wtorek, 31 stycznia 2012

Nowy odlotowy konkurs na...

Sóchajcie, laski, tak, tak dzisiaj do Was piszę, z ortografem, bo dziś będzie błędnie i odlotowo. Wczoraj wróciłam w nocy z Cracovii, gdzie spotkałam się z moim Wydawcą i moją przyjaciółką. Oba spotkania były bardzo udane. Nie wiem, co mają do pomysłu na konkurs, ale... aha, już wiem: wróciłam późno, a niedospana i zmęczona mam czasem bardzo dziwne pomysły. Otóż chciałam Wam podziękować, że po pierwsze piszecie komentarze, po drugie maile - piękne, po trzecie bez błędów. To rzadko spotykane w dobie internetowych analfabetów, ale przecież należycie do czytających, a już to uczy zasad poprawnej pisowni (tylko co to ma do konkursu? aha, tak sobie wczoraj myślałam). I dalej: można byłoby jednak zaszaleć i celowo pobłędzić.
Ogłaszam więc konkurs na najbardziej odlotowy i bezsensowny wierszyk z jak największą ilością błędów ortograficznych. Zwycięzca, wybrany kolektywnie, otrzyma książkę z odlotową dedykacją. Okej?
Żebyście wiedziały o co kaman załączam próbkę (też wymyśloną wczoraj):

Oda do ksienrzyca

O muj ksienrzycó o rzułtym licu,
fshut tfuj nad gurom, zahut nad żekom
Hciałabym rzeby, o muj ksienrzycó,
było na odwrut. Ale dlaczego?

Uff, zmęczyłam się. Pisanie absurdalne i do tego z błędami męczy.
Teraz Wasza kolej.

KONIEC! KONIEC KONKURSU!

Jesteście na prawdę niesamowite! W komentarzach pod postem są Wasze konkursowe propozycje, a że wszystkie świetne i ubawiłam się setnie, to nagrody otrzymują: Ania BZ (wśrut lódzi hlóbje :D), Jolinka (nie uhodzi :D), Ania X (pułlitrufka :D), Al (żóri kohane :D), Ewa M (oda do podrurzy :D), Bursztynka (na miętkim kamieńó :D), Dagna (chistoria dworkó) i Agnesto (wrażga na hżonrzcza :D). Kochane zwyciężycznie, dziękuję Wam za świetną zabawę i proszę mailem o adresy wysyłkowe (i tytuł książki, jaką pragnęłybyście dostać, jeśli będę miała - tę właśnie wyślę).

Idę wymyślać coś nowego... :D

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Plan wydawniczy na rok 2012

Mam dzisiaj dobre wiadomości, oto plan na bieżący rok. Będzie co czytać, oj będzie, dla każdego coś miłego i dla wielbicielek serii owocowej i tej z kokardką i poczekajkowej, ferrinowej, a nawet dla tych, co chciałyby TYLKO opowieści o zwierzakach. Plan nie jest pewny na 100%, ale bardzo prawdopodobny. Oto on:

maj "Panda-pies i cała reszta. Opowieści o zwierzętach"

czerwiec "Czarowne" (seria poczekajkowa)

sierpień "Sklepik z Niespodzianką. Adela"

sierpień uwaga, uwaga! "Powrót do Ferrinu"!

październik uwaga, uwaga! "Serce Ferrinu"!

listopad "Wiśniowy Dworek" (seria owocowa, a może... zupełnie nowa?)

Jak Wam się, moje kochane, podoba ten zacny planik?
Na co czekacie, tupiąc nóżkami? :D

PS. Na zdjęciu jedna z bohaterek "Pandy-psa i całej reszty" moja ukochana, zaginiona Whisky.

sobota, 28 stycznia 2012

Polska literatura, czyli... co lubicie czytać?

Ostatnio wolę słuchać, niż mówić (może to kwestia chorego gardła?) ten artykulik nie będzie więc moją opowieścią o koleżankach i kolegach "po piórze", tylko pytaniem do Was, Kochane: skoro tu jesteście, na mojej stronie, to znaczy, że polska literatura nie jest Wam obca, przeciwnie, jest Wam miła (chyba, że należycie do kolegów kazika i wchodzicie tu, żeby się masochistycznie podręczyć, ale koledzy i koleżanki kazika to margines marginesów) jakich więc pisarzy i pisarki "bierzecie w ciemno"?
Ja cenię polską literaturę od lat (i nie dlatego, że sama piszę, bo czytam nieco dłużej). Zauważyłam, że dzieli się na trzy główne nurty:
1. literatura kobieca (jak bardzo szowinistycznie by to w czyichś uszach nie brzmiało, ja tam nie mam nic przeciwko takiemu zaklasyfikowaniu, bo faktem jest, że piszę przede wszystkim DLA KOBIET) bardzo, bardzo różniąca się od amerykańskiego potopu singielek na Manhattanie - ciepło, serdeczność, miłość, przyjaźń, powrót do korzeni, nostalgia za wsią - to według mnie jej główne cechy, które odróżniają naszą twórczość od hamerykanizmów;
2. polska fantastyka, stojąca na całkiem dobrym poziomie, której brakuje do tej zagranicznej (też w większości amerykańskiej) jedynie dużych hollywoodzkich pieniędzy i P. Jacksona, a spokojnie mielibyśmy, choćby z takiego Wiedźmina, "Władcę Pierścieni";
3. książki biograficzne i podróżnicze, czyli nasze Blondynki na krańcach świata i Danuty Wałęsowe oraz Mannowie i Maternowie w rozmaitych odsłonach (piszę to bez ironii).
O polskiej literaturze "ambitnej" (czyli tej spod znaku Nike, Transów itp) się nie wypowiadam, bo przeczytałam fragment Pawia królowej i przeszła mi ochota na więcej (może zazdroszczę? tej Nike? ;D), co nie znaczy, że macie się nie wypowiadać Wy.

Jeszcze raz więc: co lubicie czytać, kogo, z naszych rodzimych twórców kupujecie w ciemno, na co czekacie, co jest Waszym polskim ODKRYCIEM ostatnich lat ale też... czego nie lubicie, co w polskiej prozie Was męczy i wkurza, czego jest za dużo?
Wypowiedzcie się, Kochane, a ja będę wyciągać wnioski i pisać dla Was takie książki, jakie chcecie czytać.

PS. To nie jest domaganie się peanów na moją cześć! Naprawdę i na serio chcę poznać Wasz gust czytelniczy z pominięciem twórczości Katarzyny Michalak!
PS2. Tam obok są nowe akniety, krótsze niż zwykle, ale za to cztery.
PS3. Pamiętajcie, że komentarze są moderowane, czyli muszę je zatwierdzić. Nie giną w czeluściach internetu, tylko czekają, aż znajdę się w zasięgu kompa, wejdę na stronę i kliknę "tak, tak, opublikuj!!".
PS4. Dlaczego w ankiecie nr 1 nie ma Sellinarisa i Amrego?! To pytanie do niejakiej Kejt Em, która się potem martwi, że nie znacie "Gry o Ferrin"...
PS5. Jest zimno! DOKARMIAJCIE PTICE! Zamiast słoniny, która w takiej temperaturze twardnieje na kamień i ptaki więcej energii tracą na jego łupanie, niż zyskują po zjedzeniu, sypcie łuskane ziarno słonecznika. Odchowałam na nim już parę pokoleń sikorek, kowalików, dzięciołów i... wiewiórek :).

środa, 25 stycznia 2012

"Wiśniowy Dworek" czyli książka z OPISAMI

Moje wierne Czytelniczki wiedzą, dlaczego OPISY w tytule dałam wielkimi literami i aż muszę nowy temat zakładać, by obwieścić światu, że "Wiśniowy Dworek" będzie pierwszą moją książką, w której postawię na opisy. Akcja oczywiście będzie, wartka, na pewno będzie się działo, trochę Was powzruszam, trochę rozśmieszę, jednych bohaterów polubicie innych znienawidzicie, jeszcze inni Was wnerwią - tutaj jak na Zachodzie: bez zmian - jednak postanowiłam zmierzyć się z moją piętą achillesową, czyli opisami. Może nie do końca to taka pięta, bo ponoć wychodzą mi całkiem nieźle (jeśli już wychodzą) i widzicie wszystko, co chcę, byście zobaczyły, ale... wiecie, o co chodzi.
No, to chciałam powiedzieć. Dlaczego akurat teraz, skro książka ma wyjść za rok? Bo jadę do Krakowa do mojego drogiego Wydawcy, by pogawędzić o paru sprawach i "Wiśniowy Dworek" będzie jedną z nich.
Poza tym miałam opisać moje wakacje Ant Inclusive, ale jeszcze do tego nie dojrzałam. Poza tym nr 2 dostałam dziś jeden z oczekiwanych niecierpliwie maili i... jest dobrze, jest dobrze! Mam nadzieję, że niedługo będę miała i dla Was dobre wiadomości. Czekacie tak cierpliwie, jak ja.

PS. Jak Wam się podoba Olga Serebryakowa do roli Ewy?

niedziela, 15 stycznia 2012

Top 10 Bajki naszego dzieciństwa

Szukając linków (tak, tak, tym razem będą nie zdjęcia a linki do czołówek owych bajek z Top10 ) normalnie przeniosłam się w tamte czasy. Czasy (jeśli wykasować kolejki po ohydne słone masło, czołgi jadące pod oknem, niedzielę bez teleranka i takie tam) beztroskiego dzieciństwa, którego większość spędziłam:
a) na trzepaku
b) skacząc przez gumę
c) skacząc przez piłkę
d) stojąc na bramce
e) zjeżdżając na brzuchu po pniu drzewa (tego akurat nie polecam)
f) włócząc się po polach i nad smródką.
Aha, jeszcze uczyłam się co niemiara, by zostać najlepszą uczennicą w szkole. :/

Teraz już przejdźmy do bajek...

REKSIO

LATAJĄCY ZAJĄCZEK

BARBAPAPA

MIŚ COLARGOL

Z MCHU I PAPROCI

BIAŁY DELFIN UM

KOZIOŁEK MATOŁEK

ZACZAROWANY OŁÓWEK

PIASKOWY DZIADEK

BOLEK I LOLEK

No i? Miło Wam się zrobiło? :)

PS. Wyjeżdżam na tydzień, komenty nie będą więc na bieżąco zatwierdzane, ale nie zginą!

sobota, 14 stycznia 2012

Mordoksiążka - zabijacz czasu, czy... przyjaźni?

Właśnie zdezaktualizowałam konto na facebooku (zwanym jakże swojsko mordoksiążką). Uważajcie: nie "zlikwidowałam", a zdezaktualnizowałam ("zawsze możesz do nas wrócić"), bo konta zlikwidować się nie da. A przynajmniej ja nie skumałam, jak tego dokonać. Fb jest jak mafia: łatwo wejść, trudno wyjść.
Dlaczego to uczyniłam? Po pierwsze dlatego, że nie lubię uzależnień, a fb wciąga. Bardzo. Gdy złapałam się, że zaczynam dzień od wejścia na fb, poczułam zaniepokojenie, a ja nie chcę ani być uzależniona,  ani zaniepokojona pitoloną mordoksiążką.
Po drugie traciłam tyle czasu na sprawdzanie nowych wiadomości, pisanie i kasowanie postów i komentarzy, wchodzenie i wychodzenie na i z konta znajomych, bo... że powiedziałam: dosyć! Ten czas już dzisiaj przeznaczyłam na upieczenie (i skonsumowanie) ze starszym synkiem ptysiów z kremem karpatkowym, polewanych białą i mleczną czekoladą oraz na poczytanie młodszemu synkowi "Placka i trzynastu zbójców". Jestem najedzona i szczęśliwa. A byłabym sfrustrowana i na siebie wściekła. Od jutra zacznę - zamiast ślęczeć na fb - pisać powieść. "Lidka" czeka.
Po trzecie ludzie zaczęli na fb robić dziwne rzeczy. Polubiać (idiotyczny zwrot, śni mi się po nocach) własne strony i własne posty, wklejać makabryczne zdjęcia mordowanych zwierząt, pojawiła się też polityka w dość żałosnym wydaniu.
Po czwarte maile i komentarze od przyjaciół coraz częściej zaczął zastępować magiczny guzik "lubię to". Fb zamiast portalem społecznościowym stał się portalem aspołecznościowym. Na dodatek handlującym danymi personalnymi uczestników.
Myślę, że powodów, dla których powiedziałam fejzbukowi jest dość.
Zamiast bywać tam, częściej będę bywać tu, na mojej żółtej jak kurczątko, słonecznej stronie. Żebyście mogły mi towarzyszyć, przywracam anonimowe komentowanie - jednak nauczona przykrym doświadczeniem, gdy różni popaprańcy radośnie wklejali różne dziwne rzeczy nadal będę komentarze moderować. Nie chcecie przecież czytać wypocin kolegów kazika na każdy temat.
Na koniec pytanie do Was, moich Czytelniczek: jakie jest Wasze zdanie o portalach typu fb? Zrobiłam dobrze (z punktu widzenia mojego pisarstwa), czy źle?

czwartek, 12 stycznia 2012

"Sklepik z Niespodzianką", akcja Włóczykijka i 100 pytań do...


Popieram każdą akcję, mającą na celu propagowanie polskiej literatury  (właściwie każdej literatury, ale polska szczególnie leży mi na sercu) toteż chętnie przekazałam "Sklepik", coby włóczył się po Czytelniczkach w ramach Włóczykijki. Link do tego zacnego przedsięwzięcia: TUTAJ

Ponieważ dziewczyny zadały mi parę ciekawych pytań, pomyślałam, że nie tylko one chciałyby poznać odpowiedzi i przy okazji propagowania Włóczykijki wklejam i pytania, i odpowiedzi poniżej. Gdy dowiem się, jak umieścić je na stronie Włóczykijki, pojawią się i tam. 
(A "Bogusi" życzę miłej wędrówki! Dołączyłam do książki kosturek, mam nadzieję, że daleko zajdzie :) 

Oto pytania i odpowiedzi:

środa, 11 stycznia 2012

Ferrin Theme, czyli co mi w duszy gra.

Wprawdzie projekt "Ferrin" utknął w miejscu (powiedziałabym nawet, że na etapie jajka utknął, bo się nie zdążył wykluć), ale to nie znaczy, że zszedł śmiertelnie. Nie, nie. Nie odpuściłam. Czekam tylko na wiosnę, odtwórcę roli Sellinarisa, pieniądze i takie tam. Drobiazgi. Dziś dostałam coś, co na nowo mnie zmotywowało: Kayanis, któremu zawdzięczam genialną aranżację "Poczekajki" przysłał muzykę do trailera. Nie wiem, jak Wy, ja słuchając jej WSZYSTKO widziałam...

video

Podoba mi się. Naprawdę podoba. Jeszcze więc tylko Sellinaris, wiosna, pieniądze i takie tam, drobiazgi, i mogę działać...

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Top 10 filmów, które zapadły w pamięć

Lubię chodzić do kina. Tego - oprócz empiku - żal mi najbardziej po wyprowadzce na wieś, że w Urlach City nie mogę raz w tygodniu wsiąść w autobus, podjechać do Cinema City (to była moja ulubiona sieć kin, chyba ze względu na wygodne fotele, kiedyś gdy nie było sieci kinowych, lubiłam Kino Muranów i Relax - to pierwsze jeszcze zipie, to drugie już chyba nie), kupić owoce w czekoladzie na wagę (za popcornem nie przepadam, bo chrzęści i skupić się nie mogę) i... oddać się magii filmu. Najchętniej w miłym towarzystwie. Mojego starszego syna na przykład. Ale sama chodzić na filmy też lubiłam. Jestem takim śmiesznym człowiekiem, że gdy coś mnie zachwyci, muszę się tym delektować... wielokrotnie. Aż z afiszu zdejmą. Przyznam, że na Gwiezdnych Wojnach (oczywiście tych pierwszych, bo te drugie to już nie tego) byłam kilkanaście razy (miałam wtedy naście lat, więc rozumiecie, że miłości do Hana Solo...), ale nie przyznam się nawet na torturach, że na Władcy Pierścieni też byłam kilkanaście razy (na każdej części, oczywiście dla Aragorna) - bo wtedy miałam już trzydzieści parę lat i nie wypadało. (Ups! Właśnie się przyznałam). Bardzo lubiłam filmy dziecięce i z przyjemnością biegałam do kina z synkiem. Mogłam wtedy śmiać się razem z nim. Na głos, serdecznie, z całego serca. Teraz synek ma 14 lat i by się wstydził.
Okej, czas na moją osobistą listę Top 10 filmów, które z jakichś względów pamiętam do dziś. Oto ona:



"Powrót do Edenu" - nie wiedzieć czemu lista zaczyna się od serialu (to znaczy wiedzieć: tak mi się zdjęcie na stronę wgrało). Pamiętacie go? Stefania Harper, którą pożarł krokodyl, dzięki czemu stała się piękna i... coś tam dalej. Treści dokładnie nie pamiętam, ale śledziłam losy Stefanii z wypiekami na twarzy.

sobota, 7 stycznia 2012

E.K.R.A.N.I.Z.A.C.J.A

Któraś z moich wiernych Czytelniczek rzuciła temat ekranizacji i "kogo byście obsadziły w roli". Bardzo mi się ten temat spodobał, więc zapytowywuję Was niniejszym: jeśli chciałabym zekranizować... na przykład Rok w Poziomce, kogo byście widziały w roli Ewy i Andrzeja?

O postaci z innych książek zapytam innym razem, bo teraz bardzo ciekawa Waszych typów właśnie co do bohaterów Poziomki.
Uprasza się o wklejanie linków do zdjęć w komentarzach!

Mi najbardziej podobałby się w roli Andrzeja ten pan:

środa, 4 stycznia 2012

Top 10 książek mojego dzieciństwa

Nie wiem, co mi się stało, ale ostatnio wspominam czasy dzieciństwa i młodości. A to słucham Dela Shannona "Runaway" (chyba ze względu na to Shannon ;), a to przeglądam moją twórczość z lat szkoły podstawowej ("Filadelfia, czyli życie chomika"), a to... właśnie: ułożyłam Top10 książek, którymi zaczytywałam się mając te parę, czy paręnaście lat. Niejedna z nich oprócz tego, że zapadła mi w pamięć, miała wpływ na moje życie, z przyjemnością więc i łezką wzruszenia w oku niniejszym je prezentuję.
 "Timba" - o dziewczynce, która marzyła o owczarku. Włochatym, pięknym owczarku z grubymi łapami. Ludzie, jak ja marzyłam o taki owczarku, gdy byłam w wieku Kiki... Marzenie spełniło się piętnaście lat później: Nesia, to była moja wspaniała, do dziś nie odżałowana owczarka. Piękna, kudłata, mądra, kochająca całym sercem i tak właśnie kochana.

niedziela, 1 stycznia 2012

"Sklepik z Niespodzianką. Adela" - na dobry początek...



SKLEPIK Z NIESPODZIANKĄ. ADELA.

W ten śnieżny styczniowy wieczór miasteczko Pogodna, leżące gdzieś między Koszalinem a Kołobrzegiem, wyglądało niczym z bajki Andersena. Płatki śniegu wirowały w świetle pięknych, kutych przez miejscowego artystę-kowala latarni, opadały na strome dachy przedwojennych kamieniczek, na kasztanowce i świerki, rosnące wzdłuż alejek niewielkiego parku, na ławeczki okalające fontannę i lśniły we włosach spieszącej chodnikiem kobiety. Ta zatrzymała się przed drzwiami Sklepiku z Niespodzianką, zatupała czerwonymi kozaczkami i otrzepała z białego puchu długie srebrne futro. Nacisnęła klamkę i po chwili znalazła się w ciepłym jasnym wnętrzu, pachnącym herbatą „Zimowy wieczór” i szarlotką z cynamonem.