czwartek, 23 października 2014

"Wojna o Ferrin" - dlaczego jest moją "naj" i... witaj, "najmłodsza córeczko"!!!

Do wielu moich książek żywię sentyment - choćby taka "Poczekajka", którą debiutowałam i w której pokazałam skrawek mojego życia... Albo "Rok w Poziomce" i wspomnienia pierwszych lat właśnie w Poziomce, z Gapą, z Pepsi, bez prądu i z czajnikiem (moim własnym), który podkradałam robotnikom... "Bezdomna", która niesamowicie mnie wyczerpała emocjonalnie, ale którą uważam za ważną i potrzebną... "Sklepik z Niespodzianką", którym rozpoczęłam nowy rozdział w moim pisarskim życiu... "Ogród Kamili", którym wróciłam do siebie sprzed lat, takiej, jaką kiedyś byłam... "Mistrz", którym przełamałam samą siebie i samej sobie udowodniłam, że potrafię napisać wszystko (może oprócz horroru, choć kto wie?)...

Nie ukrywam jednak, że Kroniki Ferrinu należą do moich najulubieńszych, a już najbardziej niecierpliwie oczekiwałam na tom IV. Po pierwsze uważam, że okładka jest... the best.
Zdjęcie kobiety w białej rozwianej sukni jest niesamowite, przekonacie się o tym dopiero biorąc książkę do ręki, żadne foto nie odda klimatu i uroku tego zdjęcia. "Wojna" ma więc wspaniałą okładkę.

Jeżeli zaś chodzi o treść...
Kroniki pisałam, gdy przechodziłam życiowe piekło. Wszystkie emocje, które się we mnie kłębiły, przelewałam na kartki tej opowieści. Gdy już myślałam, że nie wytrzymam, że to koniec, siadałam do komputera i pisałam... pisałam... pisałam... Aż mogłam wstać i iść dalej.

Przez trzy tomy razem z moim bohaterkami po prostu poddawałam się losowi i tym, którzy mnie krzywdzą. Walczyłam, bo nie miałam innego wyjścia, ale była to walka o przetrwanie. Natomiast po ukończeniu tomu trzeciego stało się coś...
W życiu każdego, kto jest choć trochę wrażliwy, przychodzi chwila, która po prostu nas łamie. Coś pęka, trzaska i... po prostu mówimy DOŚĆ!!! I rzucamy się Losowi, albo krzywdzicielom do gardła.

I tak właśnie ze mną się stało.

"Wojna" jest więc zupełnie inna. Anaela powraca nie żeby po raz kolejny być zabaweczką w rękach Bogów, ale żeby pokazać, że ma wybór, będzie walczyć do upadłego dla nich i wbrew nim. Mam taka Anaela się Wam spodoba... Ja czekałam na nią bardzo i jestem bardzo szczęśliwa, że się doczekałam.

Witaj na świecie, "najmłodsza"!!!

środa, 22 października 2014

Już jutro! Dwie wspaniałe premiery! A dziś ogłoszenie wyników Konkursu Recenzjowego :)


Mam dobrą wiadomość dla wszystkich tych, co odwiedzą w najbliższych dniach Targi Książki w Krakowie. Już jutro (od jutra do niedzieli) będzie można kupić "Przystań Julii" na stoisku Wydawnictwa Znak! Książka podobno wygląda ślicznie - piszę podobno, bo ja jej jeszcze nie mam :(. Reszta Polski (w tym autorka) dostanie zamówione książki pewnie w dniu premiery oficjalnej, czyli 5 listopada, chyba że miało się szczęście i zamówiło u samego Wydawcy, który u siebie zapowiedział premierę Julii na 27 października...
Tak więc pochwalcie się, gdy będziecie miały książkę w rękach. No i po przeczytaniu też napiszcie parę słów!

Jutro również będzie miała premierę moja ukochana, oczekiwana "najmłodsza", czyli IV tom Kronik "Wojna o Ferrin". Ją dostałam dzisiaj i niedługo Wam zaprezentuję.

Na koniec dziesiątka zwyciężczyń Wielkiego Konkursu Recenzjowego z serią różaną w tle. Wyślijcie, proszę, adresy pani Małgorzacie Ochab: ochab@znak.com.pl. Mam nadzieję, że szybciutko otrzymacie wygraną książkę. Może nawet szybciej niż ja...

Marzena Bronicka
Ejotek
Trinity
Tala Z
Karolcia
Malineczka
Asia Pałasz
Madziula
Ania Stromska
Marta

Gratuluję Wam, dziewczęta. :)

poniedziałek, 20 października 2014

"Julia" wróciła, co z Łukaszem oraz... gdzie są żelki?

"Przystań Julii" wróciła do pierwszej dziesiątki Matrasu.pl i to w bardzo fajnej cenie. :) Bardzom ciekawa, czy powtórzy rekord "Dla Ciebie wszystko" i wejdzie na miejsce pierwsze. Jak myślicie?
Ale byłabym szczęśliwa...


W opisie tej powieści (dla niezorientowanych: jest to trzeci i ostatni tom trylogii kwiatowej) Wydawca zdradza nieco szczegółów:

Opowieść o sile marzeń i o domu, który jest w nas.
Trzeba go tylko odnaleźć.

Przewrotny los połączył trzy kobiety mieszkające przy uliczce Leśnych Dzwonków. Szczęście ma jednak to do siebie, że nie trwa długo, a przyszłość skrywa wiele niespodzianek, nie zawsze radosnych…
Julia postanowiła zacząć wszystko od nowa. Spakowała do samochodu dorobek całego życia i ruszyła przed siebie, byle dalej od rozczarowań i zdrady. Czuła, że mały domek w Bieszczadach może stać się jej bezpieczną przystanią, nie wiedziała jednak, co ją czeka na końcu drogi.
Gosia i Kamila, przyjaciółki Julii z Milanówka, muszą zmierzyć się z mroczną tajemnicą, przez którą już utraciły najbliższą im osobę. Łukasz zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę. W tej grze stawką jest życie kogoś, kogo kocha. Jeden błąd i nadzieja znów zmieni się w rozpacz.
Czy dla Gosi, Kamili i Julii znów zaświeci słońce?
Czy odnajdą bezpieczną przystań?
I czy los okaże się wreszcie łaskawy?

Uznaliśmy z Wydawcą, że po raz pierwszy będzie "cisza przedwyborcza", nie będą rozsyłane egzemplarze przedpremierowe i nikt oprócz osób pracujących nad książką nie pozna jej treści, aż do oficjalnej (5.11) lub nieoficjalnej (Targi Książki w Krakowie? - nie wiem, czy już wtedy Jula się ukaże, ale to bardzo prawdopodobne) premiery książki.
Tak więc wszyscy, którzy polubili dziewczyny z kwiatowej trylogii będą mogli powrócić w tamte klimaty w tym samym dniu. (Tylko w którym? Dlaczego ja, autorka, ciągle nie wiem, kiedy się ukażą moje książki?).
Przynajmniej nikt nie zdradzi przedwcześnie, że Łukasz...
Nic więcej nie powiem. ;)

Wyjaśnię tylko dziewczynom z fanpejdża, które się dziwiły, że mam porządek na biurku: na vlogu pokazywałam miejsce mojej pracy i rzeczywiście muszę mieć dookoła siebie porządek, żeby nic mnie nie rozpraszało. Laptop, czasem kwiatki w wazonie, herbatka i... żelki - to wszystko, co ma prawo znaleźć się na moim biurku podczas intensywnej pracy. Niekiedy słownik, jeden, czy dwa.
No, czasami milion samochodzików, jak Patik przenosi garaż ze stołu w pokoju dziennym do mojego, ale milion samochodzików się nie liczy...


Na zdjęciu, które Ania zaprezentowała na fanpejdżu zabrakło jednego, co dziewczyny oczywiście natychmiast zauważyły i o co zaczęły się dopytywać: GDZIE SĄ ŻELKI?!
No jak to gdzie? Zjadłam! :)))

Na koniec jak zwykle pytanie: Czy któraś z Was czeka specjalnie i najbardziej na "Przystań Julii"?
:*

PS. Uwaga, bo to ważna informacja: Empik zamówił na święta limitowaną edycję trylogii kwiatowej w pięknym pudełku i z niespodzianką na dodatek. Będzie to świetny i bardzo ładny prezent. Bądźcie czujne, bo ilość zestawów jest naprawdę niewielka...

niedziela, 19 października 2014

Gdybyś miała zbudować swój dom...

Czy wiecie, że Nadzieja istnieje naprawdę? Domek, który opisałam w książce rzeczywiście stoi sobie w otoczeniu wiekowej puszczy w Boguszy, niedaleko Nowego Sącza. I powiem Wam, że to najpiękniejszym domek i najcudniejsze miejsce, jakie widziałam podczas wieloletnich poszukiwań TEGO miejsca. Mojego azylu. Kupiłabym go z miejsca, bo kosztował niedrogo, miał jednak drobny mankament: był maluśki (dwanaście metrów kwadratowych!). Nie dało się w nim zamieszkać na stałe... Ale jest, wzniesiono go pod koniec XIX wieku i postoi pewnie kolejne sto lat, bo zbudowali go dobrze, góralscy cieśla.

A oto już zdjęcia tego domku.


I jeszcze jedno śliczne miejsce, o którym kiedyś napiszę. Maciupki domek na Zakynthos w Grecji. Właściciele, jak się doczytacie, nazwali go Almond Tree Cottage.


Pomyśleć, że mogłam mieszkać w Migdałowej Chatce albo Domku z Bajki, a wybrała mnie taka dosyć zwyczajna, ot zwykła kostka z cegły, Poziomka...

Wiem z Waszych maili, że wiele z Was szuka swojego miejsca na ziemi, ale równie wiele już znalazło. Jakie one są? Jakie miałyby być? Gdzieś tutaj? W Polsce? Czy może na pięknej, greckiej wyspie tuż nad morzem? Z kamienia? Z drewnianych bali? Stare, mające swoją historię, czy "nówki", przez Was wymarzone, zaprojektowane i wybudowane?

Ech... o wymarzonych domkach mogłabym gadać jak o ukochanych różach. Bez końca. :)

czwartek, 16 października 2014

Arogancki drań

Od paru dni mam tak fajnie zatytułowany plik na pulpicie. "Arogancki drań". Co widzę tego "aroganckiego drania", to śmiać mi się chce, bo wyjątkowo to określenie pasuje.
Jest to początek (a może środek?) powieści, która kiedyś pewnie powstanie, a napisał mi się ów początek teraz, gdy nie wolno mi niczego pisać, bo mam wakacje.
Ale pisanie hmm... ot tak sobie... się nie liczy, no nie? ;)
Jak fajnie jest oszukiwać samą siebie i jak zupełnie to nie wychodzi...
Myślałam, że będą mi potrzebne dłuuugie wakacje po ostatnich miesiącach, w których to pisałam i przygotowywałam do druku ileś tam książek i opowiadań, ale okazuje się że bez pisania wytrzymuję... no nie wiem... tydzień? Dwa?
Tak więc niedługo przysiądę na poważnie do następnej powieści, a tymczasem piszę takie właśnie niezobowiązujące wstawki. A to "Aroganckiego drania", a to kawałek scenariusza...

A tak apropos, w jakim kierunku powinna rozwinąć się akcja? Na co miałybyście ochotę? Na coś w serii z czarnym kotem? Może na kryminał, albo sensację? A może na coś pikantniejszego? Romantyczna obyczajówka raczej mi z tego nie wyjdzie. Nie z takim facetem w roli głównej. Więc...? ;)

Endżoj!

wtorek, 14 października 2014

O tym, jak osiągnęłam szczyt możliwości :)

Kurczę, przestałam robić zdjęcia. Po prostu udało się mojemu kochanemu canonowi zrobić trzy tak dobre, że lepszych mi samej zrobić się nie uda. Po prostu nie ma szans. Choćbym nie wiem ile przeczytała podręczników i nie wiem ile napstrykała nowych fotek moim ukochanym modelikom, lepszych zdjęć nie zrobię. Więc po co się starać?

Oto jedno z tych zdjęć, czyli portret mojej ślicznej brataniczki Zosi :)


W mojej amatorskiej fotografii portretów dziecięcych osiągnęłam więc szczyt. Róże przekwitły, do fotografowania krajobrazów, czy żywności mnie nie ciągnie, słit foci nie pstrykam, a księżyca przeświecającego przez gałęzie drzew sfotografować nie potrafię. Próbowałam.
Więc aparat odłożyłam na parapet okna i sobie leży, czekając... nie wiem... chyba na nowe dziecko w rodzinie, które będę mogła obfotografowywać.
Miałyście tak kiedyś, że w swoim zawodzie, czy hobby osiągnęłyście szczyt własnych możliwości i to był koniec?

Na szczęście żadnej z napisanych dotychczas książek nie uważam za dzieło mojego życia, bo pewnie przestałabym pisać... Ciekawe, czy Zafon, osiągnąwszy szczyt z "Cieniem Wiatru" (choć moim zdaniem "Gra Anioła" jest jeszcze lepsza) też ma takie dylematy. Wiedzieć, że nie napisze się już nic lepszego... że nie osiągnie się już nic więcej... Albo J. K. Rowling... Czy mogą mieć większe aspiracje? Do czego dążą, skoro osiągnęli wszystko, co w swoim zawodzie i swojej pasji mogli osiągnąć?

Jak to dobrze, że przede mną jeszcze kilka szczytów: nadal nie napisałam książki mojego życia i nadal marzę o ekranizacji. Fotografowanie jakoś odżałuję, trudno, ale bez pisania chyba bym nie mogła żyć.

A na koniec taki mały żart: mam do wyboru: Patisia, albo Patinkę? Kogo wybrać? ;D

niedziela, 12 października 2014

S.t.r.a.c.h

Wstrząsnęła mną śmierć pani Anny Przybylskiej. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć, że odszedł ktoś tak młody, dobry, pełen życia. Że Los mógł odebrać mamę trojgu dzieciom i to tak okrutnie, w takich cierpieniach.
Tyle razy w moich książkach powtarzałam nie tyle Wam, co sobie: spieszmy się kochać ludzi, życie jest tak kruche, wystarczy jedna chwila i nie ma nas, nie ma tych, których kochamy, pozostaje pustka i straszna rozpacz. I pytanie: dlaczego umierają dobrzy ludzie, a ci podli cieszą się życiem? Pytanie bez odpowiedzi. Jej śmierć o tym właśnie przypomina.

Ja jednak odczułam to kilka miesięcy wcześniej, gdy pewnego jasnego, słonecznego dnia, na prostej drodze zginął brat mojej przyjaciółki, niespełna 30-letni, osierociwszy rocznego synka. Jechał wolno i spokojnie, dzień był słoneczny, nic nie zapowiadało, że za chwilę tego dobrego, sympatycznego człowieka nie będzie...
Nie znałam go osobiście, a jednak Jego śmierć była dla mnie szokiem. I nagle zrozumiałam... siebie. Pojęłam choćby to, dlaczego w ciągu zaledwie sześciu lat napisałam niemal trzydzieści książek.
Otóż (to bardzo osobiste, trudno o tym pisać) kilka lat temu miałam podejrzenie właśnie raka trzustki. Po szeregu badań nie potwierdzono go, ale od tamtej chwili miałam właśnie to poczucie tymczasowości, tego, że czas mi się kończy, a ja przecież mam tak wiele do zrobienia... mam jeszcze tyle do powiedzenia... muszę choćby zapewnić przyszłość dzieciom, kiedy mnie zabraknie, a czasu jest coraz mniej. Pisałam więc... pisałam... pisałam... By zdążyć.
Teraz już wiecie, skąd u mnie 27 książek w ciągu 6 lat? Właśnie stąd. Ze strachu.

I nagle zginął ten chłopak, a we mnie coś pękło. Zrozumiałam, że i tak nie zdążę opowiedzieć wszystkiego, że jeśli mam odejść, to ból tych, co zostawię będzie taki sam, więc... muszę żyć tu i teraz, cieszyć się każdym spokojnym dniem, każdą chwilą kiedy jesteśmy razem. Żyć tak, jakby przyszłości miało nie być.

Lubicie w recenzjach cytować fragment "Ogrodu Kamili": Przeszłości już nie ma. Przyszłości jeszcze nie. Liczy się tu i teraz, choć tak łatwo o tym zapominamy.

Ja sobie to uświadomiłam i zwolniłam tempo życia. Nie zdążę zrealizować wszystkich pomysłów i marzeń? Trudno, za to popatrzę wieczorem z dziećmi na gwiazdki. Upiekę im ciasto. Nie będę tak strasznie zmęczona, jak ostatnio, gdy co miesiąc wydawałam książkę, więc będę się częściej uśmiechać i po prostu z nimi być.

Postanowiłam też bardziej dbać o tych, których kocham i o przyjaciół. Nie wściekać się na współpracowników. Być bardziej... serdeczna. Uważna. Nie rozstawać się w gniewie, bo mogę nie mieć szansy prosić o wybaczenie i wybaczyć. Wreszcie bardziej cieszyć się życiem, a nie pracą, choćby była najwspanialsza i najbardziej pasjonująca - a pisarstwo takie jest.

Zwolniłam, dziewczyny. Życie jest za krótkie, by go nie smakować. By się nim nie cieszyć.

Spieszmy się kochać ludzi, moje drogie, bądźmy serdeczne. W tym coraz bardziej dzikim świecie, gdy człowiek człowiekowi bestią, żyjmy tak, by co dzień spojrzeć sobie bez strachu w oczy i powiedzieć: jesteś okej, nikogo nie skrzywdziłaś. Ja tak właśnie staram się żyć...

Na koniec prośba: te kwiaty, które ilustrują dzisiejszy wpis, dostałam od Marty i mam, Marto kochana, do Ciebie wielką prośbę: odezwij się via mail. Chciałabym podarować Ci coś miłego za ten serdeczny gest. Na pamiątkę spotkania, które bardzo mnie poruszyło.

Smutno mi...

niedziela, 5 października 2014

Moje róże - wspomnienie lata - i parę rad dla początkujących

Oto parę rad od początkującej hodowczyni dla początkujących hodowczyń. Nie jestem różaną wyrocznią, hoduję te kwiaty dopiero czwarty rok i myślę, że sporo muszę się nauczyć, ale kilkoma spostrzeżeniami mogę się z tymi, które pokochały róże po "Ogrodzie Kamili", podzielić.

Jest teraz czas sadzenia róż. Jesień i wiosna. Przy czym nie wiem dlaczego jesień ma być lepsza od wiosny. Ja, gdybym miała być gdzieś przenoszona, wolałabym pocieszać się ciepłem i słońcem, a nie okropnym październikiem i jeszcze gorszym listopadem. Ale róże nie mają takich rozterek. Można je więc teraz sadzić. Dodam, że róże w doniczkach można przesadzać cały rok. Te z nagim korzeniem (a takie najczęściej są w sprzedaży) właśnie wczesną jesienią i wiosną.

Jedna ważna uwaga: róże kochają ciepło i słońce. W cieniu będą chorowały, w półcieniu będą nieszczęśliwe. I też zaczną chorować.
Ja mam u siebie trzy różane poletka - jedno dla moich ulubienic, najbardziej zadbane i z najlepszą ziemią, drugie dla odmian, które sprawdzam, również zadbane, trzecie to zsyłka (wygnanie) - tam przesadzam odmiany, które się nie sprawdziły. Jest to miejsce najbardziej oddalone od domu, zaciszne i totalnie nasłonecznione. Najbardziej gorące i słoneczne na całej działce. I tam te moje półdziko rosnące różyczki... mają się najlepiej. Kochają to miejsce. Mogę kompletnie nic, oprócz podlewania, przy nich nie robić, a one i tak będą kwitły aż do zimy. Szkoda, że tego ciepła i tego słońca nie mogę przenieść bliżej... Róże przy domu, choć bardzo o nie dbam, chorują, bo rosną w cieniu. Nie znoszą tego. Tak więc gdy będziecie wybierać miejsce dla Waszych pieszczoszek, dużo słońca proszę.

Róże muszą być przycinane i podlewane. Na początku bałam się tego przycinania. Rozumiecie: nad trzecim pąkiem, skośnie, tylko podczas pełni księżyca i nago (żartuję), ale teraz po prostu biorę sekator i je przycinam. One i tak odrosną. O ile będą miały słońce i ciepło.
Są dwie szkoły: cięcie jesienne i cięcie wiosenne (mówię nie o usuwaniu zwiędłych kwiatów - to trzeba robić na bieżąco, a o cięciu niskim, ok 30cm nad ziemią). Ja przycinam róże po staropolsku - jesienią. Ładnie wtedy wygląda rosarium jest schludne i zadbane i łatwiej krzaczki opatulić.
No ale ja się nie znam. Fachowcy radzą co innego. Czyli cięcie wiosną.

Na zimę róże należy opatulać. Ja przysypywałam je liśćmi brzozy, które zgrabiałam z trawnika i jest to okej, ale trudno potem te liście wydłubywać z kłujących krzaków. W tym sezonie mam zamiar spróbować mat słomianych albo jodłowych gałęzi. Ciekawe jak się to sprawdzi.

Róże należy nawozić. Nawozów jest cała masa, ja jednak wyszukuję takie w granulkach, koniecznie z manganem i żelazem, a na takie trudno trafić, bo zauważyłam, że właśnie takie niedobory u moich róż występują. Róże lubią też glebę lekko kwaśną (tak jak iglaczki i rododendrony), więc kora do obsypania krzaków nie zaszkodzi różom, a ograniczy wzrost chwastów.

Na koniec: jakie odmiany polecam? Często dostaję takie pytanie. Moja odpowiedź jest prosta: pachnące. Uwielbiam zapach róż, ale ale, nie wszystkie pachną różami! Kupiłam odmianę o zapachu... nie pamiętam jak był określony... orientalny? Egzotyczny? Woniała temperą, jakimś takim sztucznym zajzajerem i udała się na wygnanie. Gdzie ma się bardzo dobrze, jak wspominałam.
Wybierając więc odmianę, którą chcesz ściągnąć ze szkółki obejrzyj zdjęcia, czy taki kwiat Ci się podoba, doczytaj dokładnie, jaki to rodzaj róż (wielkokwiatowe to róże na długich łodygach i dużych pięknych najczęściej pojedynczych kwiatach, wielokwiatowe to niższe i obficie kwitnące, są jeszcze rabatowe, pnące, historyczne...). Czy jest odporna na mróz i na choroby. Czy ewentualnie zgodzi się rosnąć w półcieniu, albo w donicy (róże nie lubią donic, mi się nie udało hodować ich na ganku). Jak jest wysoka i jak szeroko się rozkrzewia. Bujnie rosnące zagłuszą bowiem te mniejsze i niższe, zasłaniając im słońce.

Ja już wiem, jakie róże chcę hodować na całej działce. Moje ulubione to Aquarell, Lady Emma Hamilton i Erotica.
Bardzo, ale to bardzo niezwykła, aż niepokojąca, jest niebieska róża (choć kolor ma raczej lawendowy), ale nie wiem, jak się nazywa, ja określam ją róża-duch. Tej się jeszcze przyjrzę.

I na koniec powiem Wam jedno: to wspaniałe hobby. Mogę się krzątać między moimi różami całe letnie dnie. Chętnie je także tnę do wazonu (szczególnie te z wygnania), dom wtedy pięknie wygląda i pięknie pachnie.

A teraz kilka zdjęć moich pieszczoszek.

Wyjątkowo wdzięczna w hodowli i wyjątkowo niefotogeniczna Aquarell. Kwitnie od czerwca do teraz, gdy wszystkie inne już się poddały, ma śliczne kwiaty i ładnie pachnie. Krzaczki miały być średniowysokie, a jeden przerósł mnie. Ale moje aquarelki wiedzą, że darzę je miłością i w ten sposób się odwdzięczają. :)


Druga z moich ukochanych odmian, którą już tutaj prezentowałam: Lady Emma Hamilton. Moim zdaniem trudna w hodowli i wymagająca troski. Przepięknie kwitnie a jeszcze piękniej pachnie. Obok Erotiki (której ładnego zdjęcia nie udało mi się zrobić) to najpiękniej pachnąca odmiana.


Orient Express - z tego co pamiętam tak się nazywa ta róża. Ładnie wygląda, ładnie pachnie, ale nic szczególnego o niej nie powiem. Chyba powędruje "na wygnanie"...


Candlelight - ładna, ładnie pachnąca, długo stoi w wazonie (co nie zawsze jest regułą, nie każda odmiana choć cięta w ten sam dzień lubi zdobić dom)


Śliczna - i tylko śliczna - Nostalgie. Jeszcze jedna ważna uwaga przy okazji: wybierajcie róże, które powtarzając kwitnienie i kwitną do jesieni. Chcecie mieć - tak jak ja - kwiaty, a nie krzaki przy domu, no nie? Nostalgie zakwitła raz, a potem były same badyle. Rozczarowałam się, bo kwiaty były naprawdę przepiękne...


I na koniec róża-duch. Płatki mają barwę lawendową, wpadającą w błękit i muszę Wam powiedzieć, że krzak obsypany takimi kwiatami jest po prostu niesamowity. Będę ją hodować. Ale może na słońcu. Ciekawe, czy będą wtedy bardziej niebieskie, czy bardziej fioletowe...


Pewnie zanudziłam Was na śmierć postem różanym, ale o moich pasjach potrafię nawijać w nieskończoność. :)
Teraz mam nowe hobby, fotografię, i niedługo znów zaprezentuję parę zdjęć...

czwartek, 2 października 2014

"Wojna o Ferrin" - premiera dnia... eee... nie wiem

Hmm... jestem skonsternowana. Najbardziej przeze mnie oczekiwany, bo ulubiony tom Kronik Ferrinu, ma bowiem trzy daty premiery, a która jest właściwa i kiedy książka się ukaże... nie wiem.

Na początku roku książka została wpisana do planu wydawniczego na październik, w połowie roku doprecyzowano, że będzie to 23 października i tak była zapowiadana na portalach książkowych. Tymczasem Matras i Weltbild nagle przesunęły datę premiery na 13 listopada, Empik zaś na 15 ale października, tymczasem u Wydawcy nadal jest to 23 października.

Zgłupiałam zupełnie i nie wiem, kiedy ta książka się ukaże. Jedyne pocieszenie: ukaże się. :) Musimy - my, pasjonatki Ferrinu - uzbroić się w cierpliwość i poczekać.

Poczekamy, co, dziewczyny?

Tymczasem Wydawnictwo Filia wraz z Empikiem przygotowało fajną niespodziankę. Wraz z "Kawiarenką pod Różą" można kupić kartki z paroma słowami ode mnie. Ot taki miły drobiazg. Jest to oferta limitowana, nie wiem ile egzemplarzy ma dołączoną kartkę i gdzie można takie książki kupić. Wiem, że ja moje egzemplarze autorskie mam bez kartek. (Konsternacja).

TUTAJ  
można kupić książkę z opowiadaniem moim i jeszcze kilku zacnych Autorów. Z inicjatywy koleżanki po piórze Gabrieli Gargaś napisaliśmy opowiadania w szczytnym celu: dochód ze sprzedaży książki zasili konto fundacji Marka Kamińskiego, która pomaga chorym dzieciom. Książka będzie również dostępna na stronie Empiku.


A ja dla Was przygotowuję jeszcze jedną niespodziankę. Przed świętami, tak żeby było można zrobić komuś fajny prezent, będzie można kupić książki z moim autografem. Gdzie i kiedy jeszcze dokładnie podam, gdy uruchomimy całą akcję. Tytułów będzie wiele: Sklepiki, kwiatowa trylogia, Poczekajka, parę książek z serii owocowej, Kawiarenka, Ferrin - do wyboru, do koloru. Jeśli więc chciałybyście sprawić komuś albo sobie taki prezent, wypatrujcie wiadomości. Może będzie osobna zakładka na górze strony?

Na koniec krótkie ale treściwe pytanie: kto jeszcze czeka na IV tom Kronik?

środa, 1 października 2014

Wielki Konkurs Recenzjowy - Trylogia Kwiatowa



Do premiery "Przystani Julii" miesiąc (już tylko miesiąc!), chociaż podobno (jest to prawdopodobne, ale nie na 100% pewne) Julia ma mieć swoją prapremierę na Targach Książki w Krakowie, szczęściary, które na nich będą, bo pewnie dostaną ją w swoje ręce prędzej niż autorka...

Czas więc najwyższy ogłosić konkurs recenzjowy, by Wydawca miał komu wysłać egzemplarze promocyjne. Niniejszym ogłaszam ten konkurs.

Zasady są tym razem nieco inne: w komentarzach pod tym wpisem wklejajcie (uwaga!) fragment Waszej recenzji - najlepszy, najlepiej oddający Wasze emocje podczas czytania książki - oraz link do recenzji.

Nie muszą to być recenzje z bloga, mogą to być opinie ze stron księgarni internetowych, czy portali czytelniczych, ważne jest pięć rzeczy:
1. fragment recenzji wklejony do komentarza
2. link do recenzji
3. recenzja ma dotyczyć tylko "Ogrodu Kamili" albo "Zacisza Gosi"
4. recenzja napisana przed 20 października br (macie więc jeszcze trochę czasu, by coś skrobnąć).
5. adres mailowy, na który będę mogła wysłać informację o ewentualnej wygranej.
I najważniejsze: fragment recenzji nie może zdradzać treści! To ma być nie spoiler i nie streszczenie, a Wasze wrażenia, okej? Bezlitośnie będziemy z Anią kasować wpisy, które zdradzają akcję, czy nie daj Boże zakończenie którejś z części.

Jeszcze przed premierą ogłoszę wyniki konkursu. Mam nadzieję, że egzemplarzy promocyjnych będzie zacna ilość i będziecie usatysfakcjonowane.