czwartek, 2 lipca 2015

Gdzie kupić "Ziemlianicznyj God"?

Pytacie w mailach, gdzie można kupić rosyjską "Poziomkę", więc odpowiadam, tutaj:
http://shop.ast.ru/catalog/fiction/sovremennaya-proza/zemlyanichnyy-god-9-0_ID1036407/

Myślałam, że będę mogła wkleić zdjątko z książką, ale jeszcze nie dotarła. Mam nadzieję, że jest w drodze i już za parę dni...tygodni...miesięcy obejrzę ją sobie.
Na razie więc wklejam "nowinkę" z internetu.

Dodam, że już niedługo wyjdą dwa następne tomy serii owocowej - "Lato w Jagódce" i "Powrót do Poziomki", bo doszliśmy z Wydawnictwem AST do porozumienia w sprawie dalszej współpracy...


Jeśli któraś z Was zakupi "Ziemlianicznyj God", bardzo proszę o fotkę! Pokażemy ją tutaj.

Nota bene ze strony wydawnictwa dowiedziałam się, że wychodzi kolejna część "Metra" mistrza Glukowskiego. Super! Nie mogę się doczekać. Nie wiem, czy czytałyście poprzednie tomy, ale ja owszem i bardzo mi się podobały.

wtorek, 30 czerwca 2015

Wasze Lidzie...

... czyli jak zwykle Czytelniczki nie zawiodły :))
 Kolaż zdjęć Waszych kolekcjonerskich "Sklepików z Niespodziankami" :))

I jak się Wam kolekcjonuje? :)

Od dziś w sprzedaży VI tom mojej Kolekcji. "Sklepik z Niespodzianką. Lidka".

Dziewczęta na fanpejdżu prezentują zdobyczne książki, a ja pytam Was: jak się Wam kolekcjonuje? :) Kolejne tomy są bez problemu dostępne w kioskach i salonach prasowych, czy też trzeba się za nimi nachodzić?
Zbieracie po kolei wszystkie tomy, czy też kupujecie te, których nie macie, bądź nie czytałyście?
I ostatnie pytanie: czy dzięki Kolekcji są tutaj, z nami, nowe Czytelniczki? :)

Mi stworzenie Kolekcji dało dużo radości (o stresie z nią związanym dawno zapomniałam i to jest w życiu najlepsze, że pamięta się te dobre chwile, mniej fajne odchodzą w przeszłość...) i teraz widok kolejnych tomów w charakterystycznej okładce to po prostu czysta magia! :)

Dziękuję!


niedziela, 28 czerwca 2015

Jak zostać pisarką - raz jeszcze

Ponieważ ciągle pytacie w mailach, jak udało mi się zostać pisarką, postanowiłam przypomnieć Wam ten wpis sprzed kilku miesięcy...
Może któraś z Was dzięki niemu za kilka lat będzie mogła wkleić podobne zdjątko. :))

Jak tego dokonać?
Oto przepis:

1. Napisz

Dziś wydać książkę może każdy. Wystarczy mieć pieniądze na wydanie jej w formie e-booka, albo nawet tradycyjnej, zgłosić się do wyrastających jak grzyby po deszczu wydawnictw, które opracują Wasz tekst pod kątem redakcyjno-korektorskim (albo i nie), przygotują okładkę, wydrukują i teoretycznie roześlą po księgarniach.Więcej się na ten temat nie wypowiem, bo nigdy w ten sposób nie wydawałam. To znaczy nie zlecałam wydania swojej książki pośrednikowi. "Grę o Ferrin" opracowałam i zleciłam do druku w tych kilkudziesięciu egzemplarzach sama, nie zarobiłam na niej nic, bo wszystkie rozdałam i to był koniec przygody z self publishingiem jeśli chodzi o mnie.
Ale nie o takie wydanie chodzi. Każdy, kto marzy o byciu pisarzem, chce wydawać swoje książki w prawdziwym wydawnictwie i oglądać je na wystawach księgarni i na empikowych półkach, prawda?
Od czego więc zacząć pisarską karierę?
Od napisania książki.
Dobrej książki.
Pojęcie "dobra" jest bardzo względne, bo przecież każdy ma inne gusta czytelnicze, ale Wydawcy poszukują książek, które po prostu się sprzedadzą. Pamiętajcie: Wydawca nie jest organizacją charytatywną, nie wyda książki "po znajomości", czy dlatego, że polubił autora. Koszty wydania i wprowadzenia tytułu do księgarń są tak wysokie, że w świecie wydawniczym nie ma "układów", liczy się dobry tekst, który ma szansę się sprzedać. Kryminał, sensacja, powieść obyczajowa, czy historyczna, poradnik - nie mam pojęcia, co akurat może "zaskoczyć", ale na pewno książka MUSI ZOSTAĆ NAPISANA.
To oczywiste! - krzyknie chyba każdy. Otóż nie. Dostaję co jakiś czas maile z fragmentem tekstu i prośbą o "rzucenie okiem" i parę zdań oceny. (Tu przypominam: nie czytam i nie oceniam nadesłanych tekstów). Zawsze też pada pytanie, czy nadaje się to do druku i warto jest pisać dalej.
Odpowiadam teraz Wam wszystkim: napiszcie najpierw swoją pierworodną do końca, a potem wysyłajcie ją komukolwiek. Kto ma wierzyć w książkę, jeśli nie jej autor? No kto?

2. Popraw

Wasza książka jest napisana. Od początku do końca. Macie ileś tam stron dobrego Waszym zdaniem tekstu (pamiętajcie: musicie kochać to swoje dziecko i nie wątpić w nie, choćby nie wiem co!). Teraz, zanim komuś ten tekst pokażecie, MUSICIE GO POPRAWIĆ. Przeczytać nie raz i nie dwa, poprawić wszystkie zgrzyty i błędy, które wyłapałyście same, czy podkreślił Wam word, może znajdzie się jakaś dobra polonistyczna dusza i ona rzuci na Wasze dzieło okiem? Jedno jest pewne: nie wolno Wam wysyłać do Wydawców tekstu z błędami. To po pierwsze: brak szacunku do Wydawcy, a po drugie: od razu robi złe wrażenie. Błędy po prostu odrzucają od tekstu.
Ja, choćby goniły mnie terminy i Wydawca upominał się o tekst codziennie, nie wysyłam brudnopisu. Oczywiście wszystkich błędów nie wyłapię podczas jednego czytania, nawet po kilku się zdarzają i nie tylko mi, ale redaktorom i korektorom, ale nim wyślę wersję ostateczną książki (która wersją ostateczną jeszcze nie jest) poprawiam w niej błędy. Wy również powinnyście.
Podczas czytania książka może Wam się wydać do niczego, zupełnie bez sensu i w ogóle, ale... nie przejmujcie się tym. Nie jesteście obiektywne. Albo za wysoko, albo za nisko siebie i swój tekst cenicie. Nie są obiektywni także Wasi przyjaciele i bliscy, którym pokażecie swoje dzieło. Trudno im będzie powiedzieć Wam prosto w oczy, że książka im się nie podoba, zaczną więc Wam słodzić i... rozpalą tym być może nadzieje, które okażą się płonne. Rozwieje te nadzieje kilka pierwszych odpowiedzi odmownych i być może raz na zawsze podetnie Wam skrzydła, zupełnie niepotrzebnie. Pierwszy lot zazwyczaj przecież kończy się upadkiem.
Pamiętajcie, że jedynymi obiektywnymi osobami, które ocenią Wasz tekst są redaktorzy w wydawnictwach, do których go poślecie. Wydawcy czekają na dobre książki, każda nadesłana propozycja wydawnicza jest czytana, możecie mi wierzyć, że jest. Nikt nie oceni tekstu lepiej, niż oni.
Więc...

3. Wyślij

Powiedzmy, że macie już swoją książkę napisaną i poprawioną. Co teraz?
Ech... teraz chyba najtrudniejszy rozdział pisarskiego życia: wysyłanie do Wydawców i czekanie na odpowiedź. Opowiem, jak ja postąpiłam z "Poczekajką": gdy była gotowa, poszłam do Empiku (na Nowym Świecie, pamiętam jak dziś), podeszłam do regału z literaturą obyczajową i spisałam wszystkich wydawców, których książki się tam znajdowały. Potem znalazłam strony tych Wydawców w internecie, doczytałam w jakiej formie przyjmują propozycje wydawnicze (to były jeszcze czasy, kiedy niektórzy przyjmowali wyłącznie wydruki, ale większość już tylko mailem) i... wysłałam "Poczekajkę".
A potem czekałam... czekałam... czekałam...
Przychodziły odpowiedzi odmowne (bardzo miłe i z życzeniami powodzenia), a ja się w końcu nie doczekałam. Dopiero za drugim podejściem, gdy sama wydrukowałam książkę, dołączyłam płytę z teledyskiem i rozesłałam taki pakiecik do tych samych Wydawców nagle, w ciągu jednego tygodnia chciało moją pierworodną kilku z nich.
Dziś Wydawcy odpowiadają niemal natychmiast, jeśli tekst się podoba, bo im również zależy na dobrych debiutantach. Konkurencja na tym rynku jest ostra i nowe talenty są natychmiast wyławiane z zalewu propozycji wydawniczych, jeśli więc Wasze dzieło rokuje nadzieje, odpowiedź przyjdzie szybko.

4. Co dalej?

Jeżeli znalazłyście Wydawcę, gratuluję z całego serca i... życzę podpisania dobrej umowy. Wiem, że debiutantom zależy tylko na tym, by wydać książkę w znanym wydawnictwie i zupełnie nie myślą o pieniądzach. Magia własnego nazwiska na okładce jest wielka i uwodzi debiutantów, mimo wszystko podczas podpisywania umowy kierujcie się rozsądkiem, nie sercem, okej? Chociaż odrobinę...
Jeżeli nikt Waszego dzieła nie chciał, nie przejmujcie się tym. Jestem przykładem, że trzeba walczyć znów i znów, do skutku. Wysyłać i poprawiać, poprawiać i wysyłać, aż do bólu palców.
Ale... może tak być, że po prostu nie macie talentu literackiego i tyle. Ja na przykład nie mam za grosz talentu malarskiego i jakoś muszę z tym żyć. I wiem, że nigdy nie namaluję niczego i nie poddam mojego dzieła ocenie krytyków, czy nie wyślę go do galerii.
Rozumiecie, co chcę powiedzieć między wierszami? By napisać książkę trzeba mieć jakiś tam talent, najlepiej literacki ;).
Myślę jednak, że nie można rezygnować z marzeń. We mnie talent i pasję pisarską usiłowano zabić nie raz i nie dwa, ale się nie dała (ta pasja, ja zresztą też), więc dlaczego Wy macie się poddawać?

Na koniec złota myśl, którą powtarzam przy okazji wywiadów i spotkań autorskich: Pisarza czyni nie ilość wydanych książek, a przeczytanych książek.
Jestem święcie przekonana, że umiem pisać, bo przeczytałam mnóstwo książek o najróżniejszej tematyce, byle tylko były ciekawe. Tak, to właśnie dziełom innych autorów zawdzięczam najwspanialszą przygodę mojego życia, jaką jest pisarstwo.

Życzę Wam, moje kochane, rozpoczęcia takiej samej przygody i... spotkania się na księgarskiej półce. Miejsca na niej jeszcze sporo. Wystarczy i dla mnie, i dla Was... :))

wtorek, 23 czerwca 2015

Plan wydawniczy na najbliższe miesiące...

Pierwsza wyjdzie "Zmyślona". Już w lipcu.


 Potem będzie "Spełnienia marzeń" - pod koniec sierpnia.
"Amelia" - jesienią.
I niespodzianka nr 1: "Sekretnik" jako śliczny gadżecik wprost wymarzony na prezent świąteczny. :) W twardych okładkach, na kremowym papierze, powinien bardzo ładnie się prezentować pod choinką.

Teraz plan na rok 2016.

Na początek, w sam raz na walentynki, "Mistrz" w nowej oprawie i c.d. "Mistrza" - "Zemsta". :) Mam nadzieję, że będziecie niecierpliwie wyglądać premiery.


Potem, a będzie to już prawdopodobnie maj albo czerwiec, przewiduję książkę podróżniczą, o której kiedyś Wam wspominałam. Kierunek podróży już znam. Zamysł jest. Trzeba jedynie pojechać i spisać wspomnienia. Zrobi się. :)

Następnie wydarzenie od dawna oczekiwane: "Miasto Walecznych" w dwóch tomach. Właśnie pracuję nad okładkami, bo w ubiegły weekend mieliśmy sesję zdjęciową. Pięknie się prezentowało dwoje bohaterów w panterkach z biało-czerwonymi opaskami...... Jedno zdjątko (nie jest to oczywiście okładka) mogę Wam zaprezentować. :)


I z tego co pamiętam będzie to koniec 2016. Pomyśleć, że mamy dopiero lato'15, a ja już snuję plany na następny rok...

Na którą książkę czekacie najbardziej? Bo jeżeli chodzi o mnie, to całym sercem wyrywam się do "Miasta Walecznych", ale nie jest łatwo pisać o dniach Powstania Warszawskiego, gdy przeżywa się wszystko tak mocno jak ja. Pewnie znów będę czytała materiały źródłowe, pisała i płakała...
Ech... Nie mogłabym pisać jakoś tak... bezemocjonalnie? Ano nie mogłabym.

Dodam na koniec, że ostatnią zamówioną przez Wydawcę książką będzie coś, co zaczęłam i co zapowiada się na trylogię w stylu serii kwiatowej. Miałybyście chęć? :)))

piątek, 19 czerwca 2015

Co łączy mnie i Marlenę de Blasi?...

Łączy nas okładka najnowszej książki tej Autorki :))
Jakiś czas temu zostałam poproszona o napisania kilka słów polecających "Wieczory w Umbrii", co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło: Marelna de Blasi jest autorką międzynarodowych bestsellerów, a ja? Dopiero będę :))
Poza tym naprawdę lubię książki tej Autorki, są pełne uroku, ciepła, czyta się je i natychmiast chciałoby się przenieść w miejsca, które opisuje, poznać ludzi, których ona spotkała i koniecznie wypróbować potraw, na które przepisy znajdziemy w jej książkach!
Dlatego tak miło mi się zrobiło, że to właśnie ja mam polecić "Wieczory w Umbrii" polskim czytelniczkom, a jeszcze milej, gdy... dostałam tę książkę od samej Autorki ze wspaniałą dedykacją.
Dziękuję!

środa, 17 czerwca 2015

Rosjanom "Poziomkowy God" spodobał się, czyli dobre wieści!

Właśnie otrzymałam mail, który bardzo mnie ucieszył! Rosyjski wydawca chce wydać dwie następne książki z serii owocowej, czyli "Powrót do Poziomki" i "Lato w Jagódce" (ciekawe, jakie będą tytuły i okładki :))). Na razie czekam na egzemplarz autorski "Poziomkowego Goda". Gdy tylko dotrze, pokażę Wam zdjątko.
Mam jeszcze inne dobre wieści, ale to w następnym wpisiku blogowym. :)

wtorek, 16 czerwca 2015

Uwaga, dobre książki!

Chciałam zacząć ten wpis "Ostatnio czytałam..." ale tak długo w ogóle nic tutaj nie pisałam, że jestem Wam winna parę słów wyjaśnienia.
Otóż... nie wiem, czy to doba jest krótsza - mimo że dni dłuższe - czy ja stałam się jakaś powolniejsza, jednym słowem: nie wyrabiam.
Mam tyle zajęć dodatkowych, których dotychczas nie miałam, tyle spraw do załatwienia, tyle biegania ze spotkania na spotkanie, z urzędu do urzędu, że gdy w końcu docieram do domu - a dojazd, od kiedy torów trwa dwukrotnie dłużej - jestem tak nieżywa, że padam i zasypiam.

Teraz, oprócz innych spraw niecierpiących zwłoki, przygotowuję sesję okładkową do "Miasta Walecznych" (pokażę Wam zdjęcia z niej, myślę, że będą się Wam podobać). Wczoraj byłam na ważnym spotkaniu, którego efekty też Wam tu zaprezentuję.
Dzieje się.
I to coraz więcej.
Wybaczycie mi więc nieobecności, prawda?

Ponieważ dużo podróżuję, więcej czytam. A ponieważ ciągnie mnie do książek typu "Życie po życiu" kupiłam i dostałam dwie niesamowite pozycje z tej właśnie tematyki.

Pierwsza to bardzo wzruszająca i dająca wiele otuchy...

A druga to absolutnie niezwykłe świadectwo samouzdrowienia. Po prostu niesamowite.
Obie bardzo serdecznie polecam (fantastyczne jest to, że czyta się je jednym tchem, niczym fascynującą powieść), a przy okazji polecania przypominam książkę, która po prostu mną wstrząsnęła:


Tę książkę, podobnie jak dwie poprzednie, po prostu trzeba przeczytać. Bardzo szeroko otwiera oczy na pewne działania, a przy okazji może uratować czyjeś życie.

Czytałyście którąś z powyższych pozycji? Macie zamiar przeczytać?
A tak w ogóle: co teraz czytacie?
Bardzo jestem ciekawa... :)))


środa, 3 czerwca 2015

czwartek, 28 maja 2015

Dziś premiera "Zachcianka"...

... w nowej "sukience" barwy wschodzącego słońca.


 Miałam nadzieję, że dostanę na czas egzemplarz autorski i będę mogła nacieszyć nim oczy i pokazać go Wam, ale nie dostałam.
Któraś z Was ma już książkę? Przyślecie zdjęcia? :)