czwartek, 29 grudnia 2011

O Was, moich Czytelniczkach raz jeszcze (i to raz nie ostatni)

Z dużym upodobaniem śledziłam losy ankiety "Kim jesteś moja Czytelniczko" i długo nie mogłam się z nią rozstać. Po pierwsze pobiłyście kolejny rekord: 242 głosy. Wielkie łał. Po drugie wyniki są zaskakujące (miejscami): 47% moich Czytelniczek mieszka w dużych miastach, po 23% na wsiach i w małych miasteczkach. Dlaczego mnie to zaskakuje? Bo myślałam, że dziewczyny z małych miejscowości mają tak ich dosyć i tak pragną przeprowadzki do dużego miasta, że będą czytały raczej "Diabeł ubiera się u Prady" niż taką "Poczekajkę". Punkt następny, czyli co która z Was ma (ekhm, raczej kogo): 39% ma męża, 35% ma dzieci, ale najwięcej z Was ma zwierzęta (49%). Już wiem, czemu tak lubicie moje "zwierzęce" wstawki. Punkt kolejny (który bardzo mnie ucieszył): aż 72% z Was czyta co najmniej jedną książkę tygodniowo! Dziewczyny, jesteście fantastyczne! Następny punkt ucieszył mnie BARDZO. Nie tylko to, że 200 z Was (czyli 82%) lubi literaturę kobiecą (fajnie, bo ja taką piszę), a 30% także fantasy (fajnie, bo ja też taką piszę). Na koniec cieszę się, że u 70% z Was proza życia nie zdołała zabić romantyzmu i że nadal macie marzenia. Choć 28% racjonalistek także bardzo lubię (tym bardziej, że też czytają moje książki). Na koniec dowiedziałam się, że dwie z moich Czytelniczek są facetami. :) Ech, dziewczyny (i chłopaki), przepadam za Wami!

Postanowiłam podzielić się ze światem zdjęciami prezentów i dowodów sympatii, jakie przez trzy i pół roku bycia pisarką od Was otrzymałam: kartki z życzeniami z najróżniejszych okazji (imieniny, urodziny, narodziny Patisia, święta, wakacje) i bez okazji. Kurzołapki własnoręcznie wykonane: zakładki, Metryczka dla Patryczka pracowicie i z sercem haftem krzyżykowym wykonana przez Sabinkę, pudełko pełne cudów od Obłoczki, album od Agnieszki, piękny świecznik od Magdy, koniki od Gosi (na tego poziomkowego musiała specjalnie sprowadzać materiał) i choinkę z makaronu od pań bibliotekarek z Jadowa... Książki z pięknymi, osobistymi dedykacjami od koleżanek-pisarek... Przez te trzy lata dostałam też sporo przetworów domowej roboty: ogóreczki palce lizać, powidełka, miód z przydomowej pasieki, byłam również karmiona ciastami! (To wtedy, gdy pisałam dnie i noce i nie miałam czasu jeść).
Czyż nie jesteście kochane?
Uważam się za szczęściarę, będąc otoczoną przez tak wspaniałe, tak opiekuńcze i szczodre Przyjaciółki.

Dziękuję.

Dziękuję także tym z Was, co piszą poruszające, piękne maile, obdarzając mnie i moje książki dobrym słowem. Obiecuję, że jeszcze długo będziemy się spotykać na kartach opowieści.
Do poczytania więc!

środa, 21 grudnia 2011

Jak zostać pisarką?

Ponieważ wiele moich Czytelniczek próbuje swych sił w tworzeniu własnych opowieści i nie raz zadawano mi pytanie, co zrobić, by zostać pisarką, postanowiłam w prezencie świątecznym Wam o tym opowiedzieć. Obszerniej odpowiadam na to pytanie w "Sekretniku" (chyba nawet z przykładami).
Do ad remu.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Top10 Książki na zimowe wieczory

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień. Autorką pomysłu jest Klaudyna kreatywa.blogspot.com

Przyznam się Wam, że podczytuję tę akcję od samego początku. Po pierwsze dlatego, że pomysł sympatyczny, tematy ciekawe i z odpowiedzi uczestniczek można się dużo dowiedzieć o upodobaniach czytelniczych, po drugie dlatego, że (będę się chwalić, ale tylko trochę) niemal w każdym rankingu (no, co drugim) jest wymieniona któraś z moich książek (a to cieszy niesamowicie).

Wczoraj zobaczyłam nowy temat: książki na długie zimowe wieczory i... postanowiłam się przyłączyć. Będzie to pierwsza akcja blogowa, w jakiej biorę udział. Mam lekką termę (jak to przed debiutem), ale już cieszę się na następne.

Dziś więc moje Top10 (kolejność przypadkowa):

sobota, 10 grudnia 2011

Deficyt imion.

Słuchajcie, mam problem. Kończą mi się imiona dla bohaterów (całe szczęście, że nie dla własnych dzieci...). Powiecie: kobieto, imion są dziesiątki, może nawet parę setek! Ale... to nie jest takie proste. Imię wpływa na postać. Inaczej: jeśli znam kogoś o imieniu powiedzmy Artur i ten ktoś jest padalcem, to nie zrobię z niego w książce fajnego faceta, co to każda by go chciała. To se ne da. Piszę "Artur" i widzę padalca (nota bene: nic nie mam do jaszczurki padalca). A że znam coraz więcej i więcej osób, ciągle jakieś imię mi się z kimś kojarzy. Imiona pozytywne: Andrzej, Patryk, Łukasz, Bogusia, Patrycja, Lidka etc... już wykorzystałam i to nie raz. Albo znam osoby o tych imionach i je lubię/kocham/uwielbiam, albo nie znam, więc mogę kreować bohatera jak mi się chce (i to jest dużo lepsze). Nie może jednak w moich powieściach non stop przewijać się Patryk i Patrycja! Cierpię, dziewczyny. Cierpię na niedobór imion. Proszę o podpowiedź, bo chyba skończę z polską prowincją i przeniosę się do Ameryki. Tam można dziecko nazwać nawet Jabłkiem i wszyscy happy.

PS. Ankieta! Zapomniałam ogłosić najnowszą ankietę! Tym razem o Was. Cmok.
PS2. Na zdjęciu oczywiście Patryk (i Kasia-Grubasia).

środa, 30 listopada 2011

Konkursy... konkursy...

Cześć, moje kochane Czytelniczki i Czytelnicy oczywiście też cześć. Jak wspomniałam w poprzednim wpisie wygląda na to, że mnie i moich wynurzeń może na tej stronie nie być (choć parę artykulików Wam się podobało), byle było dużo konkursów i ciekawe ankiety. Do ankiet kiedyś dojdę (na razie cieszę oczy ostatnią, która pobiła kolejny rekord popularności: 201 osób w niej głosowało!).
Dziś konkursy.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Jestem. Wróciłam.

Jak w temacie. Gdzie byłam? Nie powiem. Nie chcę Was wkurzać pięknymi opisami ciepłych mórz, alejami palmowymi, białym piaskiem, błękitną wodą i słońcem od rana do wieczora (z przerwami na wielodniową ulewę, burze, porywisty wicher i takie tam), gdy za oknem mamy... właściwie bardzo ładny dzień mieliśmy dzisiaj. Wprawdzie mało samolot się nie przewrócił przy tym wichrze, ale gdy dojechałam do Poziomki...

czwartek, 10 listopada 2011

Moje produkcje i produkcyjki filmowe

Czasem trafiam na mój kanał ytb (bo jakiś komentarz się pojawia i należy go zaakceptować) i przeglądam to, co do tej pory stworzyłam na polu filmowo-trailerowym. Przypominając sobie, "jak to było" podczas realizacji raz mi włosy dęba stają (i dziwię się, że wszyscy żyją), raz łza wzruszenia w oku kręci. Postanowiłam więc przypomnieć tę działkę mojej twórczości z krótkimi notkami odautorskimi.

środa, 9 listopada 2011

Bardzo ważna ankieta

Ponieważ lubimy ankiety - Wy wypełniać, ja wyciągać z nich wnioski - oto tam, po prawej stronie (mojej prawej) nowa, bardzo ważna ankieta. Jak zagłosujecie, tak będę pisała. Trwać będzie nieco dłużej, bo wyjeżdżam, ale już po powrocie zapoznam się z wynikami i siądę do "Sklepiku z Niespodzianką. Lidki", by napisać go zgodnie z Waszymi oczekiwaniami. Możecie oczywiście wybrać kilka odpowiedzi.
Endżoj!
PS. Tam powyżej, i po prawej również, powinno być sporo emotków ;)...

Zwierzaki Poziomki

Przyłapałam się na tym, że jestem nienormalna. Nie idźcie w moje ślady i nie kupujcie małego białego bez łap na punkcie którego oszalejecie. Już wyjaśniam, o co tym razem mi chodzi: otóż zbliża się zima. Pewnie będzie ostra, bo Indianie trzeci rok chrust zbierają (był kiedyś taki kawał). Mi tam jest ciepło (odpukać, dopóki śniegiem nie sypnie i trakcji elektrycznej nie pozrywa), ale wiem, że zwierzaki zaczną marznąć. Jednak spokojnie! Sikorki już demolują karmnik, pełen ziaren słonecznika (łuskanego, rok temu kupiłam 25kg na allegro, bo w mniejszych ilościach nie sprzedawali, a paczuszkę ze sklepu to ptice w jeden dzień pochłaniają) i słoniny, na nowo również odkrywają budki (sto tysięcy budek - na każdym drzewie co najmniej jedna).

środa, 2 listopada 2011

Top 10 książek... dla mnie

Słuchajcie, ważna sprawa! Wyjeżdżam na jakiś czas pracować w ciszy i spokoju (zupełnie, jakby w Poziomce było głośno... ale chodzi o zmianę klimatu, takie sanatorium). Będę nie tylko pisała, ale i czytała, a ostatnio zupełnie nie podchodzą mi książki współczesne. Nie wiem dlaczego. Kiedyś zaczytywałam się powieściami polskich autorek i autorów, uwielbiałam fantasy, thiller medyczny... Teraz szukam czegoś innego. Może czas na powrót do klasyki? A może trochę biografii? Może nie spostrzegłam, że powstał nowy nurt w literaturze i ktoś mi go przedstawi?

Dziewczyny, potrzebna Wasza pomoc, bo wszystkie tutaj, jak jedna żona, czytacie. Dużo i namiętnie. Podpowiedzcie tytuły, które MUSZĘ poznać. Niech uzbiera się 10 książek, które zabiorę ze sobą w podróż. Proszę o Wasze propozycje z uzasadnieniem, czy króciutkim opisem.

Jeżeli jakaś książka z Waszej półki mnie zachwyci, jeśli dzięki którejś z Was odkryję coś nowego (lub starego) dla siebie, obiecuję podziękowanie w postaci mojej książki z osobistą dedykacją.

Odwrotny Kopciuszek

Kasiu droga, jak ty tytuł wymyślisz, to... Ale czego się po tobie spodziewać o 3. nad ranem? - to monolog wewnętrzny. Już wyjaśniam o co chodzi. Otóż chciałam napisać o "Sekretniku" słów parę, bo zaniedbuję tę książkę. Pomyślałam, by zacząć artykuł od tytułu "Kopciuszek", ale przecież "Sekretnik" ma ładną okładkę, jest kupowany i czytany, podoba się, o północy nie znika, więc określenie Kopciuszek do niego nie pasuje. Jest właściwie odwrotnie. No i "Sekretnik" został "odwrotnym Kopciuszkiem". Bo tylko ja traktuję go po macoszemu. Nawet notki w stosownej zakładce nie umieściłam.

Dlaczego, Kejt Em, dlaczego? Ano dlatego, że "Sekretnik" jest bardzo mój i bardzo osobisty. Jeśli chcecie doszukać się w jakiejś książce prawdy o mnie, polecam "Sekretnik". Są tam moje przemyślenia i poglądy na wiele tematów, by nie rzec, iż na każdy temat. I nie to, iż się ich wstydzę, czy wypieram - pod każdym słowem każdej mojej książki podpisuję się świadomie, jednak... chyba nie gustuję w totalnym ekshibicjonizmie. Na celebrytkę bym się nie nadawała. Dlaczego więc opublikowałam "Sekretnik"? Przyznam, że długo się wahałam, nim to uczyniłam, lecz... coś jestem winna Losowi i Wam, kochane Czytelniczki. Tym czymś jest sekret spełniania marzeń.
Książka odbierana jest... skrajnie. Jedne z Was są rozczarowane, iż to nie kontynuacja "Poczekajki" (choć nigdy nie obiecywałam, że kontynuacją Poczekajki Sekretnik będzie, przeciwnie, wszędzie, gdzie można uprzedzam, iż to ZBELETRYZOWANY PORADNIK), natomiast od innych dostaję zapierające dech w piersiach maile z podziękowaniami. I dzięki nim wiem, że postąpiłam słusznie. Jeśli odmieniłam ja i moja książka choć jedno ludzkie życie, postąpiłam dobrze. Mogę się uśmiechnąć do siebie w lustrze.
Zachęcam Was, kochane Czytelniczki, do zapoznania się z "Sekretnikiem". Jeśli podejdziecie do niego (i do siebie!!) z odpowiednim nastawieniem i dystansem... wszystko może się zdarzyć. Wszystko, co najlepsze. I może któraś z Was napisze do mnie podobne słowa:

"Sekretnik ach dziękuje za Sekretnik (...) dodał mi sił zmienił coś we mnie tam w środku. Każda kobieta powinna go przeczytać dlatego kupiłam więcej na prezenty, Sekretnik trzeba mnieć i już."

"Droga Kasiu!!! (nie wiedzialam czy pisac "Pani" ale jestes mi tak bliska, ze ta "Pani" bylaby tylko przeszkoda :P) Czytam Twoj "Sekretnik" i rycze....trafil on w moje rece w odpowiednim momencie..."

"Chciałabym bardzo pani podziękować za tak wspaniałą książkę jaką jest Sekretnik. Dalej trudno mi uwierzyć jakim cudem parę moich marzeń spełniło się w tak krótkim czasie. Może i to były małe marzenia, ale sprawiły że poczułam wielką pewność siebie w spełnianiu tych większych! Jeszcze raz OGROMNIE Pani dziękuję!!!:)"

czwartek, 27 października 2011

Jak ważna jest okładka?

Dla mnie bardzo ważna. Bardzo, bardzo, bardzo ważna. Aha: to odpowiedź na pytanie w tytule artykuliku. Kiedyś, dawno temu, będąc młodą pisarką walczyłam jak lwica o moje pomysły okładkowe. Teraz z poszczególnymi wydawcami wypracowaliśmy styl dla kolejnych serii i mogę odetchnąć. Wiem, czego oczekują wydawcy, oni wiedzą, czego spodziewać się po mnie. Starcie o okładkę do nowej powieści jest więc krótkie, ale efektywne. A czasem w ogóle go nie ma (patrz "Wiśniowy Dworek"). Powiem Wam, dlaczego tak o te okładki walczę: bo one powstają na samym początku, razem w pierwszym zdaniem, pierwszą bohaterką i tytułem. Widzę książkę taką, jaka ma być i strasznie się denerwuję, gdy wydawca (nie będąc przecież jasnowidzem) proponuje mi coś zupełnie innego. Uważam, że okładka powinna być... po prostu ładna. Zachęcająca do wzięcia książki w rękę, przeczytania choć paru pierwszych zdań. Powiedzcie, Moje Miłe (i Moi Mili rzecz jasna), co o tym sądzicie? Czy dobra treść wybroni się sama, mając kiepską okładkę? Czy ładna okładka "podciągnie" z kolei marną zawartość? Najlepsza byłaby równowaga: piękna okładka - zajmująca powieść. I do tego dążę... do tego dążę...
A na koniec okładkowa ankieta: w zakładkach dla poszczególnych serii są miniokładeczki następnych tomów (i tych wydanych, i tych jeszcze nie wydanych). Obejrzyjcie je - wszystkie! - bo też wszystkie biorą udział w głosowaniu. Tym razem możecie oddać po kilka głosów. Jestem bardzo ciekawa wyników. Myślę, że pomogą mi w dalszej pracy pisarsko-okładkowej. Tak więc Narodzie do urn! Komentarze mile widziane!
PS. Jak można się było spodziewać w ankiecie na czarny charakter Gabriel zdystansował Sellinarisa (48/30), ale to tylko dlatego, że Ferrin ma mniej Czytelniczek niż Poczekajka (na razie mniej!)

wtorek, 25 października 2011

Spotkanie autorskie w Pogodnej, co ja mówię: w Niepołomicach!

Słuchajcie, w sobotę 22. października, wylądowałam na małym ślicznym ryneczku, przeniesionym wprost z kart "Sklepiku z Niespodzianką". Pisząc tę powieść wiedziałam, że są w Polsce piękne miejsca, piękne miasteczka, ale tak naprawdę był to raczej wytwór mojej wyobraźni, tymczasem... ryneczek w Niepołomicach wywołał spontaniczny okrzyk: "O kurczę, Pogodna!", a kawiarenka, w której wypiłam na szybko herbatę (bo czasu brakowało na dłuższe posiedzenie), drugi okrzyk: "O kurczę, Sklepik z Niespodzianką!". Niepołomice są śliczne, czyściutkie, urocze. Mieszkańcy zaś przesympatyczni. Miałam już kilka miłych spotkań, z tego jednak wyszłam oczarowana. I miejscem, i atmosferą, no i przyjęciem mojej skromnej osoby. Wiem, iż ze wzajemnością! Oto  relacja ze spotkania
A tutaj zdjęcie rynku, byście i Wy poczuły urok tego miejsca.
Do Niepołomic mam nadzieję powrócić. Było naprawdę cudownie, za co dziękuję Czytelniczkom, Paniom z Biblioteki na ul. Szkolnej oraz Wydawnictwu Literackiemu, które przygotowało to spotkanie.

czwartek, 20 października 2011

Wielkimi krokami zbliża się premiera "Powrotu do Poziomki"

Moje kochane Czytelniczki i kochani Czytelnicy, już niedługo trafi na księgarskie półki trzecia część Serii Owocowej "Powrót do Poziomki". Oficjalna premiera to 9. listopada, ale już jest w przedsprzedaży tutaj: empik.com oraz tutaj: merlin.pl . Przede wszystkim zaś będzie można ją kupić z dedykacją odautorską na Targach Książki w Krakowie. Będę tam 5. listopada (w sobotę), specjalnie dla Was. Książka będzie pięknie wydana (ach ten bez!), w twardej oprawie szczególnie nada się na prezent bożonarodzeniowy (mam nadzieję, że Rok w Poziomce i Lato w Jagódce również zostaną tak wydane, do kompletu).
Do zobaczenia więc w Poziomce, gdzie zawsze jest pięknie, cicho i spokojnie. No, cicho i spokojnie jest przeważnie, nie zawsze...

sobota, 15 października 2011

Trochę porządków i pytanie egzystencjalne

Cześć Wam, wróciłam z wakacji. Trwały całe siedem dni, przy czym dwa przespałam, więc ich nie pamiętam. Ale naprawdę wypoczęłam, a o to chodziło. Tak, tak, to Adela mnie tak wyczerpała! Ile razy ryczałam przed kompem ją pisząc? Parę razy. No. To wszystko przez Adelę. Poruszyła mnie ta opowieść. Ale też śmiałam się parę razy, więc równowaga w przyrodzie zachowana.
Podsumowanie ankiety na najsympatyczniejszego zwierzaka wygrała bezapelacyjnie Panda-pies! (Zaraz za nią była krówka Wiedźma, a na miejscu trzecim Saris, mam nadzieję, że się nie dowie, iż zaliczyłam go do zwierząt). Cieszę się podwójnie, a nawet potrójnie: bo rekord głosów znów został pobity, a Panda-pies będzie główną bohaterką książki, którą zakupiło Wydawnictwo Literackie. Będzie to zbiór opowieści o moich zwierzętach: przyjaciołach czworonożnych i skrzydlatych, pacjentach zoologicznych i tych zwyczajnych, mieszkańcach Poziomki... Czyli to, co tak lubicie w moich powieściach zostanie zebrane w jeden tom.
Nie mam jeszcze sił na napisanie wesołego artykułu, ogłaszam więc następną ankietę, o wieloznacznym tytule: "Który czarny charakter..." dokończcie w myślach, jak chcecie, zagłosujcie i napiszcie, proszę, dlaczego ten.
Endżoj!
PS. Kurczę! Zapomniałam o pytaniu egzystencjalnym! (To znów a propos Adeli): Co człowiek musi przeżyć, by radykalnie zmienić swoje życie?

wtorek, 4 października 2011

"Powrót do Poziomki" czyli o kobiecie, co sama sobie ukradła samochód

Czasem czytam zarzuty w stosunku do moich książek, że są bajkowe, nieprawdziwe i takie coś w realnym życiu zdarzyć się nie mogło. Co najśmieszniejsze, to podawane przykłady (tych nieprawdopodobieństw) dotyczą w większości zdarzeń, które miały miejsce, wydarzyły się naprawdę. Natomiast nikt nie czepia się prawdziwej fikcji literackiej.

Poniżej gratka dla Poziomkolubów: fragment "Powrotu", a w nim opowieść o kobiecie, która, no cóż..., sama sobie samochód ukradła. Pytanie do publiczności: czy jest to prawda, czy fikcja? Jeśli prawda, to kto był pierwowzorem Ewy w tym fragmencie? Głosujcie: TAK czy NIE, koszt jednego sms-a 2,44zł z VAT.

niedziela, 2 października 2011

Sklepik z Niespodzianką. Adela - uchylam rąbka tajemnicy

Wczoraj nad ranem, gdzieś koło 6:30 skończyłam drugi tom Sklepiku z Niespodzianką, którego główną bohaterką jest Adela Niwska. Bogusia również, ale jej przygody schodzą na dalszy plan. Ponieważ pytacie w mailach "co będzie dalej?!" postanowiłam troszkę zaspoilerować i streścić Wam tę książkę.

piątek, 30 września 2011

Różne różności

Cześć, witam Was w ten piękny piątkowy wieczór (chyba piątkowy). Parę komunikatów przedwyborczych:
1. pamiętajcie, że wszystkie aktualności są w zakładce aktualności
2. ankieta "Z którą bohaterką zamieniłabyś się miejscami" zakończona. Ku memu zdziwieniu (bo byłam pewna, że wygra Patrycja - 26% głosów), zwyciężyła Ewa (34%). Na trzecim miejscu znalazła się Anaela (19%), rośnie liczba głosujących! Tym razem bawiło się 115 osób, co jest kolejnym ankietowym rekordem. Dziękuję!
3. kolejna ankieta, to... wybory najukochańszego zwierzaka. Tym razem możecie wybrać paru ulubieńców. Miło mi, gdy komentujecie i uzasadniacie swoje wybory, może będą nagrody!
4.  I jeszcze wiadomość z Wydawnictwa Literackiego: Każdy kto chciałby zakupić książkę "Powrót do Poziomki" z autografem Autorki w przedsprzedaży, może to zrobić dzwoniąc na bezpłatną infolinię Wydawnictwa Literackiego 0 800 42 10 40. Książka będzie wysyłana zaraz po zakończeniu Krakowskich Targów Książki tj. po 6 listopada br.

środa, 21 września 2011

Prapremiera "Powrotu do Poziomki" - Targi Książki w Krakowie!


Mam super wieści: "Powrót do Poziomki" będzie można kupić trzy tygodnie przed pojawieniem się w księgarniach na Targach Książki w Krakowie! Oczywiście na stoisku Wydawnictwa Literackiego, gdzie 5. listopada, w godz. 15-16 będę podpisywała moje powieści. Serdecznie Was zapraszam i sama nie mogę się już doczekać, gdy dostanę Najmłodszą do rąk.

poniedziałek, 19 września 2011

I kolejna ankietka

Widzę, że zabawa nadal się podoba, więc kuję żelazo, póki gorące. Gdy ostygnie, wymyślę coś innego.
Przyznam, że wyniki poprzedniej mocno mnie zdziwiły, bo na Łukasza nie stawiałam (29% głosów). Raczej na Amrego (miejsce drugie: 24%). Pozostałymi głosami podzielili się Patryk, Andrzej i Sellinaris. Szczątkową ilość wielbicielek ma Gabriel, a i to pewnie wśród tych, co nie czytały c.d. "Poczekajki".
Od dziś przez 10 dni odpowiadamy na pytanie: Z którą z bohaterek zamieniłabyś się miejscami. Uwaga: można oddać tylko jeden głos!
Endżoj!

wtorek, 13 września 2011

Dobra literatura kobieca.

Dziesięć cech DLK:

1. jest napisana ładnym, poprawnym językiem
2. ma dobrych, wyrazistych bohaterów, za którymi chce się podążać
3. wzrusza i bawi - lubię uronić łzę nad dobrą książką, lubię się pośmiać
4. jest o miłości, ale nie tylko i wyłącznie o miłości
5. występuje przynajmniej jeden facet grzechu wart
6. występuje przynajmniej jedna sympatyczna bohaterka
7. toczy się w miejscu, które chciałabym odwiedzić (i nie jest to Manhattan)
8. ma ładną okładkę
9. ma wartką akcję, tak że od książki nie można się oderwać
10. kończy się dobrze

Czy wiecie jaką książkę miałam na myśli, wypisując powyższe cechy? "Poszukiwaczy muszelek" niezrównanej Rosamunde Pilcher, ale spokojnie występują one, wszystkie!, w "Cieniu wiatru" genialnego Zafona. Nic dziwnego, bo "Cień wiatru" to dobra proza kobieca.

środa, 7 września 2011

Nowa ankieta i podsumowanie poprzedniej.

Po pierwsze: jestem oszołomiona! W ankiecie na najulubieńszą powieść oddałyście dokładnie 100 głosów! Super i ekstra po prostu.
Po drugie: bezapelacyjnie zwyciężyła "Poczekajka" (47 głosów), na drugim miejscu uplasował się "Rok w Poziomce" (30 głosów), a na trzecim "Sklepik z Niespodzianką. Bogusia" (25 głosów). Pozostałe książki dostały mniej więcej po tyle samo głosów, co bardzo mnie cieszy.

Nie wiem, jak Wam, mi ta zabawa się podoba. Dziś więc nowa ankieta: najulubieńszy bohater... Endżoj!

piątek, 2 września 2011

Wywiad z niejaką Kejt Em by Piter Murphy

Jeżeli ktoś czegoś jeszcze o mnie nie wiedział, to po tym wywiadzie wie wszystko. No, prawie wszystko. Właściwie to trochę mniej, niż wszystko, ale odrobinę mniej. Żartuję. Jeszcze sporo zostało do odkrycia. Link do wywiadu jest tutaj:


Podzielę się z Wami (przy okazji, bo nie mam pomysłu, gdzie wpisywać takie "kwiatki") pewną anegdotą. Jak niektóre z Czytelniczek wiedzą "Rok w Poziomce" miał być powieścią autobiograficzną, ale stwierdziłam, że przygody Ewy - i ona sama - są ciekawsze. A może nie dojrzałam jeszcze do autobiografii...? Parę jednak wątków z mojego życia w tej książce umieściłam. Zabawne jest to, że uwagi Redaktorów typu "to mało prawdopodobne", "to w prawdziwym życiu nie mogło się zdarzyć" dotyczą tego, co naprawdę miało miejsce! Zawsze mówiłam, że życie przerasta wszelką fikcję literacką. A mi buzia się śmieje, gdy czytam dopisek "to nieprawdopodobne" przy epizodzie, którego byłam świadkiem, czy uczestniczką. Ciekawe, czy odgadniecie, które to były?



środa, 31 sierpnia 2011

Sklepik z Niespodzianką. Adela - wyjątkowy konkurs!



Ha, długo myślałam, czym Was zaskoczyć. Jakie zadanie konkursowe wymyślić, by rozbudzić Waszą wyobraźnię, a i nagroda by była godna. I wymyśliłam. Dla tych, co czytały Sklepik1 i dla tych, co nie czytały.

Słuchajcie: Anna Potocka jest ukochaną żoną świetnego faceta - Wiktora, ma wspaniałego męża, jest szanowana i lubiana w miasteczku Pogodna, mieszka w pięknym starym dworze. Ma wszystko, co człowiek potrzebuje do szczęścia. Któregoś jednak dnia wychodzi do swego domku-samotni i... przepada bez wieści.

I oto pytanie konkursowe: Co się z nią stało? Dlaczego zaginęła? Czy może odeszła? Z jakiej przyczyny? Dlaczego w ogóle ludzie wychodzą z domu i nie wracają?

Wymyślcie coś... niesamowitego, a może zupełnie zwyczajnego. Konkurs potrwa do... dnia prapremiery książki (wiosna 2012). Dwie zwyciężczynie (jedna wybrana, druga wylosowana) otrzymają egzemplarz autorski "Sklepiku z Niespodzianką. Adela" nim książka ukaże się w księgarniach.

Mam nadzieję, że spodoba Wam się to zadanie. Ciekawe, czy któraś z Was odgadnie prawdę o zaginięciu Anny Potockiej...

niedziela, 28 sierpnia 2011

ABC u Sabinki...

Sabinka wymyśliła bardzo ciekawą zabawę i poprosiła mnie o pomoc w inauguracji, a że ja do zabaw, szczególnie na blogach Przyjaciół jestem chętna i króliczkiem doświadczalnym być lubię... (szkoda, że nie króliczkiem Playboya, ale który playboy by mnie chciał?). Teraz macie Kejt Em jak na widelcu. Prawda, cała prawda i tylko prawda. I zdjęcia sprzed lat. Sabiniu, dziękuję, słowa-klucze dały mi do myślenia!
http://sabinkat1.blogspot.com/2011/08/abc-katarzyny-michalak.html

A przy okazji testuję wklejanie linków...

sobota, 27 sierpnia 2011

Ankieta

Rozpracowuję bloga. Już umiem dodawać zdjęcia (patrz: Stosiki trzy), teraz dodałam ankietę! I bardzom ciekawa jej wyników, tak więc nie ociągajcie się, głosujcie.

piątek, 26 sierpnia 2011

Stosiki trzy

Znów! Znów pozazdrościłam czegoś koleżankom-blogerkom. Tym razem stosików. Ponieważ nie mam żadnych książek pod ręką, a to one zwykle są bohaterkami stosikowych postów, rozejrzałam się po domu i ogrodzie i oto efekt: trzy stosiki, które niniejszym prezentuję:

1. stosik kamieni, czekający na kaskadkę - kiedyś będę miała i zbieram na nią kamienie.

Od lewej: granit, granit, granit, granit, granit, granit.

2. stosik spraw do załatwienia, czekający, aż wrzucę go do szuflady, gdzie nie będzie go widać, a ja nie będę się wkurzała, że tyle tych spraw jest:

Od góry: rejestracja Gucia, Urząd Dozoru Technicznego, Skarbówka, księgowość i coś tam jeszcze, wolę nie wiedzieć co.

3. stosik ciuszków świeżo prasowanych (prasować nie lubię, ale pachnące brzoskwinką ubranka... X_)


Od góry: kaftaniki, śpioszki, pieluszki.

Więcej stosików nie posiadam, choć przydałby się stosik pieniędzy. Chyba nie tylko mi...?

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Top 10

Ostatnio wszyscy mają jakieś swoje Top10, więc ja też będę miała. Nie wiem, czy to dobry pomysł robić własny ranking teraz, gdy jestem na Brosie przeciw komarom (bo wiecie, jak się na kogoś - obecnie na siebie i mój kryzys twórczy - wkurzę, to biorę Brosa w garść i hajda na komary!, a że przy okazji i ja się nawdycham...), ale teraz albo nigdy.

Top 10 Potraw i napojów, czyli co mogę jeść/pić na okrągło

1. gołąbki, ale nie takie z proszku pt. "gołąbki bez kapusty", tylko tradycyjne: mięso plus ryż, w kapustę je, do wywaru, pomidory z puszki albo przecier i gotujemy... gotujemy...
2. placki jabłkane, mmmmm, wersja skąpa (jajko, mąka, woda, szczypta soli, do tego jabłko w cząstki krojone, broń Boże tarte!, i smażymy na oleju - oczywiście Kujawskim) lub wersja de luxe (jajko lub nawet dwa, jak szaleć to szaleć, mąka, MLEKO, sól do smaku, jabłuszko oczywiście w cząstkach i smażymy na oliwie z oliwek)
3. ptysie z kremem karpatkowym, polewane białą i mleczną czekoladą, echhh, paluszki lizać, uwaga: nie zmiksować przez przypadek skorupki jajka, jak to ostatnio uczyniłam!, przepis w Sklepiku z Niespodzianką. Bogusi
4. wiejskie młode ziemniaczki ze smażonym boczusiem i cebulką, popijane zsiadłym mleczkiem "od baby" (bo przecież nie sklepowym) - pamiętacie TEN smak?
5. czekolada na gorąco w jakiejkolwiek smakowej konfiguracji: zwykła mleczna, biała z malibu, z chili, z bitą śmietanką, z sokiem malinowym, z orzechami; tylko z cynamonem nie lubię, brrr
6. jajka faszerowane, takie wiecie, w przekrojonych na pół skorupkach - ciekawe, czemu nigdy ich nie zrobiłam, zadowalając się pastą jajeczną ze szczypiorkiem
7. surówka z kapusty pekińskiej z tartą marchewką, cukier, sól i oliwa z oliwek - zadziwiające, ale ma to smak kwiatków bzu (konsternacja) i raczej nie polecam - raz zjadłam (przez pomyłkę z tą oliwą z oliwek) i do dziś pozostaję w lekkim szoku - nie wiem, czy nadaje się do tej Topki, ale nie mogłam się oprzeć umieszczeniu
8. omlet z powidłami śliwkowymi domowej roboty - w zeszłym roku nasmażyłam powideł, ale ich nie pasteryzowałam, dzięki czemu dość szybko musiałam te kilka słoików skonsumować i konsumowałam do wszystkiego, omlet z powidłami (gdyby nie to bicie piany) mogłabym jeść codziennie
9. wiejski chleb z chrupiącą grubą przypaloną od spodu skórką- smak zapamiętany z młodości - z wiejskim masłem, pracowicie ubijanym w masłownicy
10. sernik trzyminutowy - dlatego, że jest szybki i prosty i gdy nie mam chleba (a mam ser) to sobie go piekę: przepis - wrzuć do miski 0,5kg sera białego mielonego, 4-5 jajek, paczkę budyniu śmietankowego lub waniliowego, 3/4 szkl. cukru i pół kostki masła - zmiksuj, przelej do tortownicy średniej, wstaw do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na 40-50 minut, zrobione.

Mam nadzieję, że moim rankingiem (jaki świat po Brosie jest piękny!) narobiłam Wam apetytu oraz obudziłam wspomnienia. Idę poszperać w lodówce...

piątek, 19 sierpnia 2011

Wielka przyjań męsko - damska.

Słuchajcie, czy wierzycie w bezinteresowną (czyli bez podtekstów erotycznych) przyjaźń między mężczyzną a kobietą? Dziewczyną a chłopakiem? Czy też z taką przyjaźnią to jak duchami: każdy wierzy, choć nikt nie widział?

Patrząc po swoich przyjaźniach (tych na żywo)  stwierdzam, że:
1. albo on potajemnie kocha ją, a że ona nie kocha jego, to "jesteśmy przyjaciółmi"
2. albo ona szaleje za nim, ale że on ma żonę, to jak wyżej
3. albo on kocha ją, ale że jej przeszło, to "może zostaniemy (chociaż) przyjaciółmi?"
4. albo ona kocha jego, ale że jemu przeszło, to "nie jestem ciebie wart, zostańmy przyjaciółmi"
5. albo kochają siebie na wzajem, ale pokłócili się śmiertelnie więc się rozstali, ale że jej, albo jemu przeszło, to "może zostaniemy przyjaciółmi?".

Przyjaźń z facetem nie jest zła, serio, bardzo lubię moich przyjaciół płci odmiennej (oczywiście przyjaciółki również, ale o tym w następnej odsłonie), zawiozą na drugi koniec Polski (nie oczekując rewanżu w naturze, bo przecież "jesteśmy przyjaciółmi"), potrząsną tak, że głowa odskakuje, gdy chcę zrobić coś dziwnego (szczególnie z innym facetem, z którym nie jestem li tylko przyjaciółmi), kupują moje książki ("i Kasia, autograf poproszę"), co jest bardzo miłe, i w ogóle są kochani i do rany przyłóż.

Do chwili, gdy przyjaźń nie przestanie wystarczać jednej albo drugiej stronie.

c.b.d.o.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Pierwsza miłość.

Słuchajcie, Wewcyny (zwracam się tym razem do Czytelniczek, bo faceci pewnie nie poczują bluesa), piszę ja sobie Sklepik z Niespodzianką 2, czyli Adelę i... mam zagwozdkę. Otóż bohaterka wspomina swoją pierwszą miłość, Wielką Miłość, taką na całe życie (bo chociaż się rozstali, ona nadal jego kocha i kochać będzie) i... się zastanawiam, czy w dzisiejszych dziwnych czasach, gdzie uczucia są niemodne, romantyzm jest niemodny, poświęcenie jest niemodne, stałość jest niemodna, miłość jest niemodna, wierność jest niemodna, czyli wszystko inne poza robieniem kasy jest niemodne - czy w tych czasach takie uczucie jest wiarygodne dla Was, Czytelniczek. Czy czytając, jak ta moja bohaterka oszalała na punkcie chłopaka, nie popukacie się w głowę i znów nie usłyszę w komentarzach, że moje powieści to science fiction literacka.
Przyznam, że ja również coraz mniej wierzę w porywy serca, ale sama takowe przeżywałam (lat temu dwadzieścia parę), czy byłabym zdolna do nich teraz? W tych dziwnych czasach? Mając lat 42?
Wypowiedzcie się, proszę, poszperajcie w swoich wspomnieniach, zastanówcie się, czy chcecie o takim niedzisiejszym uczuciu czytać.
A ja... ja powspominam swoją Wielką Miłość i... zastanowię się, czy Adela ma tak kochać, czy raczej skupić się na robieniu za femme fatale w Pogodnej...

czwartek, 11 sierpnia 2011

Za jedno zdanie...

Moje książki dostają różne recenzje (na szczęście w większości pozytywne, co jest bardzo, bardzo motywujące, oprócz tego, że zwyczajnie cieszy, któż nie lubi być chwalony za to, co robi?), niektóre z nich szczególnie chwytają mnie za serce. Czasem mam łzy w oczach, gdy jakiś akapit, czy nawet jedno zdanie trafia wprost do mej duszy, zapada w pamięć. I dziś chciałabym podziękować kilku recenzentkom za to właśnie, szczególnie niesamowite jedno zdanie. Nie znam tych dziewczyn nawet "wirtualnie", tym bardziej ich opinię odbieram jako szczerą.
I tak oto chcę podziękować tym oto Czytelniczkom:

Joanka_Be (portal lubimyczytac, opinia książki "Rok w Poziomce") "Opowieść snuta z przymrużeniem oka, ale z całkowicie poważnym przesłaniem – to już znak rozpoznawczy tej autorki".

S-ka (portal lubimyczytac, opinia książki "Gra o Ferrin") "Zapadłam się w Ferrin i to było niesamowite. Dzięki pani Kasi wróciłam do kupowania książek - bo chcę je mieć a nie tylko przeczytać, chcę do nich wracać w wolnych chwilach".


Anek7 (blog Lektury wiejskiej nauczycielki) za cały wpis o "Poczekajce" w wątku Moje Top10 - najważniejsze książki.

Muszę teraz napisać do (niczego niespodziewających się) dziewczyn z prośbą o adresy, na które wyślę którąś z moich książek.
A konkurs-niekonkurs "Za jedno zdanie..." mam zamiar kontynuować.

Wszystkim Wam, którym chce się napisać kilka dobrych słów o moich książkach serdecznie dziękuję. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne... najważniejsze.
Dziękuję!

wtorek, 9 sierpnia 2011

O fretce, co nos niemowlęciu zeżarła...

Czytelniczki zarzucają czasem moim książkom, że są mało realne, baśniowe, bo zdarzenia są mało prawdopodobne i w ogóle poniosła autorkę wyobraźnia. Z tym ostatnim stwierdzeniem zgadzam się w całej rozciągłości: czasem imaginacja mnie ponosi i sama sobie się dziwię, jak w takiej małej główce może się mieścić taka masa pomysłów.
O dziwo, jako nieprawdopodobne oceniane są sytuacje, które zdarzyły się naprawdę, natomiast te, które wymyśliłam, nie budzą kontrowersji. Aha, jeszcze to, że moim bohaterkom spełniają się marzenia - to też drażni część Czytelniczek, ale ja jestem chodzącym dowodem na to, że marzenia NAPRAWDĘ się spełniają. Nawet te z najwyższej drimerskiej półki. Czy ja, dostając kolejne 3- z wypracowania, miałam prawo marzyć, że będę kiedyś pisarką? Nie miałam, bo przecież polonistka - znawca literatury - mnie skreśliła. A jednak jestem.
Ale nie o sobie i moich marzeniach chciałam pisać, a o tytułowej fretce.
Otóż wyobraźnia - wyobraźnią, a życie - życiem. I sorry, droga Kejt, ale to życie przerasta wszelkie wyobrażenia. Nawet ty nie wymyśliłabyś tego, co zaraz opiszesz.

Jestem wielką entuzjastką programów, w których ludzie przechodzą metamorfozy. Niekoniecznie celebrytki, powiększające sobie usta i piersi, by być jeszcze bardziej celebryckie, ale ludzie pokrzywdzeni przez los dostają drugie życie, dzięki osiągnięciom medycyny.
W zeszły czwartek oglądam ja ci taki właśnie program i... wszystko mi opada.
Bohaterką jest młoda dziewczyna (ma dwadzieścia lat bodajże), której - gdy miała 28 dni - domowa fretka zeżarła nos i połowę ust. Więcej nie zdążyła. Oczywiście działo się to w najbardziej oświeconym kraju naszego globu - w USA.
Ludzie!! Podejrzewam, że Wam też wszystko opadło. I pytacie, tak jak ja pytałam: gdzie byli rodzice, do %$^%^$#^?! Przecież ta pitolona fretka (znielubiłam fretki) musiała pracować nad wyjącym z bólu niemowlęciem dobrą godzinę, by je tak okaleczyć. Co robili w tym czasie rodzice i rodzeństwo tego maleństwa?? Jak można na godzinę zostawić dziecko bez opieki? A dodam, że nie była to patologiczna rodzina, skoro nadal, po 20 latach rodziną są.
Ja jestem matką po raz drugi. I po raz drugi nie spuszczam dziecka z oka. A jeśli, to wtedy, gdy jest całkowicie bezpieczne: w kolebce, w łóżeczku, w kojcu. I bez fretek latających po domu. A nawet gdyby coś mojego synka napoczęło, to na pierwszy krzyk w sekundę przy nim jestem.
Znów zboczyłam na siebie. Ale jestem zbulwersowana, więcej: wstrząśnięta. Ciągiem dalszym tej historii. Otóż ta dziewczyna - z dziurą zamiast nosa i czymś podobnym do ust (oczywiście przez całe życie była dziwolągiem) załapała się na bezpłatną (to ważne) operację u najlepszego chirurga rekonstrukcyjnego w naszej galaktyce. Chirurg zbadał naszą bohaterkę, powiedział, że zrobi z niej normalnego człowieka, o czym ona marzy od dziecka, ale musi spełnić - normalne dla tego typu operacji - warunki: nie pić, nie palić, nie ćpać i coś tam jeszcze. Bo przeszczep się nie przyjmie. Oczywiście przygotowania do operacji są filmowane dla potrzeb programu. Dzień przed bohaterka ma robione badania i co się okazuje? Że paliła jak smok. Jej chłopak również. No to pan doktor ze smutkiem, ale przekłada zabieg na następne 6 tygodni, żeby organizm oczyścił się z nikotyny. Dzień przed co się okazuje? Że nasza bohaterka nadal popala. Ciąg dalszy dopiero nastąpi, bo to był pierwszy odcinek, ale... sorry, nie rozumiem ludzi, nie rozumiem świata, w ogóle mało kumata się sobie wydaję. Jak można zaprzepaścić taką szansę?!
Potem przypomniałam sobie, że rzecz się dzieje w Ameryce, a to kraj normalnych inaczej. Nie no, muszę powiedzieć to wprost: to kraj debili. 25% młodych Amerykanów nie umie wskazać na mapie Europy, 27 milionów to analfabeci, 45 milionów - analfabeci funkcjonalni, czyli czytać i pisać umieją, ale zrozumieć już nie. Równie niedouczeni co całe społeczeństwo są nauczyciele, a absolwentem szkoły wyższej zostanie nie ten, co dużo wie, a ten co szybko biega (Run, Forrest! Run!!).
Z lektury powieści, których akcja toczy się w tym kraju wynika, że:
połowa społeczeństwa to kelnerki w przydrożnych restauracjach, ciekawe, kto w nich jada, bo przecież nie druga połowa, do której należą sprzedawcy Biblii. Trzecia połowa, ta po studiach, to singielki na Manhattanie (prawniczka lub redaktorka), których jedynym problemem jest znalezienie faceta. Czwarta połowa, męska i po studiach, to lekarze, prawnicy (oczywiście single) lub psychopaci, którzy z pierwszej połowy robią płaszcze. To znaczy ze skóry pierwszej połowy (tych kelnerek). Sorry, że Wam tak tłumaczę, ale przeszło na mnie to zdebilowacenie.
O, to też ciekawe, że w Ameryce, gdzie dom na Florydzie można kupić za cenę kawalerki w Warszawie, pół narodu mieszka w przyczepach kempingowych. Za to mają po dwa-trzy samochody na rodzinę. Benzyna jest tam tania jak barszcz, prąd jeszcze tańszy, jedzenie śmieciowe kosztuje w ogóle grosze, więc ja pytam: jak tak bogaty naród może być tak głupi?
I znalazłam odpowiedź: przeciętny nastolatek spędza przed telewizorem pół swego życia. Pół z połowy tego czasu to reklamy. I nie mam więcej pytań. Jeśli biedny mały żuczek naogląda się rumianych tyłków i grzybicy mokasynowej nic dziwnego, że mózg mu się kurczy.
Obawiam się jednego: że kiedyś przywódca tego mocarstwa nie doczyta, iż ten czerwony guzik nie przywołuje sekretarki, a odpala rakiety z głowicami jądrowymi i przez jego analfabetyzm my, Polacy, nie będziemy się już niczym martwić, a najmniej gumą guar w śmietanie.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Pięknościowy konkurs rozstrzygnięty!

Kochane, dziękuję za wszystkie przepisy, może autorki niektórych z nich będę miały wiosną przyszłego roku miłą niespodziankę!
Narazie niespodzianka powędruje do Anonima (który przyznał się na fb kim jest) za przepis:

" S Pon Tan"
Wstajemy ino świt.Zakładamy ino szlafrok i wymykamy się z domu (na paluszkach co by chłopa nie obudzić i dzieci). Bosą nóżką wychodzimy na dworek ino pamiętać trza aby słonecko jeszcze nie wstało bo się nas wystraszy i w ogóle nie wzejdzie. Zrzucamy szlafroczek i tak jak nas Pan Bóg stworzył ruszamy w podskokach (na przedszkolaka) dwa kółeczka wokół domu. Mile widziane gardłowe odgłosy, tylko ciche , coby sąsiada nie obudzić (jeszcze pomyśli, że to dla niego). Następnie rzucamy się na trawę - głową na północ. Tarzamy się trzy obrociki ku zachodowi, a następnie trzy ku słoneczku. Stajemy na lewej nóżce (ku słoneczku) jak jaskółeczka, i z uśmiechem na twarzy powtarzamy - jestem piękna.Do skutku aż uwierzymy, albo nam noga zemdleje. Po powrocie do domu należy zmyć z siebie maseczkę z porannej rosy i trawy.
P.S: Super przepis na duszę i ciało i to za darmola :)

oraz do Akumaningyo za:

Maseczka czekoladowo-bananowa

- pół banana
- kopiasta łyżeczka gorzkiego kakao
- dwie łyżki stołowe śmietany lub jogurtu greckiego
- żółtko
- mleko w proszku
Zmaltretować banana widelcem albo blenderem, zmiksować z resztą składników(uwaga na kakao - pyli się), gdyby konsystencja była zbyt rzadka, zagęścić mlekiem w proszku.
Nałożyć na umytą buzię, starannie omijając okolice włosów, po dziesięciu minutach zmyć/zlizać. Pachnie niebiańsko, smakuje niewiele gorzej - zwłaszcza, jak ktoś lubi gorzką czekoladę ;>. Można dodać łyżeczkę cukru - wtedy dodatkowo służy za peeling.

Obie laureatki proszę o podanie adresów via mail wraz z tytułem książki, którą sobie życzą (Sklepik z Niespodziewajką, czy Rok w Poziomce) i imieniem osoby, której mam książkę zadedykować.

Wam wszystkim dziękuję za przednią zabawę i zapraszam do następnych konkursów, które będą... będą...




wtorek, 2 sierpnia 2011

Konkurs!

Słuchajcie, laski (płci obojga), konkurs obiecałam już jakiś czas temu (zresztą tych nigdy nie dość) i oto on:

KONKURS NA PRZEPIS UPIĘKSZAJĄCY

Może to być maseczka, kąpiel, krem, mydełko, parówka (to jest takie coś, co się z ręcznikiem na głowie wdycha), piling, cokolwiek, byle było ładnie, zachęcająco opisane i ze składników naturalnych, dostępnych w każdym sklepie spożywczym. Uwaga: nie musi być to przepis skądś, może być własny, z głowy.

Do wygrania dwie książki (Sklepik z niespodzianką, albo Rok w Poziomce) - jeden przepis będzie wybrany, drugi wylosowany.
Konkurs potrwa do następnego artykułu, czyli 3-4 dni.

Bardzo jestem ciekawa, co też wymyślicie...

wtorek, 26 lipca 2011

Witajcie po słonecznej stronie życia!

Ha! Dzięki Sabince, mojej kochanej Czytelniczce i Przyjaciółce, mogę zaprosić na moją nową stronę osobisto-autorsko-blogową. Sabinko, dziękuję. Strona jest piękna! I taka... pozytywna...
I te okładko-zakładki. Od roku o nich marzyłam!

"Zielona strona" ulegnie samozagładzie za nieco ponad miesiąc i tutaj, na "słonecznej" będziemy się od dziś spotykać.

Kiedyś, za czasów "Poczekajki" (czy raczej jej debiutu na księgarskich półkach, bo czas tej opowieści nadal trwa, nadal jest czytana, wciąż przynosi Wam uśmiech, emocje, czasem trochę łez, a zawsze przywraca wiarę w marzenia) na mojej poprzedniej stronie, tej zielonej, pisałam artykuły, czasem śmieszne, czasem straszne, o życiu, o pracy, o przeszłości i przyszłości. Moje Czytelniczki miały z nimi mnóstwo zabawy, a komentarze leciały na stronę, aż furczało.
Znakomicie się wtedy z Wami bawiłam. Nie raz lądowałam ze śmiechu pod biurkiem (tam, gdzie urzędowała Tosia, a potem Pepsi z Gapą).

Biurko jest to samo, ja też niewiele się zmieniłam, moje Czytelniczki chyba również. Mam więc nadzieję, że powrócimy do tej radosnej twórczości.

Tego sobie i Wam na dzieńdobry życzę.

Kejt Em jak Autorka