niedziela, 9 czerwca 2019

Zagubiona - książka papierowa, ebook i audiobook

"Zagubioną", moją najnowszą powieść możecie dostać w trzech formach :) 
Wybór należy do Was :) 

Książka papierowa 
Ebook 
Audiobook 

Poniżej zostawiam Wam linki do sklepów, w których będziecie miały wybór.

wtorek, 21 maja 2019

Na Dzień Mamy i bez okazji


Nie wiem, jak dla Was, dla mnie książka była zawsze najlepszym prezentem. Jeśli nie miał mi kto dać, sama sobie kupowałam. :)
Tak więc podrzucam przydatne linki i informacje:

W Gandalfie ostatnie egzemplarze z autografem.

Poczta Polska i mapka, na której poczcie kupisz "Zagubioną"

I przyjazna cena w Biedronce:


A jak o "Zagubionej" piszą pierwsze Czytelniczki? Piękna, wstrząsająca, dająca do myślenia, poruszająca najczulsze struny duszy, wzruszająca do łez...
Tym z Was, które są jeszcze przed lekturą mojej najmłodszej, życzę wielu wzruszeń.

Wasza Kejt

piątek, 10 maja 2019

Dlaczego Zagubiona?

Niech Was nie zwiedzie subtelna, urocza, słodko-różowa okładka drugiego tomu trylogii autorskiej! Treść nie jest słodka, życie głównych bohaterów nie jest usłane różami. Wiktor... o nim nadal nie wiemy za wiele, ze zrozumiałych względów. Natomiast Weronika... ona po prostu się pogubiła. Jest jak dziecko we mgle, które próbuje dotrzeć do bezpiecznej przystani i nie zginąć. 
     Tak sobie myślę, porównując trylogię autorską do poprzednich serii, że tamte były w pewnym sensie baśniami. Bohaterowie dosyć wyraźnie dzielili się na dobrych i na złych, dobrzy wiedzieli, czego chcą i z taką pozytywną, jednoznaczną determinacją dążyli do celu. Źli też oczywiście wiedzieli, do czego dążą, a było to rzucanie tym dobrym kłód pod nogi, robili to jednak otwarcie. Dobry wiedział, że zły to zły i z nim walczył, albo się przed nim bronił.
Tymczasem w "najmłodszej", jeszcze bardziej niż w "Pisarce", Zło ma przyjazną, kochającą twarz. Jest podstępne i, jak w żadnej poprzedniej powieści, potrafi manipulować, łgać, zakłamywać rzeczywistość. I niszczyć. 
     Przyglądałam się Weronice, dawniej silnej, rozsądnej dziewczynie, jak powoli daje się usidlać, jak wierzy tym, od których powinna trzymać się z daleka, jak zatraca rozsądek, nie ufa intuicji - ani przyjaciołom - i... ginie. Powoli ginie. Strasznie to było smutne. I przerażające, bo wiele kobiet tak właśnie pozwala się unicestwiać. Wplątują się w związki toksyczne, wiążą z podłymi ludźmi, często z psychopatami i albo wyrywają się z ich brudnych łap, albo tkwią w tych relacjach, coraz bardziej bezwolne i zaszczute. Zupełnie bezradne i zdane na łaskę i niełaskę tyrana...
     Zastanawiałam się, dlaczego tych dwoje - mój wspaniały Wiktor i moja kochana Weroniczka - nie walczą z całych sił o swoją piękną, trudną, niewinną miłość. I rozumiałam, że nad tę miłość przedłożyli swoją ukochaną, swojego ukochanego. Wplątano ich w najokrutniejszy układ: to drugie będzie bezpieczne, jeśli... 
     Kończąc tom II, spłakana jak nieboskie stworzenie, bo ta historia dotyka mnie osobiście (chociaż nie, naprawdę nie jest moją autobiografią) zastanawiałam się, czy tamta Weronika i tamten Wiktor, sprzed lat, mieli inne wyjście, czy mogli postąpić inaczej... Oczywiście, wybór należy do nas, my każdą sekundą naszego życia dokonujemy naszych własnych wyborów, ale - i to jest właśnie główne "ale" trylogii autorskiej - do chwili, gdy nasz wybór wpływa na życie tych, których kochamy. Wtedy myślimy nie rozsądkiem a sercem i nic już nie jest takie oczywiste.
     Przytulcie Weronikę i Wiktora podczas lektury "Zagubionej". Wasze dobre myśli będą im naprawdę potrzebne...

piątek, 19 kwietnia 2019

Fragment ZAGUBIONEJ dla Was


Możemy stracić miłość, tak, to nie zależy jedynie od nas, ale od nas zależy, by nie stracić wiary w miłość.


ROZDZIAŁ I

EWA

Szła niespiesznie uliczkami warszawskiej Starówki, jak zwykle oczarowana klimatem tego miejsca. Miała swoją ulubioną trasę, która omijała przepełniony turystami Rynek. Tutaj było cicho i spokojnie, a widok na Wisłę i daleką Pragę zapierał dech w piersiach stęsknionej za nim Ewie Kotowskiej.
Tak, uwielbiała Australię z jej słońcem i ciepłem. Z pogodnymi ludźmi, którzy uśmiechają się do ciebie, nieznajomej, bo po prostu lubią się uśmiechać. Tam, na dalekich antypodach – w pewnym sensie wygnana z ojczyzny – poczuła się w końcu bezpiecznie. Swój dom nad oceanem, który nie do końca był jej domem, uwielbiała również. Szukała go długo, bo też trudno było znaleźć miejsce marzeń: z dużymi, jasnymi pokojami, sypialnią i salonem, których okna wychodzą na roziskrzony bezmiar wód, z pełnym kwiatów i kwitnących drzew ogrodem, wreszcie z pawilonem, w którym Ewa będzie marzyła i pisała, pisała i marzyła. Gdy w końcu agent nieruchomości przywiózł ją tutaj, do VillaRosy, poczuła całym sercem, że znalazła swój azyl. Miejsce, które zastąpi jej utracony po raz kolejny dom daleko stąd.