czwartek, 25 października 2012

Wieczorek Czwartkowy po raz pierwszy! Hasło wiodące: miasto, czy wieś?

Witam Was, moje kochane (i kochani też) na pierwszy Wieczorku Czwartkowym, który - jeśli pomysł się Wam spodoba - będę powtarzała co tydzień.
Na czym będą polegać te spotkania? Na swobodnej dyskusji gości, czyli Was. Komentarze od wieczora aż do piątkowego poranka będą wchodziły od razu, więc... możecie zaszaleć, do czego tendencje wykazywałyście przy okazji quizów. :))
Każdy wieczorek będzie sygnowany stałym emblematem.
Co jeszcze musicie wiedzieć? Temat zadany nie jest obowiązujący, ale na dobry początek, żebyście mogły się rozkręcić, jakiś musi być. O temacie dzisiejszego wieczorku będzie niżej.
Mam jeszcze jeden pomysł a propos tych spotkań... Chciałabym, by zostawiały jakiś ślad na naszej rzeczywistości, taki... bardziej namacalny. Żeby w jakiś sposób zmieniały świat, który nas otacza. Parę pomysłów mam.
Możecie być zaskoczone, ale myślę, że połapiecie temat.

Teraz już o dzisiejszym Wieczorku.
Miałam zamiar rzucić jakieś hasło książkowe, związane z moją działalnością, na przykład "Jakie zakończenia lubicie?", "Więcej humoru, czy łez?" takie tam, ale... o to zdążę jeszcze zapytać, a podczas tych wieczorków chciałabym pogadać z Wami o życiu.
Tematem dnia jest więc: Miasto, czy wieś?
Znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że ja tu raczej łączę, nie dzielę, nie chodzi mi więc o podział Polski na miejską i wiejską, tylko na blaski i cienie miasta i prowincji. Wypowiedzcie się na ten temat. Ja od czterech lat mieszkam w Urlach City, co z City mają niewiele wspólnego. Jest mi - Warszawiance przez 39 lat - tutaj cudownie, choć bywa ciężko, ale przyjmuję moje miejsce na ziemi zarówno z zaletami, jak i z wadami. Na dobre i na złe. Wiem jednak, że nie każda wieś jest tak szczególna, piękna i zadbana jak moje Urle. I nie wszędzie życie jest tak proste, jak tutaj. Opowiedzcie o Waszych doświadczeniach.
Czasem tęsknię za wielkim miastem, najczęściej wtedy, gdy chciałabym pobiegać po Empikach, bardzo często chodziłam również do kina - sama i ze starszym synem - i tego mi brakuje. Boję się też, że Patiś nagle zachoruje, a tutaj, w tym moim lesie, zero szpitali, pogotowie zaś dojeżdża w zaledwie 40 minut - to są te cienie. Cała jednak reszta, to niekończące się wakacje. :)

A jak to jest u Was?

Oddaję głos (i stronę) Wam.

Pamiętajcie, że po 200 komentarzu blogger zwija następne i trzeba przycisnąć "załaduj więcej"!

354 komentarze:

  1. Ale to dopiero od 19.00 zacznie się szaleństwo no nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. i miałam poczekać, choinka... ale muszę, bo się uduszę, Aga przybiegła do mnie z tą wiadomością, że wygrałam!!!!!! pierwszy raz w życiu, jakie to fajne uczucie, dobra, teraz na temat...
    mieszkam w maleńkim miasteczku, ale mam tu lekarza, sklep 'codziennie niskie ceny', aptekę, mięsnych kilka i tyle mi wystarczy, nie mam kolejek, nerwów, korków, tyle na początek

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahah czyli rozniosłam dobrą nowinkę?:) ale faajnie;)
    Ja mieszkam na wioseczce nie ma u mnie niskich cen, lekarzy i całej reszty luksusu jest za to ośrodek wypoczynkowy z jeziorkiem no i główne miejsce spotkań lokalnej młodzieży przystanek autobusowy!:)
    Coś jeszcze? Latem jest przecudnie jak w bajkowej osadzie zimą... ochh dolina muminków ulega odcięciu od świata zewnętrznego i..kopiemy tunele, budujemy różne cuda ze śniegu;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, wszędzie znajdą się małe atrakcje :-) U mnie z kolei co roku organizowany jest wyścig ... gumowych kaczuszek po rzece ;-)

      Usuń
    2. Ooo gumowe kaczuszki?? Może zapożyczę pomysł i u nas zaszczepię bo jakoś nudnawo się zrobiło ostatnimi czasy;p

      Usuń
    3. sama tylko popatrz ;-) http://www.waz-online.de/Gifhorn/Gifhorn/Uebersicht/Bald-sind-wieder-Gifhorns-Enten-los Najzabawniejsze jest to, że rzeka na dobrą sprawę jest naprawdę leniwa, bywa, że w ogóle nie chce się ruszać i strażacy muszą kaczuszkom pomagać ;-)

      Usuń
    4. Hahahaahah o matko jedyna!!! To jest genialne!!:D Ależ się uśmiała te kaczuchy są boskie!!;))Znaczy się strażacy biorą czynny udział i popychają kaczuszki jeżeli dobrze rozumiem??;P

      Usuń
    5. No to mogłoby być niesprawiedliwe, jeszcze jakąś bardziej popchają i wygra ... ;-) Jak trzeba to zapory bydują albo sikawkami wodę burzą ;-)

      Usuń
    6. No tak nie pomyślałam o innej formie pomocy;D jakoś mi się skojarzyło ;))

      Usuń
    7. Zapoczątkuj tradycję w okolicy a sama zobaczysz jacy ludzie kreatywni ;-)

      Usuń
    8. Tylko żeby nie było,że brutalnie zmałpowałam niech będą to kaczorki!:D

      Usuń
    9. :-))) W tym roku już przepadło ale jeśli w przyszłym roku będziesz zainteresowana, to Ci prześlę taką naszą wyścigową kaczuchę ;-)

      Usuń
    10. Macie taką?? chcę ją chcę!:)a co się dzieję z wygraną kaczuszką??;p

      Usuń
    11. Na honorowym miejscu w domu stoi :-) A właściciel nagrody zbiera. :-)

      Usuń
    12. Gdzie macie ten spływa kaczuchowy?? Może się wybiorę do was?:)

      Usuń
    13. W Niemczech, dolna saksonia :-) a pływamy we wrześniu ;-)

      Usuń
    14. Ooo to koleżanka za zachodnią granicą mieszka?:)

      Usuń
    15. ano serce mnie tu przygnało ;-)

      Usuń
    16. Kurczee bo mnie ktoś ostatnio ciągnie na zieloną "planetę" do Irlandii niby na razie z mojej strony nic się nie zapowiada ale jakoś nie wiem czy chcę aż takiej zmiany..

      Usuń
    17. w przyszłym roku własnie do Irlandii na wycieczkę chciałabym jechać, ale tylko ja jestem chętna, a zawsze jeździmy całą grupą, w tym roku była Chorwacja

      Usuń
    18. Jeżeli mi w tym roku "wypali" ta podróż i szczęśliwie wrócę dam znać czy warto;D

      Usuń
    19. wiem, że warto, bo siostra moja tam była

      Usuń
    20. aha, to może się przemogę?

      Usuń
    21. pewnie, tam jest naprawdę pięknie!!!

      Usuń
    22. No tylko strasznie boję się tego samolotu;( leciałaś już? Da się przeżyć tą odprawę i w ogóle? Przecież zgubię się w tym tłumie!!;(

      Usuń
    23. Jejku Irlandia... ja też chcę :-) Co do lotów samolotami, sporo w te wakacje zaliczyłam bo byliśmy u szwagra w Boliwii ;-) Tam to dopiero odprawy i języka nikt nie zna... Ale się dało więc głowa do góry, dasz radę :-)

      Usuń
    24. właśnie nie leciałam, bo my zawsze autokarem jedziemy, masakra... a samolotu się trochę boję, ale nie polecisz sama ?

      Usuń
    25. Właśnie ma całkiem SAMA lecieć;( mama mnie pociesza,że do momentu wejścia na pokład będzie ze mną przez telefon rozmawiała ale i tak jestem przerażona! Język znam ale rosyjski;D tam nie wiele z nim nawojuję;p

      Usuń
    26. Aga głowa do góry, jeszcze Ci się tak spodoba, że zechcesz częściej latać :-)

      Usuń
  4. Ja mieszkam w małym miasteczku i niezbyt mi się tu podoba. Nic ciekawego, tylko nudy, nudy i nudy. Po skończeniu szkoły mam zamiar się wyprowadzić do większego miasta i zacząć szaleć.
    Jedyne co mi się podoba w małym mieście jest to, że wszędzie dojdę na piechotę. Nie muszę się tułać pociągami i autobusami, ale z kolei gdybym chciała pojechać gdzieś dalej - jest bardzo trudno, a jeszcze trudniej potem wrócić. Do wieś nic nie mam, czasami dobrze jest pooddychać świeżym powietrzem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, to nawet na czwartek się załapię, o ile zakładamy że 17.30 to już wczesny wieczór ;-) Urodziłam i wychowałam się na Śląsku - miasto przy mieście, może szare, może bure ale nasze. Czy opera czy teatr, czy kino a może po prostu pub lub dyskoteka - wszystko praktycznie na wyciągnięcie ręki. Od 5 lat mieszkam... no nie powiem że na wsi, choć zrobiłby to mój ojciec - ale w niewielkim miasteczku. Takim gdzie sąsiedzi nie tylko mówią sobie dzień dobry ale i zatrzymują się by poplotkować. Takim w którym nawet do weterynarza z kotem nie przejdę anonimowo. Takim, gdzie mogę spacerować do woli, czy to po lasku czy w okolicach jeziora a mimo to moje serce usycha z tęsknoty za miastem... Kocham gwar, akcję, hałas, kocham wieczorne dylematy, gdzie iść bo opcji jest tak wiele. W mojej mieścinie czuję się tak jakby przybyło mi nie 5 a 25 lat. Owładnęła mnie jakaś taka bezsilność, tendencja do unikania jakichkolwiek działań. Niezależnie od tego, co bym chciała wieczorem zrobić, jestem skazana na samochód bo jakikolwiek transport publiczny zamiera koło 20ej. A paliwo kosztuje więc siedzi człowiek w domu, tępo patrząc w telewizor i wspominając czasy, gdy to kolorowe pudło stało w pokoju nieużywane, bo nigdy nie starczało na nie czasu. Podejrzewam, że znajdę się tutaj w mniejszości ale ja tak bardzo bym chciała wrócić do większego miasta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Echhh wiem co czujesz..Ja bym z chęcią uciekła z tej mojej wioski żeby mieć dylemat gdzie wyjść a nie co oglądać;/

      Usuń
    2. No właśnie. .. A wiesz gdy odwiedzają mnie znajomi są zachwyceni okolicą i twierdzą że mam tutaj niekończące się wakacje. A ja tyle bym dała, by dla mnie się skończyły...

      Usuń
    3. Jekuu u mnie jest to samo!! Wtedy im odpowiadam,że z chęcią się zamienię bo do głupiego kina,że tak się wyrażę na wieczorny seans muszę kombinować transport!! Bo potem by się chciało do baru a tu nie ma chętnego kierowcy i.. wychodzi,że zostajemy w domu.

      Usuń
    4. bo zawsze chcemy być tam, gdzie nas nie ma... mnie życie nauczyło cieszyć się z tego, co mam...

      Usuń
    5. Niekoniecznie :-) Ja tam mieszkając w mieście nigdy nie marzyłam, by zaszyć się na wsi. Mały odpoczynek chętnie ale tak po tygodniu miałabym już serdecznie dość ;-)

      Aga, no właśnie - kto tym razem będzie kierowcą - moje ulubione pytanie... Od razu odechciewa się gdziekolwiek jechać...

      Usuń
    6. ja i tak nie mam prawa jazdy, Alison, wiem, że to bardzo schematyczne, co napisałam, jednak myślę, że warto zamieszkać tam, gdzie będzie się szczęśliwym... może i Ty powinnaś o tym pomyśleć, po to są w końcu marzenia, by je realizować, ja w życiu bym nie pomyślała, że kiedyś będę miała swój kąt

      Usuń
    7. Powiem szczerze,że dla mnie wieś to tylko na miesiąc wakacji a potem z chęcią przemeldowałabym się do miasta;-) a niech będzie głośno przynajmniej nie nuudnoo. dobrze,że mam chociaż internet!;)

      Usuń
    8. Gdyby to była jedynie moja decyzja, już dawno bym zmieniła mój kąt na choćby i 3 razy mniejszy ale w dużym mieście. Tylko to nie takie łatwe, gdy mąż ma tutaj stałą pracę a ja właśnie ze względu na odległość do potencjalnych miejsc pracy, niczego sensownego nie mogę dostać... Mimo to dalej próbuję i wierzę że gdzieś czeka na mnie ten wymarzony kąt :-)

      Usuń
    9. Właśnie..Ja znowu jestem na chwilę obecną bez pracy i czekam nie wiem na co o kogo.. a w tej zapadlinie to już chyba prędzej pędy wypuszczę niż coś się wydarzy;D

      Usuń
    10. Ja już chyba zapuściłam ;-) Dobrze, że tak jak wspomniałaś mamy internet. No i książki oczywiście ;-) To można tak dalej zapuszczać, czytając ;-)

      Usuń
    11. U mnie chwilowo brak książek do czytania;(

      Usuń
    12. jak to brak? A co lubisz? pożyczę

      Usuń
    13. Noo prócz horrorów wszystko wciągam;D

      Usuń
    14. horrorów już nie posiadam, bo się nerwowo wypalam

      Usuń
    15. Mi wyobraźnia za bardzo się pobudza i spać w nocy nie mogę wolę coś przyjemniejszego;)

      Usuń
    16. a ja kiedyś uwielbiałam Kinga i Mastertona, mam trochę książek, właśnie przedwczoraj półka mi się ze ściany zerwała to i o książkach, co tam stały sobie przypomniałam

      Usuń
    17. Mastertona czytałam jedną Drapieżcy do tej pory boję się brązowego Jenkinsa;D Kinga czytałam o tym samochodzie co był zazdrosny o kobitki swojego właściciela;P

      Usuń
    18. z Kinga to tylko Dallas 63 czytałam, ale pewnie na tym sie nie skończy ;-)

      Usuń
    19. Kinga Zielona milę polecam, to nie horror, świetna książka, zapadła mi w pamięć, a reszty nie bardzo kojarzę w tej chwili jeszcze Sklepik z marzeniami, ale to już horrorowate

      Usuń
    20. Zieloną milę film oglądałam przez pół godziny po zakończeniu dochodziłam do siebie tak ryczałam;(

      Usuń
    21. O taaaak, film był cudowny :-) gdy oglądałam to nawet nie wiedziałam że to Kinga, ale się później zdziwiłam ;-)

      Usuń
    22. tym chętniej przeczytam :-)

      Usuń
  6. Jeeej, ależ się cieszę, że Poczekajka powędruje do mnie! Właściwie, to powędruje do Stanów, do mojej Olci!

    Co do tematu..
    Ja kocham wiochę. No sorry, nie obrażajcie się, ja 'wiocha' mówię z pełną sympatią! Marzy mi się takie życie, bez tego wiecznego pośpiechu, bez umawiania się z przyjaciółką na przyszły miesiąc, bo siedziby naprzeciwko siebie, ja ze swoim kalendarzem, ona ze swoim, i ustalamy dogodny termin! To przecież chore jest. I żadna z nas nie ma dzieci, bo wtedy to ja nie wiem, na kiedy byśmy się umawiały! Pewnie na kinderbale... Wiecznie latamy wszyscy jak psiaki z wywieszonymi jęzorkami. I tak sobie myślę - gdzie w tym jest sens? Jedyna rzecz, która mnie (i mojego KsięciuniaBezKonia) trzyma w Warszawie jest praca. Niestety. Przyznam się szczerze, że gdybyśmy mieli jakąś alternatywę, to pewnie wynieślibyśmy się na wieś, i to nie wieś w sensie podwarszawska sypialnia, a wiocha gdzieś na Mazurach, najlepiej nad wodą, bo oboje ją kochamy i żeglujemy. Mam te szczęście mieć działkę za niedaleko Lubawy (niestety, zimą dom jest zamykany), i spędziłam tam w tym roku miesiąc, bo po zabiegu lekarz zalecił mi dużo świeżego powietrza i spokój. Odpoczęłam. Wychodziłam rano na ganek i czułam powietrze! Nie to co w mieście. A najpiękniejsze było to, że gdy musiałam wstać wcześniej, nie budził mnie dzwonek komórki, a klangor żurawi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężko powiedzieć... Bo jednak w mieście Łodzi jest moja dusza, tu się urodziłam, tu mam przyjaciół, tu mam rodzinę, tu mam poupychane wszystkie wspomnienia. Choć.. Czasem chciałabym mieszkać na wsi, gdzie wszyscy się znają, gdzie do przyjaciółki mam parę kroków, gdzie jest taka sielska atmosfera. Bo jednak w mieście tego nie ma, sąsiedzi unikają swego wzroku nawzajem, nie mówią sobie bardzo często dzień dobry...
    Ale miasto to jednak większe perspektywy. I w mieście jest chyba więcej do roboty. Ale taki złoty środek to obrzeża miasta. Nie jest tłoczno i głośno, ale nie trzeba także tłuc sie xxxx km, żeby dobić do kina, sklepu czy teatru. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do sąsiadów - nie wiem czy to powód do radości, czy też wręcz przeciwnie. Mieszkam w tym samym miejscu już jakiś czas i jedyną osobą, którą kojarzę, jest właściciel sklepiku, który mieści się na parterze. Słowo daję, nie widuję swoich sąsiadów! Ja ich nie znam. Czy wy, mieszkające w miastach w blokach, też tak macie???

      Usuń
    2. też tak miałam :-) cóż, nie da się znać wszystkich... I tak po stokroć wolę żyć tak anonimowo niż tłumaczyć się sąsiadce, że choć samochód jest pod domem to nie oznacza to że mąż chory - po prostu pojechał do pracy rowerem...

      Usuń
    3. o, to jest najlepsze na wsi

      Usuń
    4. mój Sebastian może jeździłby rowerem... gdyby go nam nie ukradli. W biały dzień, przy pani siedzącej na recepcji całe dwa metry od przypiętego do barierki roweru (łańcuchem niemal jak dla krowy). Pani siedziała i patrzyła znudzona, jak dwóch gówniarzy podeszło, przecięło łańcuch (pani powiedziała, że nawet mieli chyba jakiś problem, pewnie za gruby ten łańcuch) i udało się w bliżej niezidentyfikowaną przestrzeń z rowerem za grube pieniądze. Ach, stolica - czego chcieć więcej :D

      Usuń
    5. a tu muszę przyznać Ci rację. Odwiedzając moją siostrę w mieście nie wolno zostawiać pojazdów przed jej blokiem - bo albo radio zginie albo lakier odrapią... I choć blok na bloku to nikt nic nie widzi...

      Usuń
    6. O.o
      Z moimi sąsiadami na prawdę rzadko sie widuję.. O.o

      Usuń
    7. Ta znudzona Pani widać była przyzwyczajona do takich akcji skoro nie zareagowała;D a takie tam zwinięcie cudzej własności w końcu to tylko rower;p

      Usuń
    8. znieczulica... aż przykro się robi. i cóż, żyje się dalej... co do sąsiadów, to nadal nie wiem, jak wyglądają.

      Usuń
    9. rower to rower, a jak ludzie na oczach innych umierają i nikt nie reaguje, ani pomocy nie wezwie...? U na sensacja jak karetka jedzie, zresztą mieliśmy tu też prawdziwą wielką katastrofę, ale nie mogę o tym...

      Usuń
    10. Może powinnaś zwołać spotkanie w piwnicy jak w tym filmie Alternatywy 4 w celu zapoznania się;))

      Usuń
    11. ale w tym przypadku to w wsi też nie lepiej. wyjść wyjdą by popatrzeć ale gdy trzeba coś zrobić... Choć oczywiście generalizować nie można, każdy człowiek jest inny...

      Usuń
    12. jechałam kiedyś samochodem przez pl. zawiszy. jakiś facet na pasach zgiął się wpół, nikt do niego nie podszedł, nawet nikt nie zwolnił. gdy my i jeszcze jeden samochód zjechaliśmy na bok, zostaliśmy otrąbieni. na szczęście ktoś złapał dziadka i widać było, że jedna dobra dusza wśród przechodniów się znalazła. Inna sytuacja - staruszka zasłabła kiedyś w metrze, a dziewczyna stojąca przy niej zapytała czy może jakoś jej pomóc. Staruszka się na nią tak zaczęła wydzierać, że co ją to obchodzi? co się pani wtrANca? ludzie się oglądali, a ta się darła na biedną, Bogu ducha winną dziewczynę, aż ta przeprosiła i odeszła czym prędzej.

      Usuń
    13. tak, bo ludzie mimo wszystko są różni...choć nie zawsze zasługują na to miano

      Usuń
    14. I bądź mądry pisz wiersze, pomożesz źle, nie to będziesz mieć ludzia na sumieniu;/

      Usuń
    15. wydaje mi się, że to nie jest nawet uzależnione od miejsca - czy to wieś, czy miasteczko, czy metropolia. niektórzy ludzie są dziwni, co tu dużo mówić. albo zdziwaczeni (jest taki wyraz w ogóle?)

      Usuń
    16. myśle,że takie stwierdzenie jest trafne.. dziwni się ludzie robią cóż poradzić.

      Usuń
  8. Ja mieszkam w miejscowości takiej o, ok. 17 tys mieszkańców. Źle nie jest, narzekać jako tako nie mogę, bo mogłam trafić gorzej, ale jednak brakuje mi tutaj porządnego kina, basenu i co najważniejsze empiku, matrasa i innych ciekawych księgarni bardziej znanych niż ta moja miejscowa, gdzie nie ma takich interesujących promocji.
    A co lepsze? Cóż jak wiadomo i wieś i miasto mają swoje wady i zalety.
    Zaletami miasta na pewno jest to, że wszystko wszędzie jest w pobliżu. Oczywiście zależy w jakim mieście się mieszka. Nie trzeba tułać się po zakupy kilka, czy kilkanaście kilometrów. A to po drobne zakupy się gdzieś wyskoczy, a to można w każdej chwili po sklepach „połazić” czy ważne sprawy w urzędach załatwić. A wady? Zanieczyszczone powietrze, ruch, hałas taki, że czasami oszaleć można.
    Wieś zawsze kojarzy mi się ze spokojem, gdzie można pójść sobie na spacer do lasu w spokoju (oczywiście w okolicach mojego miasta są także piękne lasy i jeziora), mniej ruchu i co najważniejsze hałasu. Uwielbiam pojechać z dziadkami czasami do lasu pod kemping, budzić się w promieniach wschodzącego słońca i na powitanie słuchać odgłosów lasu i ptaków. Coś pięknego. A wadą jest, że niestety czasami jest do większych marketów, sklepów czy urzędów daleko.
    Podsumowując miasto lub jakieś przedmieścia na co dzień, a na odpoczynek czy weekendy wieś. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba ja jedna cieszę się z miejsca, w którym mieszkam!!!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję!!:)) Też bym tak chciała..

      Usuń
    2. Aguś, może trzeba pomyśleć o wyprowadzce, ja się wiele razy przenosiłam, teraz jednak nawet gdybym chciała wiąże mnie kredyt na 20 kilka lat

      Usuń
    3. Anulka mnie by wystarczyło miasto z kinem, empikiem paroma knajpkami i parkiem;) No i oczywiście ten książę może być w ostateczności bez konia żebym miała z kim wychodzić wieczorem;)ale na chwilę obecną jakoś nie widzę możliwości;(

      Usuń
    4. Mam nadzieję że jednak nie jesteś jedyna :-) Tak czy siak fajnie, że Ci tak dobrze tam gdzie jesteś :-)

      Usuń
    5. konia mieć nie musi, nie te czasy. ale dobrze, jeśli dysponuje samochodem ;o) to tak a propos tego kina itp

      Usuń
    6. Właśnie niechaj już ma tego mechanicznego;-) ale gdzież Ja go znajdę skoro siedzę zamknięta na tym końcu świata;)

      Usuń

    7. Aga, ja właśnie to samo sobie pomyślałam... mam brata wolnego stanu, jednak tyle lat jest sam, że nie wiem, czy to dobry pomysł i konia nie ma, tylko rower ewentualnie

      Usuń
    8. Aniuu kochana Ty jesteś niesamowita!:) Rower to ekologiczny środek transportu nie ma co wybrzydzać;)

      Usuń
    9. lepszy rydz niż nic :o) nam został przecięty łańcuch jak dla krowy (patrz kilka postów wyżej). przypięłabym do niego krowę, tylko gdzie ja krowę na nim przypnę? nawet balkon mam zabudowany :D

      Usuń
    10. Je tam, ja się cieszę z tego, że mieszkam w Łodzi :D Ma ona jakis taki fajny nastrój :D

      Usuń
    11. Rower jest super :-) Jak mnie o plusy tej przeprowadzki pytają, wymieniam właśnie powrót do rowerka :-) I ... i tyle ;-)

      Usuń
    12. i manufakturę, do której Michalak bywa. fajnie macie, nie to co my, w tej warszawie ;o) heh

      Usuń
    13. Ja roweru nie mam bo się zepsuł ale hulajnoga stoi jeszcze więc od biedy pogalopuje na niej;D tylko jeszcze nie wiem gdzie!:P do manufaktury troszke by mi zeszło;))

      Usuń
    14. Oj chciałabym Cię zobaczyć na tej hulajnodze jak gnasz do Manufaktury :-)))

      Usuń
    15. moja Groszek pyta właśnie: "Mama, czego tak się śmiejesz, znowu coś wygrałaś?"

      Usuń
    16. Pozdrów Groszka od szalonej hulajnogi;))

      Usuń
    17. teraz się cały wywód u mnie w domu zaczął

      Usuń
    18. No proszę, jak Groszek zna swoją mamę :-)

      Usuń
    19. Hihihi i masz Aniu w domku małe przesłuchanie z czego i dlaczego się cieszysz:D

      Usuń
    20. och, jakby swojego pokoju nie mieli, dobrze, że Mąż daleko, bo już całkiem bym się skupić nie mogła na pisaniu i czytaniu

      Usuń
    21. mnie teraz też nadzoruje mały kranoludek, który pomieszkuje chwilowo z babcią i ciocią;) i mi zadaje pytania, "a cio to?" i ciap łapkami w monitor;D

      Usuń
    22. moja Lalka tez się akurat obudziła

      Usuń
    23. Nasz krasnoludek stwierdził,że chce spać i babcia go lula;) to Twoja Lalka do której teraz będzie aktywna?:)

      Usuń
    24. nie pytaj, wczoraj też spała po południu i do w pół do 12 z nią siedziałam

      Usuń
    25. to ładnie, nocny tryb życia sobie uruchomiła;)

      Usuń
    26. u mnie krasnali brak, za to są 2 kotki. a jedna z nich bardzo lubi stać pod sypialnią i domagać się pieszczot - czasem o 6 rano, czasem o 3 w nocy - jak jej się obudzi ;-)

      Usuń
    27. Kiciusie to Ja uwielbiam;) moje niestety wyrosły bawić się nie chcę tylko jeść i spać;)

      Usuń
    28. niestety odkąd Miś poszedł do przedszkola, muszę go w środku dnia odbierać i Lalka spać w dzień nie może, a później wszystko jej się przestawia i się męczymy obie najgorsze jest to, że teraz dalej śpi, więc ja chyba będę tu z Wami calutką noc pisać, bo jak wstanie to i mi spać nie da

      Usuń
    29. Ja tutaj będę więc w razie co dotrzymam towarzystwa;)

      Usuń
    30. właśnie nad kotkiem się zastanawiam, bo Groszek kocha wszelkie zwierzęta, pies za duży obowiązek ale kotek?

      Usuń
    31. Kotek jest najlepszy chodzi swoimi ścieżkami w sumie mój Maciupek tyle co po podwórku a z niego na parapet gdy chce dostać się do domu;D

      Usuń
    32. To chyba zależy... tzn czego Groszek oczekuje. Bo kotki bywają różne. Moja pierwsza np. nie przepada za głaskaniem i bawi się tylko jeśli naprawdę ma ochotę... Więc jeśli Groszek szuka towarzysza zabaw to czasem może być ciężko. Za to druga kicia jest zaprzeczeniem pierwszej. Kocha ludzi, głaskać można ją godzinami, gdy w domu pojawiają się goście jest pierwsza by ich powitac. Tylko że w chwili gdy ją braliśmy ze schroniska wcale taka nie była. To troche loteria co z kotka wyjdzie...

      Usuń
    33. Masz rację, ale to chyba z każdym futrzakiem tak jest?

      Usuń
    34. właśnie o to chodzi... na razie ma chomika i to już trzeciego, a najbardziej chciałaby konia i psa,a w przyszłości myśli o zostaniu weterynarką

      Usuń
    35. z psem chyba trochę łatwiej... tak mi się przynajmniej wydaje. sama nie miałam ale wiele spotykałam u znajomych i z każdym dało się dogadać :-)
      koń i pies ... to był mój nr 1 i 2 w dzieciństwie :-)

      Usuń
    36. Hihihih śmiejcie się ale panicznie boję się koni;)

      Usuń
    37. a moja córcia od małego jak tylko się trafi to jeździ na koniu

      Usuń
  10. Ja również się cieszę i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a gdzie mieszkasz, na wsi czy w mieście?

      Usuń
  11. jak tak myślę, to jedną z kilku rzeczy, których by mi brakowało na wsi jest... sushi na zamówienie... :> ale to moje zboczenie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. iiii :-) Jeszcze nigdy nie jadłam, normalnie się boję ;-) Dobre to w ogóle? ;-)

      Usuń
    2. pyyyychota!!! uwielbiam, mogłabym jeść codziennie! nauczyłam jeść sushi mojego brata i mamę, nawet Księciunio raz się skusił i teraz tylko słyszę "ryybkaaa, a zjemy sushi???"

      Usuń
    3. Na obrazkach toto ładnie wygląda, może faktycznie warto się skusić ;-) Tylko co ja później biedna zrobię, jeśli faktycznie mi tak zasmakuje... ;-)

      Usuń
    4. zawsze można zrobić samemu :o) pierwszy raz jest zawsze bolesny ;o) ale kolejne pójdą gładko

      Usuń
    5. Tak się dołączę, to coś jest z surowej ryby o ile dobrze się orientuję??

      Usuń
    6. nauczysz się sama robić ja tego nie tknę o nie! ale Wam smacznego życzę

      Usuń
    7. rany boskie, ja i kuchnia??? ;-) może dlatego mnie do miasta tak ciągnie, bliżej mi do Carrie z Seksu... niż do Pani domu ;-)

      Usuń
    8. wiecie co? Kiedy jeździłam na studia moim ulubionym miejscem było KFC :D kanapki longer;D normalnie nic więcej do szczęścia!;)

      Usuń
    9. tak, rybcia, nori czyli glonek i mnóstwo innych pyszności, może być krewetka, może być inne żyjątko morskie.

      Usuń
    10. oj, wodorost, ale ja mówię na to glonek :D

      Usuń
  12. o boże... glony? naprawdę mój Mąż chciał ślimaki w Paryżu konsumować, ale nie chciałam mu za nic towarzyszyć... pewnie i tą rybę by zjadł ze smakiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a slimaki dopiero co 2 dni temu jadłam, mąż robił ;-) Ale dziwne takie ;-)

      Usuń
    2. o matko, już mi kawa nie smakuje

      Usuń
    3. ślimaki do mnie nie przemawiają jakoś :o)

      Usuń
    4. do mnie tym bardziej, ale mąż uważa że trzeba wszystkiego spróbować

      Usuń
    5. może i słusznie :o) życie krótkie jest, to i nie ma co się ociągać. jednak są pewne rzeczy, których nie tknę :o]

      Usuń
    6. to tak jak mój. ;-) Spróbowałam, więcej nie chcę ;-)

      Usuń
    7. to i za mnie spróbowałaś, ja pasuję

      Usuń
    8. Kiedyś dostałam ślimaki od bratowej leżały w lodówce prze miesiąc aż je w końcu wyrzuciłam;D nie lubię krewetek, kalmarów i tych innych owoców morza;/

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Zdecydowanie wieś, choć póki co jestem na etapie zauroczenia i wad nie dostrzegam. No może jedną, nikt mnie nie uprzedzał, że mieszkając w domku będę miała tyle much. Ktoś mi powie, jak sobie poradzić z tym cholerstwem, nie zabijając jednocześnie? Życie na wsi jest cudowne, człowiek wstaje z rytmem natury, często w zależności od pogody, czasami z kurami, a innym razem bliżej południa. Najbardziej lubię poranki na wsi, psy biegają, ja piję kawę wdychając świeże powietrze, czytam książki w blasku słońca, podchodzę do krzaczka i zrywam maliny (nie wiem jak to się stało, ale wciąż są na krzaczku, małe bo małe ale są) Zdaję sobie jednak sprawę, że wieś wsi nie równa. Moja jest cudowna, jeden sąsiad dostarcza świeże jajka, inny przynosi miód, a jeszcze inny raczy "zapachem" koni co też ma swój urok. Żałuje tylko, że nie mam w pobliżu lasu, a jedynie łąki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo właśnie! dogadałybyśmy się! :o)

      ja do domu nad jeziorem pokupowałam takie coś w kontakt, to chyba generalnie na komary jest, ale u mnie na muchy działa.

      Usuń
    2. U mnie niestety(stety) jest otwarta przestrzeń, z przedpokoju do kuchni i salonu nie ma drzwi przejściowych. I mądrzejsi ode mnie twierdzą, ze zbyt duży przepływ powietrza mam :(

      Usuń
    3. kiedyś przeczytałam gdzieś, że muchomory się gotowało - jako taka odtrutka.

      Usuń
    4. gorzej jakby ktoś z sosem pomylił

      Usuń
    5. no tak, do śmiechu by nie było... ale ponoć efekt murowany (mówię o muchach)

      Usuń
    6. W każdym pokoju (plus łazienka) mam w jednym skrzydle porządną moskitierę (taką w metalowej ramie nakładanej na okno) i zero much w domu tudzień innych robali. Impreza nie jest tania, ale na całe życie. I działa!

      Usuń
    7. a ja mam problem z innymi żyjątkami - pająki mnie prześladują. są wszędzie! pewnie, niestety, nie da rady ich uniknąć.

      Usuń
  14. muchy do słoika może? ja ich nie mam, ale tak myślę sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że jak bo nie łapię :)? Ktoś mi lepy doradził, ale szkoda mi tych much, bo to kurcze prawie tortury...

      Usuń
    2. łapać do słoika i na dworze wypuścić tylko chciałabym to łapanie zobaczyć byłoby bez zabijania

      Usuń
    3. są takie urządzenia do gniazdka się je podłącza i nie wlatują przez okno ani drzwi;)

      Usuń
    4. dokładnie, to ja właśnie o tym mówię - urządzenia w kontakt.

      Usuń
    5. albo siatki takie się zakłada

      Usuń
    6. u mnie koty łapią i zjadają, więc może kociak? ;-)

      Usuń
    7. moja krówka, czyli sunia, czyli Berta, moja anstaffka też łapie muchy :o)

      Usuń
    8. Berta? no pies kobieta :D tak też można ją nazwać

      Usuń
  15. Jeeezu, dziewczyny, Wy w półtorej godziny nagadałyście 99 komentarzy?! No..... słów mi zabrakło. Naprawdę potrzebne są te Wieczorki. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale nam odbiło, no nie :-)

      Usuń
    2. No coś Ty,.. to dlatego,że nie mamy gdzie wyjść;)

      Usuń
    3. no właśnie... a ile można oglądać durne seriale? ;o)

      Usuń
    4. Co nie? jeszcze żeby były jakieś na prawdę wciągające.. np. taka z ekranizowana Poczekajka albo Poziomka to co innego!

      Usuń
    5. a no właśnie! abonament to chcą, a porządnego serialu jak ostatnio nie było tak nie ma... :o)

      Usuń
    6. czy doczekamy pani Kasiu ekranizacji, tylko, żeby aktorzy byli ciekawi... bo druga część Nigdy w życiu Grocholi z Delągiem nie przemawiała do mnie tak jak pierwsza z Brodzik i Żmijewskim

      Usuń
    7. Do nas właśnie ostatnio przysłali jakieś zawiadomienie o płatności abonamentowej i mama się pyta za co?? Gdzie nie przełączę nic nie ma interesującego, nawet porządnej komedii nie chcą puścić;/

      Usuń
    8. niebezpiecznie się robi, bo zaczynają ściągać abonament przez egzekucje nawet. i to maksymalnie za 5 lat wstecz, z tego co pamiętam.

      Usuń
    9. Chyba żartujesz?? ale numer! co za naciągacze!

      Usuń
    10. niestety nie.. skarbówka zaczyna działać, tzn egzekwować.

      Usuń
    11. coś Ty? Ale jak oni to robią?

      Usuń
  16. dziewczyny, jeszcze siódmej nie ma a my już prawie 100 nabiłyśmy

    OdpowiedzUsuń
  17. Hihihhi doczekać się nie mogłam tego naszego spotkania;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Miasto? Wieś?

    Ja sobie przemyślałam, przemyślałam, posłuchałam siebie iiii... Nowy Jork.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo? Seks w wielkim mieście

      Usuń
    2. Tak. Brooklyn.

      Cóż... Odważna myśl... Az się sama sobie dziwię, ale to najczystsza prawda.

      Usuń
    3. I jak tam jest?? podziwiam! nie wiem czy bym się odnalazła!

      Usuń
    4. ja bym się zgubiła w pięć sekund... nawet u mnie się zgubić potrafię taka jestem zdolna

      Usuń
    5. Ja też...a już na ruchliwej ulicy tracę orientację!

      Usuń
    6. Jak tam jest to nie wiem :) Wiem, że chcę się dowiedzieć. Jestem dziwnie przekonana, że bym się odnalazła - i to lepiej niż gdziekolwiek indziej. Chciałabym spróbować.

      Usuń
    7. Dokładnie. Czuję się jak w dżungli, a przecież miasto w którym przebywam pół dnia, nie jest takie duże ;)

      Usuń
  19. A ja też pochodzę z niedużej miejscowości , ale na codzień wolę duże miasta . W Warszawie czuję się jak ryba w wodzie. Ale wiecie co , są czasem i plusy wsi. Ja np. lubię święta na wsi i czasem wakacje .Ma to swój urok , ale doceniam go od niedawna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. święta w mieście, zwłaszcza w dużym mieście - masakra. mogę się założyć, że za tydzień i jeden dzień zaczniemy oglądać w sklepach bombki i mikołaje...
      święta na wsi - spokój, taka jakby niewymuszona atmosfera... wszystko ma swoje miejsce, wszystko ma swój rytm.. przynajmniej ja tak to widzę.

      Usuń
    2. U mnie na wiosce kiedyś jeszcze kolędnicy śmigali ale chyba ten zwód stał się nieopłacalny bo coś od kilku lat ich nie widuję ,szkoda wesoło było;)

      Usuń
    3. oj, kolędników to ja już nie widziałam z 15 lat... ostatni raz to pewnie jeszcze w czasach mojej podstawówki... czyli dawno temu i nie prawda...

      Usuń
  20. Mam wrażenie, że większość z nas mieszka na wioskach i w małych miasteczkach, a nie w miastach, a sądziłam, że jest odwrotnie ;)

    Sama też mieszkam na wsi, zaledwie 2km od większego miasta, co w zupełności wystarcza. A jak zachodzi potrzeba, to w pociąg i w 40 minut jest się w jeszcze większym mieście. Potrzeba ta zachodzi rzadko, ale zapewne zmieni się, gdy zacznę studia. I ja lubię miejsce, gdzie mieszkam. Czasem jak wracam ze szkoły i idę z autobusu do domu, to aż uderza mnie ta cisza jaka panuje wokół, bez ciągłego zgiełku jaki panuje w mieście. I najchętniej zostałabym na wiosce przez całe życie, byle z samochodem, żeby w razie W, móc szybko trafić do miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziewczyny! A ja mam pytanie, może któraś mi pomoże/doradzi? Mam dwie śliczne, ogromniaste, pomarańczowe dynie. I się zastanawiam - co ja mam z nimi zrobić? Nigdy nie robiłam nic z dyni, a marynowanej na słodko-kwaśno mam od babci pół kuchni. Pomożecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno zupa z dyni jest dobra :) U mnie raczej nikt je je, jedyne dynie jakie mamy to ozdobne, więc jedyne co mi przychodzi do głowy to dynia na Halloween ;) Dziś w przedszkolu na praktykach widziałam jak pani wycinała. Nawet ładnie jej to wyszło ;)

      Usuń
    2. właśnie myślałam o zupce :o) tylko zastanawiam się, czy dałoby radę tak wyciąć dynię, żeby powstała z niej zupka i została skorupka na straszną dynię :o) A tarta też jest dobrym pomysłem - moje koleżanki w pracy pewnie by się ucieszyły z takiego małego co nieco w poniedziałek z rana :o)

      Usuń
    3. Moja bratowa z tego środka na mleku gotuje zupkę dla dzieci ponoć się zajadają;)

      Usuń
    4. na zacierkach! moja babcia taką robiła! jej, pamięć ludzka jest ulotna.

      Usuń
    5. Hmm, nie do końca się orientuję, ale na zupę miałabyś chyba tylko tyle ile byś wycięła... Zaznaczam chyba. To może sprawiedliwe - pół dyni na zupę, pół na tartą, a cała na straszną dynię? ;)

      Usuń
    6. Justilla - i tak pewnie zrobię! :o) jak się da, oczywiście. Ale co się ma nie dać, najwyżej wyślę chłopa na warzywniak po kolejną, małą dyńkę. Pół na zupkę, pół na tartę, a to co wydrążę z tej drugiej, która pójdzie na straszną, będzie np na placki.. zapowiada się pracowity weekend.

      Usuń
  22. ja w zeszłym roku placki dyniowe robiłam, bo na haloween wydrążyliśmy dynie, robiąc potwora świecącego i środek został, a przepis miałam z internetu, nie pamiętam go i zrobiłam dwa fajne ciasta, które też ozdobiłam potwornymi straszydłami, była super zabawa dla moich miśków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam dzidzi, z którą mogłabym takie coś zrobić, ale mam Księciunia, on w sumie jak dziecko, to może da się namówić na wycinanie z ciasta jakiś wampirków :o]

      Usuń
    2. jak Ci się uda, to koniecznie wstaw gdzieś zdjątko i podaj linka w następny czwartek ;-)

      Usuń