niedziela, 28 października 2012

Targi Książki w Krakowie, rozrzerzony plan wydawniczy, powrót do domu i zdemolowany karmnik

Zacznę od środka, czyli planu wydawniczego, który - mam nadzieję ku Waszej radości - uległ rozszerzeniu: w roku 2013 dojdzie "Czarny Książę", a sagę rodzinną będę od razu pisała w dwóch tomach, z założeniem, że w sumie tomów będzie trzy. Takie są wyniki rozmów z Wydawcami, z którymi spotkałam się przy okazji krakowskich Targów. Ja już nie liczę, ile książek mam przygotować na lata 2013 - 2014, żeby się nie stresować. Cieszę się tylko, że część jest już gotowa. Aha: nadal nad wszystkim panuję i wszystko ogarniam. Dostałam również sygnał od jednego z moich Wydawców, że jest gotów wydać pewne bardzo przez Was oczekiwane książki, ale dopóki nie znam terminów, nie powiem nic więcej, żebyście się nie rozczarowały.

Targi Książki to dla mnie swoiste święto i obiecuję żadnych nie opuścić. Są potrzebne i mi - żebym wyszła ze swojej skorupki i spotkała się z Czytelniczkami - i Wam, czego dowód po raz kolejny miałam w sobotę. Cudowne spotkania, cudowne rozmowy, upominki (piękny kominek, książeczki dla Patisia, zakładki, kartki...), dedykacje w "Poczekajkach", czy "Poziomkach" cudnie zaczytanych niemal do okładek, wspólne zdjęcia, nowe znajomości... Coś wspaniałego. Żebym się jeszcze tak nie denerwowałam, jak to zwykle przed każdym publicznym wystąpieniem, byłoby zupełnie genialnie...
Książek kupiłam oczywiście mnóstwo, targałam potem przez pół Polski siatę i torbę podróżną, ale ja to kocham - nie tylko pisanie, ale i czytanie.

Ku mej konsternacji (tudzież konsternacji mojego Wydawcy, który zarezerwował mi hotel na dwa dni, a wymeldowałam się po jednym) po Targach stwierdziłam, że NATYCHMIAST muszę wracać do domu. Ponieważ jestem spontaniczna uczyniłam to, czego zapragnęłam. Po spotkaniu z moją kochaną Przyjaciółką wsiadłam w pociąg do Warszawy i ruszyłam na północ. I jak ruszyłam, tak stanęłam, bo przecież... przecież dopadła nas zima! Spóźniłam się na pociąg do Urli City i... i cóż, gnana pragnieniem znalezienia się w domu, parłam na północ dalej.
Do Poziomki dotarłam ok. godziny drugiej w nocy. Stała sobie całkiem spokojnie, jasna, ciepła i przytulna, nic się złego z nią nie działo.

Jeszcze w nocy odkryłam, że zima zdemolowała karmnik i - wcześniej zdemolowany przez ogrodnika - mój ukochany krzak bzu. Trzy wielkie sosnowe gałęzie nie wytrzymały ciężaru śniegu i pękły. Mniejsza o karmnik, sikorkom sypnęłam ziarna obok (zima, śnieg, głód, śmierć), ale ten bez... normalnie nie ma szczęścia. Za to szczęście mam ja, bo gałęzie mogły zdemolować mi dom.

Ranek wstał piękny i słoneczny, pociągi kursują bez problemu. Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego wracałam w nocy, zamiast spędzić uroczy wieczór w Krakowie i wracać dziś, w dzień?

27 komentarzy:

  1. Bo wszędzie dobrze, ale w DOMU NAJLEPIEJ!
    Cieszę się już na nowe książki i nie mogę się ich doczekać.
    A zimy w Grudziądzu nie uświadczysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja napiszę, dlaczego wróciłaś do domu w nocy zamiast jak wrócić następnego dnia rano. Bo Ty jesteś nasza Kejt Em. Gdybyś nią nie była to co my byśmy czytały i na jakie książki miały byśmy czekać z utęsknieniem?

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, dlaczego?
    Przecież Kraków zalany deszczem jest śliczny;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem spontaniczność nie zawsze wychodzi na dobre, ale za to potem jest się z czego pośmiać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu Kraków nocą musi poczekać aż będzie Pani pisać książkę która będzie się działa w Krakowie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pomimo szczerych chęci nie mogłam być na targach w Krakowie i czytając wzmianki o nich jest mi bardzo smutno :( ach zazdroszcze tym co byli :)

    Jak to powiadają - w domu najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo do domku swojego człowiek frunie jak na skrzydełkach i nawet zima nie jest zdolna zatrzymać, opóźnione pociągi,zalane drogi czy tornada;) wiem coś o tym.
    Co do książek wspaniale,że będzie ich sporo, właśnie mamie się żaliłam,że nie mogę doczekać Wiśniowego Dworku kiedy ten 28.11 ???
    O dokarmianiu ptaszków też była mowa i właśnie zbieramy się do gromadzenia zapasów bo póki co mają jedzenia pod dostatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech.... Musiałaś przypominać mi o tej książce? :D Tak skutecznie udawało mi się o niej nie myśleć :P

      Usuń
    2. Nie zrobiłam tego celowo;)) ale już się doczekać nie mogę a tu w kalendarzu jeszcze październik!!;D

      Usuń
    3. Wybaczam :D Doskonale Cię rozumiem... Jeszcze tyle czasu... ;(

      Usuń
  8. Szybki powrót do domu pod wpływem impulsu zapewne. Czasem tak jest i w sumie nie wiem czy racjonalnie da się to wytłumaczyć.
    Intuicja, czy coś.
    Mam nadzieję na te książki co do których cicho sza.
    Zima zaskoczyła w tym roku nie tylko drogowców - pojawiła się jesienią i już.
    Wyciąganie butów i kurtek na szybcika. O zgrozo moja Karina ma jeszcze nie zmienione opony.
    Tylko synuś szczęśliwy bo mógł w śniegu się pobabrać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja Ci niestety nie powiem, dlaczego wracałaś do domu nocą, zamiast spokojnie wybrać się w drogę powrotną za dnia. Człowiek to istota targana emocjami, spontaniczna, która często działa pod wpływem choćby jednorazowego impulsu. Tak widocznie było tym razem u Ciebie. Widać chatka za Tobą zatęskniła i wzywała swą właścicielkę w swe progi :) Bo przecież nie ma to jak w domu. Hotel się nie umywa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo w domku czeka Patinek i wydaje mi się, że nic nie cieszy Cię bardziej, Kasiu, niż jego uśmiechnięta twarzyczka :) A poza tym w domu zawsze najlepiej - od ścisku miasta chętnie się ucieka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo to jest DOM!!! To jedno słowo wystarczy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Najważniejsze, że dotarła Pani cała i zdrowa :-)
    Ja bardzo dziękuję za przemiłe spotkanie (mam nadzieję, ze zakładka przyda się do nowych zakupów targowych, a mały pokocha Misowe książeczki :-).
    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie
    Kaniurka

    OdpowiedzUsuń
  13. Gnałaś na skrzydłach... eee... śniegu? by powrócić w ciepłe i rodzinne cztery kąty ;D A tak całkiem, całkiem poważnie za Tobą trudno trafić Kejt ;)

    Poszerzony plan wydawniczy?? Oooooooch, od razu czuje się mniej przeziębiona z tej radości!:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zupełnie nie widać było, że się Pani denerwowała. Dziękuję za spotkanie na Targach i autograf na „Nadziei”, którą właśnie pochłaniam. Fanką jestem od „Poczekajki”, bloga podczytuję od dawna, ale dopiero teraz odważyłam się napisać. Z niecierpliwością czekam na „Mistrza” i „Bezdomną”, a rozszerzony plan wydawniczy podoba mi się bardzo. I jak sama Pani powiedziała, do zobaczenia na Targach za rok, mam nadzieję.
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazwyczaj podejmowanie spontanicznych decyzji, pod wpływem impulsu, wychodzi na dobre (przecież kobieca intuicja nigdy się nie myli!). Jednak gdy ktoś tej intuicji nadużywa, to czasami ona już nie wyrabia i pojawiają się wpadki, takie jak ta :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ej pewnie dlatego ze kocham swoj domek :) ja tez w piatek bardzo sie ucieszylam jak mnie ze szpitala wypisali :) w koncu w domku lepiej czekac na Fasolinie niz w szpitalu

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo z ciebie narwaniec Kasiu od co oszołom jeden ;P Ale sama wiesz, że jak Ty coś postanowisz to nie ma woła żeby Cię odciągnął od zamierzonego celu ;P A tam już z innej beczki to co to za nowa książka/saga - "Czarny Książę" bo zaintrygowałaś mnie :]

    OdpowiedzUsuń
  18. Cieszy mnie obszerny plan wydawniczy, ile czytania będzie! Może przegapiłam, ale nie wiedziałam, że pisze pani sagę rodzinną, będzie ciekawie :> W tej chwili czekam na "Wiśniowy dworek" :3 A w domu faktycznie najlepiej, mi na przykład źle się śpi w innych miejscach :D

    OdpowiedzUsuń
  19. obszerniejszy plan wydawniczy - cudownie! :)

    za spotkanie bardzo dziękuję Pani Kasiu :) i za autograf w Nadziei i za wysłuchanie mojego słowotoku hihi - jak to Pani powiedziała "ejotek się nakręciła" :) Bardzo się cieszę, że udało mi się spotkać, ale zdenerwowania u Autorki to ja nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja myślę, że bo tak :P- to jest zawsze najlepsze wyjaśnienie dla niewyjaśnionych potrzeb i zachciań.
    Strasznie mi szkoda, że nie mogłam być i w tym Krakowie chętnie spotkałam bym się ponownie i poznała kolejną część blogowiczek ;)
    Bzu szkoda (sama się boje o mój, co zastanę jak po 2 tyg. do domu wrócę), ale najważniejsze, że dom cały;) .

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj, pozostaje mi znów tylko żałować, że nie poznałam Pani osobiście, ale na pewno jeszcze mi się to uda. Choć ja też z natury jestem raczej nieśmiała i pewnie za wiele byśmy sobie nie pogadały :)Ale mimo to mam nadzieję, że kiedyś... a póki co będę Panią zamęczać swoimi przydługimi komentarzami. :)
    Do domu pewnie gnała Pani wiedziona tęsknotą za Poziomką, dobrze, że dotarła Pani cała i zdrowa i że Domek nie ucierpiał w śnieżycy.
    Co do rozszerzenia planu wydawniczego cóż, jestem Z A C H W Y C O N A, ale jednocześnie mam obawy, że nam się Pani przepracuje! Bądź co bądź jest to bardzo rozbudowany plan!!! Jednak z utęsknieniem i ogromną ciekawością czekam na każdą z zaplanowanych pozycji. A co do tych tajnych planów-czyżby Ferrin? Byłoby bosko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ileż bym dała żeby ukazał się drugi tom Ferrinu..

      Usuń
  22. Kurczaki, wczoraj tak tu się ładnie rozpisałam, ale komentarz najwyraźniej nie wszedł :o( coś czułam, że był problem techniczny...
    Tak to już jest, że wszędzie dobrze, ale w domciu najlepiej. Tym bardziej, gdy w tym domciu ktoś na nas czeka.
    Się rozmlaskałam na samą myśl o nowych książeczkach :o)

    OdpowiedzUsuń