niedziela, 1 kwietnia 2012

"Powrót do Poziomki" a 1%

Ha, mam nadzieję, że zafrapował Was tytuł dzisiejszego artykułu. Już wyjaśniam o co chodzi...

Moje opowieści powstają z różnych inspiracji. Wystarczy sen, spotkanie po latach, nowo poznana osoba, by już snuła się historia.
"Powrót do Poziomki" - moja dziewiąta książka - zaczęłam pisać po doznanym wstrząsie: obejrzałam mianowicie film dokumentalny o Indiach, kraju wspaniałym i przerażającym jednocześnie, kraju niewyobrażalnych kontrastów, gdy radża mieszka w domu za miliard dolarów, a obok ludzie rodzą się, żyją i umierają na ulicy. Zadziwiające jest to, że oni również potrafią cieszyć się życiem, a nawet bywają szczęśliwi! Nie ta porażająca bieda mną jednak wstrząsnęła, ale fakt, że w tym pięknym świecie rok w rok milion (MILION!) dziewczynek jest mordowanych tylko dlatego, że rodzą się dziewczynkami, a posag mógłby zrujnować rodzinę. Więcej: płody płci żeńskiej usuwa się nawet w ósmym miesiącu ciąży. To już nie płody, to nienarodzone dzieci.
Ja nie potrafię tego zrozumieć, ale tylko dlatego, że nie urodziłam się i nie żyłam w tak strasznej biedzie, w jakiej żyją ludzie. Nie tylko w Indiach. Na całym świecie. Nie chodziłam głodna, nie kupczono moim ciałem (a prostytuują się kilkuletnie dziewczynki), nie mieszkałam pod dachem z dykty... Dlatego łatwo (trudno) mi pisać: nie rozumiem tego. Gdyby moja rodzina, moje dzieci zaczęły przymierać głodem, myślę, że bym zrozumiała.
"Powrót do Poziomki" jest pogodną opowieścią, tak jak w poprzednich książkach, przemycam trudne treści między wierszami, ale nie epatuję tragedią. Napisałam go w jednym celu: byśmy zrozumiały, jak cholernie dużo mamy szczęścia, że urodziłyśmy się w Polsce, nie w Indiach, Somalii, Korei Północnej, Chinach, na Kubie... mogę tak wyliczać i wyliczać. Żyjemy w kraju, gdzie nie ma slumsów liczących tysiące, setki tysięcy rodzin, gdzie nie morduje się dziewczynek tylko za to, że są dziewczynkami, gdzie nie podpala się własnych żon, bo posag był za mały, gdzie nie kamienuje się zgwałconej dziewczyny, bo jej hańba przynosi hańbę rodzinie i tak dalej i tak dalej.
Czy doceniamy nasze szczęście? Czy je w ogóle zauważamy?
Patrzę czasem na Patinka, mojego rocznego synunia, i myślę, "dziecko drogie, jakie ty masz szczęście, że mieszkasz w małym białym domku bez łap, azylu spokoju i bezpieczeństwa. Oby trwało... Oby nie zagroził nam głód, choroba, czy wojna".
Smęcę, ale znów obejrzałam program, tym razem o dzieciach umierających na malarię. Właściwie obejrzałam kawałek programu, bo się popłakałam i odpadłam w pierwszych minutach. Teraz docieram do drugiej części tematu, do 1%. Oczywiście chodzi o możliwość odpisania pewnej kwoty od podatku.
Dziewczyny, nie zapominajcie, że możecie to uczynić! Nie oddawajcie tej kwoty fiskusowi, jakkolwiek byłaby skromna. Trzy złote to butelka wody dla dziecka, umierającego z pragnienia. Może je uratować! Ale to także zabawka, czy książka, dla naszego, polskiego dzieciaczka z hospicjum...
Nie ma nic straszniejszego niż cierpienie dzieci.
Dorosły ciosy losu jakoś sobie wytłumaczy, na kogoś zwali winę, może się modlić, czy przeklinać. Dzieci cierpią, nie rozumiejąc dlaczego. Są bezbronne wobec bólu i zła. Patrzą wielkimi oczami w oczy dorosłych, mając w tych oczach tylko ból...
Znów wymiękam.
Bardzo Was proszę, znajdźcie jakąś zacną fundację i przekażcie jej swój 1%. 

Na zdjęciu: 4-miesięczne hinduskie niemowlę...


PS. Pod artykułem vox fm, który został zilustrowany tym i innymi zdjęciami nawiązała się dyskusja między internautami. Część "mundrych" była przeciw pomocy humanitarnej, proponując szerzenie wiedzy antykoncepcyjnej (i rozdawanie prezerwatyw zamiast żywności i wody). Wiecie co? Jak czytam takie brednie, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Widzicie kobietę z zapadłej hinduskiej wsi, której majątek składa się ze stada kóz, jak raz w miesiącu idzie 100km do najbliższej apteki i prosi o 93 prezerwatywy (bo jej mąż wymaga 3xdziennie). - Proszę bardzo - mówi aptekarz i podaje jej reklamówkę z prezerwatywami. - Ile płacę? - Jedną kozę. Bo przecież kobieta nie ma pieniędzy. Ale hoduje 3 lata kozy, żeby zamienić je na prezerwatywy. W kraju, gdzie facet jest panem życia i śmierci i potrafi podpalić żonę za za mały posag, ona, nim zgodzi się na cowieczorny seks zażąda, by się zabezpieczył.... I zamieni żywicielkę rodziny na paczkę gumek...
Powiem Wam, że dorosłych mi nie żal - życie jest jakie jest, nam też bywa ciężko - ale dzieci są niewinne. One na ten świat się nie prosiły i nie mają żadnego wyboru. Stąd dzisiejszy artykuł i moja prośba. Pomagajmy dzieciom! A jeśli nie im, to zwierzętom! One też nie dostały wyboru...

17 komentarzy:

  1. Ja pierdzielę... Pomyślicie sobie, że jestem nienormalna ale byłam przekonana, że na zdjęciu jest... małpka... Przepraszam Cię dziecinko... Kejt Em, ja swój 1% przekazuję w tym roku konkretnie dla synka mojego kolegi z pracy. A co roku mój 1% wędruje do potrzebujących. Ale popieram akcje 1% a Indie robią wrażenie... Nie zawsze pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że też tak pomyślałam w pierwszej chwili. A wiesz, dlaczego akurat to zdjęcie? Szukając czegoś, co zilustruje artykuł widziałam kilka bardzo drastycznych, ale na tym jest niemowlę bliskie śmierci głodowej, ale owinięte w kocyk, tulone, uśmiechające się, a więc kochane. Tylko rodzice nie mogą go wyżywić. I to jest dramat...

      Usuń
  2. Po raz kolejny popieram jakże słuszną inicjatywę.
    Jako , że nie jestem podatnikiem to niestety nie przekaże nikomu swojegp 1% (na razie) , ale popieram inne akcje . Nie będe niczego reklamowac , ale mogę powiedziec , ze warto pomagac i nie byc obojetnym na los innych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To zdjęcie.. jest straszne, naprawdę :/ Jestem matką, moja córcia w maju kończy 4 latka. Nigdy nam się nie przelewało, ale jakoś dajemy sobie z mężem radę a nasza malutka rośnie zdrowa i mam nadzieję, szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie... żeby moje dziecko mogło tak cierpieć, być w takim stanie, co to na zdjęciu :/ że mamy XXI wiek a obok nas.. dzieją się takie rzeczy... to straszne :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, przepraszam. Nie chciałam zasmucać, ale to właśnie dzieje się zaledwie parę godzin lotu od nas. A że możemy pomóc...

      Usuń
    2. Od lat cała moja rodzinka/ja,małżonek i synowie/przekazujemy 1% na rzecz hospicjum dziecięcego.To tak mało,a może pomoże?

      Usuń
    3. Joluś, to nie jest mało. 1% podatku to 300 mln rocznie (!), duża kwota, którą można by godnie zużytkować. Niestety, część ludzi o tym nie wie, zaś duże firmy, które naprawdę mogłyby pomóc... zakładają fikcyjne fundacje i same sobie darowują ten 1%. :/

      Usuń
  4. Dobrze Kasiu, że poruszyłaś ten temat. Nie zdajemy sobie sprawy jakie mamy szczęście że żyjemy w tej części świata, gdzie w porównaniu choćby właśnie z Indiami, nasza Polska to kraina mlekiem i miodem płynąca. I może przypomnimy sobie te słowa przez Ciebie powyżej napisane, gdy znów zaczniemy narzekać na swój los, jak to nasz naród ma w zwyczaju.
    Co do 1%, jak już wspominałam jestem księgową, więc z PIT-ami mam styczność na co dzień. I budujące jest to, że 1% jest coraz bardziej popularny i jak tylko mogę namawiam ludzi do jego przekazywania i niejednokrotnie trzeba jeszcze tłumaczyć, że to z tych pieniędzy co zostają w urzędzie skarbowym, a nie z naszych zwrotów podatkowych.
    Rozczulające jest to, gdy niejednokrotnie przychodzi do mnie do biura babcia, co żyje ze skromnej emerytury i rozliczać się nie musi bo ZUS dokonuje za nią rozliczenia, ale ona chce żeby przekazać te 4 zł na chore dzieci.
    Niestety są i tacy którzy zarabiają tyle, że ja przez 10 lat będę pracować, żeby zarobić tyle co oni w rok, a jak się proponuje żeby przekazali coś na 1% to nie dość że tego nie zrobią, to jeszcze cię zjadą z góry na dół, jak śmiałam coś takiego zaproponować....... Albo są i takie opinie, że nie przekaże bo jak moje dziecko było chore to jej nikt nie pomógł.
    I człowiekowi ręce opadają na taką postawę.......
    Ale całe szczęście, tych pozytywnych przypadków jest więcej;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam ze wstydem, że ja, taka świadoma, od kilku lat zaledwie przesyłam ten 1% bo też nie wiedziałam, dopiero moja księgowa zasugerowała, że zamiast skarbówce... Uświadamiaj, kochana, uświadamiaj!

      Usuń
  5. To zdjęcie jest przerażające, smutne i piękne jednocześnie. Tyle jest w oczach tego dziecka.
    W zupełności zgadzam się, że nie potrafimy docenić tego co mamy. Ciągle na coś narzekamy, ciągle nam mało. Nie lubimy patrzeć na takie zdjęcia ani słuchać takich historii. Dlatego tym bardziej trzeba nas nimi zasypywać. Może w końcu do nas dotrze ile mamy szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie będę zasypywać! Gdy zaczęto zasypywać mnie na fb zdjęciami powieszonych psów zlikwidowałam konto.
      Należy znać umiar i nie nurzać się w czyimś cierpieniu...

      Usuń
  6. Krzywda dzieci dotyka nas chyba najmocniej bo są to małe, bezbronne istotki które powinno się otaczać miłościa i wszelkimi dobrami. A niestety tak jak piszesz Kejt, doznają one często największych krzywd - często niewyobrażalnych!! Nie można przechodzić koło takich tragedii obojętnie. Nie trzeba też szukać takich głodnych, chorych i pokrzywdzonych dzieci po świecie... czasem są one drzwi dalej od naszego mieszkania. Ile razy słyszymy płacz dziecka za ściany i nic nie robimy, bo nie chcemy sie wtrącać, uważamy że "to nie nasza sprawa" itd? Musimy reagowac, pomagać!! Zawsze i wszędzie!!
    A co do 1% to od kilku lat przekazuję swój procent na Szczeciński TOZ - bo tam też jest masa nieszczęścia na czterech łapach i trzeba im pomóc. Dzięki tym procentom kupowane są leki dla zwierzaków, powstają nowe boksy i budy, polepsza się opieka lekarska, itd.
    Agulek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlaczego wszystkie nieszczęścia zawsze muszą odbijać się przede wszystkim na dzieciach? :-( swój 1% przekazałam, ale wyszło tego tylko nieco ponad 5 zł. Niewiele, a tak wielu potrzebujących...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja co roku przypominam moim bliskim o oddawaniu 1% na szczytny cel :) i sama w końcu (w tym roku) mogłam to po raz pierwszy zrobić z czego jestem niezmiernie szczęśliwa :) Pomagać trzeba jak można, przynajmniej tym 1%, dobrym słowem, pomocną dłonią na ulicy do tego nie trzeba mieć bogactw, wystarczy dobra wola każdego z nas :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Zarówno ja, cała moja rodzina i przyjaciele zawsze przekazujemy 1% na jakiś cel i zawsze wszem i wobec 'reklamujemy' tę inicjatywę. Tak się nieszczęśliwie składa, że od jakiegoś czasu przychodzi nam przekazywać te niewielkie (choć wielkie) kwoty na konta fundacji założonych dla dzieciaczków naszych znajomych. Kilka lat wstecz przekazywałam pieniążki na rzecz małej Różyczki z białaczką, teraz przekazuję na Adasia, który urodził się z zespołem Downa. Strasznie to przykre, że dzieci moich koleżanek, z którymi bawiłam się będąc małą dziewczynką, chorują tak okropnie.
    Przyłączam się do apelu - to nas nic nie kosztuje, a komuś można podarować choć troszkę szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Od początku 1% oddaję dzieciom z hospicjum. Dostaję dwa razy w roku periodyki z hospicjum. Dzieci umierają wszędzie. Może nawet w budynku za rogiem właśnie teraz.... Choć przyznam że w takich krajach które wymieniłaś skala problemu i przyczyny tej sytuacji są nieporównywalne.
    Zachęcam każdego.
    Popieram słuszną ideę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oddaję, odkąd tylko można oddawać. Cieszę się, że jest taka możliwość, to tylko kilka cyferek na PIT'ie, a dla mnie radość duża, mimo, że kwota niewielka. Ale zawsze coś. Może akurat pomoże.

    A filmów z dziećmi i tragediach opartych na prawdzie nie oglądam. To nie na moje nerwy, bo ja to potem przez tydzień przeżywam :(

    OdpowiedzUsuń