mogę ogłosić, że "Rok w Poziomce" (czyli "God w Romaszkie" - bardzo jestem ciekawa, czy tytuł i okładka będą właśnie takie) zostanie wydany w Rosji przez jedno z największych (jeśli nie największe) rosyjskich wydawnictw, natomiast z innym krajem jest negocjowana umowa o "Nadzieję". A to dopiero początek, bo wiem, że pewną drogą memu sercu książką są zainteresowani w jeszcze innej stronie świata, natomiast kolejną zupełnie gdzie indziej. A przecież mam tych książek osiemnaście! (A jeśli liczyć wszystkie napisane, to 22). Dzieje się, Dziewczęta, ja Wam mówię...

Cieszę się, że Wydawcy, nasi krajowi, na tyle uwierzyli w moje książki, żeby prezentować je poza granicami. Bardzom ciekawa, dokąd zawędrują...

Następnym krokiem będzie scenariusz, bo ja marzenia o ekranizacji nie odpuszczę (nie byłabym sobą, gdybym odpuściła), ale to już nie w tym roku i nie w przyszłym. Choć kto wie...?

Minikonkurs ogłoszony na stronie Klubu Miłośników Książek Moich wygrywa Jolanta Prusakowska, bo zgadła, że "Rok w Poziomce", Rosja, i "Nadzieja", drugiego kraju, dopóki nie zostanie podpisana umowa na razie nie zdradzę. Jola, gratuluję!!!

A ponieważ dobrych wiadomości nigdy za wiele, oto "najmłodsza" po zaledwie tygodniu od premiery na 14. miejscu Top40 Empiku.

środa, 13 listopada 2013

Nadchodzi czas prezentów...

Zaszyłam się w leśnej głuszy, więc nie wiem, czy w metropoliach już słychać "Last Christmas, aj giw ju maj hart", ale po katalogach świątecznych takiego empiku podejrzewam, że słychać. Spieszę więc donieść, że w tym roku moi Wydawcy kochani (no i ja rzecz jasna) przygotowali dla Was piękne prezenty.

Oto jeden z nich, naprawdę ślicznie oprawiony. "Przepisik na szczęście" z uroczym dodatkiem - "Nastrojowym notesem na rodzinne przepisy". Mnie bardzo się podoba, mojej rodzinie i rodzinie Wydawcy, która natychmiast zakupiła odpowiednią ilość sztuk na prezenty, również. Jeden egzemplarz tego wyjątkowego prezentu przekazuję Klubowi Miłośników Książek Moich i na koniec ważna informacja: "Przepis na szczęście" z notesem będzie dostępny tylko w salonach Empik i na empik.com w ograniczonej ilości sztuk. Zachęcam do kupowania, póki jest!


Prezent przygotowała również Nasza Księgarnia: "Sklepik z Niespodzianką. Trylogia". Ładnie oprawiony w pudełeczko i zafoliowany. Można go kupić w księgarniach wysyłkowych i mam nadzieję że również w salonach. (Mam nadzieję, ale nie mam takich informacji - jeśli ktoś widział, niech da znać).


Pięknym prezentem będzie również "Gra o Ferrin" w nowej szatce. Zdjęcie to zdjęcie, ale wierzcie mi, że na żywo prezentuje się zachwycająco.




O "Ogrodzie Kamili" będzie jutro nowy wpis, bo mam dla Was dobre wiadomości!

A więc do przeczytania!

PS. Dziś o 5 nad ranem skończyłam dopieszczać "Powrót do Ferrinu" i wracam na ciemne ulice pewnego miasta, gdzie - owszem, spaceruje Czarny Książę, ale też giną młode kobiety.

poniedziałek, 11 listopada 2013

"Powrót do Ferrinu" blisko, coraz bliżej

Pewnie nie zgadłybyście, że pracuję teraz nad "Powrotem", zamiast pracowicie snuć intrygę w "Czarnym Księciu", ale od gotyckich kryminałów erotycznych, choćby nie wiem jak były przyjemne, też trzeba odpocząć. A że Wydawca przysłał mój ukochany Ferrinek po pierwszej redakcji, by był gotowy na luty... Muszę Wam powiedzieć, że z ogromną przyjemnością wsiąkłam z powrotem w tamten świat. Do tego stopnia, że chętnie bym tam została i wcale nie chce mi się wracać. Dopieszczam więc go, szlifuję, dopisuję i skreślam, parskając co parę stron śmiechem (ten Saris i jego teksty, no normalnie...), ale nie tylko dlatego pojawia się dzisiaj ten wpis. Otóż już niedługo Wielka Ferrińska Niespodzianka! I tak jak nie mogę się już doczekać, aż drugi tom pojawi się w księgarniach w tej wspaniałej zielono-złotej okładce, tak tej Niespodzianki również nie.

Z wieści Poziomkowych: wyobrażacie sobie, że jest niemal połowa listopada, a jedna z moich róż nadal kwitnie?! Wprawdzie powinna być złoto-różowa, a jest niemal biała, ale i tak mnie wzruszyła swoim oddaniem. Uwaga: pięknie pachnie!

W karmniku rozpoczął się sezon na słonecznik. Panuje ruch jak na dworcu. Sikorki, kowaliki, czyżyki, grubodzioby... wszystkie moje skrzydlate pieszczoszki przypomniały sobie o darmowej, suto zaopatrzonej stołówce. I Wy pamiętajcie o nich! Zbliża się zima, wszystko jedno, czy sroga, czy łagodna, nie żałujmy ptakom paru garści (dziennie) łuskanego słonecznika. I tak wystarczająco im ciężko w tym coraz dziwniejszym świecie.

Wracam do Ferrinu. Tam panuje wieczne lato...

piątek, 8 listopada 2013

Już jest! Moja "najmłodsza" - "Ogród Kamili"


Jak w tytule postu - "Ogród Kamili" zawitał dziś do księgarń w całej Polsce.

Mam nadzieję, że pierwszy tom serii kwiatowej, któremu oddałam, podobnie jak każdej swojej książce, całe serce, ucieszy Was tak, jak ucieszył mnie. I przypomni o tym, co jest w życiu naprawdę ważne: przyjaźń, wiara, że marzenia się spełniają i... przebaczenie. Ne tylko tym, przez których zostaliśmy skrzywdzeni, ale i samym sobie. Bo "Ogród" to przede wszystkim opowieść o przebaczeniu. Mam nadzieję, że między wierszami tej książki odnajdziecie uniwersalne prawdy, które jak zawsze starałam się Wam przekazać.

A teraz mam prośbę: powiedzcie mi, jak "Ogród" eksponowany jest w Empikach, Matrasach i innych księgarniach.

Czy macie już moją "najmłodszą"? A może już jesteście po lekturze "Ogrodu"? Jak Wam się podoba?

Do przeczytania!

wtorek, 5 listopada 2013

Dwie fajne recki

Dostałam link do recenzji, która naprawdę mnie rozbawiła (i ucieszyła oczywiście - Kawusiu, dziękuję!). Przeczytawszy ostatnie zdanie musiałam sprawdzić, czy rzeczywiście jestem pieprzonym MISTRZEM i... ekhm... jeśli już, to mistrzynią. Jak do tej pory nic mi nie wyrosło. ;D

Kawusia pisze:

"Od przeczytania tej książki minęły już trzy dni, a ja wciąż nie mogę się pozbierać do kupy.

Jeszcze nigdy w życiu nie czytałam takiej książki, ale już wiem że:

NIENAWIDZĘ TAKICH KSIĄŻEK!!! 

Kiedy zaczęłam ją czytać, a było to krótko po śniadaniu, przepadłam na amen!

Gdyby w przeszłości nie wymyślono Viagry, to ta powieść spokojnie by ją zastąpiła i to na pewno z lepszym skutkiem dla wątroby.

Fakt, książka naszpikowana jest seksem, ale to nie jest jakiś tam pornos.

Akcja trzyma człowieka za serce i feromony do ostatniej strony!

Każda kolejna strona pochłaniała mnie coraz bardziej i bardziej, świat rzeczywisty przestawał istnieć. Nie odłożyłam książki nawet w trakcie gotowania obiadu (oj było gorąco), ani podczas konsumpcji ... posiłku oczywiście.

Cały tłum ludzi, z którymi na ogół codziennie przypadło mi żyć, nagle przestał istnieć, bo przecież książka była ważniejsza ... w tej chwili.

Niestety, chwile bywają ulotne, wieczorem nie było już co czytać, bo za szybko książka się skończyła.

· Jeśli zdarzyło ci się w życiu oceniać ludzi po pozorach? Nie sięgaj po tą książkę!

· Jeśli postanowiłeś/łaś żyć w celibacie lub należysz do tej marnej namiastki ludzi którzy usilnie twierdzą, że są już w takim wieku, iż seks mógłby już dla nich nie istnieć? Nie czytaj tej książki.

Pani Kasiu... Jest pani Mistrzem... pieprzonym Mistrzem!!!! 

Proszę o więcej takich książek!!!!"

A oto fragment recenzji "Ogrodu Kamili", który dał mi dużo radości i nadziei, że książka Wam się spodoba (dziękuję Autorce recenzji za przemiłe słowa!).

Marta pisze:

"Muszę przyznać, ta powieść jest nie na moje nerwy, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. ;-) Pani Kasia targa emocjami czytelników jak tylko może. To NAJLEPSZA książka, którą w życiu przeczytałam! Na początku było spokojnie - pozornie spokojnie - by wraz ze stronicami "Ogrodu..." akcja rozwinęła się na tyle, że bałam się o zawał serca. Takiej burzy uczuć podczas czytania jeszcze nie miałam. Z niecierpliwością czekam na "Zacisze Gosi" i "Przystań Julii" Aż nie mogę się doczekać! Już zacieram na nie ręce :D"

Na koniec chciałabym Was uspokoić: zakończenie "Ogrodu" jest nie tyle otwarte, byście mogły dopisać sobie własne, co jest to wstęp do następnego tomu. Będzie rozwiązanie wszystkich zagadek, spokojnie. A że w kulminacyjnym punkcie "Ogród" się kończy... Znacie mnie i wiecie, że lubię podkręcić atmosferę. ;D

piątek, 1 listopada 2013

Zmiany są dobre

Jak Wam się podoba nowy wystrój strony? Na mnie ten wrzosowy fiolet działa kojąco... Ale jeszcze bardziej tęsknię do wiosny.

Obok przybyła nowa ankieta, której wyników jestem bardzo ciekawa. Wydawcy podglądają wyniki poprzedniej. Ciekawe, czy księgarnie i portale książkowe będą śledziły Wasze głosowanie w tej nowej: Gdzie kupujesz książki? Możecie oddawać kilka głosów, bo przecież kupujecie w kilku miejscach.

Dziś Święto Zmarłych, a ja czytam akurat odpowiednią lekturę:


Są to relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną oraz komentarz autora. Nie wiem, jak Wam, ale mi takie książki dają dużo otuchy...

środa, 30 października 2013

Katarzynki, czyli konkurs...


Ha! I Was zaskoczyłam! To nie będzie konkurs, w którym do wygrania jest paczka pierniczków, lecz coś znacznie fajniejszego! Wydawca - w związku ze zbliżającą się premierą "Ogrodu" - wpadł na odlotowy pomysł: TUTAJ są szczegóły Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać jego rozwiązania, bo główna nagroda - spotkanie z trzema z Was - będzie wspaniała. Już to wiem. Na dodatek wiem, gdzie ta kolacja się odbędzie i podwójnie nie mogę się doczekać!

Zapraszam Was do udziału w Konkursie Imieninowym i dodam, że nagrody pocieszenia są równie zacne.

Endżoj!

wtorek, 29 października 2013

Rozwiązanie Konkursu 5/5

Cześć!

Dziś to, na co wiele z Was czekało. Połowiczne rozwiązanie konkursu 5/5 czyli "Ogród Kamili" dla bibliotek i Czytelniczek. Przy okazji: nie wiem skąd się wzięło "5 pakietów po 5 książek" - to byłoby bez sensu, żeby jedna biblioteka dostała 5 takich samych tytułów. Gdybym miała 25 egzemplarzy, rozdałabym je 25 bibliotekom, a nie pięciu przecież. Prostuję niniejszym (po raz drugi): konkurs 5/5 to po jednej książce dla pięciu bibliotek i pięciu Czytelniczek, okej? Lecz że zawsze szykuję jakąś niespodziankę, zdradzę Wam, że książek dla bibliotek będzie nieco więcej, ale... nie poznacie dzisiaj tych, do których "Ogród" powędruje - nie byłoby miłego zaskoczenia! Listę bibliotek podam dopiero, gdy od wszystkich dostanę informację, że książka dotarła. No i ja najpierw muszę egzemplarze autorskie dostać.

Za to dziś Czytelniczki, do których już niedługo powędruje moja najmłodsza:

1. Dorota Białkowska-Ziemba
2. Stokrotka Aga
3. Mol Książkowy
4. Paula
5. Gabriela Pacyna
WAŻNE!!

Czytelniczki, które wygrały "Ogród Kamili" w konkursie 5/5
proszę o przesłanie adresów do wysyłki na adres mailowy,
który znajduje się w zakładce "Kontakt".

Jak zauważyłyście, są to Czytelniczki, które zgłosiły swoje biblioteki na mojej stronie. Może ich biblioteki nie wygrały, ale chyba dziewczyny podzielą się "Ogrodem" z sąsiadkami? :)
Jak możecie się domyślić biblioteki, do których powędrują śliczne, nowe Ogródki wybiorę ze zgłoszonych na stronie Klubu. Ale które to będą...? :)) Tego się dowiecie za jakieś dwa tygodnie.

Powiem Wam jeszcze, że wczoraj odebrałam egzemplarze autorskie "Gry o Ferrin" i... jestem zachwycona. Tak pięknie i starannie wydanej książki chyba jeszcze nie dostałam. I bardzo mi żal, że "Gra" od razu nie debiutowała w takim właśnie wydaniu. Co za przyjemność trzymać w rękach piękną "pierworodną"!

Widziałyście? Macie?

Myślę o jakimś konkursie, bo kilkoma Ferrinkami chętnie bym się podzieliła, ale musi mi przyjść do głowy fajny pomysł.
Na razie cieszę się "Ferrinem", czekam na "Ogród" i... i piszę oczywiście!

Na koniec ostatnie pytanie: jak było na Targach Książki? Żałuję, że nie mogłam w nich uczestniczyć. Podobno przerosły wszelkie oczekiwania!

sobota, 26 października 2013

Już niedługo... Już za dni parę...


Na pewno domyślacie się, o czym piszę. Wielkimi krokami zbliża się oficjalna premiera mojej kolejnej książki, to znaczy "Ogrodu Kamili" (choć jak wiadomo, swoją prapremierę miał on na trwających jeszcze Targach Książki w Krakowie).

Bardzo Wam chciałam podziękować, moje Drogie Czytelniczki, za piękne przedpremierowe recenzje i zawarte w nich ciepłe słowa o mojej "najmłodszej". Dodają mi one energii do dalszej pracy. Mam nadzieję, że także tym moim Czytelniczkom, które jeszcze "Ogrodu Kamili" nie czytały, spodoba się on również.

Dziękuję, że jesteście...

środa, 23 października 2013

Dziś premiera "Gry o Ferrin"!


W tę październikową środę oddaję w Wasze ręce moją ukochaną "pierworodną". Dopieszczoną do ostatniej literki, w nowej, pięknej szacie graficznej. Ta oprawa kryje tylko przedsmak tego, co Was czeka w Ferrinie.

Przez biały portal pustych stron udawałam się do tej magicznej krainy nie raz. Byłam tam tylko ja i tocząca się Wielka Gra. Gra o Ferrin. Mam nadzieję, że świat elfów, do której tak niespodziewanie wkroczyła Anaela, porwie Was tak samo mocno, jak porwał mnie i jego główną bohaterkę... 

Poniżej prezentuję Wam kolejną odsłonę trailera do "Gry" - Anaela z kulą energii.

Endżoj!

piątek, 18 października 2013

TARGI KSIĄŻKI - DWIE PREMIERY!!!


Mam fantastyczną wiadomość z ostatniej chwili! Na Targach Książki w Krakowie zadebiutuje nie tylko moja najukochańsza powieść "Gra o Ferrin" w wymarzonej szacie graficznej, ale i moja najlepsza (subiektywnym zdaniem autorki) z dotychczasowych, czyli "Ogród Kamili"! Zwłaszcza to mnie cieszy, bo premiera miała być przecież opóźniona o trzy tygodnie, a jest dwa tygodnie wcześniej. To się nazywa determinacja i siła woli... Dziękuję Wydawcy za ten gest. Mam nadzieję, że książki - obie! - spodobają się Czytelniczkom i Czytelnikom. Ja nie mogę się już doczekać, kiedy jedną i drugą - najmłodszą i pierworodną - wezmę w dłonie i będę gładzić miłośnie po satynowej okładce, dotykając wypukłych, złoconych liter... Brzmi to jak opis z erotyku, ale to przez "Czarnego Księcia", który przecież pisze się.

Będziecie na Targach Książki? Z tej radości sama bym pojechała, by dostać jako pierwsza, ale będę bardzo daleko... Duchem jednak z Wami.

A tutaj coś dla miłośników Ferrinu. Oczywiście Sellinaris z Anaelą. Nie wiem jak na Was, na mnie działa ten obraz, oj działa...

czwartek, 17 października 2013

Konkurs 5/5


Gdy przeczytałam w komentarzu Czytelniczki, że w jej bibliotece na "Bezdomną" zapisane są 24 osoby, jednocześnie ucieszyłam się i zmartwiłam. Ucieszyłam, że tyle osób czeka na możliwość przeczytania mojej książki, zmartwiłam, że długo jeszcze poczekają. Znam problemy bibliotek ze zdobyciem funduszy na nowości - jest im tak ciężko, jak i Wam, kochane Czytelniczki - ten konkurs będzie więc podwójny: książki dla bibliotek, dla Czytelniczek... też książki. Zasady konkursu znajdziecie na stronie KLUBU, tam też będzie prowadzony, ale i tutaj, pod tym wpisem, możecie zgłaszać Wasze biblioteki. Przecież nie każda z Was ma konto na fb (ja na przykład nie mam), a cel konkursu zacny jest przecież. Tak więc do dzieła: która z bibliotek powinna dostać nowiutki, śliczny "Ogród Kamili"? Pamiętajcie, że konkurs trwa do 24 października i w komentarzu oprócz laurki dla biblioteki należy podać jej adres!

A teraz już szybciutko do komentarzowania...

wtorek, 15 października 2013

Recenzje "Gry o Ferrin"


Jako że premiera "Gry o Ferrin" zbliża się wielkimi krokami, chciałabym Wam zaprezentować inne recenzje mojej pierwszej książki, które zapadły mi w serce i pamięć. Zostały one napisane przez użytkowników portalu Lubimy Czytać. Wielu z nich porwał elfi magiczny świat Ferrinu oraz rządzące nim emocje...

niedziela, 13 października 2013

"Zapadłam się w Ferrin i to było niesamowite"

Tę opinię z Lubimy Czytać o mojej ukochanej książce zapamiętałam najbardziej i chyba najlepiej oddaje ona stan, w jakim pisałam Kroniki Ferrinu. Czytelniczka zapadła się w Ferrin czytając go, a ja pisząc. Bo tę powieść tak się odbiera, gdy złapało się "to coś". Jeśli nie, będzie ona zwykłą książką fantasy, dla moich Czytelniczek zaś, oczekujących kolejnej Poziomki, Poczekajki, czy Sklepiku - potężnym szokiem. W Ferrinie akcja rozwija się błyskawicznie, ciągle ktoś kogoś morduje albo gwałci. Jeżeli zaś próbuje kogoś pokochać, ma pewność, że nie będzie to miłość łatwa.

Dziewicze uszy czytelniczek-niewiniątek mogą zaś razić wulgaryzmy. Cóż, jest to książka dla dorosłych o dorosłych. Banda obdartych żołdaków-dezerterów nie używa języka salonowego. Ja uważam, że byle program MTV jest bardziej wulgarny, a na każdej jednej stronie wiadomościami z kraju i ze świata jest więcej krwi, przemocy, zboczeń i dewiacji, niż w całych Kronikach.

Nie wracajmy jeszcze do rzeczywistości. Pozostańmy w Ferrinie. Co Was czeka podczas przygody z tą książką? Zapadnięcie się w inny świat, gdzie namiętności są znacznie bardziej intensywne i prawdziwe niż tutaj. Dramat dziewczyny, która wymarzyła sobie miejsce, do którego może uciec od Szarej Śmierci i... zderzenie tych marzeń z rzeczywistością. Wybory między złem a złem. Bolesne pomyłki, za które trzeba płacić wysoką, czasem najwyższą cenę.

Nie będę Was namawiać do lektury tej sagi, bo nie jest ona dla wszystkich. Albo wciągnie Was ona, albo nie. Wiem, że potrafi się podobać i tym, co fantasy lubią, i tym, którzy nigdy ani jednej książki fantasy nie mieli w ręku.

Ja zapadłam się w Ferrin na całe długie pięć tomów i nie chciałam wracać. A gdy już wróciłam - do Poczekajki, czy Pogodnej - nadal ten Ferrin gdzieś we mnie jest i kiedyś się jeszcze spotkamy. Na pewno.

A teraz już dwa fotosy z trailera: Anaela na polanie Czterech Wodospadów i Sellinaris podczas "przyjacielskiego" sparringu z alderiańskim jeńcem.

Endżoj!

czwartek, 10 października 2013

Dlaczego trzeba walczyć o marzenia i wierzyć w siebie chociaż nikt inny w Ciebie nie wierzy...

Tytuł tego wpisu wyszedł mi przydługi, ale adekwatny do treści. Teraz rozwinięcie. Parę dni temu szukałam na ytb pewnej pieśni i zupełnie przypadkiem na stronę amerykańskiego "Mam talent". Wiem, co to za program, bo chyba każdy na kuli ziemskiej wie, ale chyba nigdy nie obejrzałam w całości ani jednego odcinka. No, może jeden. Z eliminacji do naszego polskiego "Mam talent". Występowało w nim dwóch barmanów (?), którzy robili drinki na stole z rzucającym się w oczy adresem ich strony www. Zniesmaczyło mnie to, bo myślałam, że w tym programie chodzi o pokazanie swoich talentów, a nie reklamę swoich produktów i przełączyłam na National Geographic, gdzie leciał program o Ziemi. Bardzo mi się podobał. Dlatego też, gdy trafiłam na stronę tego amerykańskiego "Mam talent" chciałam czym prędzej z niej wyjść, ale... nie zdążyłam. Bo wcięło mnie z oszołomienia i zachwytu. I tak oto do dziś odwiedziłam strony brytyjskiego, koreańskiego i filipińskiego "Mam talent". Trzema z nich chcę się z Wami podzielić, bo... bo po prostu trzeba to zobaczyć, wysłuchać, poczuć. Żeby nie tracić nadziei. Żeby o siebie walczyć. Do końca. I wierzyć w siebie, choćby nikt w Ciebie nie wierzył.

Pierwsza była Jackie Evancho. Dziesięcioletnia dziewczynka o niesamowitym (po prostu niesamowitym!) głosie. Jej historię koniecznie przeczytajcie na Wikipedii! A potem zobaczcie ten film. Nie wiem jak Was, mnie po prostu wmurowało w fotel...

Tropem Jackie trafiłam na Susan Boyle - bardzo, ale to bardzo niepozorną (czy raczej "pozorną") panią z brytyjskiej wioski, która... podbiła moje serce. I nie tylko moje. Obejrzyjcie ten film, zauważając miny tych wszystkich celebrytów i widowni przed, w trakcie i po występie Susan. Potem - jeśli zachwyci Was tak jak mnie - prześledźcie całą jej drogę w brytyjskim "Mam talent". Warto. Właśnie żeby nabrać nadziei i wiary w siebie. Dodam, że Susan tak mnie zainspirowała (właśnie nie śliczna, urocza Jackie, a chyba nawet bardziej urocza pani Boyle), iż uczynię ją bohaterką jednej z moich książek. Już nawet wiem, której...

Na koniec film, który bardzo mnie poruszył. Załączam, z polskim tłumaczeniem (jeśli napisy się nie wyświetlają, trzeba wcisnąć ikonkę pod filmem "włącz napisy"). Poruszył mnie chyba dlatego, że jestem mamą kilkuletniego chłopca i nie wyobrażam sobie, by mogło go spotkać to, co bohatera tego filmu, a przecież Los bywa okrutny i dlaczego nie...? Obejrzyjcie to, dziewczyny. Nic już więcej nie napiszę. Może tylko to, że mi przydały się chusteczki... 

niedziela, 6 października 2013

Co rośnie w Poziomce?


Dziś nieco prywatności: oto co znalazłam pod świerczkiem trzy metry od domu - przepięknego prawdziwka! Żeby oddać jego wielkość sfotografowałam go z książką w tle. Grzybem, który wyrósł pod moim domem, specjalnie się nie zdziwiłam, bo w tym roku wysyp koźlaczków i prawdziwków właśnie był imponujący. Nie mówię o lasach dookoła, mówię o moim ogrodzie. Otóż pięć lat temu kupiłam mieszankę grzybni i wysiałam ją w dzikiej części ogrodu, tam gdzie rosną wiekowe sosny, brzozy i dąb. Jak widać grzybnia potrzebowała czasu, by się zaaklimatyzować i wejść w mikoryzę z drzewami, ale jak już to nastąpiło to... moje drogie, takich koźlaczków długo można szukać. A ja miałam je dosłownie na wyciągnięcie ręki. I bardzo mnie to cieszyło. Prawdziwków było mniej, ale za to wszystkie dorodne, śliczne jak z obrazka i zdrowe.

Dosłownie pięć metrów od prawdziwka z powyższego zdjęcia znajduje się mój miniogród różany, gdzie przez całe lato pielęgnowałam przepięknie kwitnące i pachnące kwiaty. Róże wymagają sporo pracy i serca, kolce mają ostre i kłują bezlitośnie, ale ja wszystko moim pieszczoszkom wybaczę za ich zniewalającą urodę i aromat. Na zdjęciu opisana w "Ogrodzie Kamili" Aquarell (oczywiście moja własna, nie jakaś internetowa), która w rzeczywistości wygląda o wiele piękniej. Szkoda, że nie da się utrwalić i przekazać zapachów, bo też bym Wam zaprezentowała.

Nigdy nie ciągnęło mnie do "grzebania w ziemi", gdy kupowałam Poziomkę, przewidywałam półdziki ogród, z trawnikiem pośrodku i iglaczkami dookoła, tymczasem hoduję róże (na razie jest to bardzo mała hodowla, zaledwie trzydziestoparokrzaczkowa), zbieram własne grzyby i zastanawiam się nad niewielką szklarnią. Aha, tej jesieni jedna ze śliw (które miałam wyciąć) zdecydowała się zaowocować i zebrałam 1/4 wiaderka prawdziwych staropolskich węgierek. Dziewczyny, cóż to jest za smak! Wyszły mi z tego trzy maleńkie słoiczki powideł (chyba tylko mi chciało się smażyć tak niewielką ilość), które zostały następnego dnia skonsumowane z omletem i już wiem, że na wiosnę zadbam o tę śliwę należycie (muszę się nauczyć cięcia drzew owocowych i mazania ich jakąś bielą po pniu - co to jest? co to jest?). Może w przyszłym roku tych powidełek będzie... no, chociaż z pięć słoiczków. Tak, by wystarczyło na drugą porcję omletów...

Narobiłam Wam smaczku? :)

czwartek, 3 października 2013

Parę (dobrych) wiadomości

To, że się nie odzywam, nie znaczy, że Was opuściłam. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, bo z myślą o moich Czytelnikach, pracuję bardzo intensywnie, przygotowując do druku dwie najbliższe premiery. Oprócz tego myślę (na razie tylko myślę) o "Zaciszu Gosi". I o "Czarnym Księciu" rzecz jasna.


Z tego myślenia wychodzi mi, że 18. października ukaże się wznowienie "Zmyślonej"  (na różnych portalach są różne daty ponownego ukazania się "Zmyślonej", a ja za te rozbieżności bardzo serdecznie Was przepraszam, jednak nie są one zależne ode mnie...) w nowej szatce (gratka dla kolekcjonerek serii Poczekajkowej) oraz "Gra o Ferrin" 23. października, tak bardzo oczekiwana. "Grę "można już zamawiać na empik.com. oraz merlin.pl. I gorąca wiadomość: prace nad trailerem do "Gry" trwają! Właściwie powinnam najpierw uprzedzić, że w ogóle się zaczęły, ale wszystko tak szybko się rozwija, iż nie zdążyłam. Teraz więc informuję: Staszek Mąderek podjął się stworzenia trailera do Kronik Ferrinu i prace są w toku. Nic więcej nie wiem. Wiem tylko kto będzie Anaelą i Sellinarisem, ale nie powiem, dopóki nie zobaczę pierwszych zdjęć. :)

Drugą świetną wiadomością jest ta, że premiera "Ogrodu Kamili" jest jednak 8 listopada. W Empiku, Matrasie  i Merlinie już możecie ją zamawiać, ale chyba najkorzystniej (a na pewno najszybciej) kupicie ją na stronie Wydawcy.
Wierzcie mi: stanęłam na głowie, byście dostały tę powieść wcześniej. Udało się.

Dziękuję Wam za głosowanie w ankiecie i komentarze jej dotyczące. Są przemiłe (niektóre z Was miały naprawdę niezłe przygody z tymi moimi książkami)! Dzięki! Chciałabym na wszystkie odpowiedzieć, ale nie nadążam. Normalnie nie nadążam. Proszę o więcej, bo naprawdę jestem ciekawa tego "inaczej" :).

Teraz wracam do pisania.

See You!

czwartek, 26 września 2013

Ważna ankieta!

Jak zapewne część z Was zdążyła już zauważyć, po prawej stronie na blogu znajduje się ankieta. Pytam w niej o to, jak zaczęła się Wasza przygoda z moimi książkami. Serdecznie zachęcam Was do głosowania i zostawiania komentarzy pod postem. Interesuje mnie zwłaszcza odpowiedź na pytanie "inaczej", ale nie tylko. Inaczej, czyli "jak"? Jak zaczęła się Wasza przygoda z moimi książkami?

Proszę o komentarze.

Wasza Kejt Em.

środa, 25 września 2013

Trylogia kwiatowa w całej krasie



Dwa miesiące - tyle mniej więcej trwały prace nad okładkami kwiatowej trylogii. Najpierw z tysięcy przejrzanych zdjęć wybraliśmy jedno - to pierwsze i najważniejsze - do "Ogrodu Kamili", później zaczęły się poszukiwania dwóch następnych, takich by tworzyły piękne dopełnienie jedynki. I oto Wam je przedstawiam. I ciekawa jestem Waszych wrażeń. Kamila, Gosia i Julcia - do tej pory jedynie w mojej wyobraźni - oto się materializują...

Co słychać, czyli o Ferrinie i 600 000

U mnie dzieje się jak zwykle dużo:

1. cały czas redagujemy z Wydawcą "Ogród Kamili", by był dopieszczony;

2. piszę "Czarnego Księcia" (czy raczej nie piszę "Czarnego Księcia", ale nie mówcie tego Filii ;);

3. rehabilituję prawą rękę, bo odmawia posłuszeństwa, a lewą pisać nie potrafię; prawa musi wytrzymać do połowy przyszłego roku, kiedy to zrobię sobie dłuuugą przerwę w pisaniu!;

4. dopieszczam z grafikami okładki trylogii kwiatowej oraz Kronik Ferrinu;

5. w międzyczasie jestem mamą, panią na Poziomce (ogrodzenie wreszcie się robi! ale skromne, nie z granitu, jak sobie kiedyś wymarzyłam...), smażę powidła (przepis w "Przepisie"), wyczarowuję ciasto Kocham Cię (przepis w "Przepisie) za każdy razem, gdy Patiś zapyta "mama, jobimy ciaśto?" itd. itp.; na szczęście róże nie wymagają już takiej troski, bo nie wiem, kiedy bym spała;


6. właśnie skończyłam ostatnią przed wydaniem redakcję "Gry o Ferrin" i muszę Wam powiedzieć, że sprawiła mi wiele radości; to fantastyczna rzecz dopieszczać co do przecineczka pierworodną, do tej pory traktowaną przez poprzedniego Wydawcę po macoszemu, teraz wreszcie docenioną, ubraną w nową sukienkę, zredagowaną ponownie, pięknie ozdobioną w środku i na zewnątrz - ogromna radość i wzruszenie, oddawać ją po raz drugi w Wasze ręce, tak, jak zawsze chciałam, by wyglądała... Czytam słowa pisane dziewięć lat temu, wspominam tamte czasy i widzę, jak moje życie się zmieniło... Fantastyczne uczucie! Mam nadzieję, że poczujecie miłość i docenicie staranność z jaką przygotowaliśmy dla Was tę książkę - od okładki, po dopracowaną treść.

Na koniec dziękuję! Za 600 000 odwiedzin! Szczególnie, że całkiem niedawno (w lipcu?) dziękowałam za 500 000! To niesamowite, ale miesięcznie wstępuje na Poziomkową 40 000 osób (i mam nadzieję, że wstępować będzie). Dziękuję! Za to, że jest Was - Czytelników i Czytelniczek coraz więcej także dziękuję! I mam nadzieję, że Wasze grono będzie się powiększać.

Teraz idę zebrać siły przed radykalną konfrontacją z tajemniczym Czarnym Księciem. Ciekawe, czy to on w tak wyrafinowany sposób morduje swoje kochanki...

PS. Mam dla Was jeszcze jedną informację. Otóż, w sieci sklepów Biedronka jest do nabycia "W imię miłości". Sklepów jest dużo, a w każdym są najwyżej po dwa egzemplarze, więc trzeba się spieszyć!

sobota, 21 września 2013

Rozstrzygnięcie Wielkiego Konkursu Półeczkowego



UWAGA, WAŻNE!!!

Dane potrzebne do wysyłki wygranych książek przysyłajcie, proszę, na adres mailowy:

klubkejtm@wp.pl

Moje Kochane, dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia do Konkursu. Nadeszło ich aż trzydzieści sześć. Sprawiłyście mi ogromną radość i pięknymi zdjęciami Waszych/naszych Półeczek, i mnóstwem ciepłych słów, które czytałam w konkursowych mailach. Bardzo Wam za to dziękuję!

A teraz już prezentuję Wam zdjęcia półeczek i opisy do nich. Wszystkie są piękne i naprawdę wyjątkowe!

piątek, 20 września 2013

Siedemnasteczka!

Bo ja sobie, moje drogie, uwiłam na tym regale zaciszne gniazdko. Ot co. Skaczę sobie czasem z półki na półkę, żeby nie skostnieć - raz szósteczka, raz dziesiąteczka, raz siedemnasteczka, ale po prostu na tym Top20 zamieszkałam. :) Dziękuję! To przecież dzięki Wam, moim kochanym wiernym Czytelniczkom, tak sobie pomieszkuję!


Napisałabym coś więcej, ale lecę z nóg po pełnym wrażeń dniu. Powiem tylko, że już jutro rozwiązanie Konkursu Półeczkowego (oraz ponad 20 Waszych/Naszych półeczek), a także: DOBRE WIEŚCI (!) i pewien przemiły list, który mnie uskrzydlił.

Do przeczytania!

PS. Bardzo dziwnie jest kupować w Empiku własną książkę, ale wszystkie egzemplarze "W imię miłości" rozdałam, a chciałam podarować mojej kochanej Przyjaciółce jeszcze jeden. Czy ja nie powinnam mieć jakiejś złotej empikowej karty? :))

wtorek, 17 września 2013

"Umysł w ogniu" i "Życie Pi" - polecam!

Czasami moi Wydawcy podsyłają mi co ciekawsze pozycje, ale żebym którąś poleciła, musi mieć to coś. Coś, co sprawi, że przeczytam ją i będę chciała o niej napisać. A biorąc pod uwagę ilość książek, jakie leżą na półce obok łóżka, czekając na swój czas, to niełatwe. Ja nie uznaję czegoś takiego jak "męczenie książki". Nie zmuszam się do czytania. Bo niby po co? Brnąć przez 300 stron, by dotrzeć do ostatniego, choćby nie wiem jak genialnego zdania? To już wolę łyknąć 300 innych stron i ostatnim zdaniem się rozczarować.

Ale książka, którą Wam dziś polecę (obie zresztą) zasługują na każde słowo tego króciutkiego wpisu. Pierwsza to "Umysł w ogniu". Jest sobie normalna, fajna, inteligentna dziewczyna i... nagle, któregoś dnia zaczyna popadać w obłęd. Rodzina i przyjaciele próbują ją ratować, ale... Dziewczyny, w dwóch słowach: warto przeczytać. Choćby po to, by wiedzieć i (nikomu nie życzę) w razie czego walczyć o zdrowie najbliższej osoby.

A tak o tej książce pisze Wydawca:

Prawdziwa historia młodej dziennikarki, która przeżyła medyczny koszmar.
Poruszające wspomnienia i pełna napięcia historia medyczna młodej dziennikarki „New York Post” walczącej z rzadką i przerażającą chorobą, a jednocześnie nowe spojrzenie na świat fascynującej nauki o ludzkim mózgu.

Medyczna zagadka, książka napisana jak thriller.

Pewnego dnia Susannah Cahalan obudziła się w szpitalnym pokoju, przywiązana do łóżka i pilnowana, niezdolna mówić i poruszać się. Jej kartoteka medyczna obejmowała miesiąc – z którego kobieta absolutnie nic nie pamiętała – i znajdowały się w niej zapisy o psychozie, zachowaniach pełnych przemocy i niestabilności psychicznej. A przecież zaledwie kilka tygodni wcześniej Susannah była zdrowa i szczęśliwie zakochana, do tego stała u progu błyskotliwej kariery dziennikarskiej.


Drugą książkę przeczytałam jakiś czas temu i... podobała mi się bardzo. Nawet wybierałam się na film na jej podstawie i KURDE, NIE MOGĘ SOBIE DZIŚ WYBACZYĆ ŻE TEGO NIE ZROBIŁAM! Bo dwa dni temu obejrzałam ten film na DVD i jestem po prostu oczarowana. Był przepiękny, wzruszający, wspaniały, po prostu... Brak mi słów, by opisać "Życie Pi". W pełni zasłużone 4 Oscary, a gdyby była to produkcja amerykańska, a nie "jakaś tam", to zgarnąłby pewnie 11. Jeśli książki nie czytałyście, to przeczytajcie, jeśli filmu nie widziałyście to obejrzyjcie. Najlepiej w kinie w 3D (tylko gdzie jeszcze ten film wyświetlają?). Naprawdę żałuję, że nie poszłam, gdy był tego filmu czas... A co do książki - gdy przeczytałam ostatnią stronę, pierwsze, co przyszło mi do głowy to "Takiego zakończenia się nie spodziewałam!". A ja lubię, gdy jeszcze coś w książkach mnie zaskakuje. Polecam!

A tu absolutnie najpiękniejsza scena tego filmu...


Czytałyście? Widziałyście?

poniedziałek, 16 września 2013

Pierwsze recenzje "Ogrodu Kamili"


Za oknami szare chmury, z których spływają strugi deszczu. A jeszcze tak niedawno był trzydziestostopniowy upał i pełnia lata. Bym mogła przypomnieć sobie i Wam, moje drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, że lato wróci za rok, z radością prezentuję pierwsze, przedpremierowe recenzje "Ogrodu Kamili". To przecież książka o lecie, miłości i moich ukochanych różach...

Recenzja Kasiek (link TUTAJ).

"Ogród Kamili" - Katarzyna Michalak PRZEDPREMIEROWO

O nieco po północy skończyłam czytać „Ogród Kamili”, później nie mogłam usnąć. Dobra książka, jak alkohol – pobudza, uderza do głowy, wkłada nam do czaszki myśli i uczucia o których istnieniu zapomnieliśmy. Po „Ogrodzie Kamili” jestem innym człowiekiem. Jak napisałam, zaraz po skończeniu książki na FB: „człowiek sobie myśli, że jest zimną suką bez uczuć, wredną jędzą, podłą maupą etc. a później czyta książkę i odkrywa, że oto ma w sobie romantyczność.
Świat się kończy i tyle.”

A na początku nie zapowiadało się różowo. Oj nie!.
Kamila, lat dwadzieścia sześć, wychowywana przez siostrę matki – księgową z zamiłowania – Łucję. Kamila straciła matkę w wieku szesnastu lat, zbiegło się to w czasie z pierwszą, prawdziwą nieszczęśliwą miłością, która w osobie niejakiego Jakuba – sporo starszego od Kamili – odeszła łamiąc i depcząc serce nastolatki. Ta trauma zmieniła Kamilę, stałą się wycofana, wyalienowana, zamknęła się w swoim świecie – świecie róż, książek i pięknych starych domów. Dziewczyna marzy o wielkiej, prawdziwej miłości, jednocześnie wciąż pielęgnując uczucie do Jakuba w sercu, jak relikwię, jak ukochaną różę, której nie może, nie chce się wyrzec. Minęło dziesięć lat, dekada podczas której Kamila wiernie pisywała do Jakuba dzieląc się z nim swoimi problemami, marzeniami, bez najmniejszego odzewu z jego strony. A jakie problemy może mieć kobieta dwudziestosześcioletnia oprócz złamanego serca? Ano zwyczajne, dramatycznie prozaiczne, brak pracy, pozostawanie na cudzym utrzymaniu. Wieczna zgryzota, jak mawiała Marta Korczyńska.
Ale los zdaje się dawać jej szansę, najpierw obiecująca, cudowna praca w marketingu, początek zapowiada się świetnie – staż we Włoszech, który dla każdego normalnego człowieka byłby podejrzany, w ostatniej chwili w odruchu tchórzostwa Kamila rezygnuje. Ale los zdaje się być nieugięty, za sprawą Jakuba zsyła jej pracę marzeń, z bajecznymi zarobkami, z zamieszkaniem, służbowym autem. Z szarej myszy Kamila może stać się kobietą światową. I tutaj miałam kryzys. Miałam tak mieszane uczucia, że zastanawiałam się, co u licha kierowało Katarzyną Michalak, że poprosiła mnie o przeczytanie, przecież wie, że ja nie wierzę w takie bajki, nie wierzę w tak diametralne, cudowne odwrócenie losu. Mam tyle lat co Kamila, wiem co to znaczy szukać pracy, wiem jak smakuje frustrująca niesamodzielność, co to złamane serce też wiem. Czytałam, na przymus, starając się nie irytować, starałam się dać szansę i nikogo oraz niczego nie skreślać, no ale taka bajka… no nie w moim stylu. Nie, ja jestem od gorzkich książek, „Nadzieja” – TAK, „Bezdomna” Tak!, ale nie te pogodne, radosne historyjki. I myślałam, że nigdy w życiu ta książka mnie nie zachwyci. Do czasu pojawienia się Łukasza, do czasu zadzierzgnięcia się nici porozumienia, przyjaźni, do czasu gdy ziarnko miłości spadło na grunt dwóch samotnych, spragnionych uczucia serc.

Nie może to być łatwa, prosta miłość. Łukasz wie, że pomiędzy nim a Kamilą stoi wszechwładny Jakub, Jakub który ma szczególne plany co do Kamili. Kamila zaś jest rozdarta, chociaż nowe uczucie kiełkuje w niej szybko. Miłość która się rodzi jest inna, tak jak tylko może różnić się uczucie nastolatki i dorosłej kobiety, która przeżyła już swój wielki weltschmerz, ale ani Łukasz, ani Jakub, ani co najgorsze przeznaczenie nie ułatwiają sprawy. Obiecuję – będzie się działo.

Ta książka jest intensywna, to pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy, gdy otworzy się serce i umysł zalewa nas falą emocji. Moim zdaniem, od czasów „Nadziei” to najlepsza, najpiękniejsza historia miłosna jaką stworzyła Katarzyna Michalak, chociaż książce bliżej jest raczej do serii pogodnych, świetlistych opowieści Autorki, to moim zdaniem pod względem tego jak genialnie wykreowała związek bohaterów, jak go opisała, dorównuje to geniuszowi „Nadziei”, po lekturze „Ogrodu Kamili” nie można, ot tak wrócić do codzienności, ta książka, ta historia będzie trwała w sercu, w duszy, w umyśle, odbierze spokój myślom.
Płakałam na tej książce, jak małe dziecko, razem z bohaterami przeżywałam ich uniesienia, dramaty, nie mówię tylko o głównym „trójkącie”, Kasia Michalak stworzyła też świetnych bohaterów drugoplanowych, wyrazistych, chociaż nie zawsze jednoznacznych i jednowymiarowych, jak w życiu.

Jestem zachwycona tą książką, fabułą, problematyką, stylem jakim została napisana. Dodatkowo, ponieważ wielką miłością Kamili są róże i każdy rozdział otwiera krótki opis poszczególnych gatunków tych kwiatów, ja która do róż miałam stosunek ambiwalentny, teraz walczę ze sobą, by nie zapuścić sobie hodowli róż. Ale walczę!

Według mnie, „Ogród Kamili” jest ze wszech miar godny polecenia, nie tylko dla kobiet i dziewcząt wierzących w bajki, książęta na białym koniu etc. To książka, także dla tych kobiet, które tak jak ja, zapomniały, że mają w sobie iskrę romantyczności, które zapomniały co to znaczy wierzyć w miłość, która zwycięża wszystko! A każda takiej wiary potrzebuje, od czasu do czasu! Bez tego człowiek pustoszeje.


Recenzja Karoliny (link TUTAJ).

Zawitałam do "Ogrodu Kamili"... Recenzja przedpremierowa

Letnie popołudnie wabi ciepłem promieni słonecznych i bezkresem błękitu nieba, rozlewającym się nad głowami.

Jestem w Milanówku, ale nie przyjechałam tu po to, by w tym uroczym miasteczku kosztować truskawek, tak jak w pewnej znanej piosence.

Szukam ulicy Leśnych Dzwonków. O, jest. Niewielka, urocza uliczka, a przy niej tylko trzy numery. Ukradkiem, choć nie jest to łatwe, przez furtkę oplecioną różami, zaglądam do otoczonego murem ogrodu. Widzę dziewczynę, która z czułością wtula twarz w płatki róży barwy karminu, lekko muskając je ustami. Zapach tych kwiatów zniewala mnie i odurza.

Po tym jednym delikatnym geście już wiem, że dziewczyna kocha i ten ogród, i rosnące w nim róże, na myśl przywodzące siedmiobarwną tęczę, i dom, którego stary mur gładzi z taką samą czułością, jak całowała płatki róż.

Takie domy jak ten, na który spoglądam, to tchnienie przeszłości. Trzeba być naprawdę wrażliwym człowiekiem, by wśród odrapanego tynku i kruszących się schodów, dostrzec dawne, uśpione w nim piękno. Dziewczyna, która patrzy nań z taką miłością, widzi je z pewnością. Musiała na ten dom ze swoich marzeń bardzo długo czekać...

Kiedy tak patrzę na tę dziewczynę, zaczyna mi przypominać wróżkę, w której przezroczystych skrzydełkach migocze światło słoneczne, rozszczepiając je na milion barw. Posiadaczka willi Sasanki i przylegającego do niej ogrodu powinna być szczęśliwa, a jednak nie jest. Mimo ruchów pełnych gracji i delikatności gestów wiem, że coś ją trapi. Jej złote oczy okryła mgła smutku. Ktoś musiał zranić tę uroczą, młodą kobietę.

Wiem, kto wyrządził jej krzywdę - to Jakub, choć niewiele wiem o nim samym. Życie tego mężczyzny spowija tajemnica, a on sam przypomina przyczajoną do skoku panterę. Mimo to, czuję sympatię do niego, bo w głębi duszy wiem, że jest dobrym człowiekiem, a my nie zawsze mamy wpływ na to, co dzieje się w naszym życiu...

Właścicielka Tajemniczego Ogrodu - tak nazywam go w myślach - ma jeszcze dwie sąsiadki. Jedna z nich wyraźnie utyka na nogę, ale szybko przestaję to zauważać, bo mój wzrok przyciąga jej piękna twarz. Czuję, że mogłabym polubić tę dotkniętą niepełnosprawnością dziewczynę.

Tej trzeciej kobiety jest mi natomiast żal. To właśnie czuję, patrząc na tę zjawiskową piękność o włosach barwy rozlewającego się między palcami złota...

Zmierzcha się. Muszę już opuścić ulicę Leśnych Dzwonków i jej trzy samotne mieszkanki. Na razie furtkę do swego życia, na chwilę, uchyliła mi tylko Kamila. Jestem szczęśliwa, że mogłam tu być, szkoda, że chwila ta trwała tak krótko - jak mgnienie oka. Wiem jednak, że jeszcze tu wrócę, o ile Małgosia Bielska, która podobnie jak Kamila i Janka, również kryje w swym sercu sekret, i Pani Kasia Michalak mi na to pozwolą...

*

Chciałabym, by te proste słowa choć w niewielkim stopniu oddały to, co czułam podczas lektury "Ogrodu Kamili" - a czułam autentyczny ZACHWYT. To zachwyt grał u mnie pierwsze skrzypce podczas czytania tej powieści, choć towarzyszyły mi również inne emocje.

Ta książka jest po prostu piękna i na długo zostanie w mojej pamięci. Dzięki niej na nowo, po raz kolejny, mogłam uwierzyć w moc spełniających się Marzeń...

sobota, 14 września 2013

Nowa okładka do V tomu Kronik Ferrinu


Wiecie, że nie tylko pytam Was o zdanie w rozmaitych kwestiach, ale też Waszych opinii uważnie słucham i oto... nowa okładka do piątego tomu Kronik Ferrinu, bo jak określiła poprzednią moja Przyjaciółka (Gosia, nie wybaczę Ci tego!), co zresztą przelało czarę goryczy do tego stopnia, że znów siadłyśmy z Sandrą do komputerów: "Nieee, co to, pamiątka z Pierwszej Komunii?". Nowa okładka, mam nadzieję, nie kojarzy się z niczym innym, niż z Ferrinem.

I tylko ukochanego zameczku, który Anaela z taką miłością trzymała w dłoniach, mi żal...

czwartek, 12 września 2013

Okładeczka, okładeczka

Z wielką radością prezentuję Wam ostateczną wersję okładki do pierwszego tomu Kronik Ferrinu.


Czyż nie jest cudna?

wtorek, 10 września 2013

A imię jej 40 i 4 czyli Wielki Konkurs Półeczkowy


Tak jak obiecałam dziś w ten niezwykły dla mnie dzień, przygotowałam dla Was niespodziankę: 10 książek dla 10 wiernych Czytelniczek. Zasady są proste: przez 10 dni przysyłajcie zdjęcia Waszych/moich półeczek na mail klubkejtm@wp.pl, z paroma zdaniami co Wam tam w duszy gra, ja będę je sukcesywnie umieszczała tutaj, na Poziomkowej. Macie czas na pstryknięcie fotki i wysłanie jej do północy do 20 września.

Tak więc do dzieła, moje Kochane!