środa, 22 lutego 2012

Pisze się!

Sprostowanie tytułu: samo się nie pisze.
Obiecałam, że powiem wszystko o mojej tajemniczej pracy w łochowskim Pałacu oraz o "Zabajce". Wszystko to też za dużo powiedziane, bo musiałabym streścić książkę i przenieść pałac na stronę blogową, ale...
Wiecie, że mam wiecznie trwający remont i chwilami już nie mogę. Nie przeszkadza mi łomot oraz piłowanie kafelków (nie no, w ogóle!), ale ten ostry drobny pył doprowadza mnie do szału. O pisaniu książek (na które mam przecież terminy - jeden się przesunie, przesunie się reszta, a Wy nie dostaniecie oczekiwanych premier w obiecanym dniu, tygodniu, miesiącu) mogłam zapomnieć. Ale że ja się tak łatwo nie poddaję (w ogóle się nie poddaję) zaczęłam szukać miłego miejsca, gdzie mogłabym siąść i snuć swoje opowieści. Napisałam więc maila do Pałacu w Łochowie (bo jak sięgać to na najwyższą półkę) i... następnego dnia dostałam przemiłą odpowiedź: mogę się "wprowadzać", apartament do wyboru.

Prawdę mówiąc liczyłam co najwyżej na kącik w kuchni, czy kotłowni, natomiast dostałam... do wyboru, do koloru (i to dosłownie, bo apartamenty różnią się wystrojem wnętrza). Ten który sobie wybrałam (a trudno było podjąć decyzję, bo wszystkie były piękne, a niektóre oszałamiające) mieści się na poddaszu, ma piękne okienka, a jedno tuż nad biurkiem. Składa się z saloniku, sypialni i wytwornej łazienki. Codziennie jadę więc do Pałacu, potem do "mojego" pokoju, a tam już czeka herbata i domowe ciasta, bo jestem rozpieszczana. I jak tu nie wierzyć w ludzką dobroć? Owszem, płacę pewną kwotę za użyczenie tego pokoju, ale w porównaniu z ceną noclegu w tymże jest to kwota symboliczna.
Pisze mi się świetnie. Po prostu siadał za biurkiem i... opowieść sam się snuje, tylko ją na kartki wirtualne przenosić. Gdy się zmęczę, idę przewietrzyć mózg do parku, czy nad stawy, albo łażę po pałacu, podziwiając salę balową... Jeszcze jedno, co mnie zdumiewa: bardzo mili, uśmiechnięci ludzie z zespołu pałacowego. Kurczę, ci z Fuerteventury powinni się od nich uczyć, co znaczy gościnność i dbałość o renomę.


Jeśli chodzi o "Zabajkę" - rzeczywiście, któraś z Was zgadła. Czasem jeżdżę palcem po samochodowej mapie Polski i trafiam na miejscowości wprost stworzone do napisania o nich książki. Zabajka spodobała mi się od razu, ale odłożyłam ją do odpowiedniej szufladki w pamięci. Gdy jednak Wydawca zapytał, czy mam pomysł na nową powieść, od razu przyszła mi do głowy ta wieś wraz z zarysem fabuły. Oto ona: pewnego dnia w Zabajce, maleńkiej wiosce zagubionej wśród lasów pogórza zjawia się nieznajoma dziewczyna. Nikt nie wie skąd, nikt nie wie w jakim celu. Ot, jednego dnia jej nie było, następnego wychodzi rankiem na schodki opuszczonej chaty i przeciąga się rozkosznie. Co najdziwniejsze ona sama nie wie skąd tu trafiła i po co. I ja też tego jeszcze nie wiem. Ale się dowiem. Wy też się dowiecie latem 2013r. Okej?

25 komentarzy:

  1. To prawda- czasami można trafić na pomocnych ludzi. Szkoda że tylko czasami.
    A pokoik śliczny. W takim to pewnie i ja zostałabym natchniona weną twórczą :-)
    A tym czas pisz kochana pisz, co byśmy miały co czytać :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lato 2013 tak jeszcze daleko....

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu :)
    W tak cudnym miejscu może skusisz się i napiszesz cudowną powieść romantyczno - historyczną dla swojej wiernej czytelniczki S.T :) :P

    Zabajka czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabiniu, mogę uchylić rąbka tajemnicy, bo umowa już podpisana, że "Wiśniowy Dworek" będzie kilkutomową sagą romantyczno-historyczną. Kontentaś?

      Usuń
    2. Zajebiscie!!!!
      Dziękuję Kasiu !
      :*

      Usuń
  4. Mam nadzieje , że w między czasie żaden koniec świata nie pokrzyżuje mi planów czytelniczych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokoik na poddaszu jest rewelacyjny, ach! zawsze właśnie tak mi się kojarzyła pisarka, siedząca na takim cichym, sennym poddaszu, pisząca cudowne historie, w których człowiek zanurza się i nie chce wracać... Teraz wiem, że to prawda :) Jest poddasze, wyśmienita pisarka i cudowne historie... Ta o Zabajce już zaprząta mi głowę choć uchyliłaś jedynie małą cząstkę :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahaa (jak zwykle o czymś zapomniałam) Kasieńko! Cudowne poziomki!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeeeej, jak ślicznie :)Wcale ale to wcale się nie dziwie że się pisze ( no nie samo ale na pewno o wiele prościej). Jestem zachwycona i pewna że Zabajka tworzona w taaaakiej scenerii zachwyci podwójnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ok bo w 2013 wracam do pracy po dłuuugim urlopie wychowawczym :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, dziękuję Wam, Kochane, za miłe słowa, dziękuję. Odwdzięczę się w naturze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w jaki sposób - drążę temat, bom okrutnie ciekawa :)

      Usuń
    2. W nowych książkach, droga Realo. ;)

      Usuń
  10. fiu fiu no Kejt rzeczywiscie cuuuuuudo :):):)jestem przekonana że słowa same przylatuja do Ciebie w takim ślizcznym miejscu. kisses P.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mhm!Nie jestem zazdrosna więc życzę twórczej pracy!Fajne miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  12. No to ja "pożyczę" Tobie nieustającej WENY twórczej, a sobie cierpliwości :)

    A pałacyk przypomina mi ten mój z dzieciństwa. Piękne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne miejsce,warunki do pisania idealne, tylko czemu tak długo trzeba czekać?!Jeszcze kalendarza na 2013 nie mam,żeby sobie wpisać i wyczekiwać premiery..

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasiu, zmiana miejsca i otoczenia pracy zawsze wychodzi na plus! Szczególnie kiedy to nowe jest tak bajeczne jak Twoje O.O Nie mogę się napatrzeć i na pokoik i na Pałacyk... Piękne :)

    P.S.: rybki mnie hipnotyzują :) nie mogę się od nich oderwać haha.
    P.S.2: chyba pójdę sobie poważnie porozmawiać z tym Twoim wydawcą... albo razem ze wszystkimi czytelniczkami weźmiemy go szturmem! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że każdemu czasem taka zmiana klimatu jest wskazana. Sama chętnie zmieniłabym krajobraz za oknem na bardziej szumiący i pachnący. Może wtedy natchnęłoby mnie to bardziej i mogłabym poczynić pewne zmiany :o)

    P.S. Czy tym rybkom nic nie będzie z przejedzenia? Bo ja, przyznam szczerze, siedzę i karmię dzielnie. A one równie dzielnie wcinają bez opamiętania :o)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, ja też rybki karmię. :)) Na razie nie protestują i wyglądają na zdrowe, a że kluje mi się spełnienie marzenia, więc karmię dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudzie nad cuda (czy też cudy),no jak ja Cię kocham ...paluszek na mapie + Zabajka i powstaje nowa "bajka". Katarzynko ,czekam na 2013rok (a co tam,że się posunę w latach)z utęsknieniem.
    Kobietko kochana, Ty jedź po tej naszej mapie paluszkiem swem jak najczęściej i trafiaj na przedziwne i prześmieszne nazwy miejscowości.
    Niech powstają po tym paluszkowym podróżowaniu fabuły tej podobne....pewnego dnia w Zabajce, maleńkiej wiosce zagubionej wśród lasów pogórza zjawia się nieznajoma dziewczyna....
    Pozdrawiam cieplutko właścicieli Pałacu w Łochowie i dziękuję,że Cię tak pięknie goszczą.
    I Ciebie pozdrawiam Katarzynko,co po mapie paluszkiem drogi książek kreślisz.
    Ewa M.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jej pisze Pani książkę w moich rodzinnych stronach!!!(ale mi sie fajnie zrobiło- i z pewnością tym bardziej będę chciała ją przeczytać). Moi rodzice mieszkają dosłownie 4 km od Łochowa. Czyżby była Pani moją krajanką??? Bo domyślam się, że nie przemierza Pani jakiegoś wielkiego szmatu drogi z domu do pałacyku..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stanowczo jestem Twoją krajanką. Urle City. ;)

      Usuń
    2. O to witam krajankę:)Urle znam dobrze- przyjeżdżałam do babci do Starowoli jako dzieciak i chodziło się pieszo do Urli nad Liwiec. A sławnych lodów z Jadowa próbowała Pani??? Zachęcam są przepyszne.... Ja obecnie mieszkam w lubelskim ale już niedługo. Wracam w strony rodzinne:)Mają niesamowity urok i ten spokój...

      Usuń