wtorek, 18 lipca 2017

Wakacje, wakacje!

W Polsce środek lata, w Australii środek zimy. :)

Nie denerwujcie się zawieszeniem strony fanpejdżowej, Ania Koordynatorka zasługuje na odpoczynek od internetów i Wy również. Na plażę, dziewczęta! W góry, do lasu, na działeczkę, do parku! :)

Ja - jako że wakacje będę miała w zimie - wracam do pracy, trzeba przygotować "Błękitne Sny" na premierę (28 sierpnia, przypominam) i powoli na serio zagłębiać się w nową opowieść.

Życzę więc Wam wakacyjnie pięknej pogody i odpoczynku, a skoro już tu jesteście, podpowiedzcie, która okładka "Gwiazdki z nieba" podoba się bardziej? Z koszyczkiem, czy bez koszyczka? Bo mam dylemat... :)



piątek, 7 lipca 2017

"Błękitne Sny" i świąteczna niespodzianka!


Skończyłam "Błękitne Sny"! Z czego bardzo się cieszę, bo termin był napięty, ja trochę chorowałam, a jak się choruje, to ciężko pracować twórczo. Ale skończyłam. Planowana premiera: 28 sierpnia.
"Leśna Polana" jest Waszym nr 1 jak to wynika z ankiety obok, "Czerwień Jarzębin" chwyciła Was za serca, mam nadzieję, że "Błękitne Sny" będą ukoronowaniem trylogii.

Pierwsze redakcyjne recenzje? Proszę bardzo:

Pani Kasiu,
zafundowała mi Pani ekscytujący wieczór i piękny, wzruszający poranek. Przepadłam na kilka cudownych godzin. Mistrzowsko wyprowadza Pani czytelnika ze świata pełnego grozy, mroku i traumatycznych wydarzeń do krainy dobrych emocji, zaufania i miłości. Po przeczytaniu Błękitnych snów zrobiło mi się ciepło na sercu. Ta książka daje nadzieję i siłę, żeby walczyć o siebie i swoich bliskich. 

I jeszcze jedna:

To najcieplejsza, najbardziej "otulająca" dobrymi emocjami część Leśnej Trylogii. Czasami nawet między wierszami można wyczuć emocje miłości! Nawet jeżeli para bohaterów się sprzecza (co naturalne w życiu) to czuć zrozumienie, dobre chęci i wzajemną miłość. Nie mam pojęcia, jak Pani to robi, ale rozwój wydarzeń, mimo że wciąż dynamiczny, to dawał mi spokój podczas czytania. Czułam, że bohaterowie zasługują na szanse od życia. Że pomimo wszystko zapanuje dobro.
Wszystkie wątki złożyły się z zgrabną całość. Nawet poruszając trudne tematy w tej części zawsze otaczałaś bohaterów nadzieją. Piękne to było. 
Czujecie się zachęcone? :)

To teraz ważna wiadomość: w Empiku książka będzie dostępna w limitowanej edycji z dodatkowym rozdziałem "Listy z Leśnej Polany". Uwaga: limitowana, to znaczy nakład będzie ograniczony. Uprzedzam już teraz, żebyście mogły kupić tę właśnie edycję, gdy tylko się ukaże! Oto okładka wydania specjalnego:


Na koniec zdradzam, cóż to za niespodziankę przygotowuję na Święta Bożego Narodzenia (tak, tak, już myślę o Świętach, przynajmniej jeśli chodzi o plany wydawnicze). 
Otóż... "Gwiazdka z nieba"!
Bardzo ciepła, serdeczna opowieść, której bohaterem będzie młody mężczyzna po przejściach i dziewczynka.
Już zaczęłam tę powieść pisać! Oto kilka pierwszych zdań no i okładeczka. Nie wiem, jak Wam, mi bardzo, ale to bardzo się podoba... :)
 
Będziecie czekać na "Gwiazdkę z nieba"? 
Mam nadzieję, że tak. :))
Wracam do pisania. 
:* :* :*
Wasza Kejt

wtorek, 6 czerwca 2017

czwartek, 1 czerwca 2017

Rozbiłam bank!!!

"Czerwień Jarzębin" nr 1 na trzech największych portalach. :)) 


  Co teraz, zapytacie, skoro w Polsce osiągnęłam wszystko, co możliwe?  
Spocznę na laurach i oddam się kontemplacji przyrody? Nic bardziej  błędnego. Już mam następny cel: Nr 1 na liście bestsellerów New York  Times'a. Bo dlaczego nie? My, Polacy, jesteśmy pełni kompleksów wobec  Zachodu, a naprawdę potrafimy, jak chcemy... :))


niedziela, 14 maja 2017

"Zawodowy hejter niszczy tanio i skutecznie", czyli jak zostałam zmuszona do opuszczenia kraju...

Jakiś czas temu dostałam informację, że pewnej osobie za skuteczne zniszczenie mnie jako pisarki zaproponowano kilka tysięcy miesięcznie. Praktyki płacenia z pozytywne recenzje - od 500zł w górę - znałam. Tymczasem okazuje się, że zleceniodawcom, kimkolwiek oni są, płacenie za pozytywne recenzje mojej konkurencji nie wystarczało. Zaczęli opłacać zawodowych hejterów. Na początku nie uwierzyłam. Potem owszem. A ponieważ sama nie wchodzę na żadne blogi, ani strony poświęcone literaturze, poprosiłam osobę zewnętrzną, by obiektywnie przyjrzała się temu zjawisku i oto przedstawiam jak ten proceder wygląda.

Zawodowy hejter nie nazywa siebie oczywiście hejterem, tylko blogerem lub recenzentem. Zostaje "wyhaczony" przez zleceniodawcę z grona osób, które próbowały zaistnieć jako pisarz lub dziennikarz, ale ponieważ los poskąpił im talentu, zostają wyrzuceni nawet z podrzędnego portalu. Ich samoocena jest wysoka ("nie poznali się na mnie, s..syny"), frustracja również, ale zleceniodawcy potrzebna jest jeszcze u potencjalnego "pitbulla" chęć zemsty na tych "którym się udało". Łatwo jest znaleźć takich frustratów... Zleceniodawca upatruje sobie owego i pisze doń maila, oczywiście anonimowo. Od teraz frustrat nie jest już frustratem. Staje się "zawodowym hejterem". Pitbullem, który ma zagryźć. Dostaje zlecenie na konkretną osobę. Wszelkie chwyty dozwolone. Łamanie prawa cywilnego, czy karnego również, przy czym w razie gdyby osoba hejtowana wystąpiła do prokuratury czy z powództwem cywilnym, zleceniodawca - oczywiście anonimowo - zapewnia wsparcie dobrych prawników. Comiesięczna pensja płatna gotówką, pieniądze z ręki do ręki. Za szczególnie efektowny "chwyt" - premia.

Działalność hejtera polega na zakładaniu dziesiątek - jeśli trzeba to setek - kont pocztowych, by na ich bazie logować się dziesiątkami - setkami - na fejsbuki, portale książkowe, księgarnie internetowe i oczywiście fora. Wszędzie tam zawodowy hejter po pierwsze zaniża oceny książki, po drugie pisze negatywne recenzje. Przy czym nie mogą być to wpisy typu "to jest głupie", ma to być "rzetelna ocena powieści" podpisana przez np. filologa jęz. polskiego. Ma być wiarygodnie. Profesjonalnie.

Hejter ma wolną rękę w niszczeniu celu: może dowolnie i bezkarnie - i im bezczelniej, tym więcej lajków - łamać prawo, bo w razie czego dostanie "wsparcie". Oprócz działalności "fejkowej" i owych setek anonimowych kont, zawodowemu hejterowi zależy na wyrobieniu sobie nazwiska - dlatego zleceniodawca go wyhaczył, hejter musi widzieć swoje nazwisko, musi  z a i s t n i e ć. Za wszelką cenę chce się dowartościować. Być sławny. Zakłada więc swój "obiektywny" blog, na którym "obiektywnie" niszczy cel, za który mu płacą.

Zakłada też inne strony, bez żadnych zahamowań wykorzystując zdjęcia celu, montuje filmiki z wyrwanymi z kontekstu wypowiedziami ofiary, z których wynika np. że cel jest ćpunem/ćpunką. Oczywiście na to są już paragrafy Kodeksu Karnego, ale hejter ma przecież rękojmię zleceniodawców, że "pomożecie? pomożemy!", zresztą czy prokurator zajmie się taką błahostką?

Działalnością niejako poboczną, ale równie skuteczną, jest podjudzanie przez zakontraktowanego hejtera ataków hejterów, że tak powiem "spontanicznych", czyli grupy z natury przepełnione nienawiścią do każdego, kto coś osiągnął. I zawiścią, jeśli ta osoba pochodzi z danego środowiska. Dochodzi do tego, że literat, który "zasłynął" dawaniem czterech liter każdemu, kto mógłby pomóc mu w karierze "literackiej" atakuje ofiarę hejtu w taki sposób, że nawet wielbiciele owego literata uznają to za niesmaczne i żenujące. Lecz akurat w przypadku takich osobników nie dziwi nic.

Co ważne: hejtowana treść jest nieważna, nieważna jest wartość merytoryczna, czy społeczna książki. Hejtuje się każdą linijkę, przecinek i kropkę. Bez względu na to, czy jest się specjalistą w danej dziedzinie, czy nie, podważa się każde zdanie i akapit. A najulubieńszym słowem hejtera - w przypadku pisarza - jest słowo "grafoman". Czyli dokładnie to, kim jest hejter, a nie jego ofiara. Jeśli zaś chodzi o hejtera zawodowego, jego zadaniem jest totalne wyszydzanie nie tylko książki, akapitu, linijki, wyrazu, okładki, zdjęcia, ale i celu. Każda wypowiedź, każdy filmik, wpis, komentarz i działanie, choćby najszlachetniejsze, jest materiałem do "obróbki".

Zaczyna się efekt kuli śnieżnej. Jakaś absurdalna, powszechna nagonka na ofiarę "zawodowego hejtera". Może być albo czynna: ocenianie książki, która się jeszcze nie ukazała, zaniżanie jej ocen, wyrabiania ogólnej opinii wszędzie, gdzie możliwe, że ofiara to grafoman/grafomanka i "nie da się tego czytać"... albo bierna: osoby, które nawet cel lubią i czytają, i chętnie by na swoim blogu pisały o jego książkach dobrze, są natychmiast atakowane, z taką zajadłością, że - ze względu na własne zdrowie psychiczne - przestają o celu w ogóle pisać. Nadal kupują i czytają książki, ale się do tego nie przyznają.

Najniebezpieczniejszą formą, jaką obiera masowy hejt, jest atak fizyczny. Grupa hejterów skrzykuje się na spotkanie autorskie np. w księgarni, bo z biblioteki zostaliby wyproszeni, osaczają cel, unieruchomiony przy stoliku, przy którym podpisuje książki i zaczynają w sposób niewybredny atakować swoją ofiarę. Przy czym jedna z osób na wstępie informuje cel, że ma psychozę maniakalno-depresyjną, więc jest bezkarna i wolno jej wszystko. Oczywiście cel nigdy więcej nie zaryzykuje spotkania z psychopatą w miejscu publicznym, rezygnuje więc ze wszelkich spotkań autorskich. A jeżeli już na jakichś się pojawia, rzadko, to z ochroną. Bo nie wiadomo, co takiemu psychopacie przyjdzie następnym razem do głowy, czy jedynie zbluzga, czy obleje kwasem, czy dźgnie nożem na przykład...
W światek pisarsko-blogerski idzie przekaz, że cel nie spotyka się z Czytelnikami, bo nimi gardzi, bo biblioteki za mało płacą, bo odbiła mu woda sodowa... to co wymyślą, nie mają znaczenia. Nikt nie wie, że cel został po prostu zastraszony. Zaszczuty. Game over.

Zleceniodawcy są zadowoleni. To za co płacą zostało osiągnięte: ofiara znika ze sceny blogerskiej, księgarskiej, bibliotecznej i publicznej. Nadal ma setki tysięcy, jeśli nie miliony Czytelników, ale przestaje istnieć w świadomości społecznej, nawet jeśli jeszcze nie zaistniała. To zleceniodawcy wystarcza. Zawodowy hejter dorobił się następnych zleceniodawców, zarabia tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy na szkalujących filmikach, szkoleniach "jak zarabiać na hejterstwie" etc i właściwie wszystko byłoby okej - nie licząc samopoczucia ofiary, która ciężko pracując na swoje dokonania, została w taki sposób, bezkarnie, odpłatnie zniszczona, gdyby nie jedno ale...

...wśród tych wszystkich oszołomów, hejtujących, bo lubią, bo muszą, bo przyjemność im sprawia niszczenie kogoś, trafia się ktoś - a jest to na przykład wspomniana wyżej osoba zaburzona psychicznie - która postanawia wykończyć cel fizycznie. W jej chorym umyśle roi się, że ten ktoś zniszczył jej życie. Najpierw zaczyna pisać listy z pogróżkami. Gdy cel nie odpowiada, pogróżki zaczynają dotyczyć nie tylko celu, ale też jego dzieci, z których jedno ma cztery latka. A że każdy bez trudu może się dowiedzieć, gdzie mieszkamy...

Teraz już wiecie, dlaczego uciekłam na koniec świata?

PS. Do zawodowego hejtera i zawodowego literata: możecie sobie nie wierzyć w boską sprawiedliwość, ale to nie znaczy, że ona was ominie. Na ludzkiej krzywdzie nie zbuduje się szczęścia, a srebrniki, które za to bierzecie, staną się waszym przekleństwem.

PS2. Do koleżanek i kolegów po piórze: to może spotkać każdego i każdą z was. Nie hejtujcie, żebyście nie byli hejtowani. Miejsca na księgarskich półkach wystarczy dla wszystkich, a hejtowanie konkurencji jest po prostu niegodne twórcy, który ma tworzyć, a nie niszczyć.

Jak się bronić przed bestiami, które lubią się znęcać, lubią zadawać komuś ból? Nie pokazywać, że boli. Nic tak nie wkurza hejterów-sadystów jak zupełny brak reakcji na ich działania. Polecam po pierwsze w ogóle nie wchodzić na żadne strony internetowe, poświęcone książkom, a z czasem w ogóle odstawić internet (ile czasu ma się nagle na pisanie, czy zabawę z dzieckiem!), lecz żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością - i z Czytelnikami - zatrudnić osoby, które chronią ofiarę przed atakami: moderują, blokują, usuwają, przyjmują korespondencję mailową i pocztową. Na hejtera zawodowego są również sposoby: zgłaszanie stron naruszających dobra osobiste fejsbukom, jutubom etc, jeśli jesteście bardziej zdeterminowani, macie do dyspozycji prokuraturę i sąd. Myślę, że w końcu trafi się ktoś, kto nie machnie ręką, jak ja, złoży pozew i "zawodowiec" zapłaci w końcu takie odszkodowanie, że ostudzi to zapały jemu podobnym do niszczenia ludziom życia. Bezkarność i bezczelność nie ma granic u kogoś pozbawionego wszelkich zasad, ale cierpliwość ludzka owszem.

PS3. Jak możecie się domyślać celem "zawodowego hejtera" stałam się ja. Zleceniodawców nie znam. "Zawodowy hejter" robi obecnie karierę, prowadząc szkolenia, jak niszczyć skutecznie. Chwali się ilością zleceń od kolejnych zleceniodawców, może przebierać w nich jak w ulęgałkach. Ja może stwarzam pozory osoby łagodnej i ustępliwej, ale to jedynie pozory. Mogłabym podać go do sądu, ale po co? Żeby zrobić z niego męczennika ściganego za "wolność słowa"? Tchórzem również nie jestem. Z osobami chorymi psychicznie miałam do czynienia i potrafię się przed nimi bronić, ale istnieje granica, której NIKOMU nie pozwolę przekroczyć: bezpieczeństwo mojego synka. W pewnym momencie, gdy sprawy zaszły za daleko, postanowiłam wyjechać. Według hejterów będzie, że uciekłam. Zgadza się. Uciekłam. Niech mają radochę. Myślę, że do Polski nie wrócę już nigdy, bo po prostu straciłam poczucie bezpieczeństwa we własnym domu.
Wysoką cenę zapłaciłam za to, że robię, to co kocham, za moją pasję, ale największą krzywdę, jaką mogłabym sama sobie wyrządzić, jest z pisarstwa zrezygnować. Przez hejterów.


----

Serdecznie dziękuję za Wasze dobre słowa i wsparcie, szczególnie teraz, gdy po opisaniu tego co mnie spotkało, wylewa się na mnie tony pomyj. Mogłabym wchodzić w dyskusje i polemiki, ale z ludźmi tego pokroju, których opisałam nie ma możliwości polemiki. Oni żyją z niszczenia, wyszydzania, zaszczuwania. Każdy ma prawo do swojej opinii, tak jak każdy ma prawo wyboru tego, co czyta. Ale normalny człowiek po pierwsze nie czyta tylko po to, żeby książkę i autora "zjechać", po drugie potrafi krytykować w kulturalny sposób. "Książka mi się nie podobała, za dużo w niej było... za mało... etc" - to jest krytyka. Natomiast gdy pod moim zdjęciem, bezprawnie użytym, publicznie ogłasza niejaka Anna Jaskowska Macura "Kuźwa, gdybym zobaczyła taką mordę w ciemnej uliczce, tobym się zesrała ze strachu!" - to jest hejt. Chyba nie potrzeba więcej żadnych komentarzy... Dno i dwa metry szamba.