piątek, 30 marca 2012

100 000, stosik i prywatna prośba

Dzisiaj licznik wejść na stronie przekroczył 100 000. Dzięki, kochani odwiedzający! Mam nadzieję, że zawsze będzie tutaj co czytać, co zakreślać i co komentować.

Czy ja prezentowałam kiedykolwiek na mojej stronie jakieś stosiki? Tak! Stosiki trzy nawet. Przy czym pierwszy i trzeci jest nadal aktualny, drugi trochę zmalał.
Tym razem załączam zdjęcie stosiku książek, z ostatniego miesiąca, które powędrują do zaprzyjaźnionej biblioteki (pozdrawiam panie bibliotekarki z Jadowa).


90% z książek z stosiku kupiłam (kurczę, nie wydaję na ciuchy, nie wydaję na kosmetyki, nie hazadruję się, nie piję, nie palę i nie ćpam, ale kupnie książki nie potrafię się oprzeć...), pozostałe dostałam od wydawców. Część przeczytałam, część była zakupową pomyłką (najgorsza była ta, po której się dużo spodziewałam, czyli "Coco", miałam nadzieję na dobrą biografię, a dostałam coś, czego nie da się czytać).
Dochodzę do prywatnej prośby: DZIEWCZYNY, ODDAWAJCIE KSIĄŻKI! Większość zakupów i część prezentów (dostajecie przecież egzemplarze recenzenckie) są to tzw. "jednorazówki", książki, które miło się czyta, owszem, ale wrócić do nich już się nie wróci. No, rodzinie i przyjaciołom można pożyczyć, ale kiedyś oddadzą i... i książka wędruje na półkę biblioteczki. Po co? Żeby ładnie wyglądała i zapełniała biblioteczkę. Wtedy gość wchodzi do pokoju i jest pod wrażeniem ilości przeczytanych książek. Jeśli po to gromadzicie stosy niepotrzebnych książek, to co gość powie o mnie? Mam... niech się rozejrzę: narożną witrynkę, regalik, półkę w kredensie i jeszcze jeden regalik z książkami. Jest tego - jak na pisarkę - niewiele, bo mimo iż domek jest spory, to po prostu szkoda mi miejsca na półki od podłogi do sufitu zastawione kurzołapkami - a książki nieczytane kurz zbierają genialnie. Mimo tego (nielicznych przejawów oczytania) raczej nikt nie ma wątpliwości, że oczytana jestem. Opisana też jestem ;).
Co robię z "jednorazówkami" - i to nie tymi, które dostaję, bo ja rzadko coś dostaję, a kupionymi za ciężkie pieniądze? Oddaję. Gdy mieszkałam w Warszawie oddawałam do hospicjum dla dzieci - książki dziecięce - i dla biedaków leżących na oddziale białaczkowym - książki dla dorosłych. Teraz, sorry, ale nie jestem w stanie tachać tego stosu do Warszawy, zasilam więc systematycznie w nowości i bestsellery bibliotekę w Jadowie. Niech ludzie czytają! Książka żyje przecież tyle razy, ile razy jest przeczytana! Po kija mam kisić stosiki książek, do których nie zajrzę, na półkach? Żeby alergii na kurz dostać? A nie, żeby goście myśleli, że jestem mądra. Trudno, pomyślą, że jestem głupia, bo w domu tylko regalik i witrynka...
Dziewczyny, biblioteki, jak cała kultura w naszym kraju, są w bardzo złej kondycji, wspomóżmy je my - czytelniczki.
Jeszcze lepszym uczynkiem jest oddanie książek potrzebującym: ludziom w szpitalach na przykład. Oni leżą miesiącami, każda książka jest czytana przez dziesiątki pacjentów, dla wielu jest jedyną radością w smutnej szpitalnej egzystencji. Nie pozbawiajcie ich tej radości tylko dlatego, żeby Wasze półki ładnie wyglądały!
Podzielcie się książkami. Oto moja prośba, oto mój apel.
Co Wy na to?

środa, 28 marca 2012

Romantyczna kontra złota

Przejęłam się. Normalnie się przejęłam wynikami bieżącej ankiety i Waszymi wypowiedziami odnośnie owej. Okazuje się, że kluczową dla książki nieznanej autorki jest okładka! No dobra, nie jest to dla mnie aż takie zaskoczenie, bo od początku miałam hopla na punkcie okładek do moich powieści, ale Wy mnie w tym utwierdzacie. Do ad remu, czyli tematu artykułu: gdy przygotowywałam się do rozmów z potencjalnymi wydawcami serii z czarnym kotem, zleciłam dwojgu zdolnym grafikom projekty okładek. Złotą serię już prezentowałam, teraz przedstawiam Wam drugi projekt: romantyczny. Gdybyście miały wybierać, którą okładkę powinna na dobry początek swego książkowego życia dostać "Nadzieja"? Wydawałoby się, że odpowiedź jest oczywista: złotą, ale kilku osobom, które pytałam, bardziej podobała się romantyczna...
Na wszelki wypadek dodam, że ta na górze to romantyczna, złota - poniżej.



wtorek, 27 marca 2012

Zupełnie inaczej...

... czyli jak?!
To pytanie odnośnie nowej ankiety. Bardzo ważnej ankiety. Jeśli zakreślacie ostatnią możliwość (poznałyście moją twórczość zupełnie inaczej), napiszcie kochane tutaj, w komentarzu, jak ją poznałyście. Wydawało mi się, że podałam wszystkie możliwości do wyboru, ale jak zawsze mnie zaskakujecie. :D

PS. Oczywiście możecie też napisać, jeśli zakreśliłyście któryś z "górnych" punktów.

piątek, 23 marca 2012

O dzięciole i Rumianku

"God w Romaszkie", który obiecałam jakiś czas temu powędruje do Basi Jana 31 ;), do Dubbidu, do Diunnam, do Jasmin i do Dagny. Bardzo Was proszę o adres do wysyłki.

Zauważyłam, że moje Czytelniczki nie lubią artykułów "z życia wziętych". No chyba, że są pogodne, śmieszne, o Poziomce i jej mieszkańcach oraz w oderwaniu od szarej rzeczywistości. Po krótkim namyślę postanowiłam, że tylko takie będę pisała, bo zaczynam się dołować (i Was przy okazji) także na tej stronie.




Dziś krótka notka o dzięciole.
W okolicach Poziomy mieszkają dwie pary dzięciołów: para dużych (które "duże są tylko z nazwy, bo tak naprawdę wielkością przypominają kosa) oraz para czarnych. Duże już mi spowszedniały, bo karmnik z nasion słonecznika ogałacają codziennie, potrafią myszkować po ganku (tłukąc dziobem w garnki), bujają się na słoninie i zupełnie się nie boją ani mnie, ani ganiającej pół metra od karmnika Gapy, ale te czarne... to fascynujące stworzenia. Są wielkości wrony, ale w porównaniu z nią są smoliście czarne, antracytowo czarne, bardzo czarne. Tę czerń ozdabia czerwona czapeczka. Dzięcioły te pojawiają się jak duchy: cicho, bezgłośnie i tak szybko jak się pojawią, tak szybko znikają, pozostawiając obserwatora w stanie lekkiego oszołomienia. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przecież to tylko ptaki. Poziomkowe ptice są jednak wesołe, ruchliwe, kłótliwe, dzięcioł czarny zaś... tajemniczy.
Bardzo mi się podobają. Muszę wyczaić, co lubią jeść i będę wabić je smakołykami do karmnika.

Poziomce przybyła także para wiewiórek. Biją się z tymi, co mieszkają tu drugi rok o co lepsze budki. Najbardziej popularne (budki, nie wiewiórki) są te z okienkiem na wschód i na las. Budką numer jeden w rankingu (wśród Poziomkowych ptaków również) jest ta nad anteną satelitarną.
I zrozum tu zwierzęta...

wtorek, 20 marca 2012

Zaproszenie

Zwykle nie uprawiam autopromocji na mojej stronie, nie proszę "polubcie mnie! polubcie!" i tym razem tego nie robię. Chciałam jedynie powiedzieć, że jest mi PRZEMIŁO, iż ze mną,  jako jedną z piętnaściorga pisarzy/pisarek chcecie spotkać się na Targach Książki w Warszawie. Będę i tak, czy zostanę przez lubimyczytac.pl zaproszona, czy nie, bo przecież muszę reprezentować moich Wydawców, ale wiedzcie, że jesteście kochane.
Aha, może wkleję link, bo nie każda wie o co kaman: LINK
Dodam, że potral lubimyczytać jest jednym z moich najulubieńszych. (I to nie dlatego, że chcą mnie zaprosić!).

Nowy artykuł będzie wkrótce. Muszę trochę odpocząć po serii absurdów, których ostatnio doświadczyłam, ale powiem Wam, że ilość komentarzy pod poprzednim normalnie mnie wzruszyła. Jesteście najfajniejszymi Czytelniczkami na świecie. :*

Teraz idę łyknąć syrop przeciwkaszlowy...

PS. Przez ten kaszel straciłam nie tylko płuca, ale i część mózgu, bo właściwie, otwierając "nowy artykuł," chciałam zapytać: która z Was wybiera się na Targi?

poniedziałek, 19 marca 2012

Czytelniczki odważne i te mniej odważne

Słuchajcie, co i rusz dowiaduję się, że ktoś podczytuje mojego bloga, ale nie ma śmiałości komentować. No i dlaczego się nie ujawniacie? Dlaczego? Dziewczyny, ten blog to jedno z nielicznych w necie miejsc, miejsc przyjaznych odwiedzającym, gdzie możecie SPOKOJNIE pisać komentarze, bez obawy, że ktoś Was za coś zrówna z ziemią. Już moja w tym głowa, by panowała na tej stronie sympatyczna atmosfera. Wszystkie komentarze są przeze mnie zatwierdzane, jeśli jakiś kazik czy inna pruta wełna próbuje przemycić coś wrednego to wywalam, tak więc żaden atak internetowego trolla Was tu nie spotka.

Zresztą zawsze tak było na moich stronach. Cenię sobie słoneczny nastrój i pogodne przebywanie, nienawidzę anonimowych oszołomów, frustratów i ludzików z niską samooceną, którzy atakują innych w celu poprawienia notowań we własnych oczach, u mnie więc tego nie ma i nie będzie.
Nie ma i nie będzie polityki oraz spraw, którymi żyje cała Polska. Niech sobie żyje, na innych stronach. U mnie będzie poziomkowo.

Nie znaczy to, że nie mam poglądów politycznych, własnych przekonań, czy własnego zdania, ale kogo to interesuje? Domniemywam, że wolicie czytać o maleńkiej wiosce Nadziei, zagubionej gdzieś w górach, miasteczku Pogodna, czy choćby Wiśniowym Dworku, a niekoniecznie o tym co Kejt sądzi na temat (tu wpisz dowolny tytuł ze strony głównej dowolnego portalu). Jeśli się mylę i kogoś to jednak interesuje, to sorry, ale ciekawości zaspokajać nie będę.

Ale właściwie nie o tym wszystkim chciałam. Wstęp mi się rozrósł.

Chciałam Was poznać. I dziewczyny, które udzielają się pod każdym artykułem i te, co siedzą cichutko w kątku i już już mają coś napisać, ale śmiałość mija i nadal tylko nas podczytują.
Napiszcie o sobie parę słów. Jak w tej ankiecie "Kim jesteś moja Czytelniczko": skąd pochodzicie (niekoniecznie podając adres domowy, numer telefonu, PESEL, NIP i wysokość odprowadzonego podatku ;), czy macie rodzinę, czy posiadacie jakieś zwierzaki, pracujecie, czy się uczycie, co Was pasjonuje, czym się zajmujecie zawodowo, co lubicie, a czego nie, czego się boicie, o czym marzycie... Tak, żebyście poznały się na wzajem, bo ja Was już trochę znam.
Napiszcie więc parę słów o sobie (nawet jeśli odważycie się na krótkie "Ja też jestem Kasiu twoją czytelniczką"), a ja przygotuję jakąś niespodziankę. Okej?

PS. Pamiętajcie, że nie mam w domu netu, bo mnie odcięli, a każdy komentarz muszę zatwierdzić, żeby pruta wełna nam humoru nie psuła, jeśli więc jakiś nie ukaże się natychmiast, cierpliwie czekajcie i nie wysyłajcie go powtórnie. W przyrodzie (i na tej stronie) nic nie ginie!

czwartek, 15 marca 2012

Polecamy sobie książki

Kiedy to prosiłam, byście poleciły mi fajną książkę? Przed wyjazdem. Tylko dokąd był ten wyjazd? Pewnie wypoczynkowy. Teraz nigdzie nie wyjeżdżam, bo sorry, droga Kasiu, ale na nagrodę trzeba zasłużyć, lecz książkę polecić mi możecie, bo ostatnio pisać nie mogę, za to czytam.
Czego szukam? Czegoś... dobrego po prostu. Żeby można było w czytaną historię wsiąknąć i się zatracić. Żeby rozśmieszyła i wzruszyła. Poprzednio dzięki jednej z Was odkryłam "Sekretny język kwiatów" teraz mam ochotę na coś równie fajnego.
A wiecie, czym się odwdzięczę? Poleceniem Wam czegoś... no super po prostu! Jest to opowieść o owcach, które szukają mordercy swojego pasterza. Nie dość, że dobrze napisana i skonstruowana ta historia, to na dodatek oryginalna, urocza, śmieszna, ale parę razy się również wzruszyłam. Dodatkową rekomendacją niech będzie fakt, że od deski do deski, na jednym oddechu i równie zauroczony jak ja przeczytał tę książkę mój starszy syn, a zadowolić gust czytelniczy nastolatka to nie byle co!

środa, 7 marca 2012

Tytuł potrzebny na gwałt!

Na gwałt to może nie, ale jednak. Mam problem z tytułem "Pandy-psa i całej reszty. Opowieści o zwierzętach", którą to książkę przygotowuję dla Wydawnictwa Literackiego. Jest za długi. Nie każda z Was czytała Poczekajkę, nie musi więc kojarzyć Pandy-psa i w ogóle. Najważniejsze jest to w ogóle.
Do tej pory nie miałam problemu z tytułami - rodziły się w mojej głowie razem z fabułą i okładką, a tu taki klops.
Książka będzie zbiorem opowiadań o moich zwierzakach domowych, o dzikich mieszkańcach Poziomki, o pacjentach tych "konwencjonalnych" i zoologicznych. Na pewno będzie w niej dużo miłości do moich czworonożnych i skrzydlatych przyjaciół, dużo śmiechu i trochę łez.
Proszę o pomoc.
Może któraś z Was wpadnie na fajny pomysł.

Na zdjęciu Klotilda nasza kochana z Pepsi-psem. :)

wtorek, 6 marca 2012

Na co czekamy?

Wiecie, co zauważyłam? Życie jest jednym wielkim czekaniem. Kurczę, nie potrafimy żyć tu i teraz, cieszyć się tym, co mamy. Zamiast tego każdy dzień jest oczekiwaniem na coś. Na wiosnę, na zimę, na wypłatę, na zwrot podatków, na klucze do nowego mieszkania, na paczkę z książkami, na dziecko, na ślub, na rozwód...
Nawet ja, mieszkając sobie spokojnie w WYCZEKANYM domku, wykonując zawód najmniej stresujący na świecie (przynajmniej tak się to ogółowi wydaje) zamiast się cieszyć tym, co mam, czekam... Na ukończenie nowej powieści, na jej wydanie, potem na wejście na Topki... I to nie jest oczekiwanie z piosnką na ustach, w przerwach między pisaniem kolejnej, wychowywaniem synka, a pieleniem ogródka. Nie. Ja naprawdę się stresuję i nie śpię po nocach! Nadchodzi dzień premiery. Książka jest pięknie wydana. Okej. Wchodzi na listy przebojów. Jest dobrze. Piszecie do mnie dobre maile, dzielicie się wrażeniami. Jest bardzo dobrze. A ja? Ja już się boję, czy następna dorówna tej właśnie, wczoraj wydanej!
No luuudzie kochani...
Obecnie, oprócz czekania aż ukończę książkę na maj i następną na czerwiec, czekam: na wiosnę, na koniec remontu, na sierpień (Adela), na nowe okładki, na mail od nowego wydawcy, na sobotę (eskapada do Warszawy i buszowanie po empiku), na przyszły wtorek (węgiel), na... Wmiękłam od tego czekania. Chciałabym zwinąć się pod kołdrą w kłębek i wyjść, gdy już będzie jutro, wiosna, wtorek, sierpień i tak dalej.

Słuchajcie, laski, na co Wy czekacie?
I jak sobie radzicie z tym czekaniem?
Czy jest wśród Was choć jedna dusza, która żyje chwilą i nie czeka na nic???

sobota, 3 marca 2012

"Nadzieja", czyli zapowiedź czegoś całkiem innego

Od dawna nosiłam się z myślą przełamania tradycji: urocza bohaterka, którą można polubić od pierwszego czytania, lekka treść z głębszym "spodem", dobre zakończenie. Nie mam wpływu na to co piszę i jak piszę - serio! - bo już dawno stworzyłabym coś innego i gdy prawie się poddałam... zaczęła snuć się opowieść zupełnie inna...

Oto jej początek.
Z dalszym ciągiem zapoznacie się w maju, najdalej w czerwcu br.

czwartek, 1 marca 2012

Emocje, czyli czytaj, śmiej się i płacz

Ciekawy temat zadała Czytelniczka Bujaczek - otóż ma przed sobą lekturę "Zmyślonej" (coś rzadko wspominam o tej książce, nie wiem dlaczego), poradziłam jej więc, by miała pod ręką pudełko chusteczek.
Wiem, że lubicie śmiać się i płakać - na zmianę - przy czytaniu książek (bądź co bądź same się na ten temat wypowiedziałyście w którejś ankiecie), wiem, że moje książki i śmiech, i łzy Wam zapewniają, ale teraz pytanie: która z nich jest według Was najbardziej emocjonująca?
Ja najbardziej spłakałam się nad "Zmyśloną" (rozmowa Patryk-Łukasz), "Grą o Ferrin" (zakończenie) i "Sklepikiem z Niespodzianką. Adelą" (tej ostatniej jeszcze w łapkach nie miałyście, ale niedługo wrzucę jakiś fragmencik, tak ku pokrzepieniu serc). Wiem, że to dziwne, jak autorka płacze nad własną książką, ale ja zawsze bardzo się utożsamiam z moimi bohaterami i przeżywam ich przygody jak swoje własne. Najbardziej ubawiłam się pisząc "Poczekajkę". Zaraz potem "Lato w Jagódce" (ten książę ze zdechłym ptakiem...).
A Wy, moje Kochane?
Nad jakimi książkami innych autorów śmiałyście się do łez, a czytając które zużyłyście paczkę chusteczek?

PS. Ten artykuł okraszam okładką "Zmyślonej" w starym dobrym zielonym wydaniu. Właściwie co wydawca chce od tych okładek...?!