sobota, 1 sierpnia 2015

Miasto Walecznych 1944




„MIASTO WALECZNYCH”

PROLOG

Próbowała się wyrwać, ale z jednej strony zatrzymała ją dłoń francuskiego lekarza, z drugiej niemieckiego oficera.
- Niech pani nie będzie głupia – wysyczał Niemiec, wściekły bardziej na siebie, niż na Kamilę. – Za chwilę i on będzie trupem, i my wszyscy…
Do tej pory stała spokojnie u jego boku - za spokojnie – patrząc, jak szereg po szeregu pokonane wojsko opuszcza skrwawione, spowite w szare popioły miasto.
Pierwsze wychodziły oddziały żoliborskie. Biało-czerwona flaga, którą niósł dowódca, zwisała tak, jak ramiona i głowy idących za nią w milczeniu żołnierzy.
Eskortujący ich Niemcy wyszczekali rozkazy.
Do wystawionych koszów powstańcy zaczęli wrzucać broń, zdobytą za cenę krwi, albo i życia, ściskaną do ostatka w spoconych dłoniach. Pistolet… Dwa granaty… Peem bez magazynka… Kosz napełniał się powoli. Na twarzach chłopców widać było rozgoryczenie i rezygnację. Czasem któremuś zaszkliły się oczy, gdy oddawał ukochane parabellum, palce nie chciały się rozewrzeć i eskorta musiała „pomóc” szturchnięciem kolbą. Odchodzili od koszów, wracali do szeregu, by maszerować dalej, w nieznane, może na śmierć. Czas buntu się skończył. Sześćdziesiąt trzy dni wolności, okupione straszną ceną, też.
Stojący po drugiej stronie ulicy major Walter von Saldern był zły. Znał Kamilę na tyle, by spodziewać się kłopotów, mimo to nie mógł odmówić jej prośbie, ostatniej prośbie:
- Chcę ich pożegnać.
Przynajmniej to mógł uczynić dla kobiety, która dwukrotnie uratowała mu życie. Zresztą on sam chciał oddać honory tym, z którym przez sześćdziesiąt trzy dni walczył. A szczególnie jednemu z nich.
Choć więc graniczyło to z cudem, zdobył konieczne dokumenty, sformował z podległych mu cywilów kolumnę i poprowadził ich na drogę do Pruszkowa w tej samej chwili, gdy miasto opuszczały pierwsze oddziały powstańcze, wiedząc od Rogera, że razem z Żoliborzem wychodzi oddział Kamili.
Stał teraz pod murem spalonej kamienicy, patrzył na obraz ostatecznej klęski i nie rozumiał, jak Kamila – jedna z tamtych, pokonanych – może to znosić. Gdyby był na jej miejscu i to jego wojsko po dwóch miesiącach nadziei, a potem strasznego rozczarowania, oddawałoby Berlin, chyba strzeliłby sobie w łeb. Może miała taki zamiar? Może ukryła pod płaszczem broń? Nie śmiał jej przeszukać… Pokładał nadzieję w rozsądku francuskiego lekarza. Wymienili spojrzenia ponad głową dziewczyny, która wpatrywała się nieobecnym spojrzeniem w kosze z bronią, napełnianie przez niekończący się strumień żołnierzy AK.
- Diese Ratten tym z nami walczyli? – zapytał zdumiony adiutant. – Te niedomyte, wychudzone dzieciaki przez dwa miesiące stawiały czoła 9. Armii z pistolecikiem i dwoma granatami? – W głosie podoficera brzmiał szczery podziw.
Diese Ratten… Te szczury… Kamila zamrugała, odpędzając łzy. Tak o nich mówiono. I jeszcze „bandyci” albo „polskie bydło”… Już otwierała usta, by odpowiedzieć, gdy nagle poczuła zaciskające się na dłoni palce Rogera. Silnie, aż do bólu.
- „Czarna” idzie – szepnął Francuz.
Ulicą nadchodził batalion „Czarna”.
Serce Kamili stanęło na sekundę. Na moment zabrakło dziewczynie tchu. W karnych szeregach, czwórkami, szli jej chłopcy. Jej oddział… Roger niemal zmiażdżył w uścisku drobną dłoń sanitariuszki, zatrzymując dziewczynę w miejscu, bo zrobiła, niczym lunatyczka krok na przód. Z drugiej strony niemiecki oficer położył rękę na jej ramieniu.
„Czarną” prowadził Admirał. Osiemnastoletni dowódca nieistniejącej drużyny czwartej. Szedł na przedzie, niosąc sztandar. Za nim kompania pierwsza. Kompania? Te niedobitki nie wystarczyłyby na skompletowanie plutonu… Kamila dostrzegła pierwszych żołnierzy ze swego oddziału. Piotrek, Tomasz, Mały Jaś, Długi… Tak niewielu ich… Zamrugała, by łzy nie przesłaniały nadchodzących i uniosła się na palcach, wypatrując tego jedynego. Gdzie szczupła, wysoka sylwetka porucznika Śniadeckiego? Gdzie Patryk?!
- Jest – usłyszała w tym samym momencie, w którym sama go dojrzała.
W jednym z ostatnich szeregów, osłaniany przez swoich żołnierzy szedł do niewoli niezrównany dowódca plutonu „Lot”.
Był ranny. Jak ciężko?! Pod bluzą jaśniały bandaże, spowijające ramię i pierś. Próbował prostować plecy, szczególnie teraz, gdy mijali niemieckie dowództwo, ale każda próba, tak jak każdy krok, były torturą. Na bladej twarzy mężczyzny perlił się pot. Zaciśnięte w wąską kreskę usta miał przygryzione do krwi.
Admirał zatrzymał się nagle.
Kamila z trudem oderwała wzrok od Patryka i skupiła się na prowadzącym batalion. Wymieniał szybkie szczekotliwe zdania z Niemcami.
- Nie mamy broni – usłyszała gniewny głos chłopaka. – Rozbrojono nas po drodze.
Niemcy zaszwargotali równie gniewnie.
- Przeszukujcie – odwarknął.
Tamci wpadli między równe szeregi „Czarnej” na wyrywki obmacując stojących nieruchomo żołnierzy. Któryś dopadł Patryka i celowo szarpnął za ranne ramię. Pod mężczyzną ugięły się nogi…
I nagle czas przyspieszył.
Igor z Jędrkiem chwycili mdlejącego dowódcę pod pachy. Niemiec próbował wyciągnąć go z szeregu. Kamila rzuciła się do przodu. Roger chwycił ją z jednej strony, Walter z drugiej.
- Niech pani nie będzie głupia. Za chwilę i on będzie trupem, i my wszyscy! – usłyszała wściekły syk.
Zamarła, patrząc, jak któryś z „Lotu” łapie eskortanta za poły munduru i ciska na innego. Ten wyszarpnął z kabury pistolet. Długi skoczył na przód, gotów gołymi rękami rzucić się tamtemu do gardła i znieruchomiał, jak wszyscy inni: Patryk zwisał między podtrzymującymi go żołnierzami, a Niemiec celował w pochyloną głowę.
- Nie!! – Kamili zbiegło się z: - Nein! – dowodzącego eskortą.
Roztrącił żołnierzy „Czarnej”, dopadł podkomendnego i odepchnął na bok.
– Jak chcesz sobie postrzelać, to w bramie, nie przy reporterach! – wysyczał.
Tamten skinął przepraszająco głową i schował pistolet. 
Kamila nie czuła wpijających się w ramię palców Waltera, nie czuła miażdżonej przez Rogera dłoni. Chciała wyrwać się i biec na pomoc Patrykowi, gotowa zabić każdego, kto stanie jej na drodze.
Dowódca eskorty obrzucił spojrzeniem milczący tłum cywilów, żołnierzy „Czarnej”, gotowych rozpętać drugie powstanie i wreszcie klęczącego Patryka, ważąc decyję. Domyślił się, że ma przed sobą nie byle kogo. Skinął na dwóch z karabinami gotowymi do strzału i…
Admirał zakrzyczał po niemiecku:
- Łamiecie warunki rozejmu! Nie powtrzymam ich!
Niemiec spojrzał na kogoś z dowództwa. Tamten pokręcił głową: „Nie przy reporterach”.
- Später – szepnął do Patryka i eskorta rozstąpiła się na boki.
Admirał odczekał chwilę, aż chłopcy ochłoną, po czym rzucił:
- Formuj kolumnę! – i po chwili:
- Batalion, marsz!
Ruszyli. Jak poprzednio: karnie, dumnie, tak jak najlepszy oddział Powstania powinien opuszczać Warszawę, chociaż - a może właśnie dlatego - że w „Czarną” mierzono ze wszystkich karabinów. Cała niemiecka broń wycelowana była w bezbronnych polskich bandytów... Nie po raz pierwszy.
Kamila uchwyciła się ramienia Barleta, osłabła z ulgi.
Admirał, jakby dopiero w tej chwili ją zauważył, uśmiechnął się. Zasalutował. Chłopcy jak na komendę poszli w jego ślady. Szereg za szeregiem „Czarna” oddawała honory. Tylko nie tym, co powinna - dowództwo niemieckiej armii stało po prawej stronie ulicy, batalion zaś zwracał się w lewo.
Major Walter von Saldern uniósł dłoń do daszka, mnąc w ustach przekleństwo.
- Mogliby żegnać ukochaną sanitariuszkę mniej ostentacyjnie – wyszeptał, cały czas salutując mijającym ich powstańczym szeregom. – Wystarczająco zwrócili uwagę i na siebie, i na nas. Jeszcze tylko powiewających chusteczek brakuje…
Ale Kamila nie słuchała, pozdrawiając uśmiechem i lekkim skinieniem mijających ją chłopców. Oczy dziewczyny mówiły to, czego nie było pewne serce: „Wszystko będzie dobrze. Przeżyliśmy.”
Dopiero gdy napotkała wzrok Patryka, uśmiech zgasł.
Nie dojdziesz! – wyszeptała bezgłośnie, widząc chwiejny chód mężczyzny, ściągniętą z bólu twarz, nasiąkające krwią bandaże. W tym momencie uniósł głowę, wyprostował ramiona i rzucił Kamili lekki uśmiech.
Dojdę, dojdę. I wrócę.
Patryk Śniadecki, ostatni dowódca „Czarnej”, minął ich, żegnając się z Kamilą bez słów. Potem obejrzał się przez ramię i ostatnim spojrzeniem pożegnał konające miasto.

piątek, 31 lipca 2015

Pomagamy?

Trafiłam z polecenia mojej kumpelki - która też się przejęła, że mi smutno - na stronę Fundacji Gajusz i od razu poczułam chęć do działania...

Dziewczyny, powiem krótko, pomagałyśmy - ja z Wami - już nie raz. Byłyście bardzo hojne, wspaniale hojne. Teraz możemy pomóc ponownie. Wejdźcie na stronę tej wspaniałej Fundacji, poczytajcie o maluchach (ja nie mogę, bo od razu zaczynam płakać) i... cóż... zaczynamy pomagać.

Jak? Możemy wysłać pieniądze prosto na konto, ale chyba bardziej przyda im się pomoc rzeczowa
TUTAJ jest spis potrzebnych rzeczy. Są tam i droższe przedmioty, i np. pampersy wszystkich rozmiarów, jedzonko w słoiczkach etc. Poczytajcie, może macie w domu coś, czego oni potrzebują, może kupicie i wyślecie, okej?

Dramat dzieci zawsze łamał mi serce. Dlatego piszę tę prośbę do Was.
W tych dzikich czasach po prostu trzeba pomagać.

Z góry Wam dziękuję, bo jestem pewna, że nie pozostaniecie obojętne.
A ja sama przyjrzę się dokładniej, co mogę zrobić.

Wasza Kejt

czwartek, 30 lipca 2015

Smutno mi...

... z wielu powodów.
Podrzućcie, dziewczyny, tytuły książek, przy których można się uśmiać, pliss.
Albo w ogóle coś na rozweselenie.
Jak Wy radzicie sobie z takim ogólnym smutkiem, smutkiem właściwie bez przyczyny, takim... egzystencjonalnym?
PS. Mycie okien i koszenie trawnika nie pomogło...

niedziela, 26 lipca 2015

Wasze ulubione polskie pisarki

Ostatnio na fanpejdżu pytałyśmy Was z Anią-koordynatorką o to, czy wolicie prozę polską, czy zagraniczną i ku mojej radości stanowczo opowiedziałyście się za powieściami rodzimych autorek.
Przyznam, że ja też lubię nasze polskie historie w naszych polskich realiach, bo kolejna opowieść o zmaganiu singielki w Nowym Jorku naprawdę już mnie nie porusza.
O poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi i perypetiach z przeprowadzką na wieś mogę za to czytać bez końca.
Pisać też, ale Wy chyba macie już tego tematu dosyć. Jeżeli się mylę, dajcie znać! :))

Nie o przeprowadzkach na wieś chciałam dzisiaj wspomnieć, a o Waszych ulubionych polskich pisarkach, najlepszych według Was, takich, których powieści bierzecie w ciemno.
Podzielicie się ze mną swoimi wyborami? Jestem bardzo ciekawa jakie nazwiska się pojawią...


PS. Pracowicie podliczyłam głosy oddane na fanpejdżu i blogu na okładki nowej trylogii kolorowej! Wasz wybór to:

Dzięki za udział w głosowaniu!

sobota, 25 lipca 2015

Pierwszy z quizów okładkowych

Cześć, dziewczęta, dzisiaj będzie zabawa, którą lubicie chyba najbardziej. No, oprócz czytania książek. Quiz okładkowy. Dodam, że pierwszy z dwóch. Drugi niebawem i myślę, że Was zaskoczy.
Wracając do dzisiejszego - odkryłam perłę polskiej fotografii artystycznej, Klaudię Rataj, której dzieła Wam dzisiaj zaprezentuję. Pięć z poniższych fotografii jest jej autorstwa i przyznacie, że to czysta magia...

Ponieważ szykuje się nowa trylogia, wybierzcie proszę trzy najpiękniejsze Waszym zdaniem zdjęcia. Dla ułatwienia są podpisane kolorami, bo właśnie tak zatytułowana będzie ta trylogia: kolorowa. :)
Ja mam swoje faworytki, ciekawe, czy Wasz wybór będzie podobny.

Zaczynamy...
 czerwona

fioletowa

 niebieska

różowa

wrzosowa

 złota



Przyznacie, dziewczyny, że zdjęcia są po prostu zachwycające...
Tu jest link do strony Klaudii: https://pl-pl.facebook.com/Klaudia.Rataj.Fotografia - specjalizuje się ona w fotografii ślubnej, może więc którejś z Was przydadzą się namiary.

A teraz zapraszam do głosowania na najpiękniejsze fotki do trylogii kolorowej!

Endżoj!

środa, 22 lipca 2015

Brakujące tomy Kolekcji - gdzie kupić

Zbieracie, kolekcjonujecie, polujecie... :))
Na dowód tego dostaję od Was zdjęcia "zdobyczy", ale zdarza się - i zdarzać się będzie coraz częściej, bo nie do wszystkich kiosków i w nie całkiem zadowalających ilościach następne tomy będą dostarczane - że nie możecie zdobyć kolejnego.

Na szczęście niezawodne Czytelniczki podesłały mi link do strony, gdzie można dokupić brakujące tomy, oczywiście te, które się ukazały. TUTAJ je znajdziecie.

A TUTAJ są informacje o prenumeracie i harmonogram ukazywania się poszczególnych tomów.

Endżoj!

niedziela, 19 lipca 2015

Pozdrowienia z wakacji i akcja 100 książek Empiku

Cześć, dziewczęta, jestem na wczasach i nie mam dostępu do netu, ale że wyrwałam się do kawiarenki z wi-fi to wpadłam na chwilę, by wysłać Wam Patinka, który - jak na Wodnika przystało - najszczęśliwszy jest w wodzie i znad morza Was pozdrawia.
Ja oczywiście też. :)


Widać, że kocha morze, no nie? :))

A tutaj link do wakacyjnej akcji, jaką ogłosił Empik: 100 książek, które warto przeczytać
Gdy wpiszecie w wyszukiwarkę na tej stronie moje imię i nazwisko, wyświetli się Wam lista tytułów, na które możecie głosować.
Dziękuję za Wasze głosiki! :*

Teraz wracam do wczasowania.
Odezwę się wkrótce!

piątek, 10 lipca 2015

czwartek, 2 lipca 2015

Gdzie kupić "Ziemlianicznyj God"?

Pytacie w mailach, gdzie można kupić rosyjską "Poziomkę", więc odpowiadam, tutaj:
http://shop.ast.ru/catalog/fiction/sovremennaya-proza/zemlyanichnyy-god-9-0_ID1036407/

Myślałam, że będę mogła wkleić zdjątko z książką, ale jeszcze nie dotarła. Mam nadzieję, że jest w drodze i już za parę dni...tygodni...miesięcy obejrzę ją sobie.
Na razie więc wklejam "nowinkę" z internetu.

Dodam, że już niedługo wyjdą dwa następne tomy serii owocowej - "Lato w Jagódce" i "Powrót do Poziomki", bo doszliśmy z Wydawnictwem AST do porozumienia w sprawie dalszej współpracy...


Jeśli któraś z Was zakupi "Ziemlianicznyj God", bardzo proszę o fotkę! Pokażemy ją tutaj.

Nota bene ze strony wydawnictwa dowiedziałam się, że wychodzi kolejna część "Metra" mistrza Glukowskiego. Super! Nie mogę się doczekać. Nie wiem, czy czytałyście poprzednie tomy, ale ja owszem i bardzo mi się podobały.

wtorek, 30 czerwca 2015

Wasze Lidzie...

... czyli jak zwykle Czytelniczki nie zawiodły :))
 Kolaż zdjęć Waszych kolekcjonerskich "Sklepików z Niespodziankami" :))