piątek, 10 lutego 2012

Prawda a fikcja, czyli...

Ewa z "Roku w Poziomce" wkurzyła kolejną Czytelniczkę. I bardzo się z tego cieszę. Bohaterowie książki mają wywoływać emocje, różne emocje, u każdego inne. Jedne z Was Ewę lubią (z ankiety wynika, że nawet bardzo lubią), inne nie, i o to chodzi. Byłabym niepocieszona, gdyby główna bohaterka pozostała dla Was obojętna, a wkurzałaby książka.
ZdradzęWam pewien sekret (nie ja to wymyśliłam, ale się pod złotą myślą podpisuję): w innych najbardziej nas wkurzają nasze własne wady.
Ewa jest szybka, w mowie i czynie, nim się zastanowi, już się nakręca. Zaczyna imaginować sobie "co by było gdyby" i nim się spostrzeże, już stoi na granicy absurdu. I ja na przykład to w niej lubię. (Może lubimy u innych też nasze własne wady?). Ile z moich kochanych Czytelniczek tak właśnie reaguje na niespodziewane wiadomości, zdarzenia? Ile z Was nie spało w nocy przed ważnym dniem, nakręcając się "co by było gdyby", wymyślając najbardziej nieprawdopodobny kierunek wydarzeń, rozwijających się przeważnie w stronę porażki. Rzadko spotyka się kogoś, kto nakręca się pozytywnie. Jesteśmy raczej czarnowidzami i jeśli nie śpimy przed egzaminem, to nie dlatego, że już szykujemy się na imprezkę z okazji zdania owegoż...

Jedna z Czytelniczek zarzuciła Ewie niezdecydowanie. Oczywiście! Ewa waha się, podejmuje decyzję, by w następnej chwili się z niej wycofać. Ale takie właśnie jest życie! Ile razy, Kochane, miałyście tak samo? Ewa jest jedną z nas! Pod jej życiem, jej niezdecydowaniem, jej wahaniami mogłaby się podpisać... no, ja na pewno. Mimo, że należę do osób szybko podejmujących decyzję i z determinacją zdążających do celu, to ile razy, kurczę, wycofywałam się na z góry upatrzone pozycje, rezygnowałam, wahałam się? Ja, jedna z lepszych drimerek na tym blogu?
Ewcia jest chyba najbardziej "życiową" bohaterką. I może dlatego tak niektóre wkurza. Ja ją lubię, bo bardzo się z nią utożsamiam, ma sporo ze mnie. Jej przypadki są w większości z mojego życia wzięte. Niektóre Czytelniczki piszą w recenzjach: "to nieprawdopodobne, nieprawdopodobny zbieg wydarzeń, mija się z rzeczywistością" o wydarzeniach, które właśnie miały miejsce w moim krótkim, acz jakże ciekawym życiu. Pytajcie, co jest prawdą, co fikcją, a okaże się, że to, co uważałyście za wymysł mojej bujnej wyobraźni, zdarzyło się naprawdę, a to, co uznałyście za prawdziwe wydarzenie, nie miało miejsca. To ja buchnęłam sama sobie samochód, ja przeżyłam "alarm bombowy", polegający na odgrodzeniu części lotniska żółtą taśmą i potrząsaniu przy szerokiej publiczności podejrzaną paczką, to ja... wiecie, co? Dam Wam przykład z ostatniego miesiąca, żebyście dogłębnie zrozumiały, jak nieprawdopodobne jest moje życie. I to bez szukania wrażeń. Otóż wyjechałam na tydzień do ciepłych krajów na wycieczkę marzeń. Wyspa Fuerteventura, która śniła mi się od lat - nawet ją opisałam w Poziomce 1, choć wtedy jeszcze tam nie byłam. Teraz poleciałam. Last minute, hotel przyzwoity, cztery gwiazdki, nad samym oceanem, pokój piękny, na parterze, z tarasikiem... Przyjechałam żeby wypocząć, bo tygodnie wcześniej niesamowicie mnie wyczerpały, przez pierwsze dwa dni spałam, spałam i spałam... Trzeciego dnia... cóż trafiłam do kliniki pod kroplówkę, bo sprzątaczki podtruły mnie (mam nadzieję, ze niechący)... sprayem przeciw mrówkom i karaluchom, używanym bez opamiętania w ilościach kosmicznych. Następnego dnia nie pamiętam. Przez kolejne - mając wykupione all inclusive - nic nie jadłam. Z całej wycieczki cieszyłam się ostatnim dniem, gdy miałam siłę wyjść na długi spacer morską plażą. Gdybym opisała to w książce, znów ktoś by kręcił głową, że mam bogatą wyobraźnię, ale ci, co mnie znają, wierzą bez zastrzeżeń. Spuentuję to tak: moja najdroższa przyjaciółka, gdy opowiedziałam jej o wakacjach na Fuerteventurze, stwierdziła: "Kasia, gdy będziesz jechała do Indii (a ja się tam wybieram?! - przyp. autorki), jadę z tobą. Na pewno nie będę się nudzić". O tak, to potwierdzam. Na dzień dobry wcisną mi małpę, potem zamiast hotelu dostanę tekturowy domek na wodzie, a na koniec podrzucą do bagażu podręcznego narkotyki. Tak, Gosiaczku, ze mną nuda ci nie grozi...

Czy Wam, moje drogie, też przydarzają się tak absurdalne, choć z perspektywy czasu śmieszne, sytuacje, czy to tylko ja jestem główną bohaterką filmu "Pechowiec"?
Znacie takich ludzi jak Ewa (i ja)? I? Wkurzają Was, czy przeciwnie, są tak pechowi i popieprzeni, że aż rozbrajający? Ja sama siebie wnerwiam, ale gdy już przeboleję kradzieże samochodu i wakacje "ant inclussive" potrafię się z siebie samej śmiać. Czego i Wam życzę. Bo śmiechu nam trzeba na te trudne czasy...

26 komentarzy:

  1. Och Kejt moja droga....życie zawsze jest pełne niespodzianek. Każdemu zdarzają się takie rzeczy...mnie tam Ewa raczej bawiła niż denerwowała. A bawiła mnie być może dlatego że samej mi się zdarzały takie dziwne sytuacje z których nic tylko się śmiać - lecz po fakcie. Bo to mnie w mojej rodzinie spotyka regularny spadek ze schodów. Ostatni najbardziej spektakularny - bo w dniu ślubu mojej siostry - gdzie byłam świadkiem.....to ja zawstydziłam Turbodynomena gdy jechałam przez pół miasta ciągnąc za sobą rurę wydechową z efektami jak i świetlnymi tak i akustycznymi. Któż inny niż ja wysiadł nie na tej stacji i w biegu wsiadał do pociagu - wciągany przez Panią konduktor...oj znalazłoby się jeszcze troche :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taak. Pauli, przybij piątkę. :)

      Usuń
  2. Ja właśnie skończyłam czytać Powrót do Poziomki - świetne! Ewa mnie śmieszy, więc czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg jej przygód :) Bo będą, prawda?? :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Kochana, nie będzie już przygód Ewy. Jej, tak jak Patrycji, dam już spokój. Ale będą następne opowieści z serii owocowej. :)

      Usuń
    2. Trochę szkoda. W takim razie czekam niecierpliwie na następne książki :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Kejt nawet dwie :):)a z ostatnich moich wyczynów - jak wiesz zajęta byłam nieco w "Jaskółkowym" gniazdku..i jak fugowałam - to tylko mnie kabel z "siłą" popieścił mimo że przez dom tabuny ludzi się przewijały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej zdumiewa, że ze wszystkich tych "przygód", kurnia, wychodzę cało. :/

      Usuń
    2. I chwała Ci za to, że wychodzisz cało!!! Ja uwielbiam te pipitolone wariatki znaczy Ewę i Ciebie droga Kejt :D Jesteście rozbrajające i nieprzewidywalne :D Przykład z ostatniej Twojej wycieczki, rozbroił mnie... Kręcę głową ale wierze bez zastrzeżeń, choć kręcę głową z podziwu, że nic Ci nie jest i z niedowierzania jakim cudem :D A na koniec kręcę głową, że i dodaje w duchu - całe szczęście... :*

      Usuń
  4. O, właśnie, zapomniałabym... Poziomka dotarła cała i zdrowa, ślicznie dziękuję.
    Co do wkurzających bohaterów- dobrze, że są i tacy, bo to znaczy , że są JACYŚ,są wyraziści, przynajmniej ich zapamiętamy.
    Ludzie dookoła niektórzy też bywają wkurzający, więc chyba bohater takowy jest bardzo życiowy ;-)
    a Ewunia - zabawna "wariatka" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie przytrafiają Ci się niespotykane przygody. Ale to chyba dobrze, a przynajmniej tak myślę, bo dzięki temu coś się w Twoim życiu dzieje, nie nudzisz się :) a co do słynnego "gdybania" to szczera prawda. Też tak zawsze mam. Najgorzej przed snem, no nie idzie się uspokoić! ;) Paulina M.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Rok w Poziomce" czytało się bajecznie.Historie były zaskakujące i śmieszne :)A Ewcia jest po prostu cudna :) taka energiczna, wybiegająca w przyszłość. Może trochę jak mała dziewczynka - nieporadna, zagubiona, zabawna :) ale wbrew pozorom silna, odważna.
    Kto po takich przejściach potrafiłby marzyć a w dodatku realizować swoje marzenia. Nie raz mogłą się zakopać zaszyć w jakimś kąciku i tylko biernie przyglądać się życiu. Ale nie - ona wzięła życie w swoje ręce i nie będzie się temu biernie przyglądać. Tylko działaniem można coś osiągnąć to nic, że nie będzie to łatwe ale nikt nie mówił, że tak będzie. Przynajmniej nie jest nudno tak jak w przypadku Ewci :) oj nie u niej napewno nie jest nudno.
    Nigdy nie spodziewałabym się takiego zakończenia :) o nie - do ostatniej kartki było fantastycznie zabawnie ( e tam zabawnie to za mało powiedziane .... :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo polubiłam Ewę. A najbardziej jej cięte i błyskotliwe riposty. Zazdroszczę jej tego :)
    Życie jest tak nieprzewidywalne i zaskakujące, że chyba nic nie jest w stanie mnie zdziwić i uwierzę we wszystko :))

    A tak z innej beczki- dziękujemy za książkę i wpis. Razem z Julką się wzruszyłyśmy. No dobra- tylko ja się wzruszyłam :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie tam Ewa rozczuliła. Przypomina mi trochę dziewczynę mojego wujka :).
    Sama raczej z natury się nie nakręcam, ale przyjaciółka z którą mieszkam a i owszem. Jak ona już z niewyłączonego żelazka(które stoi w takim miejscu że nie ma szans żeby coś się zapaliło nawet jakby bardzo chciało) robi pożar połowy stolicy to i mnie się udziela więc jestem w stanie zrozumieć to zjawisko.
    Co do sytuacji niespotykanych wierzę tym bardziej że sama czasem je przeżywam. Koleżanki mi nie wierzą że komuś może coś takiego się przytrafić ;)
    A co do Ewki raz jeszcze, to popieram Cię Pani Kasiu w 100% bo nawet nienawiść jest lepsza od obojętności ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając wpisy na tym blogu,można już poznać,że to co w książce to i w życiu :)Mnie też Ewka bawi,ale tak z perspektywy czasu..Bo jak czytałam o jej poczynaniach to tak z niedowierzaniem,ale później stwierdziłam,że kurcze są przecież tacy ludzie na tym świecie..taka ja.Jak czegoś nie nabroję, to żyć nie mogę.Ale to przecież tak nie specjalnie,tylko to tak samo z siebie jakoś wychodzi.Na początku widzę przerażenie w moich oczach,a później jeden wielki zaciesz :D, że coś w ogóle takiego mogłam zrobić.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu ja mam wrażenie,że genialność Twoich książek polega włąśnie na tym,że trochę w nich z przygód szalonej Kejt!Ja co prawda nie mam juz takich szalonych przygód/kurde wyrosłam!/dlatego cudonie mi się Twoje książki czyta!
    Kasieńko-książka dotarła!Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kejt, rzeczywiście jesteś Królową Zdarzeń Niemożliwych. Też mam różne dziwne trafy życiowe, ale tak nieprawdopodobnych to jeszcze nie miałam :)
    Ale ja takich ludzi lubię, bo są bardziej "ludzcy", empatyczni. Tak więc i Ewka jest na tej liście (a jak i Ewka, to i Kejt też).

    Od kilku godzin mam ferie. Hurra!!! Mogę czytać bez ograniczeń.

    Ps. A u mnie dziś był Święty Mikołaj z niespodzianką. Kasiu, dziękuję Ci za "Poczekajkę". Chociaż przeczytana, to marzyło mi się, żeby znów do niej wrócić. Naprawdę bardzo Ci dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja jeszcze nie przeczytałam serii owocowej:( Mimo,że siedzę non stop z nosem w książce to zakupiona seria grzecznie sobie czeka na półce na swoją kolej:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem, iż wszystko zależy od momentu książki.
    Bywały momenty, że bardzo fajnie bawiłam się w towarzystwie Ewy, jednak bywały także takie, w których dopingowałam (gł. Andrzeja), by porządnie się z nią rozprawił. Pewne jest jedno, w towarzystwie tego typu bohaterów, nie da się nudzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję Wam za wyrazy sympatii do Ewy, bo - alter ego tej bohaterki - odbieram je jako wyrazy sympatii do mnie.
    Wiecie, dlaczego mówię, że moje książki to współczesne baśnie, bo - opierając je na swoim życiu - są miejscami tak nieprawdopodobne, że nikt by w nie nie uwierzył. A baśnie, to baśnie. ;)

    Fajnie, dziewczyny, że docierają do Was wygrane kąqrsowe. Aniu BZ to OSTATNIA Poczekajka w tej oprawie jaką miałam. Doceń ją, czytaj, przytulaj i nazywaj Dżordż. :D

    Jolinko, może ja też wyrosnę? (powiedziała z nadzieją Kasia, która dzień wcześnie zostawiła w sklepie przed chwilą zakupiony fotelik samochodowy...)

    Lena, no właśnie ten artykuł jest odpowiedzią na m.in. Twoje zarzuty. Takie osoby jak Ewa są wśród nas i wolę spotykać na swej drodze je niż różnych innych psychopatów. Popieprzone Ewy, naiwne Pipisie... Bez takich ludzi świat byłby smutny i nudny. A ja nie miałabym o czym pisać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasiu, doceniam, przytulam, Dżordżem nazywam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No co racja, to racja ;)
    Bynajmniej coś się działo i należało mieć oczy w koło głowy, żeby za bohaterką nadążyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Do mnie też książka dotarła- dziękuję! :) Okładka śliczna, zaczęłam czytać i już mnie wciągnęła :-)
    Co do takich niesamowitych zdarzeń to ja chyba nie mam ich wiele, ale wśród rodziny słynę z dziwnych pomysłów i ciągłych zmian a to profili w szkole licealnej,a to kierunków studiów na studiach. Teraz jestem w jednej pracy prawie rok,więc chyba należy mi się medal? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. ``Rok w Poziomce`` po prostu cudowny,``Powrot do Poziomki`` rowniez.Zaraz zaczynam ``Lato w Jagodce ``i juz z nie moge sie doczekac ``Wisniowego Dworka``.To co Pani ,Pani Kasiu wyprawia w tym swoim pisaniu,sie w glowie nie miesci !!!! Cos niesamowitego.Az szkoda czytac,bo za szybko sie konczy i po kazdej Pani ksiazce czuje niedosyt!!!To samo z Poczekajka,Zachciankiem i Zmyslona. Brawo,Brawo,Brawo !!!

    OdpowiedzUsuń
  19. A mi Ewka kojarzy się z Anią Zielonego Wzgórza :D podobny poziom szaleństwa , a zarazem wrażliwości :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam
    Ja przeczytałam "ROK W POZIOMCE" i "POWRÓT DO POZIOMKI" cudowne są te książki. cały czas nimi żyje. mama wrażenie jak byś Kasiu opisała moje życie, jest tak podobne do życia bohaterki.
    jestem tak samo zakręcona jak Ewa.
    DOMINIKA

    OdpowiedzUsuń