sobota, 23 maja 2015

Niespodzianka nr 2, której... nie będzie

Żartowałam: będzie na pewno, tylko nie tak szybko, jak planowałam. Ale od początku... Tam gdzie zazwyczaj kończę moje powieści nie ma ani TV, ani intenretu, ani żadnych innych rozrywek, które mogłyby odwrócić moją uwagę, czy pozwolić uciec mi od pisania. Jestem tylko ja i mój laptop. Książka, nad którą pracuję. Photoshop i kilka tysięcy zdjęć, nad którymi mogę posiedzieć, gdy robię sobie przerwy oraz... książki, które zaczęłam, czekające na swój czas. Ostatnio zebrałam je do jednego folderu i okazało się, że jest takich tytułów - tak, tak, mają już swoje tytuły, bohaterów, pierwsze rozdziały - dokładnie 16. Mam więc do napisania 16 książek, oprócz tych, które już są wpisane w plan wydawniczy. A ktoś mnie kiedyś pytał w ramach jakiegoś wywiadu, czy mi się pomysły nie skończą.
Nie. One ciągle się zaczynają, tylko czasu brak.

Wracając do tematu: siedziałam w mojej samotni ze "Spełnienia marzeń!" i żeby odpocząć od pisania, zaczęłam... czytać. "Miasto Walecznych".
Kurczę, dziewczyny, gdy zebrałam w całość wszystkie pliki, prolog, początek, luźne epizody, otrzymałam ponad 400 stron książki. Nawet 450... Dobrej, wciągającej, poruszającej książki, która dała znać: przyszedł mój czas.
W moim umyśle, czy raczej sercu od tamtej chwili trwa mała rewolucja: wszystko domaga się dopisania brakujących rozdziałów, rozwinięcia i zakończenia poszczególnych wątków, czyli po prostu wydania "Miasta Walecznych" i jego drugiej części (bo będzie tego z 700 stron), czyli "Miasta Niepokonanych".

Pierwsze, co zrobiłam wróciwszy do domu, to zebrałam wszystkie nagromadzone przez lata materiały, a niektóre z nich to rzeczy unikatowe.
Na przykład oryginalny "Biuletyn Informacyjny", który kupiłam w antykwariacie akurat tego dnia, w którym pisałam epizod o wybuchu powstania w Paryżu. Pamiętam, że to było niesamowite: moja bohaterka biegnie do znajomego Francuza z tym "Biuletynem" w ręku, krzycząc, że w Paryżu wybuchło powstanie! A ja mam przed sobą ten właśnie numer... Absolutnie niesamowite doznanie...


Dwie dedykacje od Anny Eriksson, która była łączniczką w legendarnym Batalionie "Zośka" od pierwszego do ostatniego dnia Powstania. Wierzcie mi: gdy Ktoś taki jak Ona, którą szanuję i podziwiam całym sercem, mówi o mnie "moja przyjaciółka" jest to bardzo... wzruszające.



Oryginalny plan Warszawy, bodajże z 1935 roku, który kupiłam na Allegro, żeby "poczuć".


To wszystko są rzeczy inspirujące, wręcz wołające: Pisz, Katarzyno! Pisz! A teraz materiały, z których już korzystałam, albo będę korzystać - wierzcie mi, równie ciekawe:

Mapka, którą zeskanowałam z większej mapy, potrzebna mi do jednego tylko epizodu, na którą naniosłam pozycje naszych i wroga - takich mapek mam więcej. Wy tego w książce widzieć nie będziecie, ale ja dzięki temu dokładnie wiem, gdzie, kiedy, którędy, jak wycofywali się Powstańcy, jak odbijali utracone pozycje etc. Nie. Chyba jednak to zobaczycie, tak jak widziałyście atak terrorystów na konwój PCK w "Nadziei" - wtedy też naszkicowałam podobną mapkę - a mój konsultant, który przeżył taki atak, po przeczytaniu tego fragmentu zapytał z niedowierzaniem: Ty tam byłaś, czy co?
Tak. Byłam. W jakiś sposób byłam...


Na koniec trzy stosiki. Książki, które kupiłam albo dostałam. Czasem wspaniali ludzie otwierali swoje zbiory i mówili: Pani Katarzyno, proszę się częstować. Proszę brać to, co będzie pani potrzebne do tej powieści.
Jeszcze muszę te zbiory o parę pozycji uzupełnić. Brakuje mi genialnych "pomarańczowych książeczek" jak je nazywam, czyli "Powstanie Warszawskie 1944 Wybór dokumentów" - nie zdajecie sobie sprawy, jak niesamowitą lekturą może być właśnie przedruk oryginalnych dokumentów, rozkazów, obwieszczeń etc... Czytałam je jak najbardziej wciągającą powieść i parę "kwiatków" stamtąd na pewno w mojej powieści umieszczę... Mam też komplet "Biuletynów Informacyjnych" z lat 44-45 (również przedruk) i też już nie mogę się doczekać, gdy do nich zasiądę...
Mam unikalne albumy (przyznam, że niektóre zdjęcia po prostu roztrzaskują serce...), mam niepozorną książeczkę napisaną przez Niemca, który "sprzątał" na Woli - zajrzałam do niej raz, rzuciłam okiem na opis "akcji", na zdjęcie obok i... nie mogłam więcej czytać, ale będę musiała, bo chcę by o pomordowanych wtedy kilkudziesięciu tysiącach ludzi ktoś pamiętał). Jest pamiętnik "dobrego Niemca", oficera, który sądząc po tytule, starał się ratować każdego - chciałam zajrzeć do tej książki, ale po poprzednie, tej "niepozornej" nie byłam już w stanie i na koniec jest mój mały czarodziejski notesik, w którym mam notatki do "Miasta Walecznych". Obejrzyjcie sobie moje stosiki, a ja przejdę potem do drugiej części tytułu tego wpisu...




To właśnie miała być niespodzianka nr 2: "Miasto Walecznych tom1", wydane na Boże Narodzenie tego roku. Bądź co bądź mam już 90% książki, ale... to pozostałe 10% jest równie ważne, co reszta i muszę nad nim przysiąść na nieco dłużej, niż nad - gotową wydawałoby się - książką.
Oto, co przede mną, nim dokończę tom 1 i zabiorę się za 2:
- specjalna sesja fotograficzna na okładki obu tomów (mam nadzieję że autorem zdjęć będzie znakomity, genialny fotoreporter, któremu bardzo się ten pomysł spodobał)  
- przejście kanałami ze Starówki do Śródmieścia - trzymajcie za mnie kciuki, szczurów się specjalnie nie boję, będę pod opieką przewodnika i to pewnie niejednego, ale... może być to traumatyczne
- kilka filmów obejrzanych w małej sali kinowej jedynie we własnym towarzystwie - tak, żeby "zanurzyć się" w te filmy, starannie dobrane, nie mogę mieć obok siebie żujących popcorn, znudzonych gimnazjalistów, muszę być sama. Przeżycie będzie pewnie podobne do przejścia kanałami
- lektura wszystkich powyższych książek, od okładki do okładki i spisanie wszystkich odnośników, gdzie opieram akcję na faktach - mrówcza praca...
i na koniec najgorsze, co mnie czeka, a co sobie sama chcę zafundować:
- więzienie na Rakowieckiej, w jednej z cel, w których byli więzieni albo mordowani nasi Bohaterowie. Bo "Miasto" nie kończy się na Powstaniu, a na... (tu musiałabym zdradzić zakończenie)... Kończy się parę lat po wojnie. Tyle mogę powiedzieć. I myślę, że zejście do podziemi mokotowskiej katowni będzie gorsze, niż kanały, bibliografia, "niepozorne książeczki" i cała reszta.
A na to potrzebuję czasu...

Tak więc zamiast dokończyć przynajmniej pierwszy tom i oddać go w Wasze ręce jeszcze w tym roku, wyślę moje zbiory na koniec świata i do nich dołączę, zaś Wy dostaniecie na Święta "Amelię" i jeszcze coś, co powinno się Wam spodobać.
Ale o tym kiedy indziej...

Kurczę, naprawdę "zapadłabym się w Miasto i to byłoby niesamowite" już teraz, ale taką książkę pisze się raz w życiu.
Wracam więc do pogodnych obyczajówek...
"Miasto Walecznych" nadal musi czekać na swój czas...

czwartek, 21 maja 2015

O Jezu!, czyli... pierwsza niespodzianka

Od paru dni wiedziałam, że rosyjski Wydawca wypuszcza na rynek "Rok w Poziomce", znany nam jako "God w Romaszkie" - tak przetłumaczyła fragment zaprzyjaźniona tłumaczka. Wysłaliśmy jakiś czas temu pierwsze dwa rozdziały ładnie oprawione do paru największych wydawnictw rosyjskich i z jednym została podpisana umowa.

Pamiętacie "Romaszkę", czyli "Rok w Rumianku" (bo Poziomka tłumaczyła się na rosyjski słabo)? Przypominam:


I oto dowiaduję się, że na dniach wychodzi.... hmmm.... "Ziemlianicznyj God" (Truskawkowy rok) z okładką, którą zobaczycie, jak rozwiniecie stronę (żeby było większe zaskoczenie ;))))

środa, 20 maja 2015

Najbliższy plan wydawniczy, który miło Was zaskoczy :)

Bez przydługich wstępów:

Już można kupić w przedsprzedaży na empik.com śliczny "Zachcianeczek" (tom II "Poczekajki", jakby ktoś jeszcze nie wiedział), premiera 27 maja.


W lipcu "Spełnienia marzeń!" w zupełnie innej "sukience" - Wydawca postanowił włączyć tę powieść do serii owocowej, chociaż nie jest związana z poprzednimi tomami.

Notka wydawnicza:


"Dziś kończę osiemnaście lat. Już nigdy mnie nie dotkniesz. Już nigdy nie uderzysz.
I nie zobaczysz nigdy więcej” – To przyrzeka Klaudia sobie i temu, który ją skrzywdził, gdy staje na progu małego, starego domku, w którym ma nadzieję odnaleźć spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Los stawia na jej drodze Kamila, który jest przystojny, bystry, krnąbrny i… niewidomy.
Oboje są równie samotni, oboje są sobie potrzebni, obojgu grozi to samo niebezpieczeństwo… Rodzące się uczucie dwojga młodych ludzi budzi zazdrość tych, którzy powinni stanąć po ich stronie, a o Klaudię upomina się przeszłość, której ledwie zdołała umknąć.
Mimo to i on, i ona podejmują walkę o swe marzenia, choć cena wydaje się wysoka. Zbyt wysoka…
Niezwykła i wzruszająca opowieść, od której nie można się oderwać aż do końca.

I okładka:


W sierpniu powrócimy po raz ostatni do "Poczekajki"...


Zaś pod koniec września, albo w październiku coś, o co pytacie w mailach, komentarzach i na fanpejdżu, tadam!:


I jak Wam się podoba ten planik?
Dodam, że jeszcze Was mogę czymś zaskoczyć, a nawet dwoma czymiś, ale na ogłoszenie tych niespodzianek jeszcze za wcześnie...

wtorek, 19 maja 2015

O spotkaniu na Targach i o narzekaczkach

Przed chwilą wróciłam do domu i mogła wejść do netu (nim nakarmię dzieci i zwierzęta). Od razu więc wzięłam się do wpisu blogowego.

Zdjęcie podkradzione niezawodnej Lee Ann ;)
Chciałabym Wam podziękować za to, że przybyłyście tak tłumnie. Z całej Polski. Wstawałyście o piątej rano, przyjeżdżałyście z rodzicami, z dziećmi, z Wrocławia, Poznania, Krakowa, Łowicza, Sosnowca... już nie pamiętam skąd jeszcze... by zamienić ze mną kilka słów i zdobyć dedykację w książce (czasem książkach, kilkunastu, nie zapomnę jęku kolejki, gdy Ola zaczęła wyciągać po kolei całą swoją kolekcję do podpisu :))) Niektóre z Was czekały w kolejce po półtorej godziny, ja podpisywałam niemal trzy godziny - tym samym pobiłyśmy zeszłoroczny rekord. :))

Najbardziej chyba poruszyła mnie pani Ania, która zaledwie dwa miesiące po operacji nowotworu mózgu, ledwo odzyskawszy wzrok, o kulach, przyszła na spotkanie ze mną, żeby mi podziękować za "W imię miłości". W takich chwilach brak mi słów, w oczach pojawiają się łzy i jednocześnie nabieram na nowo głębokiego sensu tego, co robię.
Aniu kochana, bardzo Ci dziękuję, że przyszłaś i bardzo wierzę, że wszystko będzie dobrze...
Tutaj są podziękowania od Ani dla Was:  Anna Czubacka To prawda, niecałe dwa miesiące po operacji guza mózgu chciałam choć na chwilę zobaczyć Panią Kasię i podziękować za "W imię miłości ",bo dużo mi pomogła ta książka. Dziękuję Pani Małgosiu,bo z tych emocji i zmęczenia zapomniałam podziękować Państwu w kolejce. Jestem wdzięczna bardzo, że mogłam tam z Państwem być i zaznać tyle wsparcia i ciepła.

W ogóle wszystkie spotkania, choć tak króciutkie, były wspaniałe. Ja Was po prostu lubię i mam nadzieję, że mogłyście to poczuć, szczególnie - i to jest pewnie zaskakująca wiadomość - że za parę miesięcy wyjeżdżam bardzo daleko na bardzo długo. Było to prawdopodobnie ostatnie nasze spotkanie. Dlatego podwójnie cieszę się, że przyjechały te z Was, które naprawdę chciały się ze mną zobaczyć.

Gdy już nacieszyłam się Waszymi komentarzami pod wpisem z Targów, weszłam nieco wyżej i przyznam, że wszystko mi opadło. 
Jak wiecie, dzisiaj wychodzi trzeci tom Kolekcji (nota bene jest naprawdę piękny).

To zdjęcie z kolei podkradzione Kindze Kupczak :))
Przysłałyście zdjątka zdobycznych tomów (za co serdecznie dziękuję i przepraszam, że tym razem nie zrobię kolażu, ale naprawdę muszę zająć się domem, dziećmi i całą resztą), ale pojawiły się też wpisy narzekaczek. 
I nie mówię o tych z Was, które musiały się nabiegać, by zdobyć ten tom. Uprzedzałam, że nakład będzie się zmniejszał i ilość punktów, do których książki będą docierały też - mnie również wkurza to, że w Empikach się poniewierają po magazynach, był przypadek, że nie wystawiono ich na półki, a w małych miejscowościach nie ma Kolekcji w ogóle, ale niestety nic na to nie poradzę, dystrybutor ma tajny plan, według którego rozdziela egzemplarze Kolekcji - dlatego namawiałam Was na prenumeratę i tu dochodzę do narzekaczek: dziewczyny, książka w prenumeracie kosztuje 11zł, wysyłka jest bezpłatna, dostajecie trzy tomy w jednej paczce do domu, nie musicie biegać za nimi po mieście i na dodatek, gdyby Kolekcja została przerwana w którymś momencie, Wy dostaniecie całość. I jeszcze jest źle? Przecież gdyby mieli Wam wysyłać po jednym tomie, to koszty wysyłki byłyby wyższe, niż koszty druku.

Autentycznie tracę całą radość, że udało się tę kolekcję zgrać, ładnie oprawić, wydać, wypuścić w Polskę, bo ciągle czytam, że za drogo, że nie ma, że trzeba czekać... I wiecie co? Chyba zamiast tłumaczyć się narzekaczkom, pójdę do ogrodu, zobaczyć, czy nowe róże się przyjęły. Dzieci, kwiaty i zwierzęta - najwdzięczniejsze istoty pod słońcem. One potrafią się cieszyć każdym drobiazgiem... 

PS. Ja, bądź co bądź autorka, też potrafię dostawać moje egzemplarze dłuuugo po terminie premiery, choć powinnam otrzymywać je jako pierwsza. I co? I nic. Przecież świat mi się od tego nie zawala, a korona z głowy nie spada.

czwartek, 14 maja 2015

Wprost z Poziomki, a na początek...

... z ostatniej chwili: "Dzieciaczki" nr 1 w mojej ulubionej księgarni internetowej Ravelo. Ale się ucieszyłam!


Teraz już właściwy post:
Nim wyjadę na Targi, wkleję Wam tu kilka zdjęć wprost w mojego ogrodu.
Tak jak już stwierdziłam rok temu, gdy kupiłam moją pierwszą lustrzankę: kocham fotografować dzieci i kwiaty. Dzieci już były, teraz pora na kwiaty...

Sasanki
Serduszki :)
Rododendrony
Bez odmiany Sensation - niesamowity!

środa, 13 maja 2015

Spotkanie na Targach Książki

O "Mistrza" i "Zemstę" zapytam innym razem (sorry, zdjęłam wpis, który był tu jeszcze przed chwilą), ale są ważniejsze sprawy do przekazania, a nie wiem, czy będę w najbliższym czasie on line.

Dziewczęta, za dwa dni zaczyna się największe święto książki (przynajmniej dla mnie, która w nim uczestniczyła od najmłodszych lat), czyli Targi w Warszawie. Może kiedyś wybiorę się do Frankfurtu, tam są podobno jeszcze większe, ale na razie mnie nie ciągnie.

I chociaż nie jeżdżę na spotkania autorskie (bo po prostu nie mam czasu na skorzystanie ze wszystkim zaproszeń - musiałabym przemierzać Polskę chyba przez cały rok, a mam przecież coś takiego jak dom, dzieci i pracę), chociaż nie bywam na żadnych eventach (nawet nie wiem, jak coś takiego wygląda, a kilka razy mnie zapraszano), to raz w roku na Targi Książki w Warszawie dla Was, moje kochane, przyjeżdżam. By podpisywać książki, które ze sobą przywiozłyście, by zamienić z każdą z Was kilka słów, zrobić sobie fotkę, czasem przytulić się serdecznie, bo poruszają mnie spotkania z Wami i Wasze opowieści - wiele z Was znam stąd i z maili, z fanpejdżu, z zielonej strony, gdy jeszcze istniała... - a już najbardziej mnie wzrusza, gdy jedziecie setki kilometrów właśnie, by się ze mną spotkać. Do dziś nie zapomnę kilkunastoletniej Czytelniczki z Poznania, która wyciągnęła na spotkanie ze mną swojego tatę, bo sama była za młoda, by przyjechać. Nie zapomnę serdecznego uścisku Pani Doktor, która jest anestezjologiem i przyjechała z daleka, żeby mi powiedzieć, że moje książki po ciężkim dyżurze są dla niej kroplą radości.
To jest po prostu niesamowite!
I bardzo wzruszające.

Zdjęcie "pożyczone" od Czytelniczki Lee Ann z zeszłorocznych Targów. :)

I dlatego w sobotę 16 maja o godz. 14 możecie do mnie przyjechać (z dowolną ilością książek do podpisu i z telefonem albo aparatem, by pstryknąć sobie selfie ;). Będę na Was czekała na stoisku Wydawnictwa Literackiego (musicie je odnaleźć na mapce Targów, ja i tak zawsze się gubię...).

Uwaga: zwykle takie spotkanie trwa godzinę, chociaż ostatnio pobiłam podobno rekord Targów i podpisywałam książki non stop przez dwie godziny i kwadrans. Do ostatniej, czekającej w dłuuugiej kolejce Czytelniczki. Kolejce Czytelniczek zgranych, rozgadanych, i mających wspólne tematy, dodam. Podobno się Wam nie nudziło! ;D
Może się jednak zdarzyć, że będzie Was niewiele, wtedy będę do Waszej dyspozycji od godz. 14 do 15.

Na koniec zagadka dla spostrzegawczych :)) na stronie targów, czyli TUTAJ jestem na jednym ze zdjęć. Bardzom ciekawa, czy któraś z Was mnie wypatrzy. :))

To co, dziewczęta, do zobaczenia w sobotę?
:*

piątek, 8 maja 2015

"Mistrza" ciąg dalszy?

Taki oto wpis pojawił się dziś w zakładce "mistrzowskiej":

Droga Pani Kasiu, na "Mistrza" trafiłam przypadkowo, szukając innej książki i wpadłam... jak śliwka w kompot z Raulem i jego całą otoczką. I przyznam, że szukającej książki nie znalazłam, bo już dalej tak naprawdę nie szukałam. Ja szczerze mówiąc, nie czytam książek polskich autorów, dlatego postanowiłam sprawdzić czy warto wrócić z Zachodu do Polski. I powiem jedno: WARTO! Po znalezieniu "Mistrza" razem z koleżanką umówiłyśmy się, że zaczniemy czytać dopiero 15 maja, ona skończy pracę licencjacką, a ja zaliczę wszystkie egzaminy. Albo los chciał inaczej, albo ja się szybciej poddałam bo w ten sam dzień, dzień przed moim pierwszym egzaminem zamiast powtarzać materiał to w całości przeczytałam "Mistrza". Ostatnia godzina czytania spowodowała, że już nie widziałam tekstu, ponieważ tak leciały mi łzy niczym ulewa deszczu... A później wcale nie było lepiej, byłam w jak letargu i dalej przeżywałam Raula, książkę, tą historię. Wtedy wiedziałam, że muszę prosić Boga o jedno, żeby pozwolił mi się skupić następnego dnia na egzaminie...
Pani Kasiu przeczytałam całe mnóstwo książek, niektóre pamiętam (mam swoje perełki), a niektóre czytam po dwa razy i dopiero w czasie drugiego razu orientuję się, że jednak już tą książkę czytałam. Ale tak naprawdę, żadna z tych książek nie wzbudziła we mnie takich uczuć - nigdy, czytając książkę nie płakałam, i za to Pani bardzo dziękuję. Więc jestem pewna, że gdy będę czytała "Mistrza" drugi raz, to wiem, że nie będzie to przypadek a świadoma decyzja. Niestety (albo stety) Raula nie da się zapomnieć i tak tym sposobem "Mistrza" dodałam do listy moich książek, gdzie zajmuje ona pierwsze miejsce, w kategorii: Najlepsza książka jaką czytałam. Zgadzam się z czytelniczkami, że powinna powstać ekranizacja, jednak i tak każda z nas będzie mieć swojego Raula i swoje wyobrażenie o tej historii. Wykonała Pani, po prostu "Mistrz"owską pracę i wierzę, że jest Pani z niej dumna, tak jak ja dziękuję Pani, Pani Kasiu za to, że ona powstała. (Fajnie, że nawet w snach historia Raula ma ciąg dalszy)
Z wielką niecierpliwością czekam na "Zemstę", choć z tego co widzę pierwszeństwo mają Marzenia, a potem jak coś to będziemy się Mścić.
I teraz jedno z ważniejszych pytań: Czy aby na pewno chcę, aby inna książka przebiła "Mistrza"?
Chyba nie jestem jeszcze na to gotowa. :))
Życzę Pani wielu sukcesów, a przede wszystkim ciągle niewyczerpanej wyobraźni.
Pozdrawiam serdecznie,
Milena Król

Milenie najserdeczniej dziękuję za niesamowicie motywujące, wprost uskrzydlające słowa, a Wam się przyznam, że... chyba zmieniłam zdanie, zarzekając się, że ciągu dalszego tej historii nie będzie (bo co to za "Mistrz" bez Mistrza i takie tam...)
Jak wiecie sama z siebie zaczęła się mi któregoś dnia, czy którejś nocy pisać "Zemsta" i wygląda na to, że to BĘDZIE właśnie ciąg dalszy "Mistrza".
(Ile razy powtarzałam, Kasiu: nigdy nie mów nigdy?).
Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby Raul ot tak pojawił się w życiu Soni i Pawła, żeby nieco w nim namieszać. Ja nie lubię przewidywalności, ale...

Ale prolog i kawałek pierwszego rozdziału już jest, okładka jest, pomysł jest i tylko termin wydania by się przydał. Poinformuję Was niedługo o najnowszych planach (będziecie BARDZO zaskoczone), więc może i ów termin się pojawi.

Na razie zapraszam Was do oglądania i komentarzowania. Ponieważ będzie "Zemsta", "Mistrz" musi mieć nową oprawę (słowo "sukienka" tu nie pasuje). Przypominam więc na dobry początek "Zemstę", a potem jak zwykle mały quiz okładkowy: Mistrz z Mistrzem, czy Kochankowie? ;)

PS. Tak, przyznaję się i nic na to nie poradzę: jestem beznadziejnie zakochana w tym facecie. Właściwie to nie tylko w nim. W obu Łukaszach także. I w Danielu. W Sellinarisie oczywiście też. ;)))

wtorek, 5 maja 2015

"Mam i ja!" czyli o mojej i już częściowo Waszej Kolekcji...

Niezawodne Czytelniczki na fanpejdżu spontanicznie zdały relację ("Mam i ja!") z dzisiejszej premiery "Wiśniowego Dworku" czyli drugiego tomu Kolekcji moich książek. Niektóre okraszone były zdjęciami - załączam kolaż i bardzo dziękuję! Jesteście przekochane! :*:*

Nim jednak wkleję to zdjęcie, kilka ważnych informacji i odpowiedzi na powtarzające się pytania:

1. Tak, od 20 kwietnia wychodzi Kolekcja Książek Katarzyny Michalak (czyli moich, jakby ktoś nie wiedział). Jest to wydanie ładne, pełnowymiarowe, ale przeznaczone TYLKO dla punktów prasy i prenumeratorów. Nie znajdziecie tych książek w księgarniach ani "normalnych" ani wysyłkowych.
2. Obecnie jest dostępny w sprzedaży tom II czyli "Wiśniowy Dworek", za dwa tygodnie pojawi się tom III (kolejność książek i wszystkie niezbędne informacje TUTAJ), a poprzedni ZNIKNIE ze stoisk i kiosków, tak jak znikają czasopisma, gdy wychodzi następny numer. Co się dzieje z tymi znikniętymi egzemplarzami i czy można je będzie gdzieś awaryjnie kupić - nie wiem. Wolę nie myśleć, że są mielone na makulaturę jak czasopisma właśnie, bo mi serce pęknie.
Wiem jedno (bo uprzedził mnie o tym Wydawca):
3. Ilość miejsc, w których będzie można kupić następne tomy i ilość egzemplarzy w tych miejscach BĘDZIE SIĘ ZMNIEJSZAĆ. Nakład jest dostosowywany na bieżąco do zapotrzebowania i... cóż... pewnie coraz trudniej będzie zdobyć następne tomy, chyba że...
4. ... jest się PRENUMERATOREM. Wtedy masz pewność, że dostaniesz wszystkie 31 tomów na miejsce, na czas, na pewno (Wydawca zastrzegł, że może zakończyć wydawanie Kolekcji w dowolnym momencie i tylko prenumeratorzy mają pewność, że otrzymają komplet). Przy czym cena książki w prenumeracie to 11zł (koszty wysyłki gratis), a w kiosku 13,99. Nie muszę mówić, że to świetna cena za pełnowartościową książkę. Ktoś skomentował, że kupował książki za ponad 30zł a teraz można je kupić za grosze - zgadzam się i nie zgadzam. Po pierwsze dla jednych książka w cenie paczki papierosów to i tak za drogo, po drugie jednak książki wydawane "normalnie" w seriach - poczekajkowej, owocowej, ferrinowej etc... - to zupełnie co innego.Zresztą wiecie o tym, bo macie te książki na swoich półkach.
5. Ja rozumiem, że malkontenci muszą ponarzekać: że w Kolekcji nie będzie Kawiarenki i Sekretnika (nie będzie), że nie można zaprenumerować poszczególnych tytułów (nie można), że i 11zł, czy 13,99 to i tak drogo etc...etc...etc... Ale mam nadzieję, że większość z Was cieszy się z tej Kolekcji tak jak ja.

Radość tych właśnie - które się cieszą - widać poniżej. Rozbroiłyście mnie, przysyłając Wasze "Wiśniowe Dworki". :))


Dziękuję!! :*:*

wtorek, 28 kwietnia 2015

"Dzieciaczki" w Matrasie wciąż nr 1, a za tydzień... :))

Jak w tytule. Jestem nadal oszołomiona tym pierwszym miejscem, ale po mailach które od Was dostaję, komentarzach na blogu i fanpejdżu i opiniach w internecie wiem, że "najmłodsza" naprawdę Was porusza. Cieszę się. Dziękuję. :* :*

A już za tydzień... :)))


Drugi tom Kolekcji.:)) Ja czekam.
Na egzemplarze autorskie "Nie oddam dzieci", żebym je mogła wysłać zwyciężczyniom rozdawajki też czekam, tak nota bene, bo do mnie jeszcze nie dotarły...