wtorek, 29 lipca 2014

Na co miałybyście ochotę...?

Mimo że są wakacje, przepiękna pogoda, środek lata i nic tylko kołysać się wśród fal, ja muszę myśleć perspektywicznie, czyli przygotowywać się mentalnie do planów na rok przyszły.
Na co, moje kochane, miałybyście ochotę?
Na nową serię?
A może na kontynuację którejś z poprzednich?
Na coś tak dramatycznego jak Bezdomna? A może na klimaty z Poczekajki, czy Pogodnej?
Na trochę magii, czy więcej rzeczywistości?
Może więcej serii owocowej, lub przeciwnie: sensacyjno-erotycznej?
Ja mam kilka pomysłów.
Ja mam bardzo, bardzo dużo pomysłów. Podejrzewam, że życia mi nie wystarczy na spisanie ich wszystkich (ten zakręt mnie wcześniej załatwi, jak Wam to mówię). Mam pomysł na sagę rodzinną, na coś bardzo śmiesznego, co można podsumować "uważaj o czym marzysz...", oczywiście na Miasto Walecznych, które kiedyś napiszę... na pewno napiszę... ale nie wiem kiedy. Na kontynuację serii owocowej, na dwie bardzo mocne książki z serii czarnokociej, ale też na trylogię podobną do kwiatowej (już nawet wymyśliłam tytuł), a także na książki dla dzieci i... pewien zupełnie odlotowy (i to dosłownie!) pomysł. Chętnie napisałabym także powieść fantasy albo jeszcze lepiej science-fiction, bo tego jeszcze nie robiłam.

Pytanie jednak najważniejsze, bo to WY jesteście głównymi zainteresowanymi: co MOJE CZYTELNICZKI I CZYTELNICY chcieliby przeczytać w roku 2015?

Maszyna czeka w pełnej gotowości...

piątek, 25 lipca 2014

Jak się łamać, to się łamać, niedługo 1 000 000 oraz parę innych informacji...

Imaginujcie sobie, że weszłam do morza! (To nie byłby nius dnia, gdyby nie wpis poniżej, w którym zwierzam się z moich fobii i lęków). Tak, tak, przezwyciężyłam strach przed rekinami (Kasiu, w Bałtyku NIE MA rekinów) i kąpałam się cały jeden raz w naszym morzu, bo cały jeden dzień tam byłam. Teraz jestem w Poziomce i - oddawszy dziecko dziadkom, coby pooddychało jodem - pracuję.
Powiem Wam w związku z tą kąpielą dwie rzeczy: skakanie przez fale jest suuuper! Morze Bałtyckie jest... strasznie zimne. Ale plaże mamy najpiękniejsze w Europie.

Do co łamania się, otóż moje kochane, jakiś czas temu (dokładnie rzecz biorąc trzy lata temu, po ciąży z Patikiem) postanowiłam schudnąć. Piętnaście lat wstecz, gdy urodziłam pierwsze dziecko już parę miesięcy później byłam chuda jak ołówek i nosiłam mój stały rozmiar 34 w porywach do 36. Podczas kręcenia teledysku do Poczekajki w trzy tygodnie zrzuciłam - ale niechcący - 7kg, więc łudziłam się, że teraz będzie to samo. Ot, przestanę jeść i....
I waga jak stanęła na 65kg tak stała przez ładnych kilka tygodni.
Kurde, po prostu nie wierzyłam w to! Nie wierzyłam, że można nie jeść i waga ani drgnie, a jednak... Teraz powolutku spada - już jest 57,5!! Ogromny sukces, ale oto mój jadłospis z wczoraj (podliczyłam wszystko): kanapka z przedwczoraj, bo szkoda, żeby się zmarnowała, pięć cukierków (galaretek w czekoladzie). Pół butelki coli zwykłej pod tę kanapkę. Eeee... Mały oscypek, nie, dwa małe oscypki. I... To chyba wszystko.
A mimo to rano ważyłam 100g więcej.
Ale nie odpuszczę, dopóki nie ujrzę 55 kg, bo tak właśnie chcę. Tyle chcę ważyć, chcę wkładać ciuszki sprzed paru lat i chcę czuć się lekko.
Aha, zapomniałam: sporo się ruszam. Zamiast jeździć samochodem - idę, ciągle kręcę się po ogrodzie, pływam w Liwcu. No, to żebyście miały pełen obraz sytuacji.
I łykam żelazo w tabletkach, bo mam niby tę anemię.

Wielkimi kliknięciami zbliża się 1 000 000 wejść na mój blog. Bardzo Wam wszystkim dziękuję! I błagam: gdy któraś zobaczy ten 1 mln niech zrobi print screena, bo znając moje szczęście przeoczę tę wspaniałą chwilę! Patrząc na ilość dziennych odwiedzin - ok. 1200 - stanie się to za jakieś dwa tygodnie. I wtedy otwieram szampana i Was wirtualnie na niego zapraszam.

Przyglądam się obu ankietom obok i nie wierzę: Sklepik z Niespodzianką najczęściej czytaną przez Was książką?! Genialnie!!

I jeszcze podkradłam z fanpejdża "Dla Ciebie..." z piąteczką. Cieszę się! Dzięki!


Wracam do pisania, a Wy odpoczywajcie, moje drogie. Pogoda w miarę, ciepło jest, ptaszki śpiewają, czyli żyć nie umierać....

PS. Karmicie rybki????

niedziela, 20 lipca 2014

Pierwsze dni przedsprzedaży i "Dla Ciebie.." na 10. miejscu!!

Normalnie jestem w szoku...!
Dziękuję, Kochane, bo przecież to Wasza "sprawka" :)))


To w empik.com i dodam, że w naprawdę świetnej, promocyjnej cenie.
Błagam Was tylko i zaklinam: jeśli chcecie naprawdę poczuć smak tej książki, przeczytajcie najpierw "Wiśniowy Dworek" i "W imię miłości".

Ja teraz, taka pozytywnie zszokowana i uskrzydlona, wracam do "Kawiarenki pod Różą" i przeuroczej Amelii, a dla Was wróciły na stronę złote rybki, spełniające marzenia. Karmcie je codziennie!!

:*

PS. Obok jest nowa ankieta, a ja zapomniałam dopisać najważniejszego punktu, więc tutaj dodaję owo pytanie: Która z Was przeczytała wszystkie, absolutnie wszystkie moje wydane dotychczas 22 książki? :)

sobota, 19 lipca 2014

Kolejność czytania, "Dla Ciebie wszystko" w przedsprzedaży i... maleńki fragment na zachętę

Cześć, dziewczęta, żebyście nie straciły orientacji co jest po czym, przedstawiam na poniższym hmm... diagramie, kolejność czytania. Właściwie wszystkie trzy powieści można czytać oddzielnie, ale razem tworzą mini-trylogię i jeśli chcecie mieć pełen wgląd w przeszłość bohaterów najmłodszej (która narodzi się 28 sierpnia), powinnyście najpierw przeczytać "Wiśniowy Dworek" (ech... ten Daniel...), potem "W imię miłości", a na końcu najmłodszą.


Dodam, że na stronie matras.pl jest letnia promocja serii owocowej i można kupić poprzednie tomy po całkiem przyjaznych cenach.

"Dla Ciebie wszystko" można zaś kupić w przedsprzedaży na empik.com i matras.pl
Czy któraś z Was czeka na tę właśnie książkę? :) Mam nadzieję, że tak.

A poniżej macie przedsmak tego, co się będzie działo w najmłodszej (jak mnie znacie, będzie się działo ;), czyli pierwsze spotkanie naszych bohaterów...

Endżoj!

piątek, 18 lipca 2014

Wychodzę za mąż!!!

A to było tak...
Któregoś ranka obudził mnie pocałunkiem nie Ten Jedyny Ukochany, ale Gapa-pies. Jak możecie sobie wyobrazić, sfrustrowało mnie to masakrycznie i powzięłam postanowienie: DOSYĆ SAMOTNOŚCI! Ale łatwo postanowić, trudno przejść do działania, zwłaszcza jeśli się przez ostatnie kilka lat stało totalnym odludkiem, zamkniętym może nie w wieży, ale w Poziomce i nigdzie się właściwie z tej Poziomki nie rusza, a jeśli w ogóle to do hotelu, by - w takim samym odosobnieniu - trudzić się nad kolejną książką.
Na szczęście mam wspaniałe przyjaciółki, które już dawno stwierdziły, że powinnam kochać i być kochana. One to wzięły sprawy w swoje ręce i zapowiedziały stanowczo:
- Znajdziemy ci męża!
Jak zapowiedziały, tak zrobiły....
Poszukiwania trwały przez szereg przezabawnych odcinków, bo... tu dochodzę do sedna sprawy i Was pewnie rozczaruję: to scenariusz serialu, który ot tak zaczął mi się któregoś dnia radośnie sam pisać i do którego mini-ekranizacji zaczęłam dążyć, co mi się nie udało (wspomniałam o tym w którymś z poprzednich postów).
Ale co miałam radość z pisania, to moje.
Przy okazji przymiarek do mini-ekranizacji zrobiliśmy zdjęcia próbne, z których jedno Wam prezentuję. :)
A że znów zabłysło światełko w tunelu i może coś jednak z tego będzie...
Trzymajcie kciuki!
Za poszukiwania KNBK też! ;D

A jeśli któraś z Was chciałaby sobie poczytać początek owego serialu, to jest tu, poniżej...

czwartek, 17 lipca 2014

Skromne dwie perełki i jedna wiadomość....

Ten napis na ścianie obdrapanego budynku przy stacji kolejowej Tłuszcz zawsze mnie zachwyca. Postanowiłam podzielić się nim z Wami:


Perełką z mojego ogrodu również chcę się podzielić. Chyba najpiękniejsza, zachwycająca Nostalgie. Pamiętacie jej opis z "Ogrodu Kamili"? Oto i ona:


Wiadomości mam cztery, zamiast jednej, a są to odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania:

28 sierpnia ukaże się "Dla Ciebie wszystko", czyli kontynuacja "W imię miłości" i "Wiśniowego Dworku" (ech, jak ja lubię tego drania Daniela van der Welt...)

24 września ukaże się "Kawiarenka pod Różą", czyli książka z przepisami na słodkości i wstępem do "Amelii", która swego czasu miała nosić tytuł "Zabajka". Myślę, że spodoba Wam się główna bohaterka i treść tej powieści, bo jest... jakby to określić... Sklepikowo-Poczekajkowa.

W październiku będzie miał premierę IV tom Kronik Ferrinu (mój ulubiony), czyli "Wojna o Ferrin". Już nie mogę się doczekać...!

Natomiast  W LISTOPADZIE (podkreślam, bo o tę książkę pytacie najczęściej) ukaże się trzeci i ostatni tom serii kwiatowej, po "Ogrodzie Kamili" i "Zaciszu Gosi", czyli "PRZYSTAŃ JULII". Już zaczęłam ją pisać i zaczyna się ciekawie. Może skończy nieco mniej dramatycznie, niż poprzedniczki, ale nie obiecuję, bo wiecie, co ja mam z tym zakrętem... ;)

Niedługo zaprezentuję Wam okładki do wyżej wymienionych powieści w pełnej krasie. Czekam tylko na ostatnie poprawki.

I na koniec zwyczajowe pytanie: na którą z premier czekacie najbardziej?
(Wiem, wiem, że na Julkę, ale może również na Ferrin? Albo Amelię? Czy dalsze losy Ani z Jabłoniowego Wzgórza i Daniela z Wiśniowego Dworku?).

wtorek, 15 lipca 2014

Czego nie wiecie o... moim lęku

Nie wiem jak Wy, ale ja mam kilka lęków, z którymi... cóż... nie potrafię sobie radzić. Pierwszym z nich są... rekiny. Kurde, dziewczyny, rekinów boję się tak (choć nigdy nie miałam z żadnym do czynienia, przynajmniej nie bezpośrednio), że nawet filmów czy reklam z rekinami oglądać nie mogę. Boję się ich tak, że - choć umiem pływać od dziecka - paraliżuje mnie strach, gdy wchodzę do rzeki, czy jeziora, gdzie NA PEWNO nie ma rekinów. Po prostu: nie widzę dna i już umieram ze strachu. W basenie mogę zaś pływać do upadłego.Dziwne, no nie?

Drugą fobią, przez którą nie mogę już wyjeżdżać do ciepłych krajów, są karaluchy. O rany....... W śródziemnomorskich hotelach niestety się zdarzają, a ja zawsze, ale to zawsze muszę się na jakiegoś natknąć w moim właśnie pokoju. I potem mogę spokojnie wsiadać w samolot i przedwcześnie wracać do kraju, bo już w tym pokoju nie zasnę. I tak oto pożegnałam się ze słońcem w środku zimy. Ale kilka karaluchów, wrzeszcząc jak szalona ze strachu, przedtem ubiłam. Z rekinem nie byłabym taka odważna....

Ale chyba największym lękiem napawa mnie - i tu bardzo proszę nie śmiejcie się ze mnie - pewien zakręt. Codziennie jeżdżę do pobliskiego miasta po moje młodsze dziecię. Jadę codziennie od trzech lat tą samą drogą, zwyczajną dwupasmówką i każdego dnia dwukrotnie pokonuję ów zakręt - zwyczajny, niczym się nie wyróżniający, nawet niezbyt ostry, a jednak... gdy do niego dojeżdżam, czuję jak włos mi się jeży na karku. Na swój prywatny użytek nazywam go zakrętem śmierci, choć nikt tam chyba do tej pory nie zginął, bo na poboczu nie stoją żadne krzyże. Wolę nie myśleć, że ja będę pierwsza....
(Jezu, jak ja nie cierpię tego zakrętu... a już szczególnie, gdy jadę z dzieckiem....).

Nie bardzo wiem, jak sobie z tą fobią poradzić. Rekiny - nie wchodzę do morza, jeziora, rzeki, że o oceanie nie wspomnę. Karaluchy - nie jeżdżę do ciepłych krajów. Ale zakręt? Gdybym mogła, to wyprostowałabym tę drogę, albo jeździłabym inną, ale nie ma takiej możliwości. A może nie jest to strach przed głupim zakrętem, tylko przed śmiercią? I jak z tym lękiem sobie radzić?

Jeśli macie jakiś pomysł, to napiszcie. I nie dziwcie się, że co i rusz uśmiercam moich bohaterów - to jest mój sposób na odreagowanie lęku przed śmiercią. I przed tym okropnym zakrętem również. A może... i właśnie teraz przyszło mi to do głowy, to strach przed zakrętem na drodze życia? Może boję się zmian? A powinnam pamiętać, że........

czwartek, 10 lipca 2014

Kto chce? Kto chce? Książki z autografem?


Słuchajcie, wymyśliłam, jak rozwiązać problem konkursowy! Otóż zapakowałam książki przeznaczone na konkursy w wielkie pudło - w sumie kilkadziesiąt egzemplarzy, ładnie podpisanych - i wysłałam je Fundacji Dzieciom "Zdążyć z pomocą". :) Zostaną one wystawione na aukcji, każda z Was, której marzeniem jest książka z moim autografem, będzie ją mogła zakupić, a pieniądze zostaną przekazane chorym dzieciaczkom.

Bardzo zacny pomysł, prawda?
Poinformuję Was, kiedy ruszy aukcja tych książek.

Jeszcze lepiej mają mieszkanki mojego ulubionego miasta, czyli Białegostoku, bo nie muszą czekać na aukcję. Tam, w zaprzyjaźnionej księgarni "Świat Książki" przy Rynku podpisałam po znajomości wszystkie egzemplarze, jakie były. :) Tak więc czy chcecie, czy nie, kupicie w tej księgarni książkę z moim autografem. Chyba, że te podpisane się skończą...

Chciałabym jeszcze odwiedzić jakąś księgarnię, czy Empik, żeby zobaczyć jak prezentuje się na półkach "Poczekajeczka" w kurczakowych kolorach, ale muszę wracać do Poziomki, moich stęsknionych dzieci i róż. Ale gdybyście ją widziały, dajcie znać.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Najmłodsza najstarsza, czyli "Poczekajka" w żółtej sukience już (prawie) jest :)

Oto dzisiaj otrzymałam od Wydawcy moją pierworodną. Wiem, wiem, wolałyście ją w zieleniach, ja chyba też, ale... muszę Wam powiedzieć, że ta którą trzymam teraz w rękach jest naprawdę piękna. I nie tylko dzięki barwom, letnim, słonecznym, ale i dopracowaniu z jakim Wydawnictwo Literackie wydało tę książkę. Satynowa okładka, tłoczone litery... bardzo to do mnie przemawia.
Tutaj zdjątko "najmłodszej najstarszej" w naturze, czyli przy klombie z poziomkami, ale i tak tę książkę trzeba wziąć do ręki, by docenić jej urok.
O treści nie wypada mi się wypowiadać, ale mam nadzieję, że dorówna okładce. :)


Łe, na zdjęciu wyszła jakaś taka zielona, a w rzeczywistości jest w odcieniach żółtego.
Dajcie znać, czy pojawi się u Was w księgarniach. Za trzy dni. 10 lipca jest oficjalna premiera.
No, a ja wracam do pracy w ten piękny, upalny dzień.

czwartek, 3 lipca 2014

Wielka Trójka - Waszym zdaniem...


W niedawnej ankiecie, gdzie mogłyście wybierać pośród ponad dwudziestu moich tytułów, za najlepsze książki uznałyście właśnie te trzy: "Ogród Kamili", "Poczekajkę" i "Mistrza". Głosowała wtedy rekordowa ilość osób, ponad 800, jeśli dobrze pamiętam, wyniki mogę więc uznać za miarodajne, chociaż po raz pierwszy jakaś książka zdetronizowała moją "pierworodną", zwykle to ona wygrywała w rankingach.

O "Poczekajce" przypominam Wam w przededniu jej ponownej premiery - z nowym Wydawcą, w nowej sukience powędruje do nowych Czytelniczek i mam nadzieję zostanie tak ciepło przez nie przyjęta, jak była przyjmowana dotychczas.

Wiem, że wolałybyście "Poczekajkę" w dawnym, zielonym wdzianku, ale było to niemożliwe ze względów formalnych, wymyśliłyśmy więc dla niej z moją kochaną Agatką - graficzką, sukienkę kurczakową. Myślę, że pasuje i do letniego nastroju, w jakim będziecie ją czytać i do treści (seria zwana słoneczną) i do koloru sukienki Patrycji w słynnej scenie z krową i tak dalej i tak dalej... Wiem, że nieprzekonanych nie przekonam, a przekonanych przekonywać nie muszę.

Tutaj jeszcze teledysk, który kiedyś, dawno temu wymyśliłam sobie i zrealizowałam. No i czekamy. Już za siedem dni dostanę do rąk zupełnie nową "Poczekajeczkę"... I Wy również. :)))


Jakie macie wspomnienia związane z tą książką? Mam nadzieję, że same dobre.
Ja po prostu uwielbiam ją za to, kim się dzięki niej stałam. A stałam się pisarką. :)