To mi tytuł wyszedł... Niczym powrót do starych dobrych czasów Poczekajki. Ja dziś nie tyle o odczynianiu, co o samych urokach. Do przemyśleń sprowokowała mnie kupelka, która dziś, idąc ze mną na zakupy, odtańczyła dziwne pląsy, by nie przejść po pochyłym słupem - wiecie, takim trójkątnym. Musiała obejść rondo, by ominąć chodnik nad którym wznosił się ów słup. Prawdopodobnie już nigdy nie wybierze się ze mną na zakupy.
Zwracam się do Was z zapytaniem, jakie znacie ciekawe, oryginalne przesądy, w jakie wierzycie i jak je odczyniacie. Podzielcie się szczodrze swoimi doświadczeniami, bo jest mi to potrzebne do książki! ;)
Ja "oswoiłam" przesąd czarnego kota, który przebiega drogę, tłumacząc Podświadomości, że nawet najczarniejszy kot nie jest w 100% czarny, bo ma na wierzchu zielone oczy. Jest więc, logicznie rzecz biorąc, czarno-zielony.
Rozsypana sól, czyli zapowiedź awantury... no tak, zawsze przemknie mi to przez myśl, gdy niechcący rozsypię, ale że mieszkam z Patinkiem i Gapą to jakoś partnerów do awantur nie widzę.
Wyjść i wrócić, o tak, z tym miewam problem. Gdy sprawa jest ważna, wracam, siadam, liczę od 7 do 1 i już spokojna wychodzę. Nie wiem, czy się to sprawdza, czy nie, ale o wiedzę w odczynianiu nie chodzi a o lepsze samopoczucie.
Piątek trzynastego nie robi jakoś na mnie wrażenia. Może dlatego, że żyję w nieco innym wymiarze czasoprzestrzeni i rzadko kontaktuję, że "dziś piątek trzynastego".
To by było na tyle z mojej strony.
A Wy, kochane? Objeżdżacie rondo, gdy Wam kot przebiegnie drogę? Siadacie, gdy wrócicie? Obchodzicie łukiem drabiny? A może uprawiacie zupełnie inne, odjazdowe, oryginalne odczynianie uroków? A może w ogóle nie wierzycie w przesądy?
PS. Co do wróżek wszelakich: na pierwszym spotkaniu świeżo upieczonej pisarki Kejt El - Empik był to, parę dni po premierze "Poczekajki" - gościem spotkania (oprócz mnie) była wróżka. Na koniec moich występów ustawiła się do niej większa kolejka niż do mnie (ale nie mam o to pretensji ;). Ja też poprosiłam o wróżbę. A dokładniej o losy mojej kariery pisarskiej, co było moim Wielkim Marzeniem. Pamiętam do dziś, jak wróżka rozłożyła karty, skrzywiła się lekko i powiedziała: "Kariery jako pisarka to pani nie zrobi".

Ja raczej nie wierzę w przesądy, a już na pewno nie praktykuję. Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli założymy, że po rozsypaniu soli NA PEWNO się z kimś pokłócimy to tak się stanie, niezależnie od tego czy rzeczywiście miało to się wydarzyć, czy może sami to spowodowaliśmy mając na uwadze właśnie tą sól. Siła podświadomości jest silniejsza niż nam się wszystkim wydaje :) Rozbawiła mnie opisywana pani, która musiała obejść całe rondo żeby nie przejść pod głupim słupem. Niemniej jednak jeśli po tym poczuła się nieco lepiej to może dobrze, że to zrobiła niż jeśli by miała chodzić cały dzień zestresowana i myśleć: "jaki to pech mnie spotka" :)
OdpowiedzUsuńJestem magnesem przyciągającym pecha. Wpadam w otchłanie ulicznych dziur, rozlewam wszelkiego rodzaju napoje, potykam się o progi. W ogóle mam wrażenie, jakby za dziecięcych lat mnie ktoś ociotował. Jednak tak się do tego przyzwyczaiłam, że przestałam już na to zwracać uwagę. Mój pech stał się częścią mnie, jednak na wszelki wypadek, mam na ręce czerwoną bransoletkę. Babunia mówi, że jestem chodzącym nieszczęściem, ale uważam, że trochę się myli. Po pierwsze ludzie przebywający w moim towarzystwie mogą czuć się bezpiecznie, bo wiadomo, że wszystkie wpadki przyciągnę ja, a po drugie przeważnie udaje mi się osiągnąć to o czym marzę. Jeśli jest to rekompensata za mojego pecha, to jestem za niego wdzięczna losowi, jak nie wiem co. Nie ma co się wzbraniać za bardzo przed pechowymi sytuacjami, bo radość kiedy coś wyjdzie jest dziesięć razy większa. :-)
OdpowiedzUsuńWierzę w przesądy , ale tylko te pozytywne tzn. rozsypany cukier - to zapowiedz całowania (no choćby na powitanie :D) , no i nieśmiertelny kominiarz (tylko , gdzie go teraz spotkać) to znak szczęścia (pod warunkiem , że złapie się za guzik). Słyszałam też nie dawno , że kasztany mają pozytywną energię , sprawdzałam coś w tym jest!
OdpowiedzUsuńKasztany zbieram co roku jesienią świeże i wkładam pod łóżko. Dużo lepiej się śpi na kasztanach - sprawdziłam.
UsuńKasiula
Moja przyaciółka "zaraziła" mnie pewnym przesądem. Otóż, jeśli zdarzy mi się spojrzeć na zegarek, kiedy jest dokładnie 11:11 lub 13:13 czy też 19:19 etc, oznacza to, że ktoś o mnie myśli. A żeby tego ktosia przyciągnąć, należy złapać się za guzik. Sama nie wiem czy w to wierzę, ale odczyniam. I jeszcze ten mit o wstawaniu z łóżka lewą nogą... Zawsze wstaję prawą :) Gdzieś przeczytałam, że zapomnina się sny, kiedy po przebudzeniu człowiek spojrzy w okno. Hmm, mam łóżko na wprost okna, więc siłą rzeczy... Ale czasami faktycznie zapominam i wtedy zawsze zwalam winę na Bogu ducha winne okno ;)
OdpowiedzUsuńI dlatego wiesza się w oknie łapacz snów!
UsuńApel: podpisujcie się dziewczyny nawet pod anonimowymi postami, ok? Mogą być trzy krzyżyki. ;)
Hmm, na to nie wpadłam. Chętnie skorzystam. Dziękuję za radę :)
UsuńPozdrawiam, Ewka.
Ja całe szczęście jakoś nigdy nie przywiązywałam wagi do przesądów :) Moja świadomość jakoś ich chyba sama z siebie nie uznawała... no bo co jest winny biedny kot? Czy to on wybierał że jedno z rodziców było czarne? :) Nie.
OdpowiedzUsuńA ta wróżką to się rozbawiłam :D :D :D Świetna w swoim fachu jest :) Hihihi
Pozdrawiam
Ja zasadniczo w przesądy nie wierzę, ale pod słupem też nie bardzo lubię... a 13 w piątek się urodziłam, więc jeśli uznać ten fakt za pech to jestem pechowa od początku, chociaż nie jest aż tak źle! Z łóżka zawsze wstaję lewą nogą, bo z prawej strony mam ścianę. A czarny kot - ja tam niespecjalnie, ale mój mąż..... kiedyś dwa razy rondo objechał zanim ktoś inny nadjechał, a ostatnio na spacerze w Toruniu przez kilka ulic ścigaliśmy się z kotem, który koniecznie chciał nam przebiec drogę, hi, hi!
OdpowiedzUsuńW Toruniu??? Ja tez pochodze z Torunia!!! Ale mily zbieg okolicznosci!
UsuńA ja odczyniam jak stłukę lustro. Wszystkie odłamki małe i duże a nawet pyłek zbieram do słoja, zamykam i stawiam na oknie. Na siedem lat, zamykam nieszczęście - na szczęście. Do tej pory jedno stłuczone na parapecie stoi, bo nie pamiętam ile lat temu stłukłam:)
OdpowiedzUsuńPluję przez lewe ramię jak zakonnice zobaczę.
Jak rozsypę sól to rzucam nią na trzy za siebie.
Jak się synuś urodził to na rączce czerwoną nitkę zawiązałam od uroku.
Można wierzyć lub nie, ale moja babka odczyniała(na kurzajkę kość w polu znajdź, potrzyj za siebie wyrzuć, a się nie oglądaj), moja matka też (jak byłam mała sąsiad mnie wystraszył - mama wosk przelała nad główką ) i ja odczyniam - taka to już wiedźmia rodzina:)
Tego mi brakowalo. Chodzi mi o to lustro. Ja regularnie co iles lat (byc moze 7) tluke podreczne lusterko. Do tej pory zbieralam skorupki i wyrzucalam. Teraz juz bede wiedziala co mam zrobic. To musi byc dobry sposob... Albo moze najlepiej byloby byc bardziej uwazna?
UsuńZupełnie nie wierzę w żadne przesądy, a piątek 13 działa na mnie pozytywnie. Wróżki jakoś też mnie nie przekonują, zwłaszcza jeśli wróżą tak jak ta Twoja :))
OdpowiedzUsuńTo ja tej wróżce, co to Ci Kasiu sukcesów nie wywróżyła, sukcesów w fachu nie wróżę;)
OdpowiedzUsuńOsobiście zbyt przesądna nie jestem, czarny kot mi nie straszny bo dokarmiam jednego takiego pod sklepem i raczej szczęścia mi troszkę przyniesie pomrukując jak silnik diesla niż pecha;)
Nauczona doświadczeniem życiowym wierzę jedynie w pechowy 13ty dzień miesiąca(niekoniecznie piątek)Mój tato zginął w wypadku samochodowym 13tego października, dziadek zmarł 13tego maja a kilka lat temu mój brat trafił do szpitala 13tego lutego. Zbieg okoliczności? Może, ale wolę być ostrożna i zawsze sprawdzam jaki dzień wypada wtedy w kalendarzu i martwię się o bliskich, no cóż tak już mam.
Pozdrawiam
Ja wierze w przesądy. Podobnie jak Twoja koleżanka- nie przechodzę pod takimi słupami albo rozłożonymi drabinami. Ja wrócę do mieszkania to przysiadam i odliczam. Staram się wstawac z łóżka prawą nogą. Tylko raz nie posłuchałam przesądu- i żałuję bo się sprawdził. U mojego męża na wsi mówiono że Para Młoda nie powinna wychodzić z tego samego domu, bo takie małżeństwa nie mają szczęścia. Niestety wyszliśmy z tego samego domu- z powodu braku innej możliwości a teraz się rozstajemy. Tak samo z welonem w dniu ślubu- jeśli spadnie z głowy to powinien być przydeptany zanim Panna Młoda znowu go wepnie we włosy. Mi wiatr zwiał z głowy welon jeszcze przed kościołem- nie przydeptałam...
OdpowiedzUsuńWiem, że to tylko zabobony... Ale coś za dużo się ich sprawdziło w moim życiu.
Ja sama osobiście w większość nie wierzę( czarnego kota miałam więc wychodziłoby że miałabym pecha przez cały ten czas, a nie miałam). Piętki trzynastego i słupy nie ruszają mnie też. Za to jak rozsypię cukier to sprzątam szybko(goście murowani, zawsze się pojawiają) siadać oczywiście siadam, trzymam karpią łuskę w portfelu i szybko się z kimś witam gdy swędzi mnie prawa ręka. Moja mama i babcia znają chyba wszystkie możliwe przesądy i zwyczaje więc w ich towarzystwie przestrzegać muszę, chociaż w kota i słupy nawet one nie wierzą;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPS Jeśli chodzi o te ciekawe to mam taki jeden ślubny. W dniu ślubu na sali weselnej podaje się młodym wódkę do wypicia(tłuczenie kieliszków itp, ale przed tłuczeniem) osobę podającą powinno poprosić się żeby w kieliszku panny młodej była woda. Kiedy młody już wypije swoją porcję, młoda powinna zawartością swojego kieliszka chlusnąć mu w oczy(żeby się nie oglądał na inne). Mama stosowała i mówiła że działa ;)
Ja nie wierzę w przesądy, ale na wszelki wypadek...:
OdpowiedzUsuń- jak wracam, to siadam, nogi w górę i liczę,
- jak widzę leżącą monetę, podnoszę i chucham,
- na widok kominiarza moja ręka sama łapie za guzik,
a kiedy zbiłam lusterko, to do dziś je noszę, nie kupuję nowego, bo nie chcę nowych lat nieszczęścia :)
Pozdrawiam
A co do welonu, to na własne oczy widziałam, jak pannie młodej w zaawansowanej ciąży welon owinął się wokół słupa i odfrunął z głowy. Dziś ma innego męża:)
OdpowiedzUsuńNa paru ślubach widziałam przed ołtarzem szarpiące się pary, bo przesąd mówi, że kto kogo obróci, ten w małżeństwie będzie rządzić :)
Czyli z tym welonem jest i nadzieja dla mnie. Może gdzies tam czeka na mnie ten właściwy...
UsuńPrzypomniała mi się pewna historia, która mnie nie urzekła:
OdpowiedzUsuńSzłam sobie na zakupy i w pewnej chwili "ustrzelił" mnie ptak (snajper chyba). Od razu pobiegłam do punktu totolotka. I wiecie co? Wygrałam ok. 200zł.
Po jakimś czasie znowu zostałam ofiarą skrzydlatego snajpera. Galopem pognałam do kolektury. I ... nie wygrałam nic. Widocznie ptak był wybrakowany :)
a mój wujek kiedyś opowiadał, że śniło mu się gów... no kupa mu się śniła a to podobno sen "na pieniądze" zagrał w totolotka i tyle samo wygrał :D
UsuńBuahaha to ci powróżyła :D może fusów w zanadrzu nie miała, a z kart kiepsko wróżyła :D;)
OdpowiedzUsuńJa też jak muszę się do domu wrócić, przysiadam na chwilę na krześle - nawet nie wiem kto mnie tego nauczył ale tak robię. Drabinę omijam łukiem, nawet niedawno miałam taka sytuację, wahałam się ale jakoś nie mogłam pod nią przejść :D
Jest też przesąd żeby na pożegnanie machać bliskiej nam osobie, to niby ma odsuwać od podróżującej osoby złe fatum wypadku i zawsze to robię.
Nigdy nie stawiam torebki na podłodze, bo uciekają pieniądze :D a i w portfelu mam zawsze ość rybki z wigilii i jej łuskę, na pinioooondze oczywiście ;)
Na "zły wzrok" spluwam przez lewe ramię trzy razy :D
A dziecku po porodzie zakłada się na rączkę czerwoną wstążkę, też na uroki ;) To chyba takie najistotniejsze nad reszta musiałabym się zastanowić, bo rzadziej w życiu się z nimi spotyka człowiek ;) Ale wierzę w przesądy, może to zabobony, może pogańskie głupoty, ot co ludowe bajdurzenie, ale jest to częścią naszego, a przynajmniej mojego życia ;)
- jak wracam to siadam liczę do 10 (ale o podnoszeniu jak pisze AniaBZ to nie słyszałam :))
OdpowiedzUsuń- widząc kominiarza oczywiście łapię się za guzik, ale słyszałam też, że można go puścić dopiero jak się zobaczy mężczyznę w okularach :) kiedyś tak 15 minut w autobusie trzymałam, bo jak na złość żadnego nie było widać
- jak przechodzę pod takim słupem trójkątnym to albo omijam jak da radę, albo zamykam oczy
- a jak widzę zakonnicę z torbą to zaciskam kciuki i liczę do dziesięciu
pozdrawiam już prawie wiosennie
U mnie w domu zawsze się mówiło, że jak widzisz kota myjącego się za uchem to przyjadą jacyś goście. Do tej pory miałam 4 koty i zawsze się sprawdzało. Karolina
OdpowiedzUsuńA to dobre!!! U nas z kolei, gdy kot myje sie za uchem to idzie na deszcz! I tez sie sprawdza!
UsuńNo to moje:
OdpowiedzUsuń- Gdy czegoś z domu zapomnę to się wracam, liczę do 10 i dopiero wychodzę
- gdy znajdę monetę to na nią 3 razy chucham
- gdy rozsypie sól to przerzucam przez lewe ramię
- trzymam łuskę karpia w portfelu
- gdy mi spadnie nóż lub widelec, wierzę że jakiś chłop się spieszy, gdy łyżka -kobieta
swędzi mnie prawa ręka - przyjdzie mi się witać, jak lewa to do pieniędzy - szkoda tylko że częściej do ich wydawania :D
- odpukuje w niemalowane drewno, albo spluwam trzy razy żeby coś o czym mówię się nie wydarzyło
- w piątek trzynastego średnio wierzę, prędzej w samego 13. Kiedyś mieszkałam pod nr. 13 i miałam prawie samego pecha... ;/
- jak widzę kominiarza to łapię za guzik i nie puszczam póki nie zobaczę mężczyzny w okularach XD
Jak mi się coś przypomni jeszcze to napiszę ;)