piątek, 6 kwietnia 2012

Ania z Zielonego Wzgórza - ekranizacja

Był tu przez chwilę inny post, ale że znalazłam pewną perełkę... Czytam biografię L.M. Mongtomery i gdy coś mnie zaciekawi, szukam tego w necie. Tak trafiłam na jedną z pierwszych ekranizacji Ani. Powiem Wam, że jak w tej znanej nam wszystkim z 1985 roku rola Ani, zagrana przez Megan Follows jest genialna, po prostu epicka, tak Gilbert nieodmiennie mnie irytuje. Wkurza swoim absolutnym brakiem męskości. Takie ciepłe kluchy przez cały serial plus dokrętki. Genialnie dobrana i zagrana jest Maryla, również Mateusz, Diana może być, świetne są role drugoplanowe (Małgorzata, Ruby etc). Przepiękne wnętrza i plenery. Wszystko na pięć puls. Byłoby, gdyby nie Gilbert. Zabijcie mnie za to, ale cóż...
Byłam więc ciekawa, jak zostali dobrani bohaterowie we wcześniejszych ekranizacjach, o których wzmiankę znalazłam w biografii naszej Lucy Maud kochanej i... upadłam. TUTAJ jest sześciominutowy fragment filmu z roku 1934, w którym występują główne postaci. Nim obejrzycie, pamiętajcie, że wtedy grało się z pewną manierą, poza tym to film czarno-biały. Ania nawet mi się podoba. Jest urocza. Gilbert niczego sobie. Na pewno lepszy od ciepłych kluch. Ale... Maryla i Diana... Nic więcej nie zdradzę. Zobaczcie to na własne oczy i oceńcie.

Tu powraca odwieczny temat ekranizacji znanych dzieł. Dla mnie nie do pobicia jest "Przeminęło z wiatrem". Nikt nigdy nie zagra Scarlet lepiej niż Vivian, a Rhetta lepiej niż Clark. Dziś obsadziliby w tych rolach na przykład Kate Winslet i Leo DiCaprio i... no tak. Wolę nie gdybać, bo jeszcze wywołam wilka z lasu i zaczną remake kręcić. Choć jestem ciekawa Waszych typów do ról Scarlett i Rhetta.

No i jak Wam się podobają bohaterowie "Ani z Zielonego Wzgórza"? Ci z roku 1985 i ci sprzed niemal wieku? Bardzom ciekawa Waszych opini...

26 komentarzy:

  1. Dla mnie ekranizacja z Megan Follows jest najlepsza na świecie. Kocham wszystkie postacie. Gilberta też. Nie wyobrażam sobie innego. Według mnie to męski mężczyzna - bez wątpienia. Pamiętajmy, że to inne czasy były. Konwenanse i garnitury na co dzień. Wiele zachowań nie uchodziło. A Gilbert to dżentelmen.
    Obejrzałam kawałek tej czarno-białej "Ani(...)".
    Cóż, jak dla mnie taka ciekawostka. Nie zdradzę mojej ukochanej ekranizacji na pewno (już tak mam). Zresztą kurcze, blond Diana?
    Jeśli chodzi o "Przeminęło z wiatrem" to kiedyś zapierałam się jak żaba błota, że tylko ekranizacja Vivian i Clarkiem, ale z czasem zmieniłam zdanie.
    W mini- serialu, który jest kontynuacją filmu, aktorzy również mi się podobają.
    http://www.youtube.com/watch?v=gbtuzxCRLfM&feature=relmfu
    Co do innych ekranizacji, to nie wyobrażam sobie np. innego aktora w roli Gandalfa, czy Aragorna:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżentelmen to jedno, a ciepłe kluchy to drugie.

      Co do Władcy Pierścieni: obsada dobrana genialnie (Aragorn, hobbici, Eowinka...) tylko ci elfowie jacyś tacy... A już Haldir to porażka. Jakie Ty masz odczucia?

      Usuń
    2. Podobne. Elfowie dla mnie wyglądają trochę jakby byli na ciągłym haju. Haldir masakra.
      Ja i tak najbardziej kocham Rohirrimów. Słabość do blondynów, koni i Wikingów, na których Tolkien niewątpliwie się wzorował.
      Ciekawe, czy kiedyś będzie Władca Pierścieni w 3D? Byłoby niesamowicie.

      Gilberta i tak kocham. Jak ciągnął Anię za warkocze i nazywał Marchewą to był zadziora. Jak dorósł to się po prostu strasznie grzeczny zrobił.

      Usuń
    3. Bursztyniu, ja nie mam nic do Gilberta, tylko do aktora jego rolę grającego!

      Dla mnie elfowie są po prostu brzydcy. Miały to być najpiękniejsze z istot a są... eee tam.

      Chyba osobny wątek trzeba utworzyć odnośnie LOTR-a. Władca w 3D (tylko prawdziwym 3D a nie podrabianym, jeśli ktoś wie, o co mi chodzi) to byłoby coś!

      Usuń
  2. Pamiętam , że gdy pierwszy raz oglądałam "Anię z Zielonego Wzgórza" - miałam jakieś 7 lat to Gilbert bardzo mi się podobał , ale od tamtego momentu minęło już sporo czasu , więc muszę przyznac Ci rację , ta postac w tym (w sumie niezłym filmie)rozczarowuje - filmowy Gil jest hmm misiowaty , taka "ciepła klucha" :). Za to ekranizacja z 1934 roku jest bardzo klimatyczna. (Dziękuję Ci za wrzucenie tego linku), a Gilbert jest dokładnie taki jakiego sobie wyobrażałam!!! Za to z Anią mam problem , bo chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do Megan Follows .
    A co do "Przemineło z wiatrem" to nawet jeśli ktoś odważy się zrobic remake , nawet ze Scarlet Johanson i Georgiem Clooneyem :) to i tak nie przebije on oryginału ! To jest taka klasyka , która pewnie nigdy nie przeminie , pomimo 3D , a nawet 10 D :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Anie z Zielonego wzgórza! I film i ksiązka były bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matkoo jedyna czym oni się kierowali w wyborze tej aktorki do roli Maryli(chodzi o tą starszą wersję) ??? chyba ta osoba nie przeczytała książki albo fragmenty z opisem jej wyglądu ominęła... Jeśli chodzi o Anie bardzo mi się podoba śliczna dziewuszka, Gilbert jest o wiele lepszy niż ten z roku 1985,Dianę pozostawię bez komentarza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamten z 1934 wygląda na urwisa. Taki sowizdrzał.
      Diana mnie rozwaliła. :D

      Usuń
  5. Starszy Gilbert jest zdecydowanie lepszy :) A "Ania z Zielonego Wzgórza" to moja ulubiona książka z dzieciństwa. Zresztą do dziś mam do niej ogromny sentyment. Jak to się stało, że ja nie czytałam jeszcze żadnej z Pani książek to ja nie wiem. Muszę to nadrobić i chyba dzięki okładce (z moim ukochanym goldenem!) skuszę się na Sklepik z niespodzianką. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham Anię. To ulubiona książka mojego dzieciństwa. Film również bardzo mi się podobał. Szkoda tylko, że fabuła tak mocno odbiegała od treści książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Film oglądałam sto razy z moimi koleżankami, wpatrywałyśmy się w Gilberta jak w obrazek, choć dziś przyznam rację Pani Kasi, że to kluchy... O wiele bardziej "Gilbertowaty" jest Mirosław Konarowski w wersji słuchowiskowej (uwielbiam go za tę rolę i za Zośkę z "Akcji pod Arsenałem"), świetna też była Anna Romantowska jako dorosła Ania, Zofia Rysiówna - Maryla, a Franciszek Pieczka był Mateuszem. jako dziecko czekałam z uchem przy radiu na wszystkie odcinki do "Rilli" włącznie, swoją mam tylko I cz. i to na taśmie szpulowej. Ech...
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  8. Film oglądałam wiele razy, książki też czytałam, uwielbiam Anię z Zielonego Wzgórza... tylko racja Gilbert jest kluchowaty taki nie odpowiedni dla niej... wyczytałam gdzieś,że losy Ani to życie autorki... tylko w rzeczywistości Gilbert nie był kluchowaty tylko przeciwieństwo zupełne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem po lekturze biografii L. M. Mongtomery, gdzie parokrotnie zaprzecza jakoby. Tak na marginesie, to nieciekawa postać mi się wydała z tej Maud. Jeśli któraś czytała "Maud z Wyspy Księcia Edwarda" może podzieli się swymi przemyśleniami?

      Usuń
    2. Ja czytałam Pani Kasiu tę książkę, chociaż już dość dawno, bo jakieś trzy lata temu. Pamiętam jednak, że pierwsze co po myślałam po przeczytaniu biografii to to, że Maud miała dwie twarze, jedną przeznaczoną dla otoczenia, drugą dla domu, ale że nikt tak naprawdę jej nie znał, bo swoje prawdziwe uczucia skrywała pod różnymi maskami. I że raczej bym jej nie polubiła jako człowieka.
      Na pewno elementy z jej życia można odnaleźć w jej książkach, jednak nie w "Ani", a w tomach o "Emilce ze Srebrnego Nowiu".
      Na blogu Koczowniczki, która jest obserwatorką mojego bloga, przeczytałam jednak, że ona tej biografii jako źródła wiedzy o Montgomery nie poleca, gdyż jest w niej wiele nieścisłości. Koczowniczka przytoczyła argumenty na potwierdzenie swojej tezy. Z jej wypowiedzi wynikało, że przeczytała sporo książek z gatunku biograficznych o Montgomery.

      Usuń
  9. Ja uwielbiam Anię w wersji z '85. Bohaterowie, moim zdaniem, jakby prosto z książki wyszli. Gilbert faktycznie jest trochę 'miętki', ale jakoś tak mi się wpisał w ten film, że nie wyobrażam sobie w tej roli kogokolwiek innego. 'Ania' to jedna z moich ulubionych książek, w dzieciństwie pożerałam ją ciągle i ciągle od nowa, a i dziś lubię raz na jakiś czas do niej zajrzeć :o)
    Pozdrawiam i Wesołych Świąt Wszystkim życzę! :o]

    OdpowiedzUsuń
  10. Ania z Zielonego Wzgórza to moja ulubiona bohaterka z dzieciństwa, dlatego film oglądałam i książkę przeczytałam kilka razy, chociaż nad męskością ;) Gilberta nigdy się nie zastanawiałam. Cieszę się, że znalazłam Pani blog, bo właśnie czytam ( a raczej " pochłaniam" ;)Pani książkę "Poczekajka" a sięgnęłam po nią dlatego, że na okładce było napisane " Jeśli podoba Ci się Ania z Zielonego Wzgórza (...) to na pewno pokochasz Patrycję z Chatki Wiedźmy!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam na pokładzie Poziomkowa. :)

      Usuń
  11. Wesołych Świąt i smacznego baranka :P dla wszystkich Kejtkowiczek.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja się przyzwyczaiłam i do Gilberta i do Ani w tej znanej wersji Ani:) Ale w tej podlinkowanej, ło mamo na widok Maryli umarłam! Przecież to kawał kobiety, a w książce to Małgorzata była taka obfita, a Maryla była jej przeciwieństwem. Stanowczo inaczej ją sobie wyobrażałam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Prawdę powiedziawszy Ania z Zielonego Wzgórza mimo ze pierwsza nie jest moją ulubioną częścią. Kocham za to "Anie na Uniwersytecie", "Wymarzony dom Ani"- gdzie opisany jest ślub Ani z Gilbertem, "Ania ze Złotego Brzegu" i "Rilla ze Złotego Brzegu" :) Są cudne i rozwinęły moje marzenia o dużej rodzinie :)
    A co do mojej ukochanej Scarlett. Nie wiem Kasiu czy oglądałaś serial o nazwie "Scarllet" Jest to ciąg dalszy jej losów. Nawet mi się spodobał ten mimiserial, jednak wydaję mi się, że aktorka grająca Scarllet nie oddaje prawdziwego charakteru bohaterki książki. Czego oczywiście nie można powiedzieć o Vivian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odtwórcy głównych ról w miniserialu byli wg. mnie zupełnie nie apropos. Fabuła też mi się nie podobała. Rozczarowała mnie i książka, i film.
      Za to mogę polecić biografię Margaret Mitchell pt. "Nie przeminęło z wiatrem". Bardzo, bardzo ciekawa...

      Usuń
  14. Mnie bardzo często rozczarowują aktorzy odtwarzający role bohaterów powieści - zwłaszcza wtedy, gdy książkę szybciej przeczytam od filmu.

    OdpowiedzUsuń